czwartek, 31 lipca 2014

Notatki z dziennika:Niezwykły sen


Notatki z pamiętnika : Niezwykły sen

10.12.1988r

Zamknąłem oczy. Miałem nadzieję, że szybko dzisiaj zasnę. Miałem już kompletnie dość mojego życia. Co dzień tylko smutek, ani chwili uśmiechu.

Nigdy nie uważałem rutyny za coś złego. Jakby tak rutyna dni dobrych zaprzyjaźniła się ze mną...

11.12.1988r

Zasnąłem szybko. Po ognistej whisky sen przychodzi mi łatwiej. Jednak już od dawna nie miewałem snów, nie wiem czy gdybym je miał, byłyby one spokojne. Podejrzewam, że pełno by w nich było głęboko wpatrzonych we mnie oczu, która za chwile miały już zostać martwe, albo węży, ogromnych węży pożerających swoje ofiary, szepczących coś złowrogo.

Jednak tej nocy moje przypuszczenia uciekły z mojej głowy na zawsze.

Kiedy obudziłem się rano było już jasno. Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem były niemrawe promyki słońca wdzierające się przez stare zasłony i oświetlające fragment podłogi i łóżka.

Poderwałem się gwałtownie. Szybkim krokiem podszedłem do lustra znajdującego sie za drzwiami i spojrzałem w swoje odbicie. Moja twarz, na którą opadały przydługie, czarne włosy błyszczała się lekko od potu. Spojrzałem w czarne oczy swojego odbicia.

-Śniła...śniła mi się Lily-wyszeptałem z trudem

***

Szedłem drogą przy lesie wraz z Lucjuszem i Bellatrix, kiedy na drodze ze mgły pojawił się Czarny Pan. Moi towarzysze rozpłynęli się w powietrzu. ogromna, rozgniewana postać Toma Riddla zbliżała się do mnie krzycząc okropnie "Zdradziłeś mnie Severusie! Przyjąłem cię, a kiedy zniknąłem zaraz obróciłeś się przeciwko mnie!". Z lasu wyłoniła się niewielka, znajoma dłoń. Bez chwili wahania chwyciłem ją, zaciskając na niej palce z całych sił. Szliśmy leśną ścieżką, wysoko nad nami widać były jaskrawo zielone korony dziesiątek drzew. Prowadziła mnie wesoła, rudowłosa postać, która zdawała się znać cel tej podróży. Otaczająca jasność sprawiała, że musiałem mrużyć oczy. Już dawno nie czułem się tak lekki i rześki. Weszliśmy na polanę. Lily nagle wydoroślała, położyła się za trawie i pokazała mi ręką że mam usadowić się obok niej. Usiadłem więc, patrząc na nią z uwielbieniem.

Trwaliśmy tak jakiś czas patrząc na siebie, a polana stawała się coraz jaśniejsza, aż w końcu światło całkiem mnie zaślepiło. Kiedy oderwałem dłonie od twarzy obok mnie już jej nie było. Zacząłem się więc z przestrachem rozglądać. Tak bardzo chciałem jeszcze ją ujrzeć! I zobaczyłem!

Oddalała się białą drogą która pojawiła się na końcu polany.

Wyciągnęłem ręce aby ją zatrzymać, choć była już za daleko bym mógł ją dosięgnąć. Odwróciła się po raz ostatni i napotykając moje spojrzenie powiedziała-Pamiętaj o moim synu, Sev. Do zobaczenia.

Zniknęła już a echo wciąż i wciąż powtarzało jej słowa. Obudziłem się.

***

13.12.1988

Minęły dwa dni a ja wciąż miałem złe przeczucia związane z synem mojej ukochanej, wciąż zastanawiałem się co zrobić, aż w końcu postanowiłem go zobaczyć. Dowiedzenie się gdzie mieszka nie zajęło mi dużo czasu. Wysłałem sowę do Hagrida z prośbą o adres mówiąc, że Dumbledorea kazał mi odwiedzić go w sprawie wyjątkowo gwałtownego użycia czarów. Wiedziałem, że nie mogę zwyczajnie poprosić o adres

Albusa, bo byłem niemal pewny że stanowczo nie zgodziłby się na moją wizytę.

Uroczyście przysięgam, że knuje coś niedobrego

ŁAPA

wtorek, 29 lipca 2014

Inna Strona Petunii cz.2

Weszłam do pokoju Lily. James znowu się śmiał.
- Hej - powiedział, gdy weszłam.
- Cześć - odpowiedziałam.
-Wiesz, zawsze zastanawiałem się Czego się uczy  w szkole dla mugoli? - zapytał.
- Angielskiego, przedmiotów ścisłych, francuskiego, w-f'u, muzyki, historii.
- Też mamy historię. To najnudniejszy przedmiot.Kiedyś profesor Binns wysłał mnie za karę do Krwawego Barona i potem znalazł go zakneblowanego w szafie.
- Przesadziłeś wtedy! - powiedziała Lily.
- Byłaś przy tym jak planowaliśmy to z Łap... to znaczy z Syriuszem i nic z tym nie zrobiłaś - odparł spokojnie James, po czym zwrócił się do mnie - Na czym polegają te wasze podmioty skisłe?
- Uczymy się chemii, fizyki, geografii i biologii. Na chemii mamy np. równania chemiczne, różne doświadczenia,  na fizyce uczymy się o np. siłach w przyrodzie, na geografii o bzdurach typu jak powstaje gejzer albo gdzie jest Polska czy jaka jest najdłuższa rzeka w Afryce, a na biologii o funkcjonowaniu i budowie człowieka i zwierząt.
- To w takim razie powiedz mi coś po mugolskiemu naukowemu.
- Łuk odruchowy to droga impulsu nerwowego od receptora do efektora - powiedziałam jedyne co umiałam z biologii.
- Nic z tego nie rozumiem - odpowiedział. -A tak w ogóle ... do jakiej szkoły chodzisz w świecie mugoli?
- Do zespołu szkół imienia św. Petringa.
James znowu zaczął się śmiać.
- Pety-ringa! To brzmi prawie jak Pety-unia!
Zgiął się w pół ze śmiechu. Dopiero po kilku minutach się uspokoił, ale wciąż był uśmiechnięty od ucha do ucha, a mi zrobiło się przykro.
- James, obiecałeś!
- Że nie będę się znęcał nad Smarkerusem? Przecież się staram.
- Wiesz o czym mówię - Lily wycedziła przez zaciśnięte zęby.- Rozmawialiśmy o tym dzisiaj.
James zmieszał się, przestał się uśmiechać i zaczął wpatrywać się w podłogę.
- Przepraszam - wymamrotał.
- Nic nie szkodzi - powiedziałam. Zrobiło mi się go szkoda. Poza tym on naprawdę mi się podobał. - Kim jest Smarkerus?
- To idiota z równoległej klasy, który uwielbia czarną magię. Często z moją bandą dokuczamy mu, robimy mu kawały i śmiejemy się z niego. Może i jest to wredne, ale Smarkerus zasłużył sobie na to. Szczególnie, że ostatnio nazwał Lily szlamą.
- Szlamą? - zapytałam. Nie znałam tego słowa.
- To obraźliwe określenie osoby urodzonej w niemagicznej rodzinie - wyjaśniła Lily.- Nie spodziewałam się tego po Severusie.
Po policzkach Lily pociekły dwie samotne łzy.
- Mówisz o tym chłopcu z wiecznie tłustymi włosami? On lubi czarną magię? Snape?! - Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Tak, Severus Snape lubi czarną magię - potwierdziła Lily.
- Skąd znasz Smarka? - zapytał James.
- Mieszka w pobliżu. Poznałyśmy go z Lily już przed tym, jak Lily otrzymała list. Nie przypadł mi szczególnie do gustu, ale nigdy bym go nie podejrzewała o zainteresowanie czarną magią ...
- A jednak ... - zamyśliła się. - Może zagramy w butelkę?
- Dobry pomysł - powiedział James.
Na samym początku wypadło na Pottera.
- Jaki jest twój ideał dziewczyny? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Średni wzrost, jasna cera, jasnozielone oczy, rude włosy, siedzi po mojej prawej stronie, nazywa się Lily Evans i jest czarownicą mugolskiego pochodzenia.
Lily zarumieniła się, a ja zdałam sobie sprawę, że nie mam u niego szans. Jestem na to za brzydka i za zwyczajna. On woli czarodziejki. Mogłam się tego spodziewać. Przez resztę popołudnia patrzyłam z zazdrością na moją siostrę i jej adoratora.
- Lily & Łapa

Ogłoszenie!

Blog ma już 600 wyświetleń. Bardzo wam dziękuję za  to, że wchodzicie tu i czytacie moje wypociny. Zauważyłam, że wchodzi tu bardzo dużo ludzi z zagranicy! Bardzo mnie to cieszy.  W ramach podziękowania, za to, że jesteście i czytacie postaram się dodać drugą część "Innej Strony Petunii" w ciągu 24 godzin. Kocham was !
- Lily

poniedziałek, 28 lipca 2014

Inna strona Petunii cz.1

Wszyscy myślą, że nienawidziłam mojej siostry. To nie jest prawda. Kochałam ją, ale byłam o nią bardzo zazdrosna. Zanim Lily dostała list nasza mama kochała nas tak samo albo nawet mnie bardziej, bo przerażały ją zdolności Lily. Jednak po tym jak Lily dostała list wszystko się zmieniło. Była z niej bardzo dumna. Żyłam w jej cieniu. Bardzo bolało mnie to, że mama mnie ignorowała, jak tylko Lily była w pobliżu. Dlatego odsunęłam się od siostry. Bo taka postawa mniej mnie bolała ... Wszystko zaczęło się jak miałam 12 lat. Byłyśmy z Lily na placu zabaw i huśtałyśmy się na huśtawkach. Lily znacznie wyżej ode mnie. Jak była naprawdę wysoko, zeskoczyła z huśtawki.
- Lily, nie rób tego! - krzyknęłam przerażona.
Bałam się, że coś jej się stanie, ale ona zawisła w powietrzu, po czym z wdziękiem wylądowała na ziemi.
- Mama ci mówiła, żebyś tego nie robiła - wstałam z huśtawki. - Lily, mama mówiła, że ci nie wolno.
- Przecież nic mi się nie stało - Lily zachichotała. - Tuniu, popatrz co potrafię!
Rozejrzałam się po placu zabaw. Nie było na nim nikogo oprócz nas. Nie chciałam patrzeć na kolejne magiczne sztuczki, bo zżerała mnie zazdrość, że ja tak nie umiem. Jednak ciekawość zwyciężyła.
Tym razem Lily zaczarowała kwiatka tak, żeby zamykał się i otwierał. Chwilę potem poznałyśmy Severusa Snape'a, który oświadczył, że Lily jest czarownicą. Uznałyśmy to z Lily za wredne przezwisko i poszłyśmy do domu. Jednak od tej pory Lily wolała towarzystwo Snape'a od mojego. Zaczęłam korespondować z Dumbledorem. Zaczęło się od tego, że chciałam dostać się do Hogwartu. Potem poprosiłam go, żeby informował mnie o tym, jak Lily idzie w szkole. Nikomu tego nigdy nie przyznałam, ale bardzo martwiłam się o siostrę. Do Lily rzecz jasna też pisałam. Jednak coś się między nami popsuło. Pewnego dnia nasze stosunki pogorszyły się jeszcze  bardziej. Było to w wakacje pomiędzy szóstą, a siódmą klasą. Do Lily przyszedł jej kolega - James Potter. A było to tak ...
Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Tunia, otworzysz? - zapytała Lily wychylając się z łazienki.
- Jasne - odpowiedziałam.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Stał w nich wysoki chłopak. Miał ciemne, rozczochrane włosy, okulary i był nieziemsko przystojny. Wpatrywałam się w niego z zachwytem.
- Zastałem Lily?- zapytał.
- Tak, wejdź - odpowiedziałam trochę przygaszona.
- Jestem James - powiedział chłopak.
- A ja Petunia.
James roześmiał się.
- Fajne imię - powiedział sarkastycznie. - Pety- unia.
Zaczął śmiać się jeszcze bardziej
Uśmiechnęłam się zażenowana. Lily zbiegła po schodach.
- O jesteś! - krzyknęła radośnie. - Widzę, że poznałeś już moją siostrę - Petunię.
James wybuchnał niekontrolowanym  śmiechem.
- Coś mnie ominęło? - Lily uśmiechnęła się do mnie, jednak mi wcale nie było do śmiechu. Jak zwykle to ja musialam być powodem do śmiechu.
-To ja już pójdę-nie patrząc na nich odwróciłami się powoli i odeszłam. Kiedy się obrocilam Lily patrzyła za mną lekko zdezorientowana.
Poszłam do kuchni i rozpłakałam się. Nie mogłam powstrzymać łez, które pociekły mi po policzkach. Nie wiedziałam nawet czemu to mnie tak dotknęło. Naprawdę podobał mi  się  chłopak, którego potem znienawidziłam. Do kuchni przyszła Lily. Podeszła do mnie zdziwiona.
- Co się stało? - zapytała.
- On się ze mnie śmieje. Śmieszy go moje imię. Znowu jestem pośmiewiskiem.
- Pogadam z nim. Dołącz do nas zaraz.
- Ok.
- Lily & £apa

wtorek, 15 lipca 2014

Zaczarowane Panem : Epilog

Przykro mi, ale to już jest koniec ... Zapraszam was serdecznie na epilog !

         Pół roku temu, kilka dni po tym jak Peeta wybudził się ze śpiączki przyszłam do niego razem z Effie, Haymitchem, Leną i Lily. Peeta bardzo się ucieszył z tej wizyty. Nagle do sali wszedł uzdrowiciel z wynikami Peety. Poprosił mnie na słówko na korytarz. Oczywiście od razu z nim wyszłam. Oznajmił mi, że zrobił Peecie wszystkie badania kilkakrotnie, żeby mieć pewność i powiedział, że Peeta ma ostrą białaczkę i zostało mu kilka miesięcy życia. Powiedział też, że skonsultował się z mugolskim lekarzem, który potwierdził, że jest już za późno na chemioterapię. Próbował też uzdrowić go przeróżnymi eliksirami, ale jego organizm na nie nie reaguje. Kilka dni później Peeta został wypisany do domu, żeby mógł ze mną i naszą córeczką spędzić ostatnie chwile swojego życia. Wzięliśmy z Peetą ślub. Stanowiliśmy kochającą się rodzinę. A potem jego choroba zaczęła coraz bardziej postępować. Jego stan z sekundy na sekundę coraz bardziej się pogarszał. A potem odszedł. Zniknął na zawsze z tego świata.
         Minęły już dwa tygodnie od pogrzebu. Nie ma takiej chwili, kiedy bym o nim nie myślała. Był moim aniołkiem na Ziemi, a teraz jest aniołkiem w niebie. Widocznie tak musiało być. Przynajmniej mam moją córeczkę, na którą zawsze mogę liczyć. Lily bardzo mnie wspiera i bardzo wydoroślała ostatnio. O ile da się powiedzieć, że tak małe dziecko wydoroślało. Chodzi mi o to, że nie pozwala mi się załamać. Jestem dużo silniejsza niż moja mama, gdy straciła męża. Nie zamknęłam się w sobie. Ostatnio nawet zaprzyjaźniłam się z nowym sąsiadem, który jest bardzo przystojny. Może za kilka lat ta znajomość przerodzi się w miłość, kto wie ...  Jednak nigdy nie zapomnę o Peecie. Wiem jednak, że on by chciał, żebym poszła na przód.
         Jestem na cmentarzu razem z Lily. Mała  właśnie położyła kwiaty na grobie Peety.
 - Kocham cię, tatusiu - powiedziała, a ja ją mocno przytuliłam. - Ciebie, mamusiu też kocham.
 - Ja ciebie też, córeczko - odpowiedziałam. - I jestem pewna, że tata też cię kocha.
Wzięłam ją za jej malutką rączkę i poszłyśmy razem do domu. Teraz, po śmierci Peety ona jest moim całym światem.

- Lily
     

Zaczarowane Panem : Rozdział 22: Śpiący Królewicz






                                                            * Oczami Katniss*

Leżę w łóżku i próbuję zasnąć, gdy nagle słyszę płacz. Wyskakuję z łóżka i biegnę do pokoju Lily. Biorę małą na ręce.
-         To tylko zły sen – mówię. – Co tym razem ci się śniło?
-         Że jakaś pani chciała cię zabić – odpowiada i zaczyna płakać jeszcze bardziej.
-         Nie płacz, Liluś – szepczę. – To tylko sen. Spróbuj zasnąć.
-         Nie mogę – odpowiada czterolatka.
-         Spałaś tylko trzy godziny.
-         No dobra – Lily się poddaje. – Mogę spać z tobą?
-         Jasne, córeczko. Kocham cię.
-         Ja ciebie też, mamusiu.
Zanoszę ją do sypialni, kładę ją na łóżku, po czym otulam ją kołdrą, kładę się obok niej i przytulam się do niej. Zasypiamy koło siebie i czujemy się bezpiecznie.
            Następnego dnia, po śniadaniu udajemy się do św. Munga. Przeprowadziłam się do Londynu, żeby mieć blisko do tego szpitala. W Panem nikt nie zaopiekuje się Peetą tak dobrze, jak uzdrowiciele, a ja nie umiem się jeszcze samodzielnie teleportować. Wchodzimy do szpitala, po czym udajemy się na piętro, na którym przebywa Peeta. Następnie idziemy korytarzem i wchodzimy do jego sali.
-         Mamusiu, a dlaczego tatuś ciągle śpi? – pyta Lily wchodząc ze mną do sali szpitalnej.
-         Bo jest bardzo chory – odpowiadam i przytulam się do niej. Siadam na krześle koło łóżka Peety i głaszczę go po wierzchu dłoni.
Wiem, że On teraz prawdopodobnie się na mnie patrzy albo mnie przytula. Nie czuję Jego dotyku, ale czuję Jego obecność. Często z Nim rozmawiam. On do mnie pisze list, a ja mu na niego odpowiadam. W ten sposób mogę być bliżej Niego i mniej za Nim tęsknić.
-         Kocham cię – szepczę. – Nawet nie wiesz, jak bardzo ...
Całuję Go w policzek.
-         Wróć do mnie – mówię. – Błagam cię, obudź się.
Łzy zaczynają cieknąć mi po policzkach, ale nie obchodzi mnie to. Wiem, że staję się coraz słabsza. Wiem, że nie powinnam płakać przy dziecku. Wiem, że mój płacz nic nie da, ale ja chcę, żeby On się wybudził.
Składam Mu pocałunek na ustach, po czym odwracam się, by odejść, gdy nagle słyszę Jego głos.
-         Katniss – szepcze.
Odwracam się. Peeta ma otwarte oczy. Wybudził się! Peeta się wybudził! Patrzy na mnie i uśmiecha się.
-         Udało się – mówi. – Obudziłem się ...
Próbuje się podnieść, ale jest zbyt słaby.
-         Nie tak szybko – mówię. – Dopiero co się wybudziłeś ze śpiączki. Byłeś w niej prawie pięć lat.
-         Wiem – odpowiada. – Mamy czteroletnią córeczkę.
-         Nawet jest tutaj.
Odwracam głowę w jej stronę i zauważam, że zasnęła. Podchodzę do niej i delikatnie biorę ją na ręce. Pomimo moich starań, żeby się nie obudziła, Lily otwiera oczy.
-         Kochanie, Tatuś już nie śpi – mówię.
-         Tatuuuuuuś! – krzyczy mała, po czym wyrywa mi się i kładzie na łóżku obok Peety i przytula do niego, a Peeta ma łzy w oczach i całuje ją w czółko.
Patrzę na tą scenę ze wzruszeniem, a potem odwracam się i wychodzę z sali.
Kilka minut później wracam z  uzdrowicielem. Lily wstaje z łóżka, uzdrowiciel bada Peetę, po czym mówi :
-         Widzę, że panu się polepszyło – uśmiecha się do Peety promiennie. – Jednakże jest pan jeszcze słaby i musi pan zostać w szpitalu na obserwacji przez co najmniej miesiąc.
-         Dobrze – odpowiada Peeta.
-         Jesteś jak śpiący królewicz – mówię. – Wystarczył pocałunek i się wybudziłeś. Szkoda tylko, że za którymś razem. W sumie nie ważne po ilu latach się obudziłeś, najważniejsze jest to, że się udało.



Zmierzam powoli ku końcowi. Mam nadzieję, że nie rozczaruje Was zakończenie. Liczę na jakiekolwiek komentarze. Możecie się też spodziewać niedługo jakiejś miniaturki, zapewne o Huncwotach.
- Lily

czwartek, 10 lipca 2014

Miniaturka : Spotkanie po latach

Kilka lat po pokonaniu Voldemorta Harry Potter udał się do Jubilera, żeby kupić pierścionek zaręczynowy. Nie wiedział jeszcze, czy oświadczy się Ginny teraz, czy za jakiś czas, ale chciał go już mieć w zanadrzu.
-         Harry? – Potter usłyszał znajomy głos.
Odwrócił się. Nie mylił się. Należał on do jego kuzyna – Dudleya.
-         Hej – powiedział Harry.
-         Cześć – odpowiedział Dudley. – Chciałbym ci podziękować.
-         Za co?
-         Za to, że nie dałeś mu się zabić i go pokonałeś.
-         Udało mi się tylko dzięki fartowi i pomocy przyjaciół.
-         Może jeszcze mi powiesz, że to, że  nie dałeś mu wykraść kamienia, zabiłeś bazyliszka, byłeś świadkiem odrodzenia sam- wiesz- kogo i nie dałeś mu się zabić, wygrałeś turniej Trójmagiczny, uratowałeś mnie przed dementorami, chociaż mogłeś wylecieć ze szkoły ... I prawie wyleciałeś... Nie dałeś mu się potem zabić, mimo że próbował też jest fartem?!
-         Kto ci o tym wszystkim powiedział?
-         Hestia i Dedalus. No wiesz, ci członkowie Zakonu, którzy dbali o bezpieczeństwo moje i rodziców. Wszystko nam opowiedzieli o Zakonie, Sam – Wiesz – Kim i tym wszystkim, przez co przeszedłeś... Chciałbym cię przeprosić za to, że byłem dla ciebie takim dupkiem.
-         Nic nie szkodzi – odpowiedział Harry i po raz pierwszy uśmiechnął się szczerze do kuzyna. – Zmieniłeś się.
Nagle Harry przestał się uśmiechać.
-         Padnij! – krzyknął.
Zdezorientowany Dudley położył się natychmiast na ziemi. Gdyby zrobił to sekundę później już by nie żył.
Harry wyjął różdżkę i zaczął walczyć ze śmierciożercą, który najwidoczniej śledził Pottera i chciał pomścić Czarnego Pana. Potter szybko go rozbroił, po czym wyczarował magiczne kajdanki i wezwał poprzez patronusa Hermionę, która natychmiast aportowała się przed sklepem i do niego weszła. Pomogła Harry’emu zmodyfikować pamięć wszystkim mugolom, którzy byli wtedy w sklepie poza Dudleyem i deportowała się razem ze śmierciożercą. Dudley pomógł Harry’emu wybrać pierścionek dla Ginny i zaprosił Harry’ego na niedzielny obiad.
- Lily

środa, 9 lipca 2014

Miniaturka: Lily i James

Kwaterą główną w roku 1979 był dom Jamesa Pottera, który dostał go w spadku po niedawno zmarłych rodzicach.  Mieszkali w nim wtedy James i Lily Potter wraz z ich przyjaciółmi : Syriuszem Blackiem i Dorcas Meadowes, którzy byli parą.
-         Dzisiejsze spotkanie Zakonu Feniksa uważam za zakończone – powiedział Albus Dumbledore. – Do zobaczenia jutro.
Wszyscy zaczęli rozchodzić się do domów. Lily usiadła na kanapie, a do niej przysiedli się James i Syriusz. Dorcas została zaproszona na imieniny swojej ciotki, więc udała się do Londynu. Potterowie i Black rozmawiali w najlepsze, gdy nagle do salonu przez uchylone okno wleciała piękna, śnieżnobiała sowa. Wylądowała na kanapie obok Syriusza. Łapa wziął od niej list.
-         Andromeda zaprasza nas na obiad świąteczny – powiedział. – Mamy u niej być o 15:00
-         To świetnie – powiedziała Lily. – Dawno już u niej nie byliśmy ...
-         Zaraz wracam – rzekł Black. – Muszę napisać jej odpowiedź.
-         Powiedz mu – Lily szepnęła na ucho mężowi.
-         Teraz? – zapytał lekko zdziwiony James.
-         Tak – odpowiedziała Lily. – Niech już wie.
-         No dobrze – powiedział Rogacz i pocałował Lily w policzek. – Zrobię wszystko, co tylko moja królowa rozkaże .
Lily cmoknęła męża w usta i udała się do kuchni.
-         Macie może ochotę na ciasto? – zawołała Lily. – Z tego co widzę, zostało jeszcze trochę w lodówce.
-         Jasne! – krzyknęli równocześnie James i Syriusz.
-         Łapo, muszę ci coś powiedzieć – powiedział Potter.
-         Chyba nie zamierzasz rozstać się z Lily – odpowiedział Black.
-         Nie. Jasne, że nie.
-         To dobrze.
-         Jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię – powiedział Rogacz. – Zostanę ojcem!
-         Na brodę Merlina! – krzyknął Syriusz, po czym przytulił Jamesa. – Gratuluję!
Gdy tylko Lily weszła z ciastem do salonu Syriusz do niej podbiegł i ją przytulił.
-         Gratuluję! – powiedział. – Jak się czujesz?
-         Dobrze – odpowiedziała Lily.- Może nawet lepiej niż kiedykolwiek.
-         To świetnie – Syriusz nadal trzymał Lily w objęciach.
-         Kotku, mógłbyś ode mnie wziąć talerz z ciastem? – zapytała Rudowłosa.
-         Oczywiście – James zabrał jej talerz i położył na stole.
-         Dziękuję – odpowiedziała. – Łapo, wiesz, że cię kocham jak brata, ale mógłbyś mnie w końcu puścić?
-         Jasne – powiedział.
-         Dziękuję – Lily usiadła na kanapie pomiędzy Jamesem i Syriuszem. – Chciałbyś może zostać ojcem chrzestnym?
-         Jasne, z przyjemnością – odpowiedział.
***
                        Godzinę później Syriusz i Potterowie weszli do domu Tonksów. Przywitała ich sześcioletnia córeczka Andromedy.
-         Dzień doooobry – powiedziała radosnym głosem i uśmiechnęła się szeroko do Lily i Jamesa. - Wuuuuuuuuujek!  - krzyknęła i przytuliła się do Syriusza.
-         Cześć, Nimfadoro – Syriusz wziął ją na ręce.
-         Wujku, nie nazywaj mnie tak – odpowiedziała urażona Nimfadora. – Nie znoszę tego imienia.
-         A Dora może być?
-         No dobra – zgodziła się mała. – Wujek, pokażę ci czego się nauczyłam.
-         Dobrze – odstawił ją na ziemię.
Zamknęła oczy, a jak je otworzyła jej włosy zmieniły kolor. Z brązowych zrobiły się fioletowe.
-         Wow! – powiedziała zachwycona Lily, która razem z Jamesem przypatrywała się tej całej scenie. – Jak ty to zrobiłaś?
-         Jestem metamorfomagiem – odpowiedziała. – Mogę zmieniać swój wygląd kiedy chcę bez używania eliksirów.
-         To jest genialne!- odpowiedział James.
Nimfadora zaprowadziła ich do salonu, w którym było pełno ludzi. Przyszedł nawet Albus Dumbledore.  Podeszła do nich Andromeda i ich po kolei wyściskała.
Andromeda była świetną kucharką, o czym świadczy to, że wszyscy wychwalali jej potrawy.
Wszyscy śmiali się, jedli i pili wino. Lily jako jedyna nie tknęła alkoholu w swoim kieliszku. Dumbledore popatrzył w jej stronę i uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Lily odwzajemniła uśmiech. Nagle jego uśmiech zniknął z jego twarzy. Patrzył się na Lily, jej pełny kieliszek, aż w końcu powiązał fakty i z każdą sekundą jego twarz coraz bardziej pochmurniała. Wstał od stołu, po czym podszedł do Lily i Jamesa.
-         Mogę was prosić na słówko? – zapytał.
-         Jasne – wstali od stołu i udali się za Dumbledorem do pierwszego lepszego wolnego pokoju.
-         Lily, jesteś w ciąży? – zapytał prosto z mostu.
-         Tak – odpowiedziała. – Skąd pan wie?
-         Nie tknęłaś wina, a wiem, że to twoje ulubione.
-         Grozi wam i dziecku ogromne niebezpieczeństwo – powiedział i zaczął opowiadać im o przepowiedni.

- Lily

poniedziałek, 7 lipca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 21: Peeta, nie zostawiaj mnie!



Minęły cztery miesiące, a jego stan się ani trochę nie poprawił. Codziennie odwiedzam go w szpitalu. Bardzo za nim tęsknię. Najgorsze jest to, że niedługo zostanę matką. Samotną matką. Zawsze to Peeta chciał mieć dzieci. Ja się bałam. Tak samo jak bałam się o Prim. Każdego dnia zamartwiałam się, czy Prim będzie bezpieczna. Bałam się, że coś jej się stanie. Dlatego nie pragnęłam nigdy dzieci. Siedzę wyprostowana na krześle przed lustrem i rozczesuję włosy szczotką. Łza spływa mi po policzku, a potem po brodzie. Za nią spływa kolejna. Zaczynam szlochać.
- Peeta, nie zostawiaj mnie! - krzyczę w przestrzeń.
* Oczami Peety *
- Katniss, nie płacz - mówię. - Jestem przy tobie.
- Peeta, nie zostawiaj mnie! - krzyczy Katniss.
- Jestem przy tobie - mówię. - Kocham cię.
Nie odpowiada. Zaczyna szlochać jeszcze bardziej.
- Katniss?
Ignoruje mnie.
- Kochanie, przepraszam - mówię.
Znowu nie odpowiada. Podchodzę do niej i głaszczę ją po głowie.
Nie reaguje. Całuję ją delikatnie w policzek. Nic, zero reakcji.
- Aniołku?
Coś jest nie tak. Katniss może i ma trudny charakter, ale nigdy nikogo aż tak nie ignoruje. Spoglądam w lustro lecz nie widzę w nim siebie.
Co do cholery? O co chodzi? Czy ja umarłem? A może to zły sen? Wpadam na pomysł. Podchodzę do biurka na którym leży kartka i długopis, biorę długopis do ręki i piszę na kartce :
Droga Katniss,
Nie wiem o co chodzi. Jestem tutaj, ale mnie nie dostrzegasz. Ciągle płaczesz, ale wiem, że to już nie jest ten rodzaj płaczu - z powodu złamanego serca, ten jest inny. Gorszy. Tak płakałaś po śmierci Prim. Wiem, że nie jestem tu fizycznie. To jest bardzo dziwne i przerażające. Czy ja umarłem? Co się stało? Kocham Cię.
Twój na zawsze
Peeta
Kładę jej mój list na kolanach. Dopiero po chwili go zauważa. Zdziwiona bierze go do ręki i czyta. Na jej twarzy maluje się zdziwienie, tęsknota i chyba lekkie przerażenie.
- Peeta? Jesteś tu?
Biorę do ręki długopis i piszę na kartce Tak, Skarbie. Co się stało?
- Był pożar, nie zdążyłam cię uratować. Straciłeś przytomność i zapadleś w śpiączkę. Tak bardzo cię kocham...
Ja Ciebie też - odpisuję. Przyglądam jej się uważnie. Zauważam lekko zaokrąglony brzuch. - Zostanę ojcem?
- Tak - odpowiada. - Peeta, wróć do mnie. Błagam, wybudź się. To dziecko musi mieć ojca. A ja męża...

- Lily