wtorek, 29 września 2015

001 Wspólna kolacja

Remus Lupin i Tonks, która mimo zmiany nazwiska, wciąż pozostała Tonks, przybyli do Nory w przeddzień siedemnastych urodzin Harry’ego. Przy kolacji, na którą podano pieczone nóżki kurczaka z ziemniakami, pan Weasley zapytał Remusa o kwaterę główną zakonu feniksa. Lupin przełknął to, co miał właśnie w ustach i odpowiedział:
-Po śmierci Dumbledore’a Moody wybrał się tam i zabezpieczył Grimmauld Place 12 tak, by Snape nie mógł tam wejść. Jednak z pewnością śmierciożercy wiedzą, gdzie ona jest i choć nie mogą jej zobaczyć, zdziwiłbym się jakby nie obserwowali okolicy – powiedział głosem spokojnym jak zawsze.
-Kto teraz jest strażnikiem? – zapytał Harry, który przysłuchiwał się całej rozmowie.
-Wszyscy członkowie zakonu, w tym także i Snape, dlatego Moody starał się udaremnić mu dostanie się tam.
-Czyli oprócz Moody’ego, nikt tam jeszcze nie był?
Lupin pokręcił głową.
-To miejsce nie jest już tak bezpieczne jak kiedyś, na razie nie będziemy z niego korzystać.
Jedli przez chwilę w milczeniu.
-Zakon będzie dalej istniał? – Harry jakoś nie potrafił sobie tego wyobrazić.
-Teraz, kiedy straciliśmy Dumbledore’a , a potem Moody’ego niewiele z niego zostało, Harry – odpowiedział pan Weasley smutno.
Lupin spojrzał na niego i przez chwilę zdawało się, że przekazują sobie jakąś niemą wiadomość.
-Ale na razie nic na to nie poradzimy, więc nie wprowadzajmy smutnej atmosfery – powiedziała dziarsko Tonks, na co Lupin spojrzał na nią krzywo. – No co? Za kilka dni mamy przecież wesele? Jak idą przygotowanie, Molly? – zwróciła się do pani domu.
Tonks wiedziała co robi, sprowadzając rozmowę na temat ślubu Bill’a i Fleur. Przez kolejne pół godziny pani Weasley opowiadała o zaplanowanej uroczystości i o rodzinie panny młodej, która musi przybyć tu aż z Francji.
Kiedy wszyscy skończyli już jeść, sprzątnięto ze stołu. Harry nie za bardzo wiedział co ze sobą zrobić, więc zajął miejsce w fotelu naprzeciwko kominka. Po chwili zapatrzył się w ogień, rozmyślając o tej niezwykle trudnej drodze, którą jest zniszczenie Lorda Voldemorta. Po jakimś czasie, na kanapie obok dosiadł się Lupin, patrząc zmartwiony na syna swojego przyjaciela, który zapatrzył się w kominek z nieobecnym wzrokiem. Ostatnimi czasy był bardzo blady, a pod jego oczami widniały fioletowawe sińce.
-Harry… - powiedział po chwili, jednak ten myślami był tak daleko stąd, że nie słyszał tego. Lupin nachylił się ku niemu i złapał za ramię. Harry ocknął się i zobaczył, że Remus przygląda mu się z niepokojem. – Wszystko w porządku?
-No jasne – odpowiedział.
Lupin rozglądnął się, sprawdzając czy nikt ich nie słyszy, po czym przekręcił się w stronę Harry’ego i położył splecione dłonie na kolanie.
-Artur mówił mi że ty, Ron i Hermiona nie wracacie do Hogwartu – powiedział przypatrując mu się uważnie, swoimi szaro-zielonymi oczami.
-Tak, to prawda – potwierdził spokojnie Harry. – Dumbledore zostawił mi sprawę do załatwienia, a Ron i Hermiona chcą mi towarzyszyć.
-Rozumiem – powiedział tylko.
Patrzyli przez chwilę na Ginny, która wspięła się schodami na górę i zniknęła za drzwiami swojego pokoju.
-Przepraszam Harry, ale czy ciebie i Ginny coś łączy? – zapytał, siadając już normalnie.
-Co ma pan na myśli? – zapytał obojętnie Harry, odwracając wzrok od schodów.
-Widziałem podczas kolacji, jak na nią zerkasz. A kiedy ona patrzyła na ciebie, wydawała się smutna.
Harry milczał przez chwilę, uparcie wpatrując się w kominek, w którym tlił się ogień.
-To co czuję, nie ma znaczenia – odpowiedział w końcu, wzdychając cicho. Te pytania trochę go irytowały.
Lupin wydał się nagle jeszcze bardziej zdenerwowany, niż chwilę temu.
-Harry… czy to prawda, że jesteś wybrańcem? Prorokowi codziennemu nie można wierzyć, no ale… Nie nalegam, żebyś mi odpowiadał, jeśli to tajemnica.
Chłopak spojrzał na niego nieprzeniknionym wzrokiem. Wiedział, że Lupin się o niego martwi.
-Tak, Prorokowi, od czasu do czasu, zdarza się napisać prawdę – powtórzył usłyszane wcześniej słowa.
Lupin wyglądał, jakby nagle go zemdliło, ale (na szczęście) nie było czasu na dalszą rozmowę, gdyż pani Weasley zaczęła wyganiać młodzież do łóżek.
***
Ron obudził się, kiedy drzwi w jego sypialni zaskrzypiały głośno, otwierając się.
-Remus?
-Przepraszam cię Ron, wydawało mi się że słyszę waszą rozmowę  i stwierdziłem, że skoro nie śpicie, to przyjdę się pożegnać bo… gdzie jest Harry? – Lupin zmarszczył czoło, wpatrując się w puste łóżko, które oświetlało światło z korytarza wpadające przez otwarte drzwi.
Ron przeklął w myślach przyjaciela. Świadomie, czy nie zawsze musiał wywołać ze swojego powodu jakieś małe zamieszanie.
-Ron, gdzie jest Harry? – zapytał nieco bardziej zdenerwowany Lupin.
-On… poszedł się przejść.
-Przejść? – zapytał z niedowierzaniem Lupin – I już tu nie wróci.
Rudowłosy chłopak zrozumiał o czym pomyślał Remus. Podniósł się do pozycji siedzącej.
-Nie, to nie tak. On naprawdę poszedł się przejść. Robi tak od zawsze. Wymyka się w nocy z dormitorium, kiedy nie może zasnąć, albo jest na coś wściekły i nie wraca przez kilka godzin.  Po prostu trzeba to ignorować.
Jeszcze nigdy nie widział Lupin tak rozgniewanego.
-Wytłumacz mi to! Jest niepełnoletnim, najbardziej rozpoznawalnym czarodziejem, na którego życie czyha cała banda śmierciożerców i wymyka się na nocny spacer, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza?!
 -On nie jest głupi, nie dałby się złapać. Nie próbujcie go nawet szukać, bo to nie ma żadnego sensu. W końcu i tak ma pelerynę niewidkę, co nie? Wróci niedługo cały i zdrowy.
-Jak on w ogóle mógł zrobić coś takiego! – krzyknął oburzony Lupin, nie słuchając Rona – Co on sobie wyobraża?
-Ciiiicho… Niech pan nie budzi mamy, niepotrzebnie zrobi się wielkie zamieszanie.
Lupin zastanawiał się w ciszy nad jego słowami.
-Tak, masz rację że nie ma sensu go szukać – westchnął zrezygnowany. – Jutro sobie z nim porozmawiam…
-To i tak nie zrobi na nim wrażenia. Idę spać.
***
Harry’emu nie chciało się zakradać do sypialni przez okno, więc wszedł cicho, przez drzwi wejściowe. Był już w połowie drogi do schodów, kiedy zamarł, słysząc jakiś dziwny dźwięk, jakby warczenie dzikiego zwierzęcia. Zdziwiony rozejrzał się po pomieszczeniu i dostrzegł, że na fotelu przed kominkiem siedzi postać, której głowa opadła na oparcie, a z otwartych ust raz na jakiś czas wydobywa się chrapnięcie, w niczym nie przypominające harmonijne chrapanie jego wujka. To brzmiało, jakby Lupin się dusił. Raniło uszy.
Dla Harry’ego jasne było, że skoro Lupin tu siedzi, to musiał zauważyć jego nieobecność. Westchnął w duchu, na myśl o jutrzejszej, a właściwie dzisiejszej rozmowie, którą z pewnością dla niego przygotował. Ale teraz był bardzo zmęczony. Spojrzał na schody, które wydały mu się nagle wysokie i strome i na mięciusią kanapę, stojącą tak blisko. Postanowił położyć się na niej. Nie minęły nawet trzy minuty, a on spał już głęboko, nie przejmując się chrapaniem Lupina.
***

Lupin otworzył oczy, kiedy na zewnątrz było już całkiem jasno. Minęła chwila, zanim uświadomił sobie, dlaczego siedzi w fotelu w Norze. Na kanapie obok spał Harry, a jego buty były porozrzucane po podłodze, a obok nich leżały okulary. 

sobota, 26 września 2015

Prolog


-Stworzył SIEDEM horkluksów? – zapytał przerażony Harry, a kilka portretów na ścianach również wydało okrzyki przerażenia i oburzenia. – Przecież one mogą być ukryte wszędzie, po całym świecie… zakopane albo niewidzialne…
-Cieszę się, że doceniasz wagę problemu – powiedział spokojnie Dumbledore. – Ale, po pierwsze, Harry, nie siedem horkluksów, tylko sześć. Siódma część jego duszy, choć tak okaleczona, zamieszkuje jego odnowione ciało. To ta jego część, która wiodła życie widma w latach wygnania; bez niej w ogóle nie byłby sobą. Ta siódma część duszy będzie ostatnią, z którą musi się zmierzyć każdy, kto chce Voldemorta zabić: to część, która żyje w jego ciele.
-A więc sześć horkluksów – powiedział zrozpaczony Harry. – Niby jak mamy je odnaleźć?
-Zapominasz, że jeden już zniszczyłeś. A ja zniszczyłem drugi.
-Zniszczył pan?!
-Tak zniszczyłem – odrzekł Dumbledore i uniósł swoją poczerniałą, opaloną rękę. – Ten pierścień, Harry. Pierścień Marvola. Zabezpieczony był straszliwym zaklęciem. Gdyby nie moje… wybacz mi brak skromności… wyjątkowe uzdolnienia i gdyby nie szybka pomoc profesora Snape’a, gdy powróciłem do Hogwartu okropnie poraniony, pewnie bym nie dożył, by opowiadać ci to wszystko. Pierścień nie jest już horkluksem (…)

-Dziennik, jak sam powiedziałeś, był dowodem na pochodzenie Voldemorta od Slytherina. Jestem pewny, że było to dla niego niezwykle ważne.
-A te pozostałe horkluksy? – zapytał Harry. – Wie pan czym one są, panie profesorze?
-Mogę tylko podejrzewać. Z powodów, które ci wcześniej wyłuszczyłem, sądzę, że Lord Voldemort wybierał przedmioty bardzo cenne. Zbadałem więc przeszłość Voldemorta pod tym kątem, zwracając szczególną uwagę na takie właśnie przedmioty, z którymi się zetknął, a które gdzieś zniknęły.
-Medalion! – zawołał Harry. – Czara Helgi Huffelpuff! (…)

-Ale… ale w zeszłym roku – powiedział zdumiony Harry – mówił pan, że jeden z nas musi zabić drugiego…
-Harry, Harry, tylko dlatego, że Voldemort popełnił poważny błąd i postąpił zgodnie ze słowami profesor Tralewney! Gdyby nie zamordował twojego ojca, to czy zaszczepiłby w tobie wściekłe pragnienie zemsty? Oczywiście, że nie! Gdyby nie zmusił twojej matki, by oddała za ciebie życie, dałby ci magiczną ochronę, której nie potrafisz przeniknął? Oczywiście nie, Harry! Nie rozumiesz? Voldemort sam stworzył sobie największego wroga, podobnie jak wszyscy tyrani na całym świecie!(…) a jednak Harry, mimo twojego uprzywilejowanego wzglądu na świat Voldemorta, ciebie nigdy nie uwiodła czarna magia, nigdy, nawet przez sekundę, nie pragnąłeś stać się jednym z jego zwolenników!
-To chyba oczywiste! – zaperzył się Harry. – Zabił mojego tatę i moją mamę!
-Krótko mówiąc: chroni cię twoja zdolność miłości! – powiedział mocnym głosem Dumbledore. – To jedyna ochrona, która może się oprzeć tak wielkiej potędze, jaką ma Voldemort! Pomimo wszystkich pokus, na które byłeś narażony, pomimo wszystkiego, co musiałeś wycierpieć, zachowałeś czystość serca, zachowałeś je takim, jakim było, gdy miałeś jedenaście lat (…)
-Ale, panie profesorze – odezwał się Harry, bardzo się starając, by nie zabrzmiało to jak sprzeciw – to wszystko sprowadza się do jednego, prawda? Muszę spróbował zabić go albo…
-Musisz? To oczywiste, że musisz! Ale wcale nie z powodu jakiejś przepowiedni! Musisz, bo nie spoczniesz, póki nie spróbujesz! Obaj o tym wiemy! Wyobraź sobie przez chwilę, że nigdy nie usłyszałeś tej przepowiedni! Co był teraz czuł wobec Voldemorta? Pomyśl!
Harry obserwował Dumbledore’a przechadzającego się tam i z powrotem i pogrążył się w myślach. Pomyślał o swojej matce, o swoim ojcu, o Syriuszu. Pomyślał o Cedriku Diggorym. Pomyślał o wszystkich strasznych czynach, których dopuścił się Lord Voldemort. Poczuł, jakby w piersiach zapłonął mu żywy ogień, sięgając gardła.
-Chciałbym, żeby zginął – powiedział cicho. – I chciałbym tego dokonać. *

Harry Potter i Książę półkrwi J. K. Rowling - fragment

Uwagi

Przepraszamy, że nie było nas tak długo! I za to, że nasz blog jest taki porozwalany... Właśnie zmieniłam nieco jego wygląd, żeby był bardziej czytelny.

Teraz ja, Łapa, będę publikowała opowiadania o nowej tematyce. W ostatnim czasie sporo myślałam o tym, jakby to było, gdyby horkluksy były porozrzucane nie tylko po całej Anglii, ale po całym świecie i gdyby Harry szukając ich, zwracał się o pomoc nie tylko do Rona i Hermiony, ale do wielu czarodziei i mugoli. Postanowiłam, że zacznę o tym pisać ;). Moja opowieść zaczynać będzie się tak jak Harry Potter i insygnia śmierci, ale potem... sami zobaczycie. od czasu do czasu będę dodawać też posta o huncwotach.
Mam nadzieję, że nowa tematyka się spodoba, zaraz wstawiam wprowadzający prolog, który będzie cytatem z Harry Potter i książę półkrwi :).