poniedziałek, 31 marca 2014

Kobietę trzeba szanować


Kobietę trzeba szanować, bo inaczej od mężczyzny odejdzie.
Kobietę trzeba szanować, bo inaczej  zraniona będzie .
Kobietę trzeba szanować, nie wolno jej lekceważyć.
Kobiecie należy poświęcić czas, należy ją zauważyć .
Kobietę trzeba szanować, nie wolno się nad nią znęcać .
Ani pod żadnym pozorem w kozi róg zapędzać .
Kobietę trzeba szanować, bez względu na wszystko .
Kobietę trzeba szanować i być przy niej blisko .
Mężczyzno ! Szanuj swoją kobietę !
I bądź dla niej wsparciem, gdy przejdzie na dietę .

Nie miałam czasu, by napisać rozdział, bo musiałam napisać do szkoły wiersz xd Zamiast rozdziału wam go wstawiam :D - Lily 



sobota, 29 marca 2014

Przystojniak Olutek

Hahahahhahhhahaha:wiersz o (przystojnym) Olutku

Na początku chcialabym złożyć podziekowania mojemu psu, dzięki któremu powstał ten wiersz

OLUTEK PRZED LUSTREM

Ani to ładne, 
Ani to zgrabne,
Nietoperzo-sarnio-ptasią ma główkę

Oczka wystające 
Wodniste, zachwycające 
Uszy sterczą zuchwale
Lecz nie martwi go to wcale

Ciało kuliste
Łapki chudxiutkie
Gdy biega boje się o nie okropnie.

Kastracja nie była dobra dla mojego pieska
Czasem z oczka wypływa mu łezka

Charakter ma jak mała owieczka
Czarna, okrutna, wredna i pamiętna.

Jest niczym książę wymarzony,
Jednak obawiam się źe nigdy nkeznajdzie on żony




Lecz kocham swojego Olutka,
Bo nie ma drugiego 
tak wspaniałego
Stworzonka na całym, calutkim światyjku

wtorek, 25 marca 2014

Zaczarowane Panem : rozdział 11 : Ewakuacja

Prowadzę Gryfonów z drugiego  roku na zajęcia . Przerabiają teraz mandragory . Mam założone nauszniki, bo ich wrzaski mogłyby mnie ogłuszyć. Nagle widzę poza murami szkoły błysk zielonego światła, a potem iskry zaklęć rzucanych przez śmierciożerców próbujących się przedrzeć przez magiczną kopułę . Wbiegam w nausznikach do szklarni i powiadamiam o tym nauczyciela zielarstwa - Teda Lupina . Wysyła patronusy do rodziców niepełnoletnich uczniów z informacją, że muszą szybko zabrać z hogwartu swoje dzieci . Po chwili przez malutką dziurkę w kopule zaczynają wchodzić na teren szkoły przerażeni czarodzieje i dosłownie uciekają stąd że swoimi dziećmi . Lenka przytula się do mnie i zaczyna płakać . Jest przerażona . Ona nie może wrócić do domu - nie ma się gdzie ukryć . Podchodzi do nas starsza pani o mile wyglądającej twarzy .
- Jak chcecie, to mogę stąd małą zabrać - mówi. - Jestem Molly Weasley, jestem teściową Harry'ego.
- Miło mi panią poznać - odpowiadam.
- Mi ciebie również, Katniss - odpowiada . - Teddy, ja ją zabieram, a ty powiadom o tym Effie .
- Dobrze ciociu - odpowiada i przytula się do pani Weasley  - uważajcie na siebie.
- Ty na siebie też, kochaneczku - mówi pieszczotliwym głosem . - Powodzenia Katniss .
Biegnę razem z Lupinem, by powiadomić wszystkich o ewakuacji i rozpoczęciu wojny .
- Portium locomotor - mówi Effie jak ją znajdujemy . - Hogwart jest zagrożony .
Marmurowa armia wychodzi z zamku i maszeruje w stronę zakazanego lasu .
- Effie, Lenka jest w Norze - mówi Ted . - Molly Weasley ją zabrała.
Na twarzy Effie widać ulgę . Zastanawiam się nadal przebiegiem tej wojny . Jedno jest pewne . zakończy się po ostateczniej bitwie : Ja kontra Victoria .
...........................
Przepraszam za wszelkie błędy, rozdział pisany na telefonie xd
- Lily

poniedziałek, 24 marca 2014

Zaczarowane Panem : rozdział 10 : Hogwart

     Wojna zbliża się wielkimi krokami . Wiem to . Praktycznie nigdy w ostatnim czasie nie opuszczam terenów Hogwartu, nawet nie wychodzę do Hogsmeade  . Sam wypad na błonia jest już nieco ryzykowny. Szkołę otaczają najróżniejsze zaklęcia ochronne tworzące magiczną kopułę, jednakże  musi być ona ciągle dodatkowo wzmacniana, bo śmierciożercy próbują ją zniszczyć .  Mieszkamy z Peetą w starym dormitorium Huncwotów . Panuje tutaj bałagan, który pozostawili po sobie byli mieszkańcy . Wszędzie można znaleźć puste butelki po kremowym piwie, łajnobomby, a nawet morfalinę . Po ukończeniu przez Huncwotów szkoły nikt tutaj nie mieszkał . Mało tego, bano się tu wejść .
    Pomimo, że dom Effie chroni zaklęcie Fidelliusa, nie możemy tam wrócić . Niedaleko domu kręcą się śmierciożercy . Dyrektorem Hogwartu jest Neville Longbottom . Jest on przyjacielem Harry'ego. Ponoć jest bardzo odważny i szlachetny . Zniszczył jednego horcruxa - Nagini . Ja i Peeta zostaliśmy mianowani tymczasowymi opiekunami Gryffindoru ( osoba która wcześniej pełniła tą funkcję nie żyje ) . Ten zamek jest wspaniały. Gryfoni to najlepsi uczniowie . Są bardzo mili i bardzo przyjemnie się z nimi współpracuje. Jedyną ich wadą jest to, że uwielbiają wycinać Ślizgonom różne kawały, rozrzucać wszędzie łajnobomby i wpadać przez to w kłopoty . Puchoni i Krukoni są całkiem mili, ale Ślizgoni są straszni . Są aroganccy, leniwi, chamscy i czasem nawet okrutni . Większość z nich ma w rodzinie śmierciożerców . Są oni naszą zmorą.  Siedzę na łóżku i rozmyślam o wszystkim, co nam się przytrafiło .
    Nagle słyszę skrzypnięcie drzwi i do pokoju wchodzi Lenka .
- Katniss, zaprowadzisz mój rocznik na zielarstwo? - pyta.
- Jasne - mówię, uśmiecham się do niej, wstaję z łóżka i wychodzę z nią z pokoju .


Przepraszam, że rozdział jest tak masakrycznie krótki. Jutro lub pojutrze dodam wam kolejny .
Błagam skomentujcie jakoś jakikolwiek z moich rozdziałów ...
- Lily

poniedziałek, 17 marca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 9 : "To wszystko wina Victorii"

Obudziłam się w szpitalu . Nie był to święty Mung . Nie wiedziałam, gdzie jestem . Wokół mojego łóżka siedzieli moi bliscy . Rany po zaklęciu prawie się zagoiły, ale nadal bolały . Effie płakała .
- Effie, tak bardzo mi przykro - wyszeptałam. - Przepraszam, że go nie uratowałam . Nie zdążyłam zareagować .
- Wiem - odpowiedziała. - Nie winię cię za to. Uratowałaś małą. Zrobiłaś więcej niż mogłabym sobie wymarzyć ... Dziękuję .
- Pani Pomfrey, pacjentka się obudziła - powiedział Harry .
- To dobrze - odpowiedziała. - A co was tu tak dużo? To jest SZPITAL ! Mogą zostać maksymalnie trzy osoby.
Został Peeta .
- Mam zostać? - spytała niepewnie mama.
Skinęłam głową . Usiadła na krześle przy łóżku, a obok niej Lenka .
- Lenciu, chodź - powiedział Haymitch. - Katniss musi odpoczywać.
- Ale ja chcę zostać ... - marudziła mała. - Będę grzeczna . Mogę zostać?
- Możesz - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
- No dobrze - Haymitch wyszedł z sali .
- Gdzie ja jestem? - spytałam .
- W skrzydle szpitalnym w Hogwarcie - powiedział Peeta. - Victoria myślała, że nie żyjesz, więc deportowała się, bo jak widać byłaś jej głównym celem . Lenka przybiegła po mnie i powiedziała, że muszę cię szybko przetransportować do zamku . Tak też zrobiłem . Kochanie, tak bardzo się o ciebie bałem ...
- Już dobrze - powiedziałam, po czym zwróciłam się do Lenki. - Dziękuję za sprowadzenie pomocy .
- Uratowałaś mi życie, to raczej ja powinnam tobie dziękować - odpowiedziała. - Dziękuję.
- Mam wyniki pani badań - powiedziała pani Pomfrey. - Mam dobre i złe wieści . Dobre są takie, że pani stan się ustabilizował i za kilka dni panią wypuszczę ze szpitala . Zła wiadomość jest taka, że straciła pani dziecko . Przykro mi ... Było za późno ...
Lenka zaczęła płakać .
- Prze... praszaaaaaaam ... - powiedziała szlochając - T... tto ... wszystkko ... to wszystko to moj...moja ... wina ...
- To nie jest twoja wina - powiedziałam. - Inaczej ty byś zginęła . To wszystko wina Victorii, a nie twoja. Wszyscy ponieśli w tej walce ofiary . Przez nią . Tylko i wyłącznie przez nią . Chodź do mnie ...
Zawiesiła mi swoje malutkie rączki na szyi, a po jej policzkach spływały łzy .
-Nie płacz - powiedziałam głaszcząc ją po plecach. - Jesteś dla mnie prawie jak siostra . Moja malutka siostrzyczka - Prim umarła, moja mała sojuszniczka na arenie - Rue też . Obie umarły na moich oczach . Tak samo jak twój braciszek . Nie pozwolę, by ciebie to spotkało . Znam cię niezbyt długo, ale dłużej niż moje własne dziecko i byłabym gotowa poświęcić swoje zdrowie i życie mojego dziecka raz jeszcze. Ważne, żebyś ty żyła .
Dziewczynka się uspokoiła, ale po chwili zaczęła znowu płakać, tym razem ze wzruszenia moim wyznaniem. Moja mama wzięła ją na kolana i zaczęła z nią rozmawiać, a Peeta wykorzystał okazję i delikatnie się do mnie przytulił ( nadal przecież miałam rany ) .
- Kocham cię - wyszeptałam .
- Ja ciebie też - odpowiedział .
Pocałował mnie delikatnie w usta, a ja odwzajemniłam pocałunek .
Jak już się od siebie od siebie oderwaliśmy Peeta nagle wstał z mojego łóżka .
- Nie - powiedział. - Nie ujdzie jej to na sucho . To wszystko wina Victorii . Zapłaci nam za wszystko.

.........................................................................................................
Błagam was, zostawcie po sobie jakikolwiek komentarz ... - Lily

Zaczarowane Panem : Rozdział 8 : Victoria triumfuje .

Jedliśmy  obiad, gdy nagle do salonu Effie wbiegła srebrna wydra i z gracją wylądowała na ziemi .
- Victoria uciekła z Azkabanu . Jest w Hogsmeade, zaatakowała uczniów i nauczycieli wysiadających z expresu Hogwart . Potrzebne nam wsparcie . 
Szybko spakowaliśmy różne typy broni do torebki Effie, która użyła zaklęcia
zmniejszająco - zwiększającego, by się zmieściły i za pomocą teleportacji łącznej przenieśliśmy się do Hogsmeadge. Na ulicy roiło się od walczących z Victorią i jej poplecznikami . Szybko wyciągnęłam łuk. Odnalazłam wzrokiem Syriusza i Lenkę i pobiegłam w ich kierunku . W moją stronę poleciało kilka uroków, ale się schyliłam, więc we mnie nie trafiły . Zobaczyłam Victorię . Posłałam w jej kierunku strzałę, ale się poruszyła, więc spudłowałam . Na moje nieszczęście Victoria mnie  zobaczyła . Zaczęła iść w moim kierunku i ciskać we mnie zaklęciami . Robiłam uniki . Nagle wybiegła przede mnie Lenka .
- Nie będziesz ciskała w Katniss zaklęciami - powiedziała wojowniczo .
- Bo co mi zrobisz? - zapytała Victoria i parsknęła zimnym śmiechem .- Avada Kedavra .
Nie zdążyłam zareagować, ale Syriusz tak.
Szybko rzucił się w kierunku siostry i zasłonił ją własnym ciałem . Oberwał prosto w klatkę piersiową . Padł martwy na ziemię .
- Nieeeeeeeeeeeeeeeeeee! - krzyknęłam i płacząc wzięłam w objęcia jego martwe ciałko, a drugą ręką objęłam Lenkę  . - To było tylko dziecko! Zapłacisz mi ... zapłacisz nam wszystkim  za to.
Odpowiedział mi tylko zimny śmiech . Posłałam w jej kierunku kolejną strzałę . Trafiłam ją w ramie.
Jak gdyby nigdy nic wyciągnęła sobie strzałę i wyszeptała jakieś zaklęcie dzięki któremu rana się zagoiła.
Była sprytna i wiedziała co się wydarzyło w dolinie Godryka . Wiedziała, że chroni mnie i Lenkę przed Avadą ochrona Syriusza, który oddał życie za dziewczynkę, która była z kolei gotowa oddać życie za mnie .
Użyła więc innego zaklęcia .
- Sectumsempra! 
Tym razem zdążyłam zareagować. Zasłoniłam sobą Lenkę .
Poczułam jak niewidzialny miecz rozcina mi klatkę piersiową . Wrzasnęłam z bólu. Po kilku sekundach urwał mi się film ...
- Lily



poniedziałek, 10 marca 2014

Zaczarowane Panem : rozdział 7 : Lęki, peron i ucieczka .

   Effie losuje kartkę . Po jej policzkach spływają łzy . Po tym wszystkim, naprawdę zrozumiała czym są dożynki i Igrzyska . Drżącymi rękami spogląda na imię i nazwisko trybutki, której mentorem ja i Peeta będziemy . Kartka wypada jej z ręki, a ona siada na ziemi i zaczyna szlochać . 
- Nieeeeeeeeeee! - krzyczy histerycznym tonem . Haymitch podnosi karteczkę z ziemi, wyprowadza Effie ze sceny i wraca na scenę z karteczką. 
- Willow Mellark - czyta. - To nie może być prawda . 
- Zgłaszam się na ochotnika! - krzyczę, niewiele myśląc. 
- Nie możesz, jesteś za stara! - Victoria śmieje mi się prosto w twarz. 
- Mam to gdzieś! - drę się na całe gardło. 
- Avada Kedavra - strumień zielonego światła oświetla scenę, a Peeta pada martwy na ziemię.
- Nieeeeeeeeeeee! - krzyczę i się budzę.
- Kochanie, co się dzieje? - pyta Peeta.
Opowiadam mu o moim śnie, a on blednie .
- Katniss, to tylko sen- szepcze.- Będzie dobrze, jesteś bezpieczna, ja też jestem bezpieczny i nasze maleństwo również . Nie płacz, aniołku .
Przytula mnie, a ja się w niego wtulam .
- To było takie realistyczne - mówię . - Nie możemy dopuścić do tego, żeby Igrzyska powróciły .
- I nie dopuścimy - odpowiada . - Odpoczywaj kochanie.
                                                                                    ***
Minęły wakacje i zaczął się wrzesień, Syriusz i Lena pojechali do Hogwartu . Odprowadziliśmy ich na pociąg, który odjeżdżał z peronu 9 i 3/4 . Jeszcze w życiu nie słyszałam o takim peronie . Żeby się do niego dostać, musieliśmy wbiec na barierkę i w ten oto sposób dostaliśmy się na magiczny peron. Było tam pełno dzieci, niosących w klatkach sowy, czy latające miotły . Było to nadzwyczajne przeżycie i  jestem pewna, że nie zapomnę go do końca życia.
                                                                                    ***
*Oczami Victorii *
Obudziłam się w mojej celi w Azkabanie . Przybył ktoś nowy . Wychyliłam się, żeby zobaczyć kto to . Nie mogłam w to uwierzyć, był to mój kuzyn Draco .
- Draco, co ty tu robisz?! - wrzeszczę
- To wszystko wina Pottera - wyjaśnia .
- Nie martw się, jakoś cię wyciągnę z tej celi, ale najpierw ucieknę z Azkabanu i zemszczę się na Potterze .
Zmieniłam się w węża . Co jak co, ale sztukę animagii mam opanowaną do perfekcji. Kilka minut później jestem już w Hogsmeade.
- Lily

niedziela, 9 marca 2014

Komunikat !!!

Ferie się skończyły, teraz trzeba się uczyć, a co za tym idzie będę miała mniej czasu na pisanie ... Będę teraz dodawała rozdział raz w tygodniu. Przepraszam was bardzo, ale mam baaaaaaardzo dużo nauki ... :(
- Lily

czwartek, 6 marca 2014

Miniaturka : Tragedia Lily

Siedzę na moim łóżku w  dormitorium i czuję przejmującą pustkę . Nie mam już łez, by płakać . Od kilku dni opuszczam lekcje . Nie obchodzą mnie konsekwencje.  Nic mnie już nie obchodzi .Moi rodzice zginęli w zeszłym tygodniu w wypadku . Nie dociera do mnie nadal, że nie  żyją . Napisałam list do Petunii . Odpisała mi, że się wyprowadziła i nie chce odbudowywać naszych relacji . Muszę radzić sobie sama .  Nie mam nikogo . Nie mam gdzie wrócić . Nie przyjaźnię się z Severusem . Pozostały mi już tylko przyjaciółki i Remus . Jest to jedyny huncwot, który mnie naprawdę rozumie . Za 8 miesięcy skończę szkołę . Co się ze mną wtedy stanie ? Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie . Ktoś  wchodzi do pokoju . Była to Mary MacDonald – jedna z moich najlepszych przyjaciółek.
-         Lily, co się dzieje? – pyta .
-         Nic, po prostu mam doła – odpowiadam . Wszystko jest okej .
-         Jesteś pewna? – w jej oczach widzę troskę .
-         Tak – odpowiadam . Nikt nie wie o moich rodzicach, nawet przyjaciółki .
-         Będę w pokoju wspólnym, w razie czego wołaj – mówi i wychodzi.
Zaczynam płakać . Moim ciałem wstrząsa szloch . kładę się na łóżku i wtulam w poduszkę . Ktoś wchodzi do dormitorium . Zaciągam zasłonę . Nie chcę,  żeby ktoś zobaczył moje łzy .
-         Kocham Cię, Rachel –słyszę głos Syriusza Blacka .
-         Ja ciebie też –mówi Rachel , moja kolejna przyjaciółka .
Umilkli, więc domyśliłam się, że się całują . Drzwi znowu się otworzyły .
-         Syriuszu, tu jesteś! – krzyczy uradowany James Potter . – Wszędzie cię szukałem ...
Nagle milknie . Przechodzi koło mojej zasłony i zmierza do parapetu . Domyślam się, że już znalazł list . Po moich policzkach ciekną łzy . Słyszę jego zduszony okrzyk  . Odsuwa zasłonę.
-         Lily ... – szepcze. – Tak strasznie mi przykro .
Próbuje mnie przytulić, ale go odpycham .
-         Nie czyta się cudzych listów – mówię .
-         Przepraszam – odpowiada zmieszany .
Nagle moim całym ciałem wstrząsa płacz . Kładzie się koło mnie, przytula mnie i głaszcze po plecach . Tym razem się w niego wtulam .
-         Liluś, to straszne – mówi . – Z dnia na dzień zostałaś sierotą . Pamiętaj, że nie jesteś z tym sama ... Kocham cię .
-         Wiem – odpowiadam . – Od kilku lat próbujesz się ze mną umówić .
-         Ale ciągle bez skutku – wzdycha . – Naprawdę mi na tobie zależy ... Umówisz się ze mną ?
-         No dobra ... – mówię zrezygnowana . Po chwili znowu wstrząsa mną szloch .
Do mojego łóżka podchodzi Syriusz .
-         Co się stało? – pyta chłopak .
-         Nic – odpowiadam. – Nieważne .
-         Rogasiu, powiesz mi co się dzieje? – pyta.
-         Może później, Łapciu – odpowiada. – Jeśli mi Lily pozwoli ...
Zrezygnowany Syriusz siada na łóżku .
-         Co się ze mną stanie po ukończeniu szkoły? – pytam retorycznie . – Nie mogę mieszkać sama ... Jestem praktycznie pewna, że wtedy będę łatwym celem dla śmierciożerców i ich pana .
-         Lily, rodzice kupili mi dom w dolinie Godryka – mówi James . – Możesz zamieszkać ze mną. Pamiętaj, że nie jesteś sama.

-         Dziękuję, że jesteś – szepczę i składam na jego ustach pocałunek . Wiem, że od dawna o tym marzył. 

Jest miniaturka, mam nadzieję, że chociaż trochę wam się spodoba :) 
Autor : Lily 

wtorek, 4 marca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 6 : Odwiedziny i niespodzianka

     Siedzimy w salonie i czekamy na informację o zesłaniu Draco do Azkabanu . Nagle słyszymy krzyki dobiegające z podwórka . Wyglądamy przez okno . Śmierciożercy gonią jakąś kobietę, która ucieka i woła o pomoc . Effie wybiega przed dom . Po kilku minutach wraca do domu .
- Obezwładniłam ich - mówi . - I zmodyfikowałam im pamięć, żeby nie pamiętali położenia tego domu . Czy ktokolwiek z was umie rzucać zaklęcie Fidelliusa ?
- Tak, zaraz je rzucę - mówi Harry . - Będę Strażnikiem Tajemnicy, dobrze ?
- Dobrze - mówi Effie . - A teraz patrzcie, kogo ocaliłam .
Do salonu wchodzi nie kto inny, jak Johanna  Mason . Witamy się z nią .
- Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co się do cholery znowu dzieje w Panem? - pyta Johanna .
Tłumaczymy jej, a ona coraz bardziej blednie .
- Rzuciłem zaklęcie - mówi Harry, wracając z podwórka .- Jestem strażnikiem tajemnicy .
- Dziękuję - mówi Effie . - Jestem panu naprawdę wdzięczna .
- Nie ma za co. - Harry się uśmiecha .
To był naprawdę długi dzień . Jemy kolację, myjemy się ( poza Johanną, która tylko przeciera się wilgotną szmatką, bo nadal boi się wody po torturach, jakie zaserwował jej Kapitol ) i idziemy spać.
    Następnego dnia rano budzą mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju . Otwieram oczy i zauważam, że Peeta się na mnie patrzy .
- Cześć, słonko - mówi i całuje mnie w czoło .
- Hej - przytulam się do niego . Bije od niego smutek . Nie doszedł do siebie po utracie rodziców ... Zresztą jak my wszyscy . To była okrutna zbrodnia z zaskoczenia . - Jak sobie radzisz ?
- Jakoś sobie radzę - odpowiada . - Jest mi ciężko, ale jakoś funkcjonuję . Najważniejsze, że mam ciebie . Kocham cię, Katniss .
- Ja ciebie też - szepczę i wtulam się w niego . Leżymy koło siebie pogrążeni w myślach .
- Witajcie gołąbeczki, przyniosłam wam śniadanie - mówi Johanna wchodząc do pokoju z tacą w rękach .
- Ojejku - Peeta zachwyca się bułkami. - Dziękujemy .
- Chcecie trochę morfaliny ? - pyta Johanna i wyciąga strzykawkę z narkotykiem .
- Ja chcę - mówię .
- Katniss, nie możesz . - mówi Peeta .
- Wiem - odpowiadam . - Nie mogę, ale to nie zmienia faktu, że chcę .
- Jesteś jak dziecko - stwierdza chłopak .
Ja, Peeta i Johanna parskamy śmiechem .
- Czemu nie możesz ? - pyta zaciekawiona Johanna .
- Jestem w ciąży - odpowiadam .
Jej twarz wyraża szok .
- Ojej, gratuluję - mówi .
Mówi to spokojnym głosem, ale po jej oczach widzę, że podziela moje zdanie na temat mojej ciąży . To nie jest bezpieczny czas na zakładanie rodziny .
Przez cały dzień omawiamy taktykę ewentualnej obrony i uczymy się zaklęć, które mogą uratować nam życie . Effie i Harry okazują się być bardzo dobrymi nauczycielami . Zostajemy oficjalnymi członkami Zakonu Feniksa, czyli zakonu, który walczy ze śmierciożercami na własną rękę, bez wiedzy ministerstwa .
Do domu Effie przybywa kilka członków zakonu . Poznajemy Rona i Ginny . Hermiona ma przybyć po zesłaniu Malfoya do Azkabanu .Lenka i Syriusz nie mają pozwolenia na używania czarów poza szkołą, więc uczę ich strzelania z łuku i konstruowania łuków i strzał . Nieźle sobie radzą . Po dniu pełnym wrażeń zasiadamy do kolacji . Nagle Peeta wstaje, klęka przede mną i wyjmuje pierścionek.
- Katniss, czy jak już to wszystko się uspokoi wyjdziesz za mnie ? - pyta .
-  Tak - mówię . - Kocham cię i nigdy nie przestanę .Rzucam mu się na szyję, on mnie bierze na ręce i całuje. Wszyscy wiwatują i składają nam gratulacje .



Piszę coraz gorzej, muszę się wziąć za siebie :( Przepraszam, jeśli będę teraz rzadziej dodawała rozdziały, ale jest szkoła i sami rozumiecie : jest mniej czasu . Postaram się wam te niezbyt udane rozdziały jakoś wynagrodzić i dodać wam  jakąś ciekawą miniaturkę lub genialny rozdział  :) - Lily

Zaczarowane Panem : Rozdział 5 : Zły los

Nagle słyszymy hałas dobiegający z piwnicy . Szybko do niej zbiegamy . Drzwi są zamknięte .
- Alohomora! - krzyczy Harry .
Drzwi się otwierają . W piwnicy są uwięzieni rodzice Peety . Uwalniamy ich . Nagle do domu ktoś wchodzi i zbiega do piwnicy . Jest to mężczyzna mniej więcej w wieku Harry'ego .
- Wiem, co zrobiłeś, Potter - mówi . - Avada Kedavra!
Pokój zostaje rozświetlony zielonym światłem . Rodzice Peety umierają . Mężczyzna deportuje się z cichym trzaskiem . Wszyscy jesteśmy roztrzęsieni . Przytulam się do Peety, a on cicho płacze . Głaszczę go po plecach .
-  Wiem co czujesz - szepczę i całuję go w czoło . Następnie zwracam się do Potter'a . - Kto to był ?
- Draco Malfoy - odpowiada Harry . - Victoria to jego kuzynka, a Klaus to jego wnuk . Jest baaardzo mściwy ... Teraz nadszedł czas na moją zemstę, a potem uwięzienie go w Azkabanie ... A już myślałem, że nie jest przesiąknięty do końca złem ... Myliłem się . - Expecto Patronum! - z końca różdżki Harry'ego wystrzelił srebrny jeleń . Przebiegł przez piwnicę i wybiegł przez drzwi . Chwilę później do pokoju wpada coś srebrnego . Jest to wydra . Przemawia kobiecym głosem : " Harry, złapaliśmy go . Pomógł nam Zakon . Ron wpadł w furię . Połamał tej fretce nos . Zaraz będzie przesłuchiwany . Dopilnuję, by go skazano na dożywocie . Obserwujemy dom Malfoy'ów ."
Powoli się uspokajamy . Postanawiamy wyprawić rodzicom Peety pogrzeb już dzisiaj . Wszyscy przebieramy się w czarne ubrania . Harry wykopuje za pomocą magii dół . Przywołuje z najbliższego domu pogrzebowego dwie trumny . Pogrzeb jest cichy i skromny . Na koniec Harry wyczarowuje magiczny wieniec, którym ozdabia miejsce pochówku , a ja, Peeta, Effie, Haymitch, Lenka i Syriusz dotykamy ust palcami wskazującymi, środkowymi i serdecznymi lewej ręki  i wyciągamy je ku górze. Wszyscy płaczemy. Biorę Peetę mocno za rękę i wracamy do domu Effie, a za nami reszta .
- Katniss - mówi Peeta. - Dziękuję, że ze mną  jesteś .
- Kocham cię - odpowiadam . - Nigdy cię nie zostawię .
Delikatnie całuje mnie w usta, a ja odwzajemniam pocałunek .
- Czy ten koszmar kiedykolwiek się skończy ? - pyta Effie smutnym głosem .
- Zawsze znajdzie się jakiś śmierciożerca, czy ktoś inny utrudniający nam życie - mówi Harry. - Ale trzeba sobie radzić i wierzyć, że jeszcze uda nam się kiedyś zaznać szczęścia .


Wiem, że rozdział jest beznadziejny ;_; . Nie miałam na niego tak mniej więcej od połowy zbytnio pomysłu . Wyszedł krótki, dziwny i nudny . Postaram się jakoś wszystko rozkręcić w kolejnym rozdziale . Przepraszam, aniołki ...
Autor :Lily


niedziela, 2 marca 2014

Łapa:Ginny i Harry II


Położyłem ją na ziemi i uklęknąłem przy niej. Złapałem za ramiona i lekko nią szarpnąłem.

-Ginny...-wydyszałem.

Nagle usłyszałem na sobą szelest. Niebo natychmiast zciemniało i zniknęło słońce. Wokół zapanował mrok. Wstałem i spojrzałem w przestrzeń. Widziałem jakieś niewyraźne cienie idące w naszym kierunku. Wyciągnąłem różdżkę.

-Lumos

Teraz widziałem wyraźniej postacie wciąż przybliżające się ku nam. Było ich siedmiu. Wysocy, szerocy w barach, z okropnymi minami. Wszyscy mieli w rękach różdżki, które trzymali w gotowości. Dopiero teraz dotarło do mnie co stało sie Ginny i poczułem wielką złość. Już od prawie dwóch lat byłem aurorem i musiałem szpiegować starych śmierciożerców, po czym wpakowywać ich do azkabanu, nieraz musiałem z nimi walczyć. Zostając aurorem miałem nadzieję, że nigdy nie będę wyglądać tak jam Szalonooki...

Tymczasem przybyło mi parę blizn, w tym cienka, jasna linia na policzku, której nie mogłem w żaden sposób usunąć. Na szczęście mam jeszcze obie nogi...i oczy. Podczas trzyletniego szkolenia na aurora, oraz późniejszej pracy poznałem sporo nowych zaklęć i uroków, podszkoliłem się w walce. I dlatego stojąc tu sam przeciwko siedmiu czarodziejom nie czułem strachu. Postanowiłem nie czekać na ich pierwszy ruch, tylko zaatakować jako pierwszy, bo chciałem jak najszybciej pomóc, nieprzytomnej Ginny.

Zacząłem wykonywać skomplikowane ruchy różdżką, szepcząc przy tym różne, potężne uroki i po chwili cała siódemka leżała już na ziemi krwawiąc obficie, lub nie będący w stanie poruszyć się ani o cal.

-Accio różdżki

W tej chwili nie bardzo obchodziło mnie kim są, i czego chcieli.

Wysłałem swojego patronusa z wiadomością, Łączka pod Testern, blisko granicy. Nie zdolni do ataku." Po czym podniosłem Ginny i przeteleportowałem się do domu pani Weasley.

Położyłem ją na kanapie i przyjrzałem dokładniej.

-Vagus priori partensy...accusio massi...tanhan fantionus

Ginny nie odzyskała przytomności. Z jej oczu zaczęły ściekać, jak łzy, kropelki krwi.

-Pani Weasley! Pani Weasley! - krzyknąłem teraz już przerażony.

-Co się stało kochanie?! O matko boska! Ginny!!!Co jej się stało?!

-To musiał być urok...i to naprawdę silny...Zupełnie nie wiem jak mogę jej pomóc!

Milczeliśmy chwile patrząc na siebie nawzajem z przerażeniem.

-Święty mung

-Ok...ok! - ponownie ją podniosłem. Po chwili byliśmy już przed świętym mungiem.

-Mocny urok-wyszeptałem pośpiesznie nachylając się ku szybie, za którą ustawiono manekina. Mrugnął okiem i znalazłem się w białym, podłużnym pomieszczeniu, a wokół mnie było wielu ludzi z najróżniejszymi obrażeniami, a wokół nich krążyło kilku uzdrowicieli. Podbiegłem do najbliższego z nich. Nie musiałem nic mówić. Spojrzał na Ginnyi dostrzegłszy jej zastygłe oczy, z których wypływała krew bezwładnie leżącą w moich ramionach. Wyczarował nosze, na których ją położyłem i przeteleportował się podtrzymując lewitujące nosze. A ja zostałem w głównym holu nie wiedząc gdzie się udali. Było tu naprawdę wiele poszkodowanych osób i ciekawy byłem, czy tak szybko zajęto by się Ginny, gdybym nie miał na czole blizny w kształcie błyskawicy, pamiątki po wydarzeniu sprzed dwudziestu dwóch lat, o której mimo upływu lat wszyscy czarodzieje kojarzą.

Łapa

Zaczarowane Panem : Rozdział 4 : Harry Potter

- W jakim szpitalu tak właściwie jestem ? - zadaję pytanie  Effie .
- W świętym Mungu w Londynie .
- W Londynie ? - pytam  zdziwiona . - Gdzie jest Londyn ?
- W Anglii. Anglia  to takie odległe państwo - odpowiada Effie . - To najlepszy szpital dla czarodziejów. 
Nie mam więcej pytań .  Jestem za granicą po raz pierwszy w życiu . Jestem ciekawa, czym się różni życie Anglików od naszego . Pewnie nie mają tu Igrzysk i nie panuje tu bieda i głód ...
Nagle do mojego pokoju wchodzi jakiś starzec . 
- Na brodę Merlina - mówi Effie. - Co pan tu robi ? 
- Dowiedziałem się właśnie, że w pani domu jest Victoria, córka  Voldemorta .  - odpowiada przybysz, a Effie blednie - Pani córka przysłała do Biura Aurorów patronusa z wiadomością . Nie mogła przysłać go do szpitala, bo mógłby go zobaczyć jakiś śmierciożerca, sama pani rozumie . Postanowiłem tutaj przybyć . Sądzę, że mogę się przydać w walce z córką Voldemorta . 
- Ależ oczywiście - mówi przerażona Effie . - Pójdę po Haymitcha i zaraz się teleportujemy. 
- Idę z wami. - mówię . - Chcę walczyć . To przeze mnie Victoria jest u was w domu . 
- Katniss, nie możesz - protestuje Peeta . - Ja pójdę . W końcu ja też podpisałem to rozporządzenie . Musisz się teraz oszczędzać . 
- Nie. - mówię . - Kochanie, będę uważała . Idę z wami . 
Kilka minut później byliśmy już w domu Effie . 
- Gdzie oni są ? - szef Biura Aurorów pyta się dzieci .
Lena pokazuje na jakiś pokój . 
- Alohomora. 
Drzwi się otwierają . Wchodzimy do środka . W pokoju siedzi Victoria, a koło niej jakiś chłopak .
- Zabiję cię, Potter - krzyczy Victoria . 
- Nie boję się ciebie, Riddle - mówi Harry . 
- A powinieneś - mówi córka Voldemorta . 
- Nie mam powodu, by się ciebie bać - mówi Potter . - Zniszczyłem horcruxy, stanąłem wiele razy do walki z Tomem i smierciożercami i przeżyłem . Pomagali mi w tym inni, ale jakoś się udało . Poza tym nie boję się śmierci .Jestem w stanie poświęcić swoje życie dla innych .Tak samo jak moi rodzice . Potrafię kochać . To sprawia, że jestem lepszy niż ty lub twój ojciec. Moje uczucia są silniejsze niż Voldemort . 
- Jak śmiesz wymawiać jego imię ? -  wrzeszczy Victoria . - Ty plugawy mieszańcu . Twoja matka była zwykłą szlamą . 
- Za to twój ojciec był czarnoksiężnikiem, a twoja matka śmierciożerczynią, więc nie masz się czym chwalić. Moja mama oddała za mnie życie .Jedyną rzeczą, której Voldemort nie potrafił zrozumieć jest miłość.  Ludzie nie wymawiali jego imienia, bo się bali . Strach przed imieniem zwiększa strach przed tym kto je nosi  Ja się nie bałem . Znałem jego słabość : bał się śmierci, a ja byłem gotów umrzeć . Dałem się zabić Voldemortowi i dlatego żyję, a on nie . 
Nic z tego nie rozumiem . Jak już będzie po wszystkim muszę się wszystkiego dowiedzieć o tym Potterze i Voldemorcie . Zauważyłam, że podczas całej wymiany zdań sługa Victorii milczy .
- Co pan z nimi zrobi? - pytam Pottera .
- Mów mi Harry - mówi Harry . - Wsadzę ich do Azkabanu . Z chęcią bym ich zabił, ale nie jestem mordercą . Azkaban to więzienie, które jest gorsze niż śmierć .
Nagle słyszę huk . Do pokoju wchodzą  jacyś ludzie, wyczarowują kajdanki, aresztują ich i deportują się razem z nimi z domu Effie .
- Jesteśmy bezpieczni - szepcze do mnie Peeta . Podchodzi do mnie i mnie przytula, a ja się w niego wtulam.
- Proszę pana ... - mówię, ale Harry mnie nie słyszy lub ignoruje . - Harry ...
- Tak?
-  Mógłby mi pan opowiedzieć o Voldemorcie i o czarodziejskim świecie? Niedawno dowiedziałam się, że jestem czarodziejką  i jeszcze wielu rzeczy nie rozumiem. Myślę, że nawet Effie jeszcze wiele nie wie .
- Tak, jasne - odpowiada . - Jak ci na imię?
- Katniss - mówię i pokazuję na Peetę . - A to jest Peeta .
- Miło mi - mówi . - Ja jestem Harry Potter . Skoro chcecie, to usiądźcie, a ja opowiem wam moją historię.
Siadamy . Harry opowiada nam swoją historię, a my opowiadamy mu o naszym udziale w igrzyskach.
Autor : Lily



sobota, 1 marca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 3 : Radość i smutek .

Obudziłam się w ciemnej szpitalnej sali . Nie wiedziałam co tutaj robię i jak tu trafiłam . Był środek nocy . Peeta drzemał na fotelu koło mojego łóżka .
- Peeta - szepnęłam .
Obudził się . Wstał, podszedł do mojego łóżka i usiadł na jego krawędzi . Złapał mnie za rękę i pocałował mnie w czoło .
- Jak się czujesz, skarbie ? - zapytał .
- Normalnie - odpowiedziałam . - Co się stało ?
- Zemdlałaś podczas omawiania taktyki - powiedział . - Zawieźliśmy cię do szpitala . Lekarze zrobili ci wszystkie badania . Rano będą wyniki .
- Dziękuję, że ze mną zostałeś - mówię .
- Katniss, kocham cię - odpowiada . - W życiu bym cię nie zostawił .
Składa pocałunek na moich ustach, a ja go odwzajemniam .
- Kochanie, musisz odpoczywać - mówi. - spróbuj zasnąć .
Posłusznie zamykam oczy, a on wstaje z łóżka i zasypia na fotelu .
Budzę się około dziewiątej . Peeta już nie śpi - pije kawę .
- Dzień dobry, skarbie - mówi . -  Powiem lekarzom, że się obudziłaś .
Wyszedł z pokoju . Wrócił po pięciu minutach z pielęgniarką .
- Gratuluję - powiedziała . - Jest pani w ciąży . Musi pani zostać 3 dni na obserwacji .
Wyszła z pokoju . Siedzę na łóżku i nagle dociera do mnie sens tych słów.
- Nie - mówię. - Tylko nie teraz . Nie jest bezpiecznie . Jeszcze nie mogę zostać matką .
Zaczynam lekko panikować . Podchodzi do mnie Peeta .
- Katniss, wszystko się ułoży - mówi . - Niedługo ten koszmar się skończy . Dziecko będzie bezpieczne . Wszystko będzie dobrze - przytula mnie, a ja zaczynam płakać . - Nie płacz, kochanie . Przeżyliśmy na arenie, wiec na pewno sobie poradzimy jako rodzice .
Głaszcze mnie po plecach. Powoli się uspokajam . Powoli się kładę, a on koło mnie . Głaszcze mnie delikatnie po brzuchu i składa pocałunek na moich ustach .
- Kocham cię - mówię .
- Ja ciebie też - odpowiada . - Kochanie, masz gości.
Odwracam głowę w stronę drzwi . Do sali wchodzą Effie, Haymitch i mama.
- Jak się czujesz? - pyta mama .
- Normalnie - odpowiadam .
- Jesteś pewna? - pyta Haymitch . - Zemdlałaś, skarbie .
- Tak - mówię .
- Już wiadomo co ci jest? - pyta Effie .
- Mogę im powiedzieć? - pyta Peeta .
Przytakuję .
- Zostaniemy rodzicami - mówi i kładzie mi rękę na brzuchu . - Tym razem naprawdę .
Zaczynają mi gratulować . Mama krzyczy : "będę babcią " Wszyscy się cieszą, a ja się boję . Boję się, że Igrzyska powrócą, a moje dziecko wylosują, że Victoria je porwie, cokolwiek .
...................................................
*oczami Victorii *
- Witaj, Klaus - mówię .
- Dzień dobry, ciociu - odpowiada .
 Podaje mi różdżkę jednego z aurorów . Myślę, że Draco jest dumny ze swojego wnuka . Klaus wyrósł na porządnego czarodzieja . Właśnie zabił aurorów chroniących rodzinę Peety. Ta idiotka Effie myślała , że wsadzi mnie do piwnicy , załatwi aurorów do pilnowania Mellarków i będzie miała spokój . Zabiję ją i zwycięzców .
- Gdzie oni są ? - pytam Klausa .
- Wyjechali, ale sądzę, że Mellarkowie wiedzą, gdzie oni są - mówi . - Dowiemy się .
Wchodzimy do ich domu . Panikują, próbują się zakneblować w sypialni . Nic to nie daje . Otwieram drzwi zaklęciem .
- Gdzie oni są? - pytam .
Nie odpowiadają .
- Crucio!
Wrzeszczą z bólu .
- Imperio - mówię . - Powiedzcie mi gdzie są .
- Pojechali do domu Effie - mówi pani Mellark .
Związuję ich zaklęciem i teleportujemy się do domu Effie za pomocą teleportacji łącznej .
Wchodzimy do środka . W domu panuje cisza .Prowadzimy Mellarków do piwnicy .  Nagle słyszę dziecięcy śmiech . Szukam jego źródła . Dochodzi z jednego z pokoi . Otwieram drzwi . Są tam bliźnięta i skrzat domowy . Odwraca się w moją stronę. Z jego twarzy wyczytuję zdziwienie i przerażenie. Już wie, że zaraz zginie. Wiem, że chciałby się teraz deportować, ale nie może, bo nikt nie wydał mu takiego rozkazu. Wybucham zimnym śmiechem.
- Avada Kedavra!
Zielone światło wypełnia mały pokój. Dzieci zastygają przerażone. Skrzat pada martwy na ziemię .
- Expelliarmus! - krzyczy  dziewczynka .
Różdżka wypada mi z rąk, leci prosto do niej, a ja zostaję odrzucona do tyłu . Do pokoju wchodzi Klaus . On również zostaje rozbrojony . Jesteśmy wściekli . Biegniemy w stronę dzieci, by wyrwać im z malutkich rączek nasze różdżki . Bachory  są jednak od nas szybsze .
- Pertificus totalus . 
Uciekają z pokoju .
- Colloportus .
Zostajemy zamknięci w pokoju . Nie mamy przy sobie różdżek i nie możemy się ruszać.
Autor : Lily