Remus Lupin i Tonks, która mimo zmiany nazwiska, wciąż
pozostała Tonks, przybyli do Nory w przeddzień siedemnastych urodzin Harry’ego.
Przy kolacji, na którą podano pieczone nóżki kurczaka z ziemniakami, pan
Weasley zapytał Remusa o kwaterę główną zakonu feniksa. Lupin przełknął to, co
miał właśnie w ustach i odpowiedział:
-Po śmierci Dumbledore’a Moody wybrał się tam i zabezpieczył
Grimmauld Place 12 tak, by Snape nie mógł tam wejść. Jednak z pewnością
śmierciożercy wiedzą, gdzie ona jest i choć nie mogą jej zobaczyć, zdziwiłbym
się jakby nie obserwowali okolicy – powiedział głosem spokojnym jak zawsze.
-Kto teraz jest strażnikiem? – zapytał Harry, który
przysłuchiwał się całej rozmowie.
-Wszyscy członkowie zakonu, w tym także i Snape, dlatego
Moody starał się udaremnić mu dostanie się tam.
-Czyli oprócz Moody’ego, nikt tam jeszcze nie był?
Lupin pokręcił głową.
-To miejsce nie jest już tak bezpieczne jak kiedyś, na razie
nie będziemy z niego korzystać.
Jedli przez chwilę w milczeniu.
-Zakon będzie dalej istniał? – Harry jakoś nie potrafił
sobie tego wyobrazić.
-Teraz, kiedy straciliśmy Dumbledore’a , a potem Moody’ego
niewiele z niego zostało, Harry – odpowiedział pan Weasley smutno.
Lupin spojrzał na niego i przez chwilę zdawało się, że
przekazują sobie jakąś niemą wiadomość.
-Ale na razie nic na to nie poradzimy, więc nie wprowadzajmy
smutnej atmosfery – powiedziała dziarsko Tonks, na co Lupin spojrzał na nią
krzywo. – No co? Za kilka dni mamy przecież wesele? Jak idą przygotowanie,
Molly? – zwróciła się do pani domu.
Tonks wiedziała co robi, sprowadzając rozmowę na temat ślubu
Bill’a i Fleur. Przez kolejne pół godziny pani Weasley opowiadała o
zaplanowanej uroczystości i o rodzinie panny młodej, która musi przybyć tu aż z
Francji.
Kiedy wszyscy skończyli już jeść, sprzątnięto ze stołu.
Harry nie za bardzo wiedział co ze sobą zrobić, więc zajął miejsce w fotelu
naprzeciwko kominka. Po chwili zapatrzył się w ogień, rozmyślając o tej
niezwykle trudnej drodze, którą jest zniszczenie Lorda Voldemorta. Po jakimś
czasie, na kanapie obok dosiadł się Lupin, patrząc zmartwiony na syna swojego
przyjaciela, który zapatrzył się w kominek z nieobecnym wzrokiem. Ostatnimi czasy
był bardzo blady, a pod jego oczami widniały fioletowawe sińce.
-Harry… - powiedział po chwili, jednak ten myślami był tak
daleko stąd, że nie słyszał tego. Lupin nachylił się ku niemu i złapał za
ramię. Harry ocknął się i zobaczył, że Remus przygląda mu się z niepokojem. –
Wszystko w porządku?
-No jasne – odpowiedział.
Lupin rozglądnął się, sprawdzając czy nikt ich nie słyszy,
po czym przekręcił się w stronę Harry’ego i położył splecione dłonie na
kolanie.
-Artur mówił mi że ty, Ron i Hermiona nie wracacie do
Hogwartu – powiedział przypatrując mu się uważnie, swoimi szaro-zielonymi
oczami.
-Tak, to prawda – potwierdził spokojnie Harry. – Dumbledore
zostawił mi sprawę do załatwienia, a Ron i Hermiona chcą mi towarzyszyć.
-Rozumiem – powiedział tylko.
Patrzyli przez chwilę na Ginny, która wspięła się schodami
na górę i zniknęła za drzwiami swojego pokoju.
-Przepraszam Harry, ale czy ciebie i Ginny coś łączy? –
zapytał, siadając już normalnie.
-Co ma pan na myśli? – zapytał obojętnie Harry, odwracając
wzrok od schodów.
-Widziałem podczas kolacji, jak na nią zerkasz. A kiedy ona
patrzyła na ciebie, wydawała się smutna.
Harry milczał przez chwilę, uparcie wpatrując się w kominek,
w którym tlił się ogień.
-To co czuję, nie ma znaczenia – odpowiedział w końcu,
wzdychając cicho. Te pytania trochę go irytowały.
Lupin wydał się nagle jeszcze bardziej zdenerwowany, niż
chwilę temu.
-Harry… czy to prawda, że jesteś wybrańcem? Prorokowi
codziennemu nie można wierzyć, no ale… Nie nalegam, żebyś mi odpowiadał, jeśli
to tajemnica.
Chłopak spojrzał na niego nieprzeniknionym wzrokiem.
Wiedział, że Lupin się o niego martwi.
-Tak, Prorokowi, od czasu do czasu, zdarza się napisać
prawdę – powtórzył usłyszane wcześniej słowa.
Lupin wyglądał, jakby nagle go zemdliło, ale (na szczęście) nie
było czasu na dalszą rozmowę, gdyż pani Weasley zaczęła wyganiać młodzież do
łóżek.
***
Ron obudził się, kiedy drzwi w jego sypialni zaskrzypiały
głośno, otwierając się.
-Remus?
-Przepraszam cię Ron, wydawało mi się że słyszę waszą rozmowę
i stwierdziłem, że skoro nie śpicie, to
przyjdę się pożegnać bo… gdzie jest Harry? – Lupin zmarszczył czoło, wpatrując
się w puste łóżko, które oświetlało światło z korytarza wpadające przez otwarte
drzwi.
Ron przeklął w myślach przyjaciela. Świadomie, czy nie
zawsze musiał wywołać ze swojego powodu jakieś małe zamieszanie.
-Ron, gdzie jest Harry? – zapytał nieco bardziej
zdenerwowany Lupin.
-On… poszedł się przejść.
-Przejść? – zapytał z niedowierzaniem Lupin – I już tu nie
wróci.
Rudowłosy chłopak zrozumiał o czym pomyślał Remus. Podniósł się
do pozycji siedzącej.
-Nie, to nie tak. On naprawdę poszedł się przejść. Robi tak
od zawsze. Wymyka się w nocy z dormitorium, kiedy nie może zasnąć, albo jest na
coś wściekły i nie wraca przez kilka godzin.
Po prostu trzeba to ignorować.
Jeszcze nigdy nie widział Lupin tak rozgniewanego.
-Wytłumacz mi to! Jest niepełnoletnim, najbardziej
rozpoznawalnym czarodziejem, na którego życie czyha cała banda śmierciożerców i
wymyka się na nocny spacer, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza?!
-On nie jest głupi,
nie dałby się złapać. Nie próbujcie go nawet szukać, bo to nie ma żadnego
sensu. W końcu i tak ma pelerynę niewidkę, co nie? Wróci niedługo cały i
zdrowy.
-Jak on w ogóle mógł zrobić coś takiego! – krzyknął oburzony
Lupin, nie słuchając Rona – Co on sobie wyobraża?
-Ciiiicho… Niech pan nie budzi mamy, niepotrzebnie zrobi się
wielkie zamieszanie.
Lupin zastanawiał się w ciszy nad jego słowami.
-Tak, masz rację że nie ma sensu go szukać – westchnął
zrezygnowany. – Jutro sobie z nim porozmawiam…
-To i tak nie zrobi na nim wrażenia. Idę spać.
***
Harry’emu nie chciało się zakradać do sypialni przez okno,
więc wszedł cicho, przez drzwi wejściowe. Był już w połowie drogi do schodów,
kiedy zamarł, słysząc jakiś dziwny dźwięk, jakby warczenie dzikiego zwierzęcia.
Zdziwiony rozejrzał się po pomieszczeniu i dostrzegł, że na fotelu przed
kominkiem siedzi postać, której głowa opadła na oparcie, a z otwartych ust raz
na jakiś czas wydobywa się chrapnięcie, w niczym nie przypominające harmonijne
chrapanie jego wujka. To brzmiało, jakby Lupin się dusił. Raniło uszy.
Dla Harry’ego jasne było, że skoro Lupin tu siedzi, to
musiał zauważyć jego nieobecność. Westchnął w duchu, na myśl o jutrzejszej, a
właściwie dzisiejszej rozmowie, którą z pewnością dla niego przygotował. Ale teraz
był bardzo zmęczony. Spojrzał na schody, które wydały mu się nagle wysokie i
strome i na mięciusią kanapę, stojącą tak blisko. Postanowił położyć się na
niej. Nie minęły nawet trzy minuty, a on spał już głęboko, nie przejmując się
chrapaniem Lupina.
***
Lupin otworzył oczy, kiedy na zewnątrz było już całkiem
jasno. Minęła chwila, zanim uświadomił sobie, dlaczego siedzi w fotelu w Norze.
Na kanapie obok spał Harry, a jego buty były porozrzucane po podłodze, a obok
nich leżały okulary.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz