piątek, 29 sierpnia 2014

Inna Strona Petunii : cz.8

- Co będziemy dzisiaj robić, mamo? - spytał Dudley znudzonym głosem.
- Ja idę teraz po zakupy,a ty włącz sobie telewizor - odpowiedziałam. 
Podeszłam do lodówki, otworzyłam ją i zaczęłam robić listę jedzenia, które muszę kupić. 
- Harry! - zawołałam. 
Harry zjawił się po kilku sekundach.
- Tak, ciociu?
- Pójdziesz ze mną po zakupy. Nie dam rady tego wszystkiego nosić. 
- Dobrze ciociu - odpowiedział.
     Miałam ochotę odpowiedzieć mu, że bardzo mu dziękuję i że go kocham, a potem przytulić z całej siły, ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. Taka postawa tylko namieszałaby mu w głowie. Przy Vernonie musiałam być dla niego ostra i okazywać nietolerancję wobec Harry'ego magiczności i nienormalności. Inaczej prawdopodobnie Vernon uznałby mnie za wariatkę i zażądałby rozwodu i możliwe, że wylądowałabym wtedy na ulicy.
     Uśmiechnęłam się lekko do siostrzeńca i tym uśmiechem chciałam mu pokazać, że go kocham i mi na nim zależy. 
- Chodź, Harry.
Była już połowa sierpnia i znacznie się ochłodziło. Harry miał na sobie za dużą na niego bluzę Dudleya, która była w wielu miejscach podziurawiona. Do tego chodził niezapięty.
- Zapnij się , jeszcze się rozchorujesz - powiedziałam. 
- Nie mogę, zamek się zepsuł. 
- Pokaż - poleciłam. 
Próbowałam go zapiąć, ale rzeczywiście się nie dało. Widok Harry'ego w za dużej, podziurawionej bluzie z zepsutym zamkiem i połamanych okularach na nosie kompletnie mnie zasmucił i rozczulił. Wyglądał jak biedna, mała kochana sierota, którą zresztą był.
- Zatem najpierw idziemy do sklepu z ubraniami - powiedziałam. 
Spojrzałam na siostrzeńca i dostrzegłam zdumienie malujące się na jego twarzy. 
- Leki są teraz drogie - skłamałam. 
Kilóka minut później weszliśmy do sklepu z ubraniami. Harry wybrał sobie bluzę. Powiedziałam mu, żeby przymierzył ją w przymierzalni, dałam mu pieniądze i postanowiłam zaczekać na niego na zewnątrz. 
Jak tylko wyszłam ze sklepu podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Był ubrany w łachmany, a na twarzy miał mnóstwo blizn. Wzięłam go za bezdomnego.
- Co tam u Harry'ego? - zapytał.
- Chyba pan mnie z kimś pomylił - powiedziałam.
- Nie, nie sądzę. Pani jest siostrą Lily Potter, prawda?
- Taaak.
- Poznaliśmy się na pogrzebie Lily i Jamesa - wyjaśnił. 
Nagle mi się przypomniało, że rzeczywiście wtedy go tam widziałam. 
- Rzeczywiście - powiedziałam. - Pan się z nią przyjaźnił ...
- Tak. Tak w ogóle to jestem Remus.
- A ja Petunia, miło mi.
Harry wyszedł ze sklepu. 
- Cześć, Harry - powiedział Remus. 
- Dz-dzień dobry - wyjąkał  Harry. 
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Harry - powiedział Remus i szeroko się do niego uśmiechnął. Wiem, że były ponad miesiąc temu, ale nie wiedziałem, gdzie mieszkają Dursleyowie. Skończyłeś już 10 lat, prawda Harry?
- Tak, proszę pana.
- A więc za rok idziesz do Hogwartu ... Jestem pewien, że ci się tam spodoba. Muszę już lecieć, do zobaczenia, Harry. Pa, Petunia.
- Pa - odpowiedziałam.
- Do widzenia.
- Kto to był? Co to jest Hogwart? Skąd ten mężczyzna mnie zna?
- Nieważne. Nie zadawaj pytań, Harry.
Chciałam mu już wtedy o wszystkim opowiedzieć, ale wiem, że Vernon byłby wściekły.
     Następnie udaliśmy się do sklepu spożywczego. Pakowałam do koszyka jedzenie, które chciałam kupić, gdy nagle zorientowałam się, że nie ma nigdzie Harry'ego. Zaczęłam go szukać po całym sklepie. Byłam przerażona. Miałam najgorsze myśli. Bałam się, że Voldemort się odrodził, ktoś go porwał, śmierciożercy go dopadli albo  dementorzy uciekli z Azkabanu i Harry już nie ma duszy. Znalazłam go na dziale słodyczy, rozmawiającego z jakimś mężczyzną, który miał na głowię tiarę, więc z pewnością był czarodziejem.
- Znasz tego człowieka? - syknęłam.
- Nie.
- To w takim razie wychodzimy.
- Do widzenia, proszę pana - powiedział Harry.
- Do widzenia, tak w ogóle to jestem Dedalus Diggle. Miło mi było cię poznać, Harry Potterze.
Wyszliśmy ze sklepu nic nie kupując.


- Lily


wtorek, 26 sierpnia 2014

Fred, George i Huncwoci

-         Schowaj tą łajnobombę! Ktoś idzie!
-         Mam nadzieję, że to nie Snape.
-         Sprawdziłbym to na mapie Huncwotów, ale ma ją Harry.
-         Już nie – Fred i George usłyszeli za sobą znajomy głos. Należał on do ich nauczyciela obrony przed czarną magią – profesora Lupina.
-         Dzień dobry, panie profesorze – Fred starał się brzmieć jak najbardziej niewinnie.
-         Wiem, że Harry dostał od was mapę. Wiedzieliście, że Harry będzie najbezpieczniejszy w zamku, a i tak mu ją daliście i pokazaliście tajne wyjścia z zamku. Zachowaliście się ...
-         ... bardzo nieodpowiedzialnie...
-         ... i lekkomyślnie, wiemy.
-         To też, ale chodziło mi o to, że zachowaliście się jak prawdziwi Huncwoci.
-         Huncwoci? Skąd pan wie o istnieniu Huncwotów?
-         I o Mapie Huncwotów?
-         Poznał ich pan, profesorze?
-         Jestem Lunatykiem. Macie może łajnobomby?
Fred i George wytrzeszczyli na niego oczy.
-         No co? Chcę jedną wrzucić do gabinetu Filcha i jedną do lochów.
-         Do lochów? Chce pan je wrzucić do klasy Snape’a?
-         No pewnie. Muszę się tylko upewnić, że Smarkerusa nie ma w pobliżu.
Lupin wyciągnął zza pazuchy Mapę Huncwotów.
-         Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego – Lupin przyjrzał się dokładnie mapie. – Czysto. Dajcie mi, to jedną wrzucę.
-         Z przyjemnością, sir.
-         Jak chcecie, to możecie nazywać mnie po imieniu. Jesteście następcami Huncwotów i macie do tego pełne prawo. Przynajmniej poza lekcjami.
***
-         Dzieci, wyprowadzamy się na jakiś czas z Nory – powiedziała pani Weasley.
-         Po co, mamusiu? – zapytała Ginny.
-         Ja i tatuś jesteśmy teraz potrzebni Dumbledore’owi. Niestety nie mogę zdradzić wam szczegółów.
-         A gdzie będziemy mieszkać? – zapytał Ron.
-         Nie mogę ci powiedzieć, bo nie jestem Strażnikiem Tajemnicy. Szalonooki nas tam zaprowadzi. Mogę tylko powiedzieć, że jest to dom Syriusza Blacka.
-         Syriusza Blacka? – Ginny zapytała przerażonym głosem.
-         Okazało się, że jest po naszej stronie i jest niewinny...
-         ... i jest ojcem chrzestnym Harry’ego – dodał Ron.
-         Skąd o tym wiesz? – zapytał Fred.
-         Harry mi o tym powiedział – powiedział wymijająco Ron.
*
-         Hej, Ron! – Syriusz wyszczerzył zęby do Rona.
-         Dzień dobry, Syriuszu – odpowiedział Ron i również się uśmiechnął. – Fajny dom.
-         Moich rodziców – Syriusz zrobił posępną minę.- Miałem nadzieję, że już nigdy do niego nie wrócę.
Ron już miał się zapytać Syriusza czemu smuci go fakt, że musiał wrócić do domu swoich rodziców, gdy nagle usłyszał za sobą znajomy głos.
-         Witaj, Ron – powiedział Lupin.
-         Dzień dobry, panie profesorze – odpowiedział Ron.
-         Mów mi Remus – odpowiedział Lupin, po czym zwrócił się do Syriusza. – Łapo, chciałeś poznać bliźniaków...
-         Tak, gdzie oni są?
-         W kuchni.
Syriusz wyszedł za Lupinem z salonu. Weszli do kuchni, w której zastali Freda i George’a rozmawiających ze sobą i śmiejących się. Po stole obok nich chodził dziwny klakson.
-         Co to jest? – zapytał Syriusz.
-         Detonator pozorujący – powiedział Fred.
-         Nasz nowy wynalazek – dodał George.
-         Na brodę Merlina ...
-         ... pan to Syriusz Black.
-         Jak panu udało się zwiać z Azkabanu?
-         Jestem niewinny i jestem animagiem. Udało mi się nie oszaleć i wymknąłem się z celi jako pies – Syriusz wzruszył ramionami. – Macie więcej wynalazków?
-         Tak – odpowiedział Fred, po czym wyjął z kieszeni mnóstwo gigantojęzycznych Toffi, krwotoczków truskawkowych i karmelków gorączkowych.
George natomiast wyjął Uszy Dalekiego Zasięgu.
-         Jesteście geniuszami! Wypróbowaliście już coś na Smarkerusie?- zapytał Syriusz z nadzieją w głosie.
-         Jeszcze nie, to jeden z nielicznych nauczycieli, któremu nie chcielibyśmy podpaść. Ale na Filchu owszem.
-         Przynajmniej jemu się oberwało – powiedział Syriusz uradowanym głosem. – Jak byłem w waszym wieku też się zajmowałem takimi rzeczami. Może i nie na taką skalę, ale stworzyłem razem z moimi przyjaciółmi magiczną mapę Hogwartu.
-         A więc jest pan huncwotem?
-         Tak.
-         Więc pan jest pewnie Łapą!
-         Tak. Lupin to Lunatyk, ja jestem Łapą, wasz rodzinny szczur -  Parszywek to Glizogon, a James Potter był Rogaczem. My czterej byliśmy przeciwko całemu światu. To były piękne czasy...
-         Dziękujemy panu bardzo za pomoc w łamaniu zasad.
-         Ta mapa jest bardzo ...
-         ... genialna...
-         ... dokładna ...
-         ... nigdy się nie myli...
-         ... i jest bardzo przydatna.
-         Nadal ją macie?
-         Nie, teraz ma ją Harry. Stwierdziliśmy, że mu się bardziej przyda ...
-         ... oczywiście bardzo ciężko nam było ją oddać...
-         Jesteście prawdziwymi Huncwotami, chłopcy. Bardziej zasługujecie na to miano niż Glizdogon. Jesteście genialni i uważam was za godnych następców mnie, Jamesa i Remusa.
-         Dziękujemy – powiedział uradowany Fred.
***
      Rozbłysnęło zielone światło.
-         Nieeeeeeeeeeeeeee !!! – Fred usłyszał pełen rozpaczy głos brata bliźniaka. Spojrzał na niego lekko zaskoczony. Potem zobaczył szlochającego Percy’ego. Następnie poczuł, że unosi się gdzieś w powietrzu, po czym stracił przytomność. Obudził się w miejscu, które przypominało mu trochę  Magiczne Dowcipy Weasleyów. Było w nim jednak biało, nie było tam półek z magicznymi gadżetami, ani George’a. Było tam mnóstwo ludzi. Nie wyglądali jednak na klientów i otaczała ich jasna poświata. Przypominali trochę hogwarckie duchy. Fred podszedł do jakiegoś mężczyzny.
-         Gdzie ja jestem? – zapytał.
-         Przykro mi, ale umarłeś – odpowiedział mężczyzna, który okazał się być Jamesem Potterem. – Trafiłeś do nieba dla czarodziejów.
-         A co z Georgem? Żyje?
-         Tak, ale jest załamany – powiedział Remus, który właśnie nadszedł. – Kompletnie załamany.
-         Remusie, ty też umarłeś?
-         Niestety. Nimfadora też, nie wiem co będzie z naszym synkiem ...
-         Nie nazywaj mnie Nimfadora! – krzyknęła Tonks, która właśnie nadeszła. – Teddym ma kto się opiekować.
-         Ja chcę do George’a ... – Fredowi zalśniły na policzkach srebrne łzy.
-         Jeszcze go kiedyś spotkasz, a jak zależy ci na tym, żeby go zobaczyć, to mam dla ciebie dobrą wiadomość – powiedział James Potter. – Możesz w każdej chwili zobaczyć przez okno to, co się dzieje na Ziemi. Możesz też go odwiedzić w jego snach. Mogę cię tego nauczyć.
-         Dziękuję – wymamrotał Fred.
-         Nie ma za co, Fred.
-         Zna pan moje imię?
-         Tak, jestem twoim fanem. Ty i twój brat jesteście urodzonymi Huncwotami. Szkoda, że nie było mi dane żyć w waszych czasach! To mogłoby być genialne połączenie. Bym wam pomógł doprowadzić do szału Umbridge!
***
Harry właśnie pokonał Voldemorta. Jednak George’a to nie obchodziło. Nic go w tej chwili nie obchodziło poza tym, że Fred umarł. Usiadł pod pierwszym lepszym drzewem w Zakazanym Lesie, oparł się plecami o jego pień i zaczął płakać. Nagle zauważył, że w trawie coś leży. Podniósł to i od razu wiedział co to jest. To był Kamień Wskrzeszenia. Obrócił go trzykrotnie. Wiedział, że to nie wskrzesi jego bliźniaka, ale chciał z nim porozmawiać i się należycie pożegnać. Udało się. Przed nim stał Fred.
-         Freddie...
-         George ...
-         ...
-         Przepraszam.
-         Za co?
-         Że cię opuściłem.
-         Przecież to nie twoja wina ...
-         Nawet się specjalnie nie broniłem ...
-         Nie miałeś szans...
-         Niestety ...
-         Moje życie straciło jakikolwiek sens, Freddie... Jak ja mam żyć, albo raczej w ogóle funkcjonować bez osoby, która mnie idealnie rozumie? Ty jedyny mnie rozumiesz, ty nadawałeś przez ten cały czas mojemu życiu jakikolwiek sens. Co ja mam teraz zrobić? Chciałbym umrzeć ...
-         Nie wolno ci tak mówić, Georgie.
-         Ale, Fred ...
-         Posłuchaj mnie, George. Musisz wytrzymać. Nie wolno ci się poddać. Masz mamę, tatę, Billa, Charliego, Percy’ego, Rona, Angelinę, Ginny, Harry’ego i wiele innych osób. Masz rodzinę i przyjaciół, którzy cię kochają i którzy cię potrzebują. Musisz dla nich żyć. Musisz dla nich być dzielny. Zawsze będziesz mógł ze mną porozmawiać za pomocą tego kamienia. Nie pozbywaj się go. Powiedz mamie, że poznałem Lily i Jamesa Potterów i Lily bardzo jej dziękuje za jej opiekę nad Harrym i obiecuje, że będzie o mnie dbała. Powiedz Harry’emu, że jego mama go pozdrawia. I że go kocha.
-         Kocham cię, Freddie ...
-         Ja ciebie też. Będę za tobą cholernie tęsknił. Ale widocznie tak musiało być ... Zawsze możesz mnie wezwać kamieniem. Chętnie z tobą porozmawiam. Prędzej czy później się spotkamy w niebie. Przecież nikt nie żyje wiecznie. Bądź dzielny. Będę cię obserwował i myślał o tobie. Muszę już iść, żegnaj George.
-         Nie odchodź, Freddie.
-         Przykro mi, ale muszę. Dumbledore mnie woła. Jeszcze się zobaczymy, obiecuję. Kocham cię.
Fred zniknął, a George poczuł jeszcze większą pustkę niż wcześniej. Zaczął płakać jeszcze bardziej.


- Lily


czwartek, 21 sierpnia 2014

Inna Strona Petunii : cz.7

- Severus!
- Hej, Tunia.
- Co cię tu sprowadza?
- Dumbledore mnie przysłał. Niestety muszę interweniować, bo twój syn się znęca nad Harrym.
- O czym ty mówisz? - zapytałam zdziwiona.- Myślałam, że już przestał...
- Zaraz zobaczymy - Severus podszedł do drzwi prowadzących do sypialni Dudleya. Nacisnął klamkę. - Zamknięte. - Wyjął z kieszeni różdżkę i wycelował nią w drzwi. -Alohomora!
Drzwi otworzyły się. Zapłakany Harry leżał na ziemi, a Dudley go kopał. 
- Dudley! - krzyknęłam wściekła.- Co to ma znaczyć, gówniarzu?
- O co ci chodzi, mamo?
- Nie pyskuj, smarkaczu! I nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi!
- Podejdź do mnie, Potter - powiedział oschle Severus.
Harry posłusznie do niego podszedł. Severus zaczął oglądać jego liczne siniaki, zadrapania i stłuczenia.
- Kim pan jest? - zapytał.
- Kolegą twojej ciotki i twojej zmarłej matki - odpowiedział Severus.
- A znał pan mojego tatusia?
- Niestety tak.
Snape odgarnął swoje tłuste włosy, opadające mu na twarz. Przez przypadek odsłonił mu się  jego tatuaż przedstawiający mroczny znak. Teraz właśnie zrozumiałam dlaczego Snape nie może się przyznać całemu światu, że chce dla Harry'ego dobrze. Po pierwsze: nienawidził James'a. Po drugie : jest śmierciożercą i z sobie znanego powodu chciał, żeby ludzie go postrzegali jako śmieciożercę oraz żeby nie wiedzieli, że jest dobrym człowiekiem.
- Fajny tatuaż, proszę pana - powiedział Harry.
Snape rozglądał się wystraszony dookoła szukając jakiejś dobrej wymówki.
- Dz...Dziękuję ... - wyszeptał w końcu.
- Chciałbym mieć taki! -Powiedział radośnie  nieświadomy znaczenia tego tatuażu Harry.
- Oj uwierz mi, nie chciałbyś ... - odpowiedział Severus. - Gdybym mógł cofnąć czas, to teraz bym go nie miał ...
- A teraz, Harry usiądź wygodnie na kanapie, zamknij oczka i zrelaksuj się.
- Dobrze, proszę pana.
-legilimens
*
Płaczący Harry. Kopany przez Dudleya Harry. Śpiący w komórce pod schodami Harry. Harry patrzący z zazdrością na kuzyna bawiącego się z kolegami. Jakieś dzieci znęcające się nad Harrym.
Severus Snape doskonale rozumiał Harry'ego. Był tak samo prześladowany przez Huncwotów jak Harry przez paczkę Dudleya. Jednak nie o te wspomnienia chodziło Severusowi. Chciał wedrzeć się w głębszą warstwę podświadomości Harry'ego.
- Nie Harry ! Błagam ... Zlituj się ... zlituj... Nie Harry! Nie Harry... Błagam... Zrobię wszystko...
- Odsuń się... odsuń się, dziewczyno... Avada Kedavra
Harry patrzy zaciekawiony na Voldemorta. Dopiero po chwili zaczyna płakać.
- Avada Kedavra
 Nagle Severus Snape został wypchnięty z podświadomości Harry'ego przez samego Harry'ego.
- Obliviate - szepcze Snape. - Do zobaczenia.
*
Patrzę przez okno na oddalającego się Snape'a i nie rozumiem co przed chwilą zaszło pomiędzy nim, a moim siostrzeńcem. Wiem, że Harry mi nie odpowie na to pytanie, bo Snape zmodyfikował mu pamięć. 

- Lily

sobota, 16 sierpnia 2014

Inna Strona Petunii: cz.6

Kochana Petunio, 
Z okazji trzecich urodzin Harry'ego przysłałem mu prezent. Przekaż mu go. Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze!
Całusy
Albus

Szanowny Panie Dumbledore,
Przekazałam Harry'emu prezent. Naprawdę bardzo się ucieszył. Bardzo mu smakowały czekoladowe żaby. Ciągle też się bawi nowym samochodzikiem. 
Pozdrawiam
Petunia Dursley


*** 
Droga Tunio,
Czy On nadal jest tak bardzo podobny do Pottera?
                                                                      Snape 

Od: Petunia Dursley
Do: Severus Snape
Niestety. Nie mogę patrzeć na to dziecko. Wygląda jak kopia James'a. Tylko oczy ma zielone, po Lily.

Od: Severus Snape
Do: Petunia Dursley
A już miałem nadzieję, że coś się zmieniło. Już wiem, że nie mam szans na polubienie go, gdy będę go uczył. A jak z charakterem?

Od: Petunia Dursley
Do: Severus Snape
Nieważne jaki jest .Ważne, że w niczym nie przypomina Lily.

Od: Severus Snape
Do: Petunia Dursley
To dziecko już napawa mnie odrazą... A mimo tego muszę go chronić ...

Od: Petunia Dursley
Do: Severus Snape
Ja niestety też ... Wiem, co czujesz...

Od: Severus Snape
Do: Petunia Dursley
Łączmy się w bólu ... W sumie mogę się na nim zemścić za zachowanie Jamesa w stosunku do mnie ... Może nie będzie aż tak źle...

Od:  Petunia Dursley
Do: Severus Snape
Vernon codziennie się na Harrym mści za to jak Potter go  potraktował... A spotkał się z Jamesem tylko raz w życiu. Ja staram się już temu dziecku nie dokładać i zachowuję się neutralnie w stosunku do niego ...  

*** 
- Ciociu...
- Tak?
- A kim byli moi rodzice? 
- Nie pracowali - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ale byli dobrymi ludźmi, prawda?
- Cóż, twój ojciec był kanalią ... - odpowiedziałam znowu zgodnie z prawdą.- Ale twoja mama była inna...
  Chciałam mu opowiedzieć o mojej siostrze, o jej wdzięku, uroku osobistym, serdeczności, dobrym sercu, ale nie mogłam ... Nie byłam w stanie tego z siebie wydusić...
- A dlaczego nie żyją?
  Zawahałam się." Kiedyś i tak się dowie - myślałam gorączkowo.- Ale jeszcze nie teraz. Na razie nie musi wiedzieć. Jest za młody, żeby mu opowiadać o Voldemorcie. Muszę go chronić. Muszę go chronić za wszelką cenę. A niewiedza może być dla tego dziecka zbawieniem"
- Zginęli w wypadku samochodowym - skłamałam.- I nie zadawaj więcej pytań ...
... bo nie mam już siły na nie odpowiadać, nie chcę już myśleć o tym, że nigdy nie pogodziłam się z siostrą - dokończyłam w myślach.
***

- NIECH PANI POWIE SWOJEMU NIEWYCHOWANEMU SYNOWI, ŻEBY PRZESTAŁ SIĘ ZNĘCAĆ NA HARRYM! ALBUS WŁAŚNIE SIĘ DOWIEDZIAŁ, ŻE DZISIAJ DUDLEY KAZAŁ WCHODZIĆ POTTEROWI DO MUSZLI W TOALECIE! TO PRZEKRACZA LUDZKIE POJĘCIE! ALBUS CHCIAŁ DO PANI NAPISAĆ, ALE POWIEDZIAŁAM MU, ŻE JA SIĘ TYM ZAJMĘ! ZACHOWANIE PANI SYNA JEST OKRUTNE! TAK NIE WOLNO! HARRY'EMU NALEŻY SIĘ SZACUNEK! NIE TYLKO Z RACJI, ŻE JEST BOHATEREM, ALE TEŻ DLATEGO, ŻE JEST CZŁOWIEKIEM, ISTOTĄ ŻYWĄ! JEŚLI PANI NIE OGARNIE SWOJEGO SYNA, TO JA TO ZROBIĘ, A MUSI PANI WIEDZIEĆ, ŻE JESTEM NAPRAWDĘ DOBRA  Z TRANSMUTACJI I ZAKLĘĆ! A SWOJĄ DROGĄ, JEŚLI ON SIĘ TAK ZACHOWUJE W WIEKU SIEDMIU LAT, TO NA PANI MIEJSCU JUŻ BYM SIĘ BAŁA CO Z NIEGO WYROŚNIE! Z poważaniem, Minerwa McGonagall.

Wyjec skończył wykrzykiwać swoją treść, a następnie się spalił. Pięć minut później  Harry i Dudley wrócili do domu ze szkoły. 
- Harry, idź do swojego pokoju - powiedziałam drżącym głosem. - A z tobą, Dudley sobie pogadam.

piątek, 15 sierpnia 2014

Inna Strona Petunii : cz.5

- Chodźmy w jakieś zaciszne miejsce - zaproponowałam.
- Dobrze - zgodził się Snape.
- Znam kawiarnię niedaleko mojego domu. Możemy tam się udać.
- Prowadź.
Weszliśmy do kawiarni. Pokazywanie się w miejscu publicznym z mężczyzną, który nie wie co to szampon i staruszkiem z długą brodą niczym u Świętego Mikołaja oraz z niemowlęciem z blizną w kształcie błyskawicy na czole było co najmniej dziwne. Niestety wszędzie było mnóstwo ludzi patrzących się na moich towarzyszy ze zdumieniem i  nigdzie nie było wolnego miejsca.
- Dzień dobry - usłyszałam znajomy głos.
Odwróciłam się. Zobaczyłam moją lekko zbzikowaną sąsiadkę - panią Figg siedzącą przy stoliku, pijącą kawę i czytającą poradnik dla właścicieli kotów.
- Dzień dobry - odpowiedziałam.
- Możecie się dosiąść do mojego stolika - zaproponowała pani Figg.
- Nie mamy chyba wyboru - powiedział Severus.
- Dziękujemy - powiedział Dumbledore.
- Przyjemność po mojej stronie - odpowiedziała pani Figg. Usiedliśmy przy stoliku. Wybrałam miejsce w przejściu, żeby móc łatwo dostać się do wózka w którym spał mój mały siostrzeniec.
- Od razu przejdźmy do konkretów - poprosiłam. - Harry lada chwila się obudzi.
- Dobrze. Harry James Potter potrzebuje najlepszej opieki i ochrony na jaką nas stać. Jak przewiduję, Harry zawsze będzie u pani mile widziany, prawda?
- Jasne - pani Figg uśmiechnęła się promiennie. - To będzie dla mnie zaszczyt.
- Dobrze. Ty, Severusie znasz swoją rolę.
- Tak, Albusie.
- Ty, Petuniu masz najwięcej roboty. Twoim zadaniem jest go wychować, chronić, a przede wszystkim kochać. Mamy też oprócz tego do ciebie prośbę, żebyś nie ujawniła tego, że Severus jest w jakikolwiek sposób  zamieszany w nasz plan dotyczący ochrony Harry'ego. Gdyby wszyscy o tym wiedzieli to mogłoby wiele utrudnić.
- Ale czemu?
- Przykro mi, ale nie mogę Ci powiedzieć, Tunia. Może dowiesz się w swoim czasie.
Nagle Harry zaczął płakać.
- Chyba jest głodny - powiedziałam.- Wrócę już z nim do domu.
- Odprowadzić cię? - zaoferował Severus.
- Nie dziękuję, to pięć minut drogi.



- Lily

środa, 13 sierpnia 2014

Inna Strona Petunii: cz.4

Kilka dni później poszłam na pogrzeb Lily i Jamesa. Wzięłam ze sobą Harry'ego. Stanęłam w ostatnim rzędzie, jak najdalej od grobu. Albus Dumbledore stał w pierwszym rzędzie, najbliżej grobu. Koło niego stał jakiś mężczyzna mniej więcej w wieku mojej zmarłej siostry. A po jego drugiej stronie stała wysoka, czarownica w tiarze na głowie. Na pogrzeb przyszło mnóstwo ludzi. Wszyscy chcieli jak najbliżej podejść do ich grobu. Tylko ja trzymałam się z boku. I jeszcze jakiś zakapturzony mężczyzna. Pod koniec pogrzebu Harry się obudził i zaczął płakaćWzięłam go na ręce. Wszyscy odwrócili się w moją stronę.
- Harry Potter ...
- Na brodę merlina, to on ...
- Chłopiec, Który Przeżył ...
- Spójrzcie na jego bliznę ..
Wszyscy szeptali i pokazywali na Harry'ego palcami.
Podszedł do mnie mężczyzna, który stał przed chwilą koło Dumbledore'a i wziął ode mnie Harry'ego.
- Przestańcie robić sensację z tego biednego, małego chłopca!
Może i jest Chłopcem, Który Przeżył, ale jest też sierotą, a to jest pogrzeb jego rodziców! - Krzyknął.
- Spokojnie, Remusie - powiedziała czarownica w tiarze.
- Moi dwaj najlepsi przyjaciele i najlepsza przyjaciółka nie żyją, a mój ostatni żyjący  przyjaciel jest w Azkabanie ...  Nie mam już nikogo ... Nie jestem w stanie  być już dłużej spokojny i chcę za wszelką cenę ochronić to dziecko przed wścibskimi ludźmi.
- Kontynuujmy uroczystość pogrzebową - powiedział Dumbledore. - Uspokuj się Remusie i oddaj Petunii Harry'ego .
- Mogę go jeszcze trochę potrzymać? - zapytał mężczyzna nazwany Remusem.
- Jasne - odpowiedziałam. - Dobrze znałeś Lily?
- Była moją najlepszą przyjaciółką. Została przy mnie, gdy wszyscy się ode mnie odwrócili - odpowiedział. - Chociaż wszyscy spodziewaliśmy się śmierci Potterów od dłuższego czasu, to był szok.
- Jak to? Wszyscy spodziewali się ich śmierci ?
Nic z tego nie rozumiałam.
- Była jakaś przepowiednia, przez którą Voldemort  chciał ich dopaść, a szczególnie Harry'ego ... Udało mu się zabić Lily i Jamesa, a Harry'ego nie był w stanie i stracił moc. Niektórzy twierdzą, że umarł, ale ja myślę, że jest po prostu bardzo słaby i próbuje odzyskać siły w jakimś odległym miejscu...
Zaczęłam o tym wszystkim rozmyślać. Remus oddał mi siostrzeńca. Po pogrzebie cmentarz zaczął się wyludniać i zostałam na nim tylko ja z Harrym i tamten zakapturzony mężczyzna. Podszedł do grobu Lily i Jamesa, upadł na kolana i zaczął płakać.
- Przepraszam, Lily. To wszystko moja wina - ukrył twarz w dłoniach. - Gdybym nie powiedział Czarnemu Panu o przepowiedni nadal byś żyła ... Kocham cię ... Zawsze cię kochałem i zawsze będę ...Zawsze ... Harry znowu zaczął płakać. Mężczyzna szybko się odwrócił. Miał mocno zaczerwienione i podkrążone oczy oraz tłuste włosy. Wszędzie bym go poznała. Stał przede mną Severus Snape.
- On ma jej oczy - wyszeptał drżącym głosem.
- Wiem - odpowiedziałam.
Podeszłam bliżej do  Severusa. Objęłam go delikatnie, a on się we mnie wtulił.
- Przepraszam, że przeszkadzam - usłyszałam spokojny głos Dumbledore'a. - Muszę z wami porozmawiać. Severusie, nadszedł czas, aby wtajemniczyć Petunię  w nasz plan.

- Lily



niedziela, 10 sierpnia 2014

Inna Strona Petunii : cz.3



Rok po wizycie Jamesa w naszym domu Lily weszła do mojego pokoju. Czytałam akurat książkę.
- Chodzę z Jamesem - oświadczyła.
Oderwałam wzrok od książki.
- Naprawdę? - zapytałam wstrząśnięta.
- Tak. Przyjdzie do nas w środę na obiad.
- Super - powiedziałam bez żadnych emocji. - Zaproszę Vernona na obiad.
- Vernona? - Lily zrobiła zdziwioną minę.- Co za Vernon?
- Vernon Dursley. Mój nowy chłopak.
Tak  naprawdę ten Dursley nie był moim chłopakiem. Był we mnie zakochany, ale ja nie odwzajemniałam jego uczucia. On był normalny. I do tego brzydki i gruby. I miał wąsy. Był odrażający. Nie to co James. Stwierdziłam jednak, że mogę się poświęcić i go do nas zaprosić na obiad, żeby James nie pomyślał, że jestem zbyt mugolska, żeby mieć porządnego chłopaka. Ten Dursley może i był brzydki, ale za to był bogaty i ułożony

***
Obiad był fatalny. James i Vernon przez cały czas się kłócili i sobie dogryzali. Na prośbę Vernona zerwałam kontakt z siostrą i jej chłopakiem. Nie kochałam go, ale wyszłam za niego za mąż dla pieniędzy. Niedługo po naszym ślubie urodził nam się synek. Niestety urodę ( albo raczej jej brak) odziedziczył po ojcu. Oczywiście kochałam go, ale gdyby nie był moim dzieckiem pewnie bym go nienawidziła. Od samego początku Dudziaczek był brzydki, gruby, rozwydrzony i chamski. Często miałam ochotę uderzyć go w tą jego pulchną twarz i uciec z domu.
***
Pewnego poranka wyszłam po butelki z mlekiem. Zaczęłam nagle  krzyczeć. Przed moim domem jak gdyby nigdy nic spał mój  roczny siostrzeniec. Zdziwiło mnie to. Miał dziwną bliznę w kształcie błyskawicy na czole. Do śpiącego dziecka dołączony był list. Weszłam z Harrym na rękach do domu, położyłam go  na łóżku w sypialni, a następnie na tym łóżku usiadłam i  zaczęłam czytać.
Droga Petunio,
Muszę z przykrością zawiadomić Cię,że Lily i James  zostali zamordowani przez Lorda Voldemorta. Harry jest teraz znany jako Chłopiec, Który Przeżył, bo jako jedyny przeżył mordercze zaklęcie. To przez to zaklęcie ma bliznę na czole. Dzięki  Harry' emu Voldemort tymczasowo umarł, ale możliwe, że się kiedyś się odrodzi. Wtedy Harry będzie w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Liczę, że pomożesz mi go chronić i zapewnisz mu opiekę oraz będziesz go traktowała jak własnego syna. Bardzo mi przykro z powodu śmierci twojej siostry. 
Całusy
Albus Dumbledore
Rozpłakałam się. Nie mogłam uwierzyć, że Lily już nie ma. Że odeszła na zawsze . Jednocześnie chciałam pozbyć się jej dziecka jak i się nim zaopiekować. Wybrałam to drugie. Harry się obudził i zaczął płakać. Wzięłam go na ręce. 
- Jesteś już bezpieczny, Harry. Zaopiekuję się tobą - pocałowałam go w policzek.
Harry spojrzał na mnie swoimi oczkami. Były bardzo podobne do oczu Lily. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Byłam kompletnie zdezorientowana. Żałowałam tego, że ostatnich lat nie spędziłam z Lily. Chciałabym móc cofnąć czas.
- Petuniu, miałaś zrobić mi śniadanie!- krzyknął mój mąż, który właśnie skończył brać prysznic. 
Nie odpowiedziałam mu.
- Petunia ! - krzyknął  wściekły już Vernon.  - Gdzie jesteś ?
- W sypialni - odkrzyknełam. - Nie uwierzysz co się stało !
- Coś ważniejszego od śniadania? Wątpię.
- Lily nie żyje i podrzucono nam jej synka.
- Coooo ?! 
Vernon wpadł wściekły do sypialni. 
- Oddajmy go! 
- Nie ! - sprzeciwiłam się.
- Jest sierotą, jego miejsce jest w sierocińcu! Oddajmy go natychmiast. Jest brzydki i dziwny jak jego ojciec! 
- Nie, nie możemy .. Nie! Ja ... Ja nie mogę go oddać ... Harry zostaje z nami - wyjąkałam.
Spojrzałam na niemowlę. Harry był śliczny jak James.
- Oddajmy go! - ryknął Vernon.
Harry przestraszył się niespodziewanego wrzasku i zaczął płakać. 
- Nie - odpowiedziałam stanowczo, po czym wymaszerowałam z sypialni z Harrym na rękach.
- Lily