Rok 2000.
Siedziałam w salonie i
rozmyślałam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Pobiegłam je otworzyć. Stał w nich Dudley.
- Dudziaczek! – przytuliłam go.
- Cześć, mamo.
- Wejdź do środka.
Wpuściłam go do domu.
- Harry dzisiaj do nas wpadnie z wizytą – powiedział Dudley.
– Ze swoją dziewczyną.
- Dobrze. Jestem ciekawa, kim ona jest?
- Ginny Weasley. Hestia mi o niej powiadała.
- Córka Artura? Tego gościa, co nam rozwalił salon?
- Tak.
- Mam nadzieję, że nie odziedziczyła charakteru po ojcu i
nie będzie nas prosiła, żebyśmy dali jej baterie, bo je kolekcjonuje.
- Nie sądzę. Z tego co wiem, to jest w porządku. I nie ma
obsesji na punkcie mugoli.
- To dobrze.
- Tak właściwie, to skąd wiesz, że Harry do nas wpadnie?
Zadzwonił do ciebie? Napisał?
- Nie, spotkałem go u jubilera.
- Co on tam robił?
- Kupował pierścionek. Zamierza się chyba oświadczyć tej
swojej Ginny.
- To wspaniale! -
krzyknęłam radośnie. – Chcę, żeby był szczęśliwy. Należy mu się to po tym wszystkim…
Kilka godzin później, gdy obiad
akurat był gotowy usłyszałam pukanie.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam.
- Cześć, Harry – powiedziałam radośnie.
- Cześć, ciociu – odpowiedział trochę sztywno Harry.
- Wejdźcie.
Harry i jego dziewczyna weszli do środka. Dudley miał rację.
Była to Ginny Weasley. Byłam tego pewna, bo miała rude włosy, co było rodzinne
u Weasleyów.
- Jestem Petunia- wyciągnęłam w jej stronę rękę.
- A ja Ginny Weasley – dziewczyna uścisnęła moją dłoń i uśmiechnęła się do mnie. – Miło mi panią
poznać.
- Mi ciebie również, moja droga – odpowiedziałam.
Zaprowadziłam ich do jadalni, w której Dudley kończył już
nakrywać do stołu.
- Cześć, Harry – powiedział radośnie Dudley.
- Siemka, Wielki De – odpowiedział Harry. – To jest Ginny, moja dziewczyna.
Ginny i Dudley przywitali się, a ja poszłam po czerwone wino
i kieliszki.
Po chwili wróciłam i usiedliśmy do stołu. Nalałam każdemu wino do kieliszków i zaczęłam
nakładać sobie na talerz jedzenie.
- Gdzie jest wujek? – zapytał zdziwionym głosem Harry.
- Dużo się zmieniło od naszego ostatniego spotkania, Harry –
wyjaśniłam. – Rozwiodłam się.
- Dlaczego?
- Bo nigdy nie kochałam Vernona. Byłam z nim tylko,
żeby nie być samotna i dla pozycji
społecznej. Wiedziałam, że nigdy się w
nim nie zakocham, bo zaczęłam z nim chodzić, żeby udowodnić Lily, że taka zwykła osoba jak ja też
zasługuje na miłość.
- Ale przecież mama to wiedziała – zaoponował Harry. – Ona
cię kochała, a ty byłaś o nią zwyczajnie zazdrosna.
- Skąd o tym wiesz? – zapytałam, krojąc mięso.
Jedyna osoba, która znała prawdę to Severus Snape.
- Od Snape’a – wtrąciła się do rozmowy Ginny. – Harry widział jego wspomnienia.
- Miał ci tego nie pokazywać. Miałeś się nigdy nie
dowiedzieć o jego największej tajemnicy a skoro wiesz o tym, to musiał ci ją
zdradzić. Co się zmieniło? – zapytałam,
chociaż byłam prawie pewna, że znam już
odpowiedź na to pytanie.
- Snape nie żyje – powiedział Harry. – Byłem przy nim, gdy
umierał. Przekazał mi wtedy swoje wspomnienia i powiedział, że mam jej oczy.
Moje obawy potwierdziły się. Severus umarł. Mimowolnie łzy
pociekły mi po policzkach. Otarłam je serwetką.
- Miał rację. Masz jej oczy. Taki sam odcień i taki sam
kształt.
- Wiem. Wszyscy mi to powtarzają.
- Severus bardzo
cierpiał jak umierał?
- Tak. Bardzo, jak na ofiarę Voldemorta …
- Nie zabił go avadą?
- Nie. Nasłał na niego swojego węża… Skąd ciocia zna takie zaklęcia?
- Wiem więcej niż ci się wydaje – odpowiedziałam
tajemniczo. –Może zmieńmy temat, bo tak trochę się smutno zrobiło. Pracujesz już, Harry?
- Tak. Już od
dawna. Jestem aurorem.
- Czyli nadal
walczysz ze złem?
- Tak.
- A ty,
Ginny?
- Gram
zawodowo w Quidditcha.
- Co to jest
quidditch? – zapytał Dudley.
- Magiczna
gra zespołowa, w którą się gra na miotłach
- wyjaśniłam.
- Skąd to
wiesz, ciociu?- zapytał zdziwiony Harry.
Zaśmiałam
się.
- Mówiłam już, że wiem więcej niż ci się wydaje. Wiem
też, że James był szukającym Gryffindoru, tak samo jak ty. I w dodatku zostałeś
najmłodszym graczem w stuleciu – powiedziałam z dumą w głosie. – Wiem nawet, że
Ginny była z tobą w drużynie!
- Kto ci
powiedział?
- Wszystko w
swoim czasie. Nie tylko Severus ma swoje
inne oblicze.
- Dobrze go
pani znała? – zapytała Ginny.
- Tak.
Byliśmy przyjaciółmi.
- Ty i Snape?
– zapytał z niedowierzaniem Harry.
- Ja i Snape.
- Wiesz o
wszystkim od niego?
-Nie. Tylko o niektórych rzeczach. Nie jest jedynym czarodziejem, z którym utrzymywałam
kontakt. Niektórych nawet widziałeś, gdy byłeś za mały, żeby to w późniejszych
latach pamiętać.
- Wiedziałaś,
że pani Figg jest charłakiem?
- Oczywiście.
Dumbledore mi powiedział.
- To od niego
był ten wyjec?!
- Tak.
- Więc gdy do
nas przyszedł, nie widziałaś go po raz pierwszy?
- Nie, ale
niestety po raz ostatni.
Ginny i Dudley słuchali naszej
rozmowy z wielkim zainteresowaniem, raz na jakiś czas wtrącając się do niej.
Czasami nawet Dudley przestawał jeść i zamierał skupiając się na słuchaniu nas,
co było do niego bardzo niepodobne.
- Zabierzecie mnie kiedyś na mecz tego Kfydycza, czy jak się
tam nazywa ta wasza gra? – zapytał Dudley.
- Obawiam się, że to nie możliwe, bo zawsze na meczach na
boisko i okoliczne tereny rzuca się zaklęcia antymugolskie – odpowiedziała
Ginny. - Możemy cię jednak zabrać na trening na wzgórzu w pobliżu Nory. Często tam trenuję z braćmi i z
Harrym.
- Dobrze – Dudley się uśmiechnął.
Po skończonym posiłku zrobiłam dla wszystkich herbatę. Z
jadalni przenieśliśmy się do salonu.
- Wiem, że niedługo są twoje urodziny, Harry – powiedziałam –
więc mam coś dla ciebie. Nie miałam pojęcia co ci dać, więc przeszukałam strych
w poszukiwaniu natchnienia. Znalazłam tam coś bardzo cennego, co z pewnością
chciałbyś mieć…
Wyszłam z salonu i udałam się do komórki pod schodami, w
której kiedyś mieszkał Harry. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Spod łóżka
wyjęłam duży karton. Zaniosłam go do salonu.
- To dla ciebie – powiedziałam i postawiłam karton przed
Harrym.
Harry zaskoczony zajrzał do środka.
- Co w nim jest? – zapytała Ginny.
- Moja korespondencja z Lily, Lupinem, Dumbledorem i
Severusem, pamiętnik Lily, rodzinny album ze zdjęciami, szata Lily z pierwszego
roku i wszystko, co zapisała mi w spadku
– odpowiedziałam.
Harry wyjął list z brzegu i zaczął go czytać na głos.
Kochana Petunio,
Wiem, że nie odpowiesz mi na ten list, ale musiałam Ci go wysłać. Wiem
od pani Figg, że Twój synek skończył
wczoraj roczek. Ucałuj go ode mnie!
Nie wiem, jak długo jeszcze będę bezpieczna. Voldemort coraz bardziej
rośnie w siłę. Nie rozumiem, czemu tak bardzo się uparł, że chłopcem, który
musi zginąć jest Harry… Z tego, co wiem, to jest jeszcze jeden chłopiec, który
urodził się w podobnym czasie co Harry… Oczywiście nie chcę, żeby on zginął.
Chodzi mi o to, że nie rozumiem jak
można chcieć zabić niemowlę. Musisz wiedzieć, że nie pozwolę Harry’emu zginąć.
W razie czego mogę zginąć, byleby go ochronić. Jeśli tak się stanie, zaopiekuj
się Harrym i dbaj o niego jak o własnego syna. Mam do Ciebie jeszcze jedną
prośbę… Niedawno dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Zechciałabyś zostać matką
chrzestną mojego drugiego dziecka? Ojcem chrzestnym prawdopodobnie zostanie
Severus. Planujemy razem z Jamesem się z nim pogodzić!
Pamiętaj, że bardzo Cię kocham!
Lily
Harry był wstrząśnięty. Pobladł,
a po policzkach zaczęły mu spływać łzy. Ginny jedną rękę trzymała na dłoni
Harry’ego, a drugą obejmowała go. Dudley z kolei nie bardzo wiedział o co
chodzi. Nie miał nawet pojęcia jak nazywali się rodzice Harry’ego, ani kim jest
ten Severus o którym wszyscy rozmawiają.
- Miałbym rodzeństwo? – zapytał Harry.
Skinęłam głową.