Szczęśliwego nowego roku 2015! Zdrowia, szczęścia, pomyślności i wszystkiego, co najlepsze życzą autorki bloga - Lily i Łapa!
Zapraszam na pierwsze opowiadanie w nowym roku!
Autorka : Lily
Równoległy świat, trzydzieści trzy lata temu
James bawi się z Harrym w salonie i nagle dostaje wiadomość, że Syriusz
i Dorcas zostali zaatakowani przez śmierciożerców. Lily zaczyna bawić się z
Harrym, a James udaje się do ich domu.
Nie ma pojęcia, że Syriusz i Dorcas są bezpieczni, a ta wiadomość miała na celu
wywabienie go z domu.
Lord Voldemort przekracza próg domu i wchodzi do holu. Widzi Lily
bawiącą się z Harrym w salonie. Nagle kobieta go zauważa. Bierze Harry’ego na
ręce i ucieka na górę. Voldemort wchodzi powoli po schodach na górę. Słyszy jej
krzyk. Jest w pułapce. Próbowała zabarykadować drzwi, ale nie ma nawet przy
sobie różdżki. Czarny Pan otwiera drzwi zaklęciem.
Na jego widok Lily wrzuca
dziecko do stojącego za nią łóżeczka i rozkłada szeroko ramiona, jakby to mogło
pomóc, jakby to mogło pomóc, jakby zasłaniając dziecko, miała nadzieję, że
zostanie wybrana zamiast niego. Voldemort zastanawia się przez chwilę, czy ją zabić,
ale dochodzi do wniosku, że to tylko szlama i nie jest godna, by zginąć z jego
rąk. Postanawia zostawić ją dla Bellatrix i odpycha ją siłą na bok, po czym
mówi:
- Avada Kedavra.
Pokój rozbłysnął zielonym światłem.
Z ust Lily wydostaje się przeraźliwy
wrzask, ale nic nie jest w stanie odwrócić rzuconego już zaklęcia, które
uśmierciło jej syna.
Lily nie jest w stanie się
ruszyć. Stoi sparaliżowana i wpatruje się w zabójcę, który wybucha straszliwym,
zimnym śmiechem. Słysząc ten pozbawiony wesołości dźwięk czuje chęć zemsty. Chce teraz tylko jednego. Aby Lord
Voldemort cierpiał. Aby spotkał go tak straszny los, jak jej małego synka. Podbiega
do szafki nocnej i chwyta leżącą na niej różdżkę, którą zostawiła tu rano. Zaciska
na niej dłoń i czując palącą nienawiść obraca się ku Voldemortowi, który przestaje
się już śmiać i wpatruje się teraz w nią
szeroko otwartymi oczami z wyrazem zaskoczenia na twarzy.
Podnosi różdżkę na wysokość ramienia i wciąż patrząc w tą znienawidzoną
twarz wypowiada mordercze zaklęcie.
Voldemort pada martwy na ziemię i w tym samym czasie do pokoju wbiegają
James, Syriusz i Dorcas.
- Lily! – krzyczy James
i podbiega do żony. – Co tu się stało?
- Voldemort nas
dopadł. Zabił Harry’ego… Pomściłam jego śmierć… Na brodę Merlina! Zabiłam
człowieka!
- On nie był
człowiekiem! – krzyknął James. – Zrobiłaś, co musiałaś.
- Jestem teraz
morderczynią! Zamkną mnie w Azkabanie.
- Nie zrobią tego –
powiedział łagodnym głosem Syriusz. – Nie mają prawa. Poza tym każdy się
ucieszy ze śmierci Voldemorta.
- Śmierciożercy mnie
dopadną.
- Pomożemy ci z nimi
walczyć. Najważniejsze jest zabicie Bellatrix, reszta pójdzie jak z płatka.
Jeśli nie uda nam się ich wszystkich zabić i będą walczyć, możemy poprosić o
pomoc Zakon.
- Nie chcę już nikogo
zabijać - powiedziała Lily.
- Nie musisz – do rozmowy
wtrąciła się Dorcas. – Dumbledore i
reszta Zakonu wszystkim się zajmą. A jak się nie uda ich pozabijać, to można
ich zesłać do Azkabanu, to ich wykończy…
*
Teraźniejszość, Nasz świat
Pewnego
zimowego dnia Harry dostał dziwny prezent. Była to zwyczajna poduszka. Została
ona przysłana do jego gabinetu w Ministerstwie Magii. Była zaadresowana do
niego, ale nigdzie nie było żadnej karteczki, po której mógłby wywnioskować,
kto jest nadawcą owego dziwnego prezentu. Zastanawiał się przez moment, czy to
przypadkiem nie Dursleyowie, gdy nagle poduszka zaczęła świecić. Harry
wiedział, co to oznacza. Poduszka była świstoklikiem. Harry zawahał się, po
czym chwycił za nią i poczuł znajome szarpnięcie w okolicy pępka. Harry
wylądował w jakimś gabinecie, który był urządzony dokładnie tak samo jak jego
własny. Jednak coś mu się nie zgadzało.
Na biurku nie było zdjęcia Ginny. Zamiast tego było tam zdjęcie innej
rudowłosej kobiety. To było niemożliwe, ale było to zdjęcie Lily. Była dużo starsza, niż w chwili, gdy umarła.
Teraźniejszość,
równoległy świat
Harry
wyszedł z gabinetu, żeby zobaczyć do kogo on należy. Spojrzał na plakietkę i
zamurowało go. Był tam napis:
James Potter
Szef Biura Aurorów
Harry zaczął zastanawiać się,
gdzie jest i doszedł do wniosku, że jest to teraźniejszość w równoległym
świecie. Zaczął zastanawiać się, czy on w nim istnieje, czy też nie. Nagle minął go Ron. Harry zaczął machać do
Rona jak szalony, a Ron popatrzył się na niego jak na idiotę, jednak w jego spojrzeniu
nie dostrzegł ani rozbawienia, ani wrogości. Spojrzenie Rona było kompletnie
puste. Harry doszedł do wniosku, że albo James i Lily nie mają dzieci, albo on
zginął jako niemowlę.
Nagle Harry zobaczył w tłumie Syriusza.
Wiedział, że Syriusza zdziwi zachowanie nieznajomego dla niego człowieka, ale
postanowił podbiec do niego i się do niego przytulić. Zaczął biec w jego
stronę. Krzyknął :
- Syriusz!
I wpadł ojcowi chrzestnemu w objęcia.
- James? – zapytał zdziwiony Syriusz klepiąc Harry’ego po
plecach. – Czy to ty? Użyłeś jakiegoś eliksiru odmładzającego, czy przybyłeś tu
z przeszłości? Jeśli to drugie, to jestem na ciebie zły, że mnie ze sobą nie
zabrałeś.
Syriusz wypuścił chrześniaka z objęć.
- Nie jestem Jamesem – powiedział Harry. – Nie wiem, co to
za miejsce, ale myślę, że trafiłem do równoległego świata. Nazywam się Harry
Potter i jestem synem Jamesa i Lily.
- Ty zginąłeś! – powiedział zszokowany Syriusz.
- Nie.
- Zostałeś zamordowany! Wiele lat temu!
- Nie, nie w moim świecie.
- Jak to możliwe, że tu jesteś?
- Ktoś mi podłożył do gabinetu poduszkę, która okazała się
jakimś zmutowanym świstoklikiem i przeniosłem się do gabinetu taty…
- Dziwne – powiedział Syriusz. – Zakładam, że to Fred zrobił
ci żart.
- Fred w moim świecie umarł – odparł Harry.
- To może George?
- Ma depresję – odpowiedział Harry. – Załamał się po śmierci
brata.
- To może to byłem ja lub twój ojciec.
- Wy też nie żyjecie…
- To może Lunio?
- Umarł.
- Lily?
- Umarła.
- Peter?
- Martwy…
- Smarkerus?
- Również umarł…
- Dumbledore?
- Snape go zabił.
- Tonks?
- Martwa.
- To może Ron?
- Tak, to mógł być on.
- Wasz świat musi być straszny… Czemu tak dużo osób umarło?
- Była wojna z Voldemortem i Śmierciożercami.
- Ktoś pokonał Voldemorta, czy jeszcze żyje i zabija?
- Ja go pokonałem. A jak jest w tym świecie?
- Lily go zabiła. On zabił Ciebie, a Lily zabiła go z zemsty…
- Zniszczono horkruksy?
- Co to jest?
- Voldemort się odrodził?
- Nie, Lily go zabiła.
- On jest nieśmiertelny. Podzielił swoją duszę i dopóki
każda cząstka jego duszy nie zginie, on może się odrodzić. Dumbledore żyje?
- Tak.
- Muszę z nim pogadać…
- Harry…?
- Tak?
- Jak zginąłem? – zapytał Syriusz.
- Wpadłeś za zasłonkę.
- Co?
- Wpadłeś za zasłonkę… W departamencie tajemnic jest taki
pokój, w którym jest zasłonka, za którą są dusze martwych ludzi. Ty za nią
wpadłeś …
- I to wszystko?
- Tak… Chciałem cię zza niej wyciągnąć, ale Lupin mi
uzmysłowił, że umarłeś…
- I co było dalej?
- Pokłóciłem się z Dumbledorem i zdemolowałem mu gabinet.
- Słusznie.
- A jak zginęli pozostali Huncwoci?
- Tatę zabił Voldemort, gdy miałem roczek, Lupin został
zabity w Bitwie o Hogwart,a Petera udusiła jego własna metalowa ręka…
- Jego własne metalowe co?
- Ręka … - odpowiedział Harry. – Dużo by tłumaczyć…
- A ja wpadłem za zasłonkę?
- Tak. To wszystko wina Bellatriks.
- Nigdy jej nie lubiłem.
Syriusz zaprowadził Harry’ego do swojego
gabinetu. Był aurorem, tak samo jak ojciec Harry’ego. Rozmawiali, gdy nagle drzwi do jego gabinetu
się otworzyły i do środka weszła ciemnowłosa kobieta w średnim wieku.
- Właśnie spotkałam Lily – powiedziała do Syriusza.
Nagle kobieta dostrzegła Harry’ego.
- Hej, James – powiedziała. – Skąd wytrzasnąłeś zmieniacz czasu?
- To nie jest James – odpowiedział Syriusz. – Dorcas, poznaj
Harry’ego Pottera. Przybył tu z równoległego świata, w którym James i Lily
zginęli, a on przeżył.
- Harry? Nie wiem, czy wiesz, ale zajmowałam się czasami
tobą jak byłeś mały – Dorcas podeszła do Harry’ego i przyjrzała się mu. – Masz oczy
po Lily.
- Wiem – powiedział Harry. – Wszyscy mi to powtarzają.
- Co masz na czole? – zapytała kobieta pokazując na jego
bliznę w kształcie błyskawicy.
- Oberwałem Avadą
w dzieciństwie – odpowiedział Harry – ale udało mi się przeżyć, bo w moim świecie
mama oddała za mnie życie.
- Czyli nie znasz Lily?
- Spotkałem ją dwa razy po jej śmierci, ale nigdy nie
rozmawiałem z nią dłużej. Wychowywała mnie jej siostra, która ukrywała przede
mną fakt, że jestem czarodziejem do jedenastego roku życia i trzymała mnie w
komórce pod schodami…
- Nigdy nie poznałam siostry Lily i cieszę się z tego powodu
– powiedziała Dorcas. - A co do Lily, to musisz ją poznać! To wspaniała
kobieta! I nie wiem, czy wiesz, ale masz młodszą o dwa lata siostrę.
- Nie miałem pojęcia – odpowiedział Harry.
-Ma na imię Petunia po twojej ciotce i też pracuje w
ministerstwie!
c.d.n.