niedziela, 23 listopada 2014

Opis miasta przyszłości - opowiadanie

Zjeżdżam windą  o dwadzieścia pięter w dół. Wysiadam z niej i przykładam nadgarstek z numerem identyfikacyjnym do czytnika.
Na powierzchni ziemi trwa wojna, więc ludzie, którzy nie chcą albo nie mogą walczyć i ludzie opracowujący strategie obronne mieszkają w podziemnym mieście. Oprócz tubylców jest tu też dużo uchodźców z innych obszarów dotkniętych wojną z robotami. Jestem jedną z nich. Chcę walczyć, ale jestem jeszcze na to za młoda, więc przeniesiono mnie do podziemnego miasta. Moja cała rodzina poza młodszą o rok siostrą została w naszym rodzinnym mieście. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek ich zobaczę…  Na szczęście nie jestem całkowicie bezużyteczna i nie tkwię w obcym mieście kompletnie bezczynnie.  Moja siostra zdobyła niedawno tytuł  mistrzyni logiki, a ja mam analityczny umysł i jestem bardzo dobra z informatyki, więc ludzie, który rządzą tym miastem wykorzystują nasze przydatne zdolności do pomocy przy opracowywaniu strategii obronnych. Jesteśmy już razem blisko do włamania się do systemu operacyjnego jednego z robotów, który bierze bardzo aktywnie udział w wojnie i zabił mnóstwo niewinnych ludzi. Jak nam się uda, to potem pójdzie już wszystko jak z płatka i najprawdopodobniej wkrótce armia robotów zostanie pokonana.
Udaję się do kabiny numer 394, w której mieszka moja siostra - Molly. Ponownie przykładam nadgarstek, do czytnika, a następnie pozwalam mu zeskanować swoje tęczówki. W końcu drzwi się otwierają i wchodzę do środka.
- Irene! – woła moja siostra i przytula się do mnie.
- Hej – odpowiadam.
Jej kabina wygląda tak samo jak moja. Ma dziesięć metrów kwadratowych, białe ściany, biały sufit, białą podłogę, białe elektroniczne drzwi, obok których stoi mała biała szafa, naprzeciwko szafy jest białe łóżko, a przy prostopadłej ścianie stoi białe biurko i białe krzesło. Ściana naprzeciwko tej, przy której jest biurko jest skomputeryzowana i wydaje polecenia, na przykład :” Jest godzina siódma, pora wstać” albo „ wybiła szesnasta, udaj się do pokoju Dowództwa”. Do pokoju mojej siostry oprócz niej mam dostęp tylko ja i nasz dowódca – kapitan Swan. Mogę tylko odwiedzać siostrę o wyznaczonych porach, gdybym przyszła do niej w środku nocy, czytnik przy drzwiach z pewnością odmówiłby mi dostępu.
                Siadam razem z siostrą na jej łóżku.  Jest małe i twarde, tak samo jak moje.
- Co u ciebie, aniołku? – pytam.
- Nie najgorzej – odpowiada Molly i uśmiecha się do mnie. – Jesteśmy już blisko złamania włamania się do systemu.
- Wiem – odpowiadam.
Rozmawiamy jeszcze przez chwilę, a potem zostajemy wezwane do pokoju Dowództwa. Wychodzimy z pokoju Molly i  idziemy do windy, wjeżdżamy nią o dziesięć pięter w górę, wychodzimy z niej, skanujemy nadgarstki i kierujemy się w stronę pokoju Dowództwa.  Idziemy śnieżnobiałym korytarzem. Tubylcy mają obsesję na punkcie bieli. Jest ona wszędzie i bolą mnie od niej oczy. Wolałabym już chyba, żeby wszystko było szare albo czarne.  Mijam różne kabiny, ambulatorium z którego słychać pikanie różnych maszyn, krzyki, a także szloch ludzi, którzy właśnie stracili ludzi i zastanawiam się, czy moja rodzina jeszcze żyje, czy już nie.
Odwracam głowę i patrzę na moją siostrę. Jest blada jak papier. Kładę jej rękę na ramieniu. Wiem, że też się zastanawia nad tym, czy nasi rodzice i starszy brat żyją i chcę jej tym drobnym gestem przekazać, że jestem przy niej.
W końcu stajemy przed drzwiami pokoju dowództwa. Skanujemy nadgarstki i tęczówki, a drzwi się otwierają. Wchodzimy do środka.
Pokój jest prawie pusty. Jest w nim tylko kapitan Swan i jego asystentka.
- Mam dla was dobre wieści – mówi kapitan. – Nie udało nam się co prawda włamać do systemu operacyjnego tego robota, nad którym pracowaliśmy, ale za to włamaliśmy się do systemu operacyjnego naszego prezydenta. Już niedługo wszystkie roboty przestaną walczyć i znowu się nam podporządkują!

- Nareszcie – mówię i uśmiecham się szeroko.





- Lily

poniedziałek, 17 listopada 2014

Drugi blog

Zapraszamy na naszego drugiego bloga ( nie martwcie się, nie porzucamy tego ... tak łatwo się nas nie pozbędziecie XD) :
http://sherlockijohn.blogspot.com/
- Lily

wtorek, 11 listopada 2014

Pamiętnik Molly

Drogi Pamiętniku,
Chyba zakochałam się w moim najlepszym przyjacielu… W sumie to nie mam pojęcia, czy to, co jest pomiędzy nami można nazwać przyjaźnią … To znaczy, on jest moim najlepszym przyjacielem, ale ja nie wiem, czy jestem jego przyjaciółką. W końcu jest on Sherlockiem Holmesem, więc jeśli o niego chodzi, to nigdy nic nie wiadomo …
Od dłuższego czasu go kocham, jednak darzyłam go siostrzaną miłością. Sherlock Holmes był dla mnie jak brat. Przynajmniej tak mi się wydaje… Teraz nie jestem już niczego pewna : może kochałam go już wcześniej, ale nie dopuszczałam tego do siebie i wmawiałam sobie, że On jest dla mnie jak brat, albo On naprawdę był dla mnie jak brat…
Nie wiem już co mam robić. Jestem beznadziejna. Zawsze byłam beznadziejna. Nienawidzę siebie i dlatego nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że Sherlock też mnie nienawidzi. W sumie to za każdym razem robię przy nim z siebie idiotkę. Staram się, żeby było inaczej, ale nie potrafię. Jestem słaba. I beznadziejna….
Molly  
*
Drogi Pamiętniku,
                On chyba jest zakochany w innej kobiecie. Nie dziwię mu się, ale i tak mnie to boli. Na jego nieszczęście ona umarła. Pokazałam mu ciało w kostnicy, bo poprosił mnie o to. Zadzwonił do mnie. Musiałam specjalnie przyjechać do szpitala. Nie żałuję jednak tego, że spełniłam Jego polecenie prośbę… Każda okazja do zobaczenia Go jest dobra. Gdy oglądał ciało, żeby zweryfikować je nie musiał patrzeć na twarz tej kobiety, tylko na resztę jej ciała… To utwierdziło mnie w przekonaniu, że ona coś dla niego znaczyło, skoro poznał ją od innej strony… Gdy powiedział, że to ona starał się powiedzieć to spokojnie, jednak zauważyłam ból i smutek w Jego oczach. Uważam, że On ma teraz złamane serce. Tak samo z resztą jak ja…
Molly
*
Drogi Pamiętniku,
                Kilkanaście dni temu zauważyłam, że Sherlock był smutny. Uśmiechał się, gdy rozmawiał z Johnem, ale gdy tylko Johna nie było w pobliżu uśmiech znikał z Jego twarzy. Widać było, że gaśnie w oczach. Nie wiedziałam jak mu pomóc. Powiedziałam mu, że wiem co oznacza wyglądanie na smutnego, gdy nikt nie patrzy… Zaproponowałam mu swoją pomoc, ale ją odrzucił. Niedługo później Sherlock przyszedł do mnie i powiedział, że chyba niedługo umrze. Był tak bardzo smutny… Miałam ochotę się rozpłakać, gdy go zobaczyłam w takim stanie… Poprosił mnie o pomoc w upozorowaniu samobójstwa.
                Udało się. Razem z bezdomnymi, którzy pomagają Sherlockowi pozwoliliśmy mu zniknąć. Wszyscy poza mną i bezdomnymi myślą, że On nie żyje. Wciągnęliśmy jeszcze w nasz plan Mycrofta i jego ludzi, żeby udało się Sherlockowi uciec z kraju. Teraz On już jest daleko. Bardzo za nim tęsknię, ale cieszę się, że żyje. I że wiem, że żyje. John nie ma tego szczęścia, co ja. Widziałam go na pogrzebie. Wyglądał okropnie. Podeszłam do niego i go przytuliłam, a on rozpłakał się jak dziecko. Czułam się przez cały czas, jakby ktoś mnie obserwował. Gdy wszyscy modlili się, oddaliłam się  na kilka metrów od grobu i podeszłam do jednego z krzaków. Coś za nim się ruszało. Rozchyliłam gałęzie i zobaczyłam kucającego Sherlocka. Przyłożył sobie palec do ust, żeby mi przekazać, że mam być cicho i poprosił mnie szeptem, żebym zaopiekowała się Johnem i pilnowała, żeby chodził do terapeutki. Obiecałam mu to.
Molly
*
Drogi Pamiętniku.          
Sherlock powrócił, a ja kilka dni temu się zaręczyłam z innym. Holmes przyszedł do mnie do pracy, żeby się ze mną przywitać. Potem pomagałam mu rozwiązać sprawę. Spędziłam z nim cały dzień. Powiedział mi, że spędził ze mną czas, żeby mi podziękować i że Moriarty popełnił błąd, bo nie wziął pod uwagę tego, że jestem dla niego ważna, a to ja liczę się dla niego najbardziej. I zaznaczył, ze cały plan jego „samobójstwa” nie wypaliłby, gdyby nie ja.  Zauważył mój pierścionek zaręczynowy. Pogratulował mi i pocałował mnie nawet w policzek, ale w Jego głosie było słychać smutek… Powiedział, że zasługuję na szczęście…  I że nie każdy mężczyzna, w którym się zakochuję musi być socjopatą. Jednak ja byłabym najszczęśliwsza będąc z nim. To Jego – Sherlocka Holmesa kocham najbardziej na świecie, a mój narzeczony jest marną namiastką mojego Ideału. Wolę inteligentnego socjopatę niż osobę kochającą cały świat, ale nie posiadającą mózgu.
Molly
Drogi Pamiętniku,
                Zerwałam zaręczyny. Już dłużej nie mogłam być z osobą, do której nic nie czułam. Uczucie, którym darzyłam mojego narzeczonego nie równało się z tym, co czułam do Sherlocka, gdy go nie było, a gdy Holmes wrócił uczucie, które czułam do Toma całkowicie zniknęło. Zwyczajnie wygasło. Zostało całkowicie przyćmione przez to, co czułam do pewnego socjopaty. Gdy byłam z Tomem na ślubie Johna i Mary i para młoda tańczyła swój pierwszy taniec nie patrzyłam na nich. Jeśli mam być szczera, to nie widziałam ani sekundy z ich tańca. Patrzyłam na Sherlocka, który grał na skrzypcach. Patrzyłam na mój cały świat.
                Jak skończył grać i wszyscy zaczęli tańczyć był taki moment, w którym on chciał do mnie podejść i ze mną zatańczyć. Widziałam to w Jego oczach. Ja wtedy tańczyłam z innymi ludźmi, więc Sherlock do mnie nie podszedł. Popatrzył na mnie swoimi smutnymi oczkami, ja uśmiechnęłam się do niego, a on po prostu wyszedł…

Molly

niedziela, 9 listopada 2014

Inna Strona Petunii : cz.12

Droga Petuniu,
Czemu mnie nienawidzisz? Jesteśmy przecież siostrami… To nie moja wina, że jestem inna … Nie mam pojęcia, czemu taka jesteś, ani czemu już mnie nie kochasz… Chciałabym wiedzieć… Chciałabym wiedzieć wszystko …
Hogwart jest wspaniały! Jest wielki i pełno w nim przeróżnych pustych klas, tajnych korytarzy, schodów zmieniających swoje miejsce, duchów oraz obrazów, na których ludzie ze sobą rozmawiają i odwiedzają. Wiem, że teraz pewnie sądzisz, że to jest prawdziwe wariatkowo … Bardzo mi przykro z tego powodu ...
Chciałabym Cię przeprosić …
Przepraszam, że jestem inna…
Przepraszam, że poszłam do Hogwartu …
Przepraszam, że nie spełniam Twoich oczekiwań jako Twoja młodsza siostra…
Przepraszam, że jestem z dala od Ciebie …
Przepraszam Cię za to, że mnie tak bardzo znienawidziłaś …
Przepraszam …
                Co się między nami zmieniło? Czemu wszystko jest inne niż było? Dlaczego? Czy jest szansa na to, żebyśmy znowu były siostrami? Odpisz mi szybko … Bardzo Cię kocham!
Twoja siostrzyczka
Lily
Gdy po raz pierwszy przeczytałam ten list wybuchłam histerycznym śmiechem. Zgodnie z prośbą Lily odpisałam jej szybko …
”””Kochana”””  nieznajomo,
Bardzo mnie rozśmieszył Twój list. Czy my się znamy? Ja nie mam siostry! Moja siostra umarła dla mnie dawno temu. Ty nie jesteś moją siostrą, tylko psychopatką. Przestań do mnie pisać.
Jeżeli ten Hogwart jest naprawdę taki jak ty go opisujesz, to  jest to  istne wariatkowo. Albo wszyscy mają tam poważne zaburzenia psychiczne albo podają tam im niezłe narkotyki. Jeśli chodzi o to pierwsze, to obawiam się, że nie ma dla żadnego z Was ratunku, a jeśli to drugie, to radziłabym zmienić dilera.
 Czemu sądzisz, że mogłybyśmy być siostrami? Nie rozumiem Cię.  Jesteś naprawdę dziwna i żałosna. Dlaczego mnie przepraszasz? Robisz to całkowicie niepotrzebnie, ponieważ mi kompletnie na Tobie nie zależy. Nie obchodzisz mnie, rozumiesz? Jesteś dla mnie nikim. Zerem. Twój Severus także. Jesteście siebie warci…
Nie pisz do mnie więcej, bo pójdę z tym na policję.  Zostaw mnie w spokoju. Udanego gnicia w wariatkowie, które uważasz za swoją szkołę.
Z wyrazami głębokiej i szczerej nienawiści
Petunia

Niedawno odnalazłam te listy i zaczęłam płakać. Postąpiłam wówczas okropnie. Kim ja się wtedy stałam? Potworem – bez wątpienia. Dałam Lily szansę dopiero kilka lat później, ale potem znowu udawałam, że nie mam siostry. To był straszliwy błąd, którego nie wybaczę sobie do końca życia.




Autorka : Lily

wtorek, 4 listopada 2014

Harry, Ginny i Teddy - miniaturka

Pewnego dnia, kilka miesięcy po Bitwie o Hogwart Harry i Ginny postanowili odwiedzić Teddy’ego. Udali się do domu Andromedy. Wyglądała okropnie. Miała zapuchnięte oczy i była przeraźliwie blada.
- Wejdźcie – powiedziała bezbarwnym głosem i wpuściła ich do domu.
Harry i Ginny weszli do domu i usłyszeli ogłuszający płacz Teddy’ego.
- Babcia już idzie! – krzyknęła Andromeda, a następnie zwróciła się do Harry’ego i Ginny – on ciągle płacze. Przez cały czas. Próbowałam już wszystkiego.
- Proszę sobie usiąść i odpocząć – powiedział Harry. – My się nim zajmiemy.
- Jesteście pewni, że tego chcecie? – zapytała Andromeda z powątpiewaniem w głosie.
- Tak – odpowiedziała Ginny.
Harry i Ginny weszli do pokoju w którym był Teddy. Siedział on w kojcu i płakał. Uspokoił się jednak, jak tylko ich zauważył. Obserwował ich z zaciekawieniem, a jego włosy zmieniły kolor  - z rudych stały się niebieskie. Harry podszedł do kojca i wziął chrześniaka na ręce.  Chodził z nim po pokoju i pokazywał mu różne przedmioty codziennego użytku, a on oglądał je z wyraźnym zaciekawieniem i cicho gaworzył.  Uwagę Harry’ego przykuło magiczne zdjęcie stojące na półce w rogu pokoju. Podszedł do niej, żeby przyjrzeć mu się dokładnie.  Byli na nim Huncwoci razem z Lily i Andromedą, która trzymała na rękach małą Nimfadorę.
- Są tu nasi rodzice i mój ojciec chrzestny – powiedział do chłopczyka.  – A teraz ich już nie ma… Szkoda, polubiłbyś ich…
 Ginny podeszła do Harry’ego i położyła mu dłoń na ramieniu. Od czasu gdy zginął Fred wiedziała co Harry czuł przez ten cały czas. Harry kontynuował swój wywód.
- Gdybym zginął będąc dzieckiem oni wszyscy by teraz prawdopodobnie żyli. Gdyby mojego taty nie było wtedy w domu, a moja mama nie poświęciłaby siebie dla mnie. Gdybym zwyczajnie umarł moi rodzice mieliby kolejne dziecko i byliby szczęśliwi. Syriusz nie trafiłby do więzienia, bo oni by znali prawdę i obroniliby go. Nie zostałby zabity, bo nigdy nie musiałby być w departamencie tajemnic. Twoi rodzice też by żyli, bo nie byłoby bitwy o Hogwart i nikt nie musiałby ginąć za mnie…
- To nie jest twoja wina, Harry – powiedziała stanowczo Ginny. – Nie wolno ci tak mówić. Oni wszyscy nie zginęli przez ciebie, tylko dla ciebie.  To jest zasadnicza różnica. To Voldemort i jego poplecznicy zabili tych wszystkich ludzi, a nie ty!
Harry i Ginny usiedli na kanapie. Ginny wzięła od Harry’ego niemowlę i posadziła je sobie na kolanach.
- Posłuchaj mnie dobrze, Harry – powiedziała Ginny. – Gdybyś umarł będąc dzieckiem lub nigdy się nie narodził, to nie poznałabym ciebie. Jesteś miłością mojego życia i doskonale o tym wiesz. Nigdy bym się nie zakochała i nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak bardzo beznadziejne byłoby moje życie.  Oprócz mnie kocha cię jeszcze mnóstwo osób. Gdyby nie ty ich życie nie byłoby takie barwne i wspaniałe. Nie wolno ci się obwiniać za to, że  nie byłeś w stanie uratować niektórych ludzi. Gdyby chcieli, to załatwiliby to wszystko tak, żeby teraz żyć, ale oni woleli zginąć niż żyć w takich czasach, jak te, które nastały jak Voldemort był u władzy. Oni zginęli po to, żeby inni mogli mieć lepsze życie. Musisz to uszanować. Wiem, że to boli i nie jest to łatwe, ale oni teraz są szczęśliwi, gdziekolwiek teraz są. Tęsknią za rodziną i jest im przykro, że nie mogą z nią być, ale odeszli w poczuciu spełnienia…
- Kocham cię, Ginny – powiedział Harry- ale są rzeczy, których nie jesteś w stanie zrozumieć. Nie masz pojęcia jak to jest być mną … Z resztą nieważne. Powrócimy kiedyś do tej rozmowy, a teraz musimy zajmować się dzieckiem.
                Teddy zaczął płakać, a Ginny oddała go Harry’emu i wstała z kanapy. Podeszła do półki, na której były zabawki, wzięła kilka z nich i podała je maluchowi.
- Dobrze. Wrócimy kiedyś do tej rozmowy – powiedziała.
Teddy patrzył z wyraźnym zaciekawieniem na dwie plastikowe piłeczki i pluszową małpkę. Piłeczki wziął do rączek, a małpkę zrzucił na podłogę.  Zaczął oglądać piłeczki od każdej strony. Jedna była zielona, a druga czerwona. Po chwili namysłu wziął zieloną piłeczkę do buzi, ale szybko ją z niej wyjął – widocznie mu nie smakowała. Harry i Ginny w ciszy patrzyli na dziecko. Byli bardzo skupieni na obserwowaniu jego zabawy i reakcji na różne czynniki. Po pewnym czasie trochę ich to znudziło, więc Ginny zabrała Teddy’emu jedną z piłeczek  i poszła z nią na drugi koniec pokoju, a następnie rzuciła ją do Harry’ego. Harry ją złapał i rzucił do Ginny.  Ginny ją złapała, a Teddy, który uważnie obserwował ich „grę” zaśmiał się. Harry złapał piłeczkę, którą rzuciła mu Ginny, a Teddy wybuchnął śmiechem.  Jego śmiech był bardzo zaraźliwy, więc Harry i Ginny też zaczęli się śmiać. Rzucali do siebie piłeczką i się śmiali. Jednak najbardziej z nich śmiał się Teddy. Dostał prawdziwej głupawki. Kilka razy prawie ze śmiechu spadł Harry’emu z kolan, ale jego uważny  i szybki ojciec chrzestny za każdym razem go łapał.  Nagle do pokoju weszła Andromeda.
- Co tu się dzieje? – zapytała.
Harry i Ginny kilkakrotnie próbowali jej odpowiedzieć, ale za każdym razem, gdy zaczynali mówić Teddy wybuchał śmiechem, a oni razem z nim. W końcu Andromeda też zaczęła się śmiać. Zrobiła to raz pierwszy od śmierci jej córki.
                Gdy w końcu wszyscy się uspokoili, Harry i Ginny postanowili nakarmić Teddy’ego deserkiem bananowym. Na początku nie wychodziło im to wcale, bo Teddy nadal od czasu do czasu zaczynał się śmiać. Jednak jak już się całkowicie uspokoił ta czynność stała się łatwiejsza, wręcz banalnie prosta i Wybraniec oraz jego dziewczyna bez najmniejszego problemu sobie z nią poradzili.

                Potem pomogli Andromedzie wykąpać jej wnuczka i go przebrać,  a następnie położyli go spać. Jak zasnął pożegnali się z Andromedą, obiecali jej, że niedługo ją odwiedzą, a następnie poszli do Harry’ego. Po drodze zaszli do sklepu z zabawkami i kupili kilka pluszowych zabawek dla  Teddy’ego, żeby miał się zawsze czym bawić.  Bardzo spodobało im się zajmowaniem Teddym i obiecali sobie, że będą się nim opiekować prawie codziennie. Ustalili też, że niebawem zaproszą Andromedę na obiad, żeby mogła chociaż na chwilę wyjść z domu.  Poza tym postanowili w najbliższym czasie wyjść z Teddym na spacer i pokazać mu piękny las, który jest koło jego rodzinnego domu.



- Lily

sobota, 1 listopada 2014

Crossover : Dramione extra - halloweenowe cz.2 i Inna Strona Petunii cz.11

Przepraszam, że dodaję to  z dużym opóźnieniem, ale miałam problemy techniczne w postaci braku internetu...


     Obudził mnie dzwonek do drzwi. Zwlokłam się z łóżka, ubrałam kapcie, nałożyłam na siebie szlafrok i poszłam otworzyć drzwi.
     Otworzyłam je i zamurowało mnie. Przede mną stały trzy osoby, których nie mogło tu być. To byłoby zbyt niemożliwe. Jednak wiedziałam, że jakimś cudem moje oczy mnie nie zawodzą i to wszystko było prawdą. To, że przede mną stali. Byli to dwaj mężczyźni i rudowłosa kobieta. Wpuściłam ich gestem ręki do środka. Weszli, a ja patrzyłam na nich i nie wiedziałam, co mam im powiedzieć, więc po prostu na nich patrzyłam. A oni patrzyli na mnie i również milczeli. W końcu kobieta przerwała ciszę.

- Tęskniłaś za mną, Petuniu? - zapytała Lily.
- Lily ... - powiedziałam i głos mi się załamał.
Nie potrafiłam nic więcej powiedzieć, więc do niej podeszłam i objęłam ją, a ona się we mnie wtuliła. Była taka ciepła, taka żywa, tak bardzo namacalna. W dodatku kompletnie się nie zmieniła, od czasu, gdy ostatni raz ją widziałam.   Łzy zaczęły mi ciec po policzkach.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo za tobą tęskniłam ... - wymamrotałam.
- A za nami tęskniłaś? - zapytał jeden z mężczyzn.
- Tak, za wami też.
- To dobrze, Pety- uniu.
- Jednak nie. Nie tęskniłam za tobą, James - odpowiedziałam.
- No weź, nie bądź taka ... - odpowiedział James. - Poza tym i tak wiem, że za mną tęskniłaś.
- No dobra - przyznałam. -  Przejrzałeś mnie. 
Uśmiechnęłam się do Jamesa, a on odwzajemnił uśmiech. 
- A za mną tęskniłaś? - zapytał drugi mężczyzna.
- Oczywiście, Severusie - odpowiedziałam. 
***
- Dzieci już śpią - oznajmiła Hermiona siadając koło męża na kanapie.
Było kilka minut po północy. Draco siedział na kanapie i oglądał telewizję. Dzięki temu, że jego żona była mugolaczką znał się na elektronice, którą ostatnio bardzo polubił.
- To dobrze - odpowiedział i pocałował żonę w czoło. 
Hermiona spojrzała na zegarek. 
- Już dzisiaj Halloween - powiedziała. 
- Wiem. Które to już nasze wspólne Halloween? Dzisiąte?
- Dwunaste.
- Wow, jak ten czas szybko leci. 
Draco i Hermiona jeszcze trochę siedzieli na kanapie, oglądali telewizję i rozmawiali. W końcu Hermiona zasnęła, a Draco zaniósł ją do sypialni, delikatnie położył na łóżku i opatulił kołdrą. Potem poszedł do łazienki by umyć zęby i przebrać się w piżamę. Jak wrócił do sypialni łóżko było puste. Hermiona zniknęła, a na podłodze koło łóżka było widać krew. 
***
     Harry Potter był razem ze swoją żoną i dziećmi u swoich teściów. Ojciec jego
 żony - Artur Weasley dostał awans i wyremontował i rozbudował Norę, która teraz była dużo większa i bardziej luksusowa. Harry siedział przy stole w salonie i próbował rozwiązać sprawę morderstwa pewnej rodziny czarodziejów. Potter był uznawany za jednego z najwybitniejszych czarodziejów i najlepszych aurorów. 
     Nagle uwagę Harry'ego przykuła jakaś postać za oknem. Przypominała mu bardzo pewnego skrzata domowego - Zgredka, który już od dawna nie żył. Harry wpatrywał się przez moment w tą postać za oknem, a potem wrócił do rozwiązywania sprawy. Jednak nie mógł się skupić na pracy i znowu popatrzył w okno, a którym wcześniej stała owa postać. Nie było tam nikogo.
- Dziwne - mruknął Harry pod nosem.
- Jakby się nad tym zastanowić, to wcale nie jest dziwne - Harry usłyszał znajomy głos. 
Odwrócił się w kierunku z którego on dochodził jednak nikogo tam nie było. 
- Mam halucynacje - stwierdził Harry.
- Niekoniecznie - powiedział Syriusz Black wchodząc do pokoju. 
Harry odwrócił się w jego stronę.
- To niemożliwe - powiedział. - Syriusz?
- A jak myślisz? - zapytał Syriusz podchodząc do chrześniaka.
Harry wstał z krzesła i z całej siły przytulił się do ojca chrzestnego.
- Ty naprawdę tu jesteś! - powiedział Harry, a po policzkach zaczęły mu ciec łzy szczęścia. 
- Tak, napraw tu jestem - odpowiedział Syriusz. 
Do pokoju weszła Ginny. 
- Na brodę Merlina! - wrzasnęła. - Syriusz! 
- Witaj, Ginny! - odpowiedział radosnym głosem Syriusz.
- Ale ... a-ale ... ale jak? – wyjąkała Ginny.
- Właściwie to nie mam pojęcia – odpowiedział Syriusz. – Ale jestem tu i żyję.
***
Teddy Lupin stał przed zwierciadłem Ain Eingarp. Po jego prawej stronie stała jego mama, a po lewej stronie jego tata. Teddy miał wielu przyjaciół, miał wspaniałą babcię i cudownego ojca chrzestnego, którego bardzo kochał, ale i tak nikt nie był w stanie zastąpić mu rodziców. Jego rodzice umarli jak był niemowlęciem. Nie pamiętał ich, ale bardzo za nimi tęsknił. Odnalazł to zwierciadło jak był na pierwszym roku. Nikt o tym nie wiedział oprócz jego ojca chrzestnego. Harry przeprowadził z nim na ten temat długą rozmowę. Opowiedział mu o tym, jak to lustro wpłynęło  na jego życie i odradził mu korzystanie z tego lustra. Odradził, a nie zakazał. Teddy był zawsze bardzo posłuszny ojcu chrzestnemu i gdyby Harry mu nie pozwolił widywać się z rodzicami za pomocą zwierciadła, on by już więcej z  niego nie skorzystał, ale Harry tego nie zrobił, więc Teddy prawie każdej nocy widywał się z rodzicami. Jednak dzisiejsza noc była inna. Dochodziła godzina trzecia. Teddy wcześniej siedział przed lustrem i usnął, więc teraz przed nim stał, żeby to się już nie powtórzyło. Nagle stało się coś, czego Teddy się nie spodziewał. Jego mama położyła mu rękę na ramieniu, a on to poczuł. Odwrócił się. Przed nim naprawdę stali jego rodzice.
***
Hermiona ocknęła się. Była w piwnicy. Została przykuta do krzesła. Nie mogła się ruszyć i wszystko ją bolało.
- Co robisz w tym domu, szlamo? – wrzasnęła Bellatrix.
- Mieszkam – odpowiedziała Hermiona.
- Nie zasłużyłaś na to! Crucio!
Hermiona zwinęła się z bólu, a Bellatrix zaśmiała się.
- Czemu mieszkasz u Dracona?
- Jesteśmy małżeństwem.
- Crucio. Jakiego eliksiru użyłaś, żeby go omamić.
- Żadnego.
- Kłamiesz.
- Nie prawda.
- Crucio! Crucio! Crucio! Znam Dracona. On nienawidzi szlam.
- Ludzie się zmieniają – wyszeptała słabym głosem Hermiona.
- Kłamiesz.
Nagle drzwi od piwnicy otworzyły się pod wpływem kopniaka.
- Hermiona nie kłamie – powiedział Draco i wycelował różdżką w ciocię. – Avada Kedavra.
Bellatrix upadła na ziemię.
- Zabiłeś ją? – zapytała Hermiona.
- Nie. Molly Weasley ją zabiła. Moja ciotka jest teraz czymś w rodzaju ducha, tylko bardziej namacalnym. Nie zabiłem jej, tylko unieszkodliwiłem, żebyśmy mieli czas na ucieczkę.
***

         Harry rozmawiał z Syriuszem, gdy nagle do pokoju weszły cztery osoby. Ciotka Petunia, Snape i jego rodzice.
- Hejo! – wrzasnął Syriusz i zaczął do nich machać, a Lily i James parsknęli śmiechem.
- Hej, Łapciu – odpowiedziała Lily, a Syriusz wstał z kanapy, na której siedział, podszedł do niej, cmoknął ją w policzek, a następnie przywitał się po przyjacielsku z Jamesem.
- Witaj, Harry – powiedziała Lily, a Harry wstał z kanapy, podszedł do niej i ją przytulił.
- Cześć, mamo – odpowiedział.
Pomimo, że od śmierci Potterów minęło już wiele lat James i Lily nie postarzeli się ani trochę od chwili, w której Voldemort odebrał im życie.
Dla Harry’ego trochę dziwne było to, że jego rodzice wyglądają młodziej niż on i jego żona, ale nie przeszkadzało mu to w cieszeniu się z tego, że są przy nim.
*
 Hermiona obudziła się w gościnnej sypialni w Norze. Nadal była obolała po torturach, które zafundowała jej Bellatrix, ale czuła się bezpiecznie. Draco i dzieci już nie było w pokoju. Hermiona spojrzała na zegarek. Była już czternasta. Postanowiła wstać z łóżka, ale nie mogła się ruszyć, wszystko za bardzo ją bolało. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę – powiedziała pani Malfoy.
Do sypialni wszedł Snape i podał Hermionie kubek z jakimś eliksirem.
- Wypij to, Granger – powiedział. – Poczujesz się lepiej.
- Dziękuję – odpowiedziała. – Właściwie to mam teraz na nazwisko Malfoy.
- Wiem – powiedział Snape i wyszedł z pokoju.
*
- Dziękuję, Molly – powiedziała Lily.
- Za co? – zdziwiła się pani Weasley.
- Za to, że opiekowałaś się Harrym przez ten cały czas. Jestem ci bardzo wdzięczna.
- Nie ma sprawy. Poza tym to była czysta przyjemność, patrzeć jak Harry dorasta. Jest dla nas wszystkich jak członek rodziny.
- Wiem. Fred mi o wszystkim opowiadał. To wspaniały dzieciak. Dobrze go wychowałaś, Molly.
- Znasz go?
- Tak. Można powiedzieć, że się przyjaźnimy. O wilku mowa!
Do domu weszli bliźniacy. Teraz już nie byli całkowicie identyczni, przez to, że po śmierci Fred się przestał starzeć.
- Hej, Lily – powiedział Fred i do niej pomachał.
- Hej – odpowiedziała Lily.
Fred przywitał się z mamą, a następnie zaczął rozmawiać z bratem bliźniakiem.
*
- Wyglądasz bardzo przerażająco, synku – powiedziała Alexandra. – Idź już zbierać cukierki.
Aleksandra i Ron pomachali swojemu synowi na pożegnanie, a następnie zasiedli do kolacji. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Pójdziesz otworzyć? – zapytała Aleksandra.
- Jasne – powiedział Ron.
Otworzył drzwi. Stała w nich jego była dziewczyna – Lavender Brown.
- Tęskniłeś za mną? – zapytała. – Tak w ogóle to hej. Chciałam ci tylko powiedzieć, że jesteś dupkiem. Skrzywdziłeś Hermionę. Przez ciebie płakała. Jak mogłeś ją tak po prostu zostawić?
- Ja … Ja … Ja …
- Nieważne – odpowiedziała Lavender. – Nie odpowiadaj. Po prostu jesteś dupkiem.
- Ale ty nie żyjesz! – krzyknął Ron.
- Czy wyglądam dla ciebie jakbym była martwa? – zapytała, a następnie
wzięła zamach i z całej siły uderzyła Rona w twarz. – To za mnie i za Hermionę. Pa!
***
- Czyli wszyscy ludzie, którzy zmarli nagle ożyli? – zapytała Hermiona.
- Na to wygląda – odpowiedział Syriusz.
- Jak to możliwe? – zapytał Draco.
- Chyba już wiem – odezwała się Herma. - W pewnej książce było wspomniane, że jeśli osoba, która posiada kamień wskrzeszenia obróci go trzykrotnie o północy w piątek 31 października, to usunie w ten sposób na czterdzieści osiem godzin zasłonę, która odgradza nasz świat od drugiej strony, czyli miejsca, w którym przebywają zmarli. Ktoś to musiał zrobić. Tylko kto? I po co?
- Nie wiadomo – powiedział James.

Lily i Fred wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia. Dokładnie wiedzieli kto i w jakim celu to zrobił.




- Lily