-Stworzył SIEDEM horkluksów? – zapytał przerażony Harry, a
kilka portretów na ścianach również wydało okrzyki przerażenia i oburzenia. –
Przecież one mogą być ukryte wszędzie, po całym świecie… zakopane albo
niewidzialne…
-Cieszę się, że doceniasz wagę problemu – powiedział
spokojnie Dumbledore. – Ale, po pierwsze, Harry, nie siedem horkluksów, tylko
sześć. Siódma część jego duszy, choć tak okaleczona, zamieszkuje jego odnowione
ciało. To ta jego część, która wiodła życie widma w latach wygnania; bez niej w
ogóle nie byłby sobą. Ta siódma część duszy będzie ostatnią, z którą musi się
zmierzyć każdy, kto chce Voldemorta zabić: to część, która żyje w jego ciele.
-A więc sześć horkluksów – powiedział zrozpaczony Harry. –
Niby jak mamy je odnaleźć?
-Zapominasz, że jeden już zniszczyłeś. A ja zniszczyłem
drugi.
-Zniszczył pan?!
-Tak zniszczyłem – odrzekł Dumbledore i uniósł swoją
poczerniałą, opaloną rękę. – Ten pierścień, Harry. Pierścień Marvola.
Zabezpieczony był straszliwym zaklęciem. Gdyby nie moje… wybacz mi brak
skromności… wyjątkowe uzdolnienia i gdyby nie szybka pomoc profesora Snape’a,
gdy powróciłem do Hogwartu okropnie poraniony, pewnie bym nie dożył, by
opowiadać ci to wszystko. Pierścień nie jest już horkluksem (…)
-Dziennik, jak sam powiedziałeś, był dowodem na pochodzenie
Voldemorta od Slytherina. Jestem pewny, że było to dla niego niezwykle ważne.
-A te pozostałe horkluksy? – zapytał Harry. – Wie pan czym
one są, panie profesorze?
-Mogę tylko podejrzewać. Z powodów, które ci wcześniej wyłuszczyłem,
sądzę, że Lord Voldemort wybierał przedmioty bardzo cenne. Zbadałem więc
przeszłość Voldemorta pod tym kątem, zwracając szczególną uwagę na takie
właśnie przedmioty, z którymi się zetknął, a które gdzieś zniknęły.
-Medalion! – zawołał Harry. – Czara Helgi Huffelpuff! (…)
-Ale… ale w zeszłym roku – powiedział zdumiony Harry – mówił
pan, że jeden z nas musi zabić drugiego…
-Harry, Harry, tylko dlatego, że Voldemort popełnił poważny
błąd i postąpił zgodnie ze słowami profesor Tralewney! Gdyby nie zamordował
twojego ojca, to czy zaszczepiłby w tobie wściekłe pragnienie zemsty?
Oczywiście, że nie! Gdyby nie zmusił twojej matki, by oddała za ciebie życie,
dałby ci magiczną ochronę, której nie potrafisz przeniknął? Oczywiście nie,
Harry! Nie rozumiesz? Voldemort sam stworzył sobie największego wroga, podobnie
jak wszyscy tyrani na całym świecie!(…) a jednak Harry, mimo twojego
uprzywilejowanego wzglądu na świat Voldemorta, ciebie nigdy nie uwiodła czarna
magia, nigdy, nawet przez sekundę, nie pragnąłeś stać się jednym z jego
zwolenników!
-To chyba oczywiste! – zaperzył się Harry. – Zabił mojego
tatę i moją mamę!
-Krótko mówiąc: chroni cię twoja zdolność miłości! –
powiedział mocnym głosem Dumbledore. – To jedyna ochrona, która może się oprzeć
tak wielkiej potędze, jaką ma Voldemort! Pomimo wszystkich pokus, na które
byłeś narażony, pomimo wszystkiego, co musiałeś wycierpieć, zachowałeś czystość
serca, zachowałeś je takim, jakim było, gdy miałeś jedenaście lat (…)
-Ale, panie profesorze – odezwał się Harry, bardzo się
starając, by nie zabrzmiało to jak sprzeciw – to wszystko sprowadza się do
jednego, prawda? Muszę spróbował zabić go albo…
-Musisz? To oczywiste, że musisz! Ale wcale nie z powodu
jakiejś przepowiedni! Musisz, bo nie spoczniesz, póki nie spróbujesz! Obaj o
tym wiemy! Wyobraź sobie przez chwilę, że nigdy nie usłyszałeś tej
przepowiedni! Co był teraz czuł wobec Voldemorta? Pomyśl!
Harry obserwował Dumbledore’a przechadzającego się tam i z
powrotem i pogrążył się w myślach. Pomyślał o swojej matce, o swoim ojcu, o
Syriuszu. Pomyślał o Cedriku Diggorym. Pomyślał o wszystkich strasznych
czynach, których dopuścił się Lord Voldemort. Poczuł, jakby w piersiach
zapłonął mu żywy ogień, sięgając gardła.
-Chciałbym, żeby zginął – powiedział cicho. – I chciałbym
tego dokonać. *
Harry Potter i Książę
półkrwi J. K. Rowling - fragment
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz