poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 5 : Kontynuacja

,,Dzieci i zegarki nie można stale nakręcać, trzeba im dać też czas na chodzenie."
- Jean-Paul Sartre

Syriusz obudził się o trzeciej nad razem i nie mógł dalej spać. Z nudów oglądnął mapę Huncwotów, którą stworzyli w zeszłym roku.
W pokoju dziewczyn zobaczył tylko trzy kropeczki. Zdumiony przeczytał Armanda Holf, Mary Snites i Dorcas Mckinn. A gdzie podziała się Lily? Zanim znalazłją na mapie minęło parę minut. Szła sama korytarzem na trzecim piętrze. Podszedł do łóżka Jamesa.

-James – wyszeptał.
James otworzył na chwilę oczy.

-Co Lily? Pomóc ci w eliksirach? –zapytał sennym głosem.
Syriusz przewrócił oczami.

-Nie, nie musisz. No i mam na imięSyriusz.
James znowu zamknął oczy.

-Hej, Lily chodzi sama po zamku. Nie chcesz zobaczyć co robi?
Podniósł się do pozycji siedzącej.

-Co ty gadasz, Łapo?

-Spójrz.

Oświetlił różdżką mapę i wskazałJamesowi miejsce, w którym była Lily.
-Co ona tam robi? Przecież jest środek nocy…

-Dobre pytanie – powiedział zniecierpliwiony Syriusz.
-Idziemy?

-No.
-Weź pelerynę. Nie chcę kolejnego szlabanu.

Zeszli na trzecie piętro chowając siępod peleryną niewidką i spojrzeli ponownie na mapę.
-Jest w klasie piętro niżej.

Stanęli pod drzwiami i zawahali się.Co ona może tam robić? Zdjęli pelerynę.
James nacisnął klamkę i wszedł dośrodka, po czym zapalił świece za pomocą zaklęcia.

-Eee… Lily, co ty robisz?
Za nim wszedł Syriusz. Zamrugał dwukrotnie zaskoczony tym co zobaczył. Lily chodziła po klasie, zdejmując ze ścian obrazy po czym układała je na spory już stosik leżący na biurku. Syriusz był pewien,że część z nich została zdjęta z korytarza. Namalowane postacie protestowały głośno i przeklinały głośno tego, kto ich obudził.

-Lily? – powtórzył James podchodząc do niej i chwytając ją za ramie. – Ona… lunatykuje – stwierdził zaskoczony.
Syriusz wybuchnął śmiechem. Cała ta sytuacja wydawała mu się komiczna.

-Byłaby zachwycona widząc ciebie po przebudzeniu się. –powiedział.
James wydawał się być zdenerwowany.

-Słyszałem, że lunatyków nie wolno budzić…
Lily zdjęła jego dłonie ze swoich ramion i odsunęła sięod niego. Z powrotem zajęła się zdejmowaniem obrazów.

Syriusz spojrzał na nią badawczo.
-Czy nie powinna mieć zamkniętych oczu? Może to jakaśklątwa…

-Wątpię.
-Ej, zobaczmy co będzie dalej robić – poprosił podekscytowany Syriusz.

James wyszczerzył zęby. Syriusz przywykł już do zmienności nastrojów kolegi.
-Można sięjej zapytać – James obrócił się do Lily i zapytał – Co robisz?

-Układam obrazy – odpowiedziała wyraźnie.


-Po co? – Syriusz włączył się do rozmowy.
-Nie powinny wisieć na ścianie. Powinny spać.

-Więc położysz je spać? – zapytał Syriusz.

Nie odpowiedziała.
-A co później będziesz robiła? – zapytał James.

-Kładła je spać, przecież wiesz.
-Racja James, to było oczywiste, powinieneś to wiedzieć –przyznał Syriusz.

Rogacz nie słuchał go.
-Ej mała, lubisz mnie?

Nie odpowiedziała. James nieco się zawiódł.

-Och, daj spokój! Mogłabyś mnie nie ignorować chociażpodczas snu! Lubisz Jamesa Potter?- powtórzył.

-Nie, nie lubię.
Syriusz znowu się roześmiał. James zignorował go.

-Chodźmy spać, jestem straaaasznie zmęczony – poprosił ziewając.
-A co z nią – Syriusz wskazał na rozczochraną Lily, która zostawiła obrazy i zaczęła pisać po tablicy słowo „Sypialnia”.

-Chyba nie możemy jej tu zostawić.
-Chodź z nami – powiedział Syriusz do Lily, ale ta była całkowicie pochłonięta swoim zajęciem.

James podszedł i złapał ją za ramię, jako że w jednej ręce trzymała kredę, a w drugiej guzik, który podniosła przed chwilą z podłogi.
Syriusz spojrzał na nich. Rozczochrane włosy Lily sterczały na wszystkie strony. Miała na sobie koszulkę w rozmiarze L, spod której ledwo było widać krótkie spodenki. Pomimo, że oczy miała szeroko otwarte jej spojrzenie było nieobecne. Śmiało można by stwierdzić, że wygląda, jakby właśnie uciekła ze szpitala psychiatrycznego. James, który trzymał ją za ramięmiał podpuchnięte oczy, które patrzyły na Syriusza zza lekko przechylonych okularów. Miał na sobie dresy i białą, brudną bluzkę. On mógłby być drugim uciekinierem.

Ta myśl tak rozśmieszyła Syriusza, że potrzebował prawie dwóch minut, aby opanować śmiech. James nawet nie zapytał go, z czego się śmieje. Odszedł od Lily, że wyjąć mapę z rąk Blacka i przejrzeć ją samemu. W pobliżu nie było żadnej osoby. Droga do Gryffindoru była pusta.

Wrócił do Lily i zaprowadził się pod portret Grubej Damy. Tu dopiero dogonił ich Syriusz.
-Mówiła coś ciekawego? – zapytał z nadzieją.

James potrząsnął głową. Lily zaczęła chwiać się na piętach nucąc pod nosem piosenkę o dziadku elfie. Gruba Dama głośno chrapnęła wydając dźwięk podobny do chrumknięcia.

-Ach te kobiety… - westchnął James
Gruba Dama otworzyła oczy.

-Co wy u licha wyprawiacie?
-Spacerujemy przy blasku księżyca. – odpowiedziałSyriusz.

-Co wy sobie myślicie… - zaczęła
-Monsiuni sori –powiedział James.

-Nie zamierzam was wpuścić! – krzyknęła oburzona
-To twój obowiązek – odparł.

-Ty mały, bezczelny… - Och, dobra wpuszczę was, ale tylko ze względu na nią – wskazała na Lily – Nie zmuszę dziewczyny do spędzenia z wami tu całej nocy.
Przeszli przez pokój wspólny. I udali się w stronędormitoriów dziewczyn.

-Jak ominiemy zaklęcie?
James podniósł leżący przy wejściu dywan i za pomocąróżdżki ułożył go na schodach.

-Czar działa, tylko jak cię dotknie stopni bezpośrednio butem.
-Skąd to wiesz? – zapytał zaskoczony Syriusz.

-Dorcas mi mówiła.
Lily stanęła pod schodami i nie chciała dalej iść.

-No dajesz, idziemy do twojego pokoju Laluniu –powiedział cierpliwie Rogacz.
Ale ona stała dalej bez ruchu.

-Zwiążmy ją i zaciągnijmy siłą – zaproponował znudzony Syriusz.
-Obudzi się! I to związana…

-Liluniu kochana – zaczął Syriusz – zechciej pójść z nami na górę.
-Nie pójdę.

-Dlaczego?
-One są zmęczone.

James zmarszczył czoło.
-Przyzwyczajaj się – odparł Syriusz. – Jak już sięożenicie i zestarzejecie, a ona zachoruje na Alzheimera, będzie podobnie.

-No dobra, pójdę – odparła nagle Lily.
-Dziękujemy – James zaczął wchodzić po schodkach trzymając ją za ramię.

-Które to? - Zapytał Syriusz, kiedy dotarł na górę.
-Po lewej, na końcu korytarze – odpowiedział Rogacz –Byliśmy tu kiedyś na imprezie u Dorcas. Nie pamiętasz? Wypiłeś Ognistą Whisky i wszedłeś do jej kufra.

-Nie pamiętam!
Otworzyli cicho drzwi. Przechodzili od łóżka do łóżka szukając wolnego które należało do Lily. W końcu popchnęli ją na jedyne wolne, a kiedy się położyła przykryli kołdrą. Syriusz kierował się już do wyjścia, kiedy James zatrzymał go.

-Poczekaj… nie mogę się powstrzymać – wyszeptał.
Wziął leżący za szafce pisak i napisał na twarzy Dorcas ,,Śpiący hipogryf”, a pod nosem namalował wąsy. Syriuszowi bardzo spodobał sięten pomysł. Zabrał z kufrów dziewczyn malowidła i schował do kieszeni szlafroka.

-To dla Glizdogona i Remusa – odpowiedział widząc pytające spojrzenie przyjaciela.

Rozdział 4: Drugi dzień zajęć

,,Dzieciństwo jest dobre dlatego, że każdy dzień zaczyna życie na nowo, bez ciężaru dnia wczorajszego." - Anna Kamieńska

Niekoniecznie...

-Łapa



Następnego ranka Lupin obudził się wcześnie. Ubrał się najciszej jak potrafił i zajął się czytaniem książki, którą wypożyczył poprzedniego dnia z biblioteki.
Kiedy po sprawdzeniu godziny na zegarku zobaczył, że do lekcji zostało im zaledwie pół godziny, zamknął książkę.
-James, Peter, Syriusz, wstawajcie! Zostało wam mało czasu! – krzyknął.

Peter podniósł się powoli z poduszki.

-Co się… co się stało? – wymamrotał.

Lupin zaczął pakować torbę. W tym czasie półprzytomny Peter krzątał się po pokoju zakładając na siebie szatę. Nagle potknął się i z głośnym łoskotem runął na podłogę, tuż przy łóżku Jamesa.
-Jeszcze pięć minut… - wybełkotał James.

Lupin machnął leniwie różyczką, mówiąc poznane w lecie zaklęcie, a w powietrzu pojawiła się grająca głośno trąbka. Lewitowała między łóżkami Jamesa i Syriusza wygrywając nieprzyjemną melodię. James zakrył twarz poduszką, przeklinając cicho Lupina. Łapa chcąc obrócić się na bok, spadł na podłogę zaplątany w kołdrę i jęknął głośno.
***
-Kiedyś… was… zabije! – wydyszał Lupin biegnąc ze swoimi przyjaciółmi.

Kiedy wpadli do klasy, reszta dopiero się wypakowywała. Prędko zajęli miejsca, szczęśliwi, że nauczyciel eliksirów nie zwrócił im uwagi.

-Dzień dobry moi ulubieni piątoklasiści! – powiedział serdecznie Slughorn, kiedy wszyscy już wypakowali książki i usiedli na swoich miejscach.- Witam was w nowym roku szkolnym. Będzie on dla was wyjątkowo ciężki, jako że czekają was SUMY. Każdy z was będzie musiał w tym roku uczyć się wyjątkowo pilnie i radzę wam odrabiać zadania domowe, bo miałem sporo czasu na wymyślanie nowych szlabanów! – zaśmiał się serdecznie.

Spojrzał po wszystkich uczniach, przypominając sobie ich twarze.

-Oj, nie – powiedział po chwili Horacy spoglądając na siedzących z tyłu huncwotów. – Panowie nie mogą siedzieć tak blisko szafki ze składnikami eliksirów – stwierdził stanowczo - Panie Potter, proszę zamienić się miejscami z panną Gonvey, a ty Syriuszu zajmij miejsce tu przy mnie, w pierwszej ławce.
James i Syriusz przesiedli się łypiąc groźnie na nauczyciela.

-Dobrze, a teraz otwórzcie wszyscy książki  na stronie szóstej. Znajdziecie tam instrukcje jak uwarzyć eliksir rozweselający. – powiedział pogodnie nauczyciel wyczarowując sobie kubek gorącej kawy.

***
-Masakra – powiedział Syriusz idąc na obronę przed czarną magią – Siedzę obok  tego rudzielca, Johna z Hufflepuff. Jest tak oderwany od rzeczywistości, że nawet nie zorientował się, kiedy wrzuciłem mu do eliksiru pijawki.
-Zaraz… - powiedział Lupin – Przecież profesor kazał mu, na koniec lekcji wypić trochę eliksiru, żeby pokazać jego działanie!

-Poszedł przed chwilą do skrzydła szpitalnego. Wyskoczyły mu na twarzy straszne bąble  - wyjaśnił Glizgodon.

Szli chwilę w milczeniu.

-A ty siedzisz z tą wariatką Evans uganiającą się za Smarkerusem –powiedział Syriusz, zwracając się do Jamesa – Może i jest ładna, ale ta jej zarozumiałość…

-Nie jest zła – stwierdził James.
Syriusz spojrzał na niego, jakby zobaczyło pierwszy raz w życiu.

-Będziesz bronił pannę ”Kocham profesora Slughorna”?
-Zamknij się – powiedział mocno James.

-Ooo… - zaczęli równocześnie Remus i Syriusz.

-Uwielbiam Lily Evans… – powiedział Syriusz naśladując głos Jamesa.

Łapa spojrzał na niego jak na zgniłego robaka.
-Myślałem o niej całe eliksiry – dodał Lupin trzepotają rzęsami – To dlatego mój eliksir miał różowy kolor…

-Lily Evans –przerwał mu nagle Łapa, klękając przed Jamesem – Czy zgodzisz się zostać moją żoną? – zapytał znakomicie wczuwając się w swoją rolę.

Usłyszeli głośny, dziewczęcy chichot. James obrócił się szybko. Za nimi szły trzy dziewczyny z ich roku, a tym zarumieniona  Lily Evans we własnej osobie. Ona się nie śmiała. Spojrzała na nich wyniośle i minęła szybkim krokiem.
Wściekły Łapa spiorunował przyjaciela wzrokiem.

-Ty… - zdołał wykrztusić, po czym ruszył w pościg za przyjacielem.
Syriusz zanosił się głośnym śmiechem mijając zaskoczonych uczniów. Biegnący za nim James rzucał na oślep zaklęcia trafiające w ściany i podłogę.

-Jak ty to robisz? – zapytała Mary widząca goniących się dwóch najbardziej lubianych chłopaków na roku.

-Ja nic robie! - odpowiedziała Lily

***
-Rogaczek nadal nie w humorze, widzę.

-Zamknij się, Lupinie.
-No dobra… Bardzo tego żałujemy – powiedział Syriusz nakładając na swój talerz ziemniaki. 

-Uroczyście przysięgamy nie zatruwać ci nadal życia – dodał Remus przykładając dłoń do serca.
James spojrzał na nich.

-Dobra, wybaczam wam.
Jedli chwilę w milczeniu.

-Ale twój fanklub będzie taki zawiedziony… – Syriusz najwyraźniej nie mógł się powstrzymać.
-Obiecałeś!

-Kiedy kolejny mecz? – zapytał szybko Peter, aby przerwać kłótnię.

Na myśl o quidditchu Jamesowi od razu poprawił się humor
-Och, mój kochany tępaku – zaczął James z zapałem - W przyszłym tygodniu są eliminacje do drużyny, bo jakbyś nie zauważył pałkarz i ścigający skończyli naukę w Hogwarcie. Pierwszy mecz jest zwykle dopiero w listopadzie.

-Wiecie co? Nie chce mi się iść na szlaban – oznajmił Syriusz – Po wczoraj jeszcze robi mi się niedobrze na myśl o myszach…
-Co musieliście robić? – zapytał Lupin.

-Sprzątać po tych wstrętnych gryzoniach. Czwartoklasiści uczyli się na nich zaklęcia powielającego. Setki myszy… A niektóre uciekły z kufra i rozbiegły się po całej klasie transmutacji.
W tym momencie za stole przed nimi wylądowało żółte frisby wywracając pucharek Syriusza z sokiem dyniowym, który wylał się na niego i Jamesa.

-Przepraszam! – krzyknęła dziewczyna z Raveclawu, podbiegając do nich.
-Nic się nie stało, Skarbie – odpowiedział natychmiast Syriusz, ale ona złapała już serwetkę i zaczęła zcierać sok z szaty Jamesa.

-Jak tam drużyna? – zagadnęła.
Remus przewrócił oczami, a Syriusz wyszczerzył do niego zęby. Wszyscy już wiedzieli czemu miał służyć ten ‘’wypadek”.

-Wspaniale, ale nikt w niej nie jest tak dobry jak ja. - odparł James
Dziewczyna zachichotała. James zauważył, że jej usta są podobne do ust Lily.

Złapał dziewczynę za nadgarstek.
-Wybacz, ale muszę już iść- powiedział krótko, po czym wstał od stołu.

-E tam, ja tu jeszcze zostaje… - powiedział Łapa, ale dziewczyna widząc, że James wstaje przeprosiła jeszcze raz, choć teraz już w mniejszym entuzjazmem i odeszła.
Wychodząc z lunchu James nie mógł się powstrzymać, żeby nie spojrzeć w stronę Evans.

***
-Wracając do tematu, musimy wymyśleć coś, żeby muc opuścić szlaban – powiedział Syriusz.

Mieli teraz lukę i siedzieli przed kominkiem w pokoju wspólnym.
-Więc co zamierzasz? – zapytał James.

-Myślałem nad tym, czy nie wrobić kogoś w karę. Wtedy McGonagall nie będzie miała czasu na nasz szlaban. – wyjaśnił Łapa.

-Widzicie tego gościa? Moglibyśmy wieczorem rzucić na niego Confudus i Czar Rozweselający. McGonagall pomyśli, że jest pijany. – powiedział nagle Peter
-Peter! – krzyknął zaskoczony Łapa – Sam to wymyśliłeś?

Glizdogon poczerwieniał lekko.
-Tak, a bo co?

Łapa spojrzał porozumiewawczo na Jamesa.
-Chyba mamy na niego zły wpływ… - pokręcił głową - Ale pomysł nie jest aż taki zły.

-Możemy go naprawdę upić. Tak będzie prościej –stwierdził James. – Na pewno jest jakieś zaklęcie.
Wieczorem zaczaili się na wybranego chłopaka i jego przyjaciela (stwierdzili, że raźniej będzie im we dwóch wysłuchiwać wrzasków pani profesor) i rzucili na nich klątwę. Efekt był natychmiastowy. Chłopacy od razu zaczęli chichotać i chwiać się na boki. Ktoś prędzej, czy później musiał zwrócić uwagę na tą pijaną dwójkę. Zadowoleni z siebie huncwoci wrócili do pokoju wspólnego.

-Piona Glizdusiu! – krzyknął Łapa do kolegi, który nie odważył się pójść z nimi.
Pół godziny później usłyszeli pukanie do drzwi od ich dormitorium. Lupin otworzył drzwi i zobaczył przed sobą Lily Evans.

-Widzisz James, one zawsze wracają!- krzyknął Łapa, kiedy zobaczył dziewczynę.
Lily spojrzała na niego ozięble.

-Proesor McGonagall poprosiła mnie, abym przekazała wiadomość od niej. Wasz dzisiejszy szlaban został odwołany – powiedziała bez emocji – A tak wogle, to macie tu straszny syf. Wiecie że istnieje coś takiego jak szafa? – zapytała widząc porozrzucane po pokoju sterty ciuchów.
-A wiesz, że tu są dormitoria chłopaków? Dziewczyn są po prawej stronie – powiedział nieuprzejmie Syriusz wskazując na wyjście.

Lily już otworzyła usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale rozmyśliła się i wyszła trzaskając drzwiami.
Syriusz oberwał poduszką.

-Masz być dla niej miły! – powiedział James.
Syriusz już chciał powiedzieć coś głupiego, ale poważna mina przyjaciela sprawiła, że zachował to dla siebie.

-Dobra, postaram się – odpowiedział.

Siedzieli chwilę w milczeniu.
-Peter, co ty znowu kujesz?

Peter spojrzał na niego zaskoczony.
-W tym roku są sumy! Jeśli źle nam pójdą to nie mamy szans na dobry zawód w przyszłości!

-Nauka to nuda – stwierdził beznamiętnie James.
-Przez wakacje trochę ćwiczyłem i już mi się prawie udaje przemienić w psa – powiedział magle Syriusz.

-Naprawdę? Udało ci się? – zapytał przejęty Lupin.
-Jak wyglądasz? – zapytał zaciekawiony Peter.

-W lustrze się nie oglądałem, po za tym byłem nim najwyżej kilkanaście sekund.
-Nie jestem pewien, czy powinniście to robić, to bardzo ryzykowne… - zaczął Remus.

Cała trójka spojrzała na niego oburzona.
-Daj spokój! Zaszliśmy już tak daleko… - zaprotestował James.

-W książkach piszą, że nieumiejętna przemiana w zwierze może spowodować różne trwałe zniekształcenia ciała.
-W książkach piszą, że każde zaklęcie jest niebezpieczne! Wszystkim przypisują wiele możliwości skutków ubocznych – wyjaśnił Łapa.

-Nie tak poważnych!
-Już postanowiliśmy. Nie ma o czym rozmawiać.

***

środa, 24 grudnia 2014

Dramione extra : Święta

                Święta w rodzinie Malfoyów nie były obchodzone. Draco oczywiście dostawał co roku prezenty, ale to była jedyna ze świątecznych tradycji, która miała miejsce w Malfoy’s Menor.
                Rodzina Hermiony była z kolei bardzo religijna. Państwo Granger chodzili co tydzień w niedzielę do Kościoła i modlili się osiem razy dziennie. Od czasu, gdy Hermiona przywróciła im wspomnienia obiecali sobie i jej, że od tej pory każde święta będą spędzali razem z nią i będą wspólnie dziękować Bogu za przywrócone wspomnienia i odzyskanie ukochanej córki.
                Pierwsze święta spędzone wspólnie z Hermioną i jej rodziną były najdziwniejszymi świętami w cały, życiu Draco, który jeszcze nigdy wcześniej nie słyszał nic o Bogu ani o Jezusie i nie miał pojęcia, że istnieje coś takiego jak religia. Jego rodzice wierzyli w to, że pierwszym czarodziejem był Wielki Merlin, a pierwszym uzdrowicielem był Święty Mung.  Nie była to religia, Merlin i Mung byli tylko postaciami z legend, którym nikt nie oddawał nigdy hołdu, ani nie modlił się do nich.
*
                Hermiona namówiła Draco, żeby wybrał się razem z nią na świąteczny obiad do jej rodzinnego domu. Draco zgodził się, ubrał w swój najlepszy garnitur i obiecał, że będzie się zachowywał jak należy.
                Kilka minut przed rozpoczęciem się świątecznego posiłku Hermiona i Draco teleportowali się na ulicę, przy której stał dom Grangerów i zapukali do drzwi. Otworzyła im pani Granger.  Była ubrana w skromną, kremową sukienkę.
- Wejdźcie – powiedziała łagodnym głosem, a gdy weszli do domu przytuliła serdecznie Hermionę.
- Cześć, mamo – powiedziała Hermiona, a następnie przedstawiła swojego towarzysza. – To jest Draco.
- Dzień dobry, Draco – powiedziała pani Granger  i uśmiechnęła się do Dracona.
- Dzień dobry –  odpowiedział ślizgon i uśmiechnął się krzywo.
                Pani Granger pobiegła do kuchni wyłączyć piekarnik, a Hermiona zaprowadziła Draco do salonu, w którym stała choinka.
- Po co się tak właściwie świętuje Boże narodzenie? – zapytał nagle ślizgon.
- To jest rocznica narodzin Jezusa – wyjaśniła Hermiona.
- Kogo? – zapytał Draco i na widok zdumienia na twarzy dziewczyny wyjaśnił. –  Gwiazdka jest obchodzona tylko przez rodziny mugolskie i półkrwi, to jest ich święto… Rodziny czystej krwi nie obchodzą świąt, ograniczają się tylko do dawania sobie prezentów. To nie jest nasze święto…  Kim jest ten Jezus?
- To syn Boga.
- Boga? – zapytał Draco.
- Chrześcijanie, czyli mugole wierzący w tego samego Boga co ja wierzą, że cały świat został stworzony przez Boga, który występuje pod trzema postaciami : ojca, syna i ducha świętego – powiedziała Hermiona podając Draco wielką księgę. – To jest Pismo Święte, tutaj wszystko jest wyjaśnione.
Hermiona i Draco usiedli na kanapie i Hermiona otworzyła Pismo Święte na Ewangelii według świętego Łukasza i Draco zaczął je czytać. Miona wstała z kanapy  i zaczęła pomagać mamie w kuchni.
                Pół godziny później nakryto już do stołu i Draco chciał usiąść przy stole i zacząć jeść, ale rodzice Hermiony zrobili coś, czego chłopak kompletnie się nie spodziewał – zaczęli się modlić. Draco przyglądał im się zaciekawiony i zdziwiony, ale nic nie powiedział. Po odmówieniu modlitwy wszyscy zasiedli do stołu i zaczęli jeść .


Przepraszam was bardzo, że wyszło mi trochę za religijnie, nie wiem co mnie naszło …

- Lily

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 3: Pierwszy dzień zajęć

Obiecuję, że knuję coś niedobrego.
-Łapa

,,Człowiek bez charakteru jest jak ubranie bez wieszaka - przypomina szmatę."
-Treya



15-latkowie zajmowali kilkanaście ławek na drugiej lekcji, w klasie zaklęć profesora Glinnika. Brali udział w wyjątkowo nudnej lekcji, na której nauczyciel omawiał teorie podstawowych zaklęć wykorzystywanych przez skrzaty domowe.

James siedział z głową opartą na dłoni i spoglądał na padający za oknem śnieg. W pewnym momencie ocknął się zamyślenia i rozejrzał się, aby zobaczyć co robią jego koledzy. Lupin, siedzący obok niego, zajęty był czytaniem jakiejś książki, co chwile patrzył ukradkiem na nauczyciela, aby upewnić się czy ten ciągle stoi w tym samym miejscu. Glizdogon przeglądał czasopismo. James wychylił się aby zobaczyć jakie. Pierwszy w oczy rzucił mu się artykuł o skuteczności użycia różnych zaklęć farbujących włosy. Na ilustracji obok kobieta obracała się na boki, aby jak najlepiej zaprezentować swoje gęste, brązowe włosy.

Rogacz kopnął krzesło kolegi, a kiedy ten odwrócił się do niego,  zrobił bardzo głupią minę wymawiając bezgłośnie „Czarownica? Naprawdę?”. Glizdogon spłonął rumieńcem i schował magazyn do torby.

James przeniósł wzrok na Łapę siedzącego po swojej lewej stronie. Przyjaciel poustawiał przed piórnikiem zakrętki od piwa kremowego i za pomocą różdżki czarował je, aby poruszały się w różny sposób. Spostrzegł, że James przygląda mu się, więc odłożył różdżkę i chwycił kawałek pergaminu i pióro, aby coś napisać i podsunął mu kartkę.

„Czyżby ci się nudziło Rogaczku?”

James wyciągnął swoje pióro.

,,Jakbyś zgadł. Jakieś plany na dzisiaj?”

,,Niewielkie. Kojarzysz tego chłopaka z Hufflepuff, którego siostra nielegalnie hodowała w dormitorium diabelskie sidła?”

„Tak”

„Wnerwia mnie. Powiedział dzisiaj na zielarskie pani, że próbuje wynieść kilka gałązek jej roślinek.”

„Więc mściwy Łapa planuje zemstę?”

,,Chcę zwinąć jego torbę.”

Kiedy lekcja wreszcie się skończyła uczniowie udali się na lunch do Wielkiej Sali. Łapa i Syriusz stanęli w tłumie przepychającym się przez wejście.

-Accio torba Strausera - wyszeptał James.

Następnie z uśmiechami na twarzy udali się do łazienki i zmienili kolor wszystkich przyborów szkolnych na wściekły róż. Syriusz wyciął też obrazki z książki ,,Jak zadbać o swojego jednorożca-Amanda Hofles” którą zwinął pewnej dziewczynie, która przechodziła wcześniej obok niego i zaklęciem trwałego przylepca przykleili je do podręczników chłopaka. Na koniec podpisali się razem z pozdrowieniami na jego piórniku. Uwinęli się z tym tak szybko, że zdążyli jeszcze zjeść trochę puddingu i zapiekanki.

-Co teraz mamy?- zapytał James z pełną buzią.

-Historię magii – odpowiedział szybko Peter – Gdzie byliście?

-Studiowaliśmy zawartość torby pewnego kolegi – wyjaśnił beztrosko Syriusz.

-Mogliście mi powiedzieć, chętnie bym wam pomógł – powiedział z żalem Glizdogon.

-Wybacz stary, to nie było do końca zaplanowane.

Lupin spojrzał na nich badawczo.

-Mam nadziej, że tym razem to nie jest osiłek z kolegami gotowymi, aby mu pomóc – oznajmił poważnie.

Podeszła do nich ładna dziewczyna z dwoma, gęstymi  warkoczami.

-Cześć Śliczna! – zaczął jak zawsze Łapa, widząc dziewczynę.

-Pani MacGonagal poprosiła mnie żebym wam o przekazała.- powiedziała zarumieniona, wręczyła mu kartkę i odeszła.

-Och nieee… - westchnął Łapa zerkając na karteczkę – Nasz szlaban będzie trwał tydzień. Mamy codziennie stawiać się do gabinetu tej wiedźmy, żeby robić coś bezsensownego.

Lupin zaśmiał się.

-Warto było. Zapomnieliście już jaką minę miał Mike kiedy to zobaczył? – zapytał.

Łapa zrobił oburzoną minę.

-No wiesz?! Żeby prefekt takie rzeczy wygadywał… Wstydź się – powiedział poważnie. – A tak w ogóle to nie chce mi się iść na histe. Zostańmy w dormitorium.

-Ja muszę iść- wyznał ze smutkiem Glizdogon – Moja matka powiedziała, że jeśli jeszcze raz przyjdzie do niej skarga, że notorycznie opuszczam zajęcie, to nie zgodzi się na miotłę, którą planuje kupić mi na święta.

-A ty, Lunatyku?

-Znasz moją odpowiedź.

-Więc zostaliśmy tylko we dwoje, Rogaczu – powiedział Syriusz ocierając nieistniejącą łzę.

Kiedy opuścili swoich rówieśników i udali się do wieży Gryffindoru James zaproponował, aby poszli po słodycze do miodowego królestwa. Wzięli więc mapę, którą stworzyli przed rokiem oraz pelerynę niewidkę i udali się za posąg wiedźmy. Na miejscu włożyli do toreb tyle słodyczy, ile się tylko zmieściło i wrócili, objadając się do drodze czekoladą.

O osiemnastej cała czwórka zabrała się za odrabianie lekcji. Po dwóch godzinach chłopcy zrobili zaledwie część zadań, a mimo to musieli zostawić książki i pergaminy aby udać się na szlaban.

James, Syriusz i Peter włożyli swoje rzeczy do toreb.

-Luniaczku? – powiedział nagle Łapa słodkim głosem, podchodząc do Lupina.

Lupin, który skończył już pisać eseje, a teraz siedział na kanapie patrząc na kominek, spojrzał podejrzliwie na przyjaciela.

-Słuchaj… - powiedział Łapa siadając na kanapie obok Lupina – Wiesz jak bardzo cię lubię? – zapytał nagle.

Zanim Lunatyk zdążył cokolwiek powiedzieć Syriusz objął go mocno i położył swoja głowę na jego ramieniu. Glizdogon i Rogacz wybuchnęli śmiechem.

-Nie mógłbyś może trochę mi pomóc? –powiedział Syriusz udając głos dziecka – Proooszę, tak bardzo cię proooszę.

Glizdogon zrobił się od śmiechu bardzo czerwony, a z oczu poleciały mu łzy. Syriusz wyglądał bardzo śmiesznie przytulając się do kolegi i robiąc niewinną minę dziecka. Zesztywniały Lupin czuł się wyraźnie nieswojo.

-Bo ty jesteś taki mąąądry i taki dooobry – kontynuował Łapa nie zwracając uwagi na Rogacza, który zsunął się z fotela i leżał teraz na podłodze, głośno się śmiejąc.

Lupin próbował odsunąć się nieco od kolegi, ale ten nie pozwolił mu na to, zaciskając mocniej palce.

-Proooszę… Jako prefekt jesteś zobowiązany nieść pomoc takim kretynom jak ja. - wyznał

Lupin pogroził mu palcem robiąc najbardziej surową minę, na jaką było go stać.

–Miałeś dużo czasu, bo nie poszedłeś na historię magii. Tatuś nie odwali za ciebie całej roboty…

-Nie całą - zapewnił Łapa – Tylko część eseju z zielarstwa. To jak będzie? – zapytał z nadzieją.

Lupin westchnął.

-No dobra – powiedział w końcu.

Łapa puścił go i z uśmiechem wręczył esej, który leżał na stoliku i szybko wyszedł z Gryffindoru jakby w obawie, że kolega zmieni zdanie.










sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 2 : Bunt skrzatów

Kolejny dzień i nowe opowiadanko :)

,,Nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia."
                                                           -George Bernard Shaw
Rozdział 2 : Bunt skrzatów

Kiedy wysiedli z powozów i razem z tłumem szli ku Wielkiej Sali, Syriuszowi wpadło coś do głowy. Chwycił za nadgarstek Petera  i Jamesa i wszedł do najbliższej komnaty, zamykając za sobą drzwi.
-Mam pewien pomysł – powiedział podekscytowany Łapa.
-Mam nadzieję, ze jest dobry, bo strasznie burczy mi w brzuchu…- zajęczał James.
-No… mi też – dodał Peter.
-Musicie myśleć ciągle o jedzeniu?! – zirytował się Syriusz – Posłuchajcie…
Opowiedział o swoim pomyśle.
-No dobra, trochę skromny, ale możemy to zrobić – zgodził się podekscytowany James – Tylko szybko, póki na korytarzu jest dużo ludzi. Wyszli z klasy.
-Jakie to było zaklęcie? – zapytał Syriusz marszcząc czoło.
-Sonorus – powiedział James celując różdżką w swoje gardło.
Glizdogon zachichotał.
Wyszli na korytarz i staneli w mało widocznym miejscu.  James odkaszlnął.
-UWAGA UCZNIOWIE – zaczął mówić pogłośnionym przez zaklęcie głosem – MUSICIE WIEDZIEĆ, ŻE ZE WZDLĘDU NA BUNT SKRZATÓW DOMOWYCH PRACUJĄCYCH W KUCHNI UCZTĘ PRZENOSIMY NA DZIEDZINIEC SZKOLNY. JESTEM PREFECTEM, PROSZĘ WZIĄĆ MOJE SŁOWA NA POWAŻNIE!
Łapa i Glizdogon wybuchnęli śmiechem.
Uczniowie przystanęli nie wiedząc co zrobić. Łapa natychmiast zaczął kierować młodszych uczniów ku wyjściu.
-Za mną proszę! Szybko, bo skrzaty znają naprawdę dobre zaklęcie paraliżujące.
Zrobiło się straszne zamieszanie. Kilku nauczycieli zaczęło uspokajać tłum, aż w końcu wszyscy uczniowie znaleźli się w Wielkiej Sali.
Huncwoci wciąż chichocąc, weszli na ucztę i zajęli miejsce obok Lupina, który patrzył na nich trochę nieufnie.
-To wy! Już w pierwszy dzień – zaczął – Poza tym to JA jestem prefektem – powiedział mrugając okiem.
James postukał Syriusza  po ramieniu, ale ten zajęty był przyjmowaniem gratulacji od rozbawionych kolegów.
-Najlepszy był taki mały chłopiec, który zrobił się śmiertelnie blady, jak powiedziałem mu, że…
-Szzzzzz- zdążył ostrzec go Lupin, kiedy zobaczył zbliżających się do nich wściekłą profesor McGonagall.
James  i Łapa natychmiast spoważnieli.
-Do mojego gabinetu. Już. – wysapała profesor McGonagall.- Cała trójka. Tak, ty Pettigrew też.
Profesor szybkim krokiem zmierzała ku drzwiom i głowy wielu uczniów obracały się, aby spojrzeć na idącą na nią trójkę. Uśmiechnięci James  Syriusz machali i kłaniali się na boki z szerokimi uśmiechami na ustach. Glizdogon miał na twarzy niemrawy uśmiech, ale trząsł się lekko ze strachu na myśl o rozmowie z nauczycielką transmutacji.
Kiedy znaleźli się na korytarzu chłopcom zniknęły uśmiechy z twarzy.
Weszli do jej gabinetu i stanęli przed biurkiem.
-Czy wy zawsze musicie coś wymyślić? – zapytała ze złością, obrócona do nich tyłem.
Nie odpowiedzieli.
-Słucham was.
Odwróciła się. Jej usta były teraz nienaturalnie wąskie ze złości.
-Nie rozumiem o co chodzi... – powiedział niewinnie Syriusz.
-Nie rozumiesz? NIE ROZUMIESZ? NIE OBRAŻAJ MOJEJ INTELIGENCJI, BLACK! – wzięła głęboki wdech. –Otóż profesor Gtinkes odszedł w tym roku na emeryturę, co oznacza że teraz ja jestem opiekunką domu Gryffindoru i do moich obowiązków należy wymierzanie wam kar. – spojrzała na nich groźnie – Młodsi uczniowie naśladują was. Niedługo Hogwart będzie wypełniony bezmózgimi pajacami, za wszelką cenę próbującymi się popisać.
-Czy pani chciała nas urazić? – zapytał Syriusz.
-Panie Black! Ostrzegam cię.
-My też byśmy tego nie chcieli – zapewnił szybko Syriusz.
-Przez następne dni będziecie musieli przychodzić do mnie na szlaban. Przekażę wam jeszcze termin. Możecie już wyjść. A co do ciebie, panie Pettigrew… – zwróciła się do Petera – Jeśli łamiesz świadomie przepisy szkolne, mógłbyś się chociaż odezwać, a nie powiedziałeś mi jeszcze nawet dzień dobry.
Peter oblał się rumieńcem.
- Przepraszam, pani profesor – odpowiedział.
-Co z tobą James? – zapytała nagle profesor – Ty też się nie odzywasz…
James miał bardzo głupią minę i wzruszył tylko ramionami wpatrując się w nią. Syriusz uświadomił sobie, że James nie odzywał się już od zdarzenia w holu. McGonagall najwyraźniej też zrozumiała już o co chodzi i spojrzała na niego spode łba.
-Czy ty jesteś aż tak bardzo nierozumny Potter, że nie sprawdziłeś przeciwzaklęcia? – zapytała starając się opanować złość.
James ponownie wzruszył tylko ramieniami.
-Proszę wrócić już do wieży Gryffindoru. Hasło brzmi ”sztrudle” – powiedziała wzdychając ciężko.
James spojrzał na nią oburzony.
-ALE … - zaczął James zapominając o zaklęciu.
-NIE DENERUJ MNIE POTTER! NIE SĄDZISZ CHYBA, ŻE POZWOLE WRÓCIĆ WAM NA UCZTE – wrzasnęła nauczycielka, jakby czytając Jamesowi w myślach.

Chłopcy chcąc nie chcąc udali się głodni do swojego dormitorium. Zły humor towarzyszył im, aż do przyjścia Lupina, który schował do kieszeni trochę ciastek i grzanek dla swoich kolegów.