poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 20 : Oczekiwanie

Jestem w szpitalu i czekam na korytarzu na jakieś wieści. Jestem roztrzęsiona. Effie próbuje mnie uspokoić, ale z marnym skutkiem. Boję się. Kocham go. Wiem, że on mnie też. Myślę, że mnie jednak nie zdradził. Szkoda tylko, że tak późno to sobie uświadomiłam. Nagle do szpitala wbiega Janet.
- Co z nim ?!- krzyczy.
- Nie wiemy - odpowiadam.
- To wszystko twoja wina - mówi. - Chciałaś go zabić.
- Ja go uratowałam.
- Kłamiesz! Chciałaś zabić mojego chłopaka i musisz ponieść karę.
- To przecież mój chłopak.
- Nie, on kocha tylko mnie.
- Nie. To MÓJ narzeczony. Powinnaś się leczyć.
- Zgadzam się z Katniss - popiera mnie Effie. - A teraz już idź.
- Jak śmiesz tak do mnie mówić? 
- Normalnie.
- A teraz wyjdź - mówi Haymitch.
- Nie! - Janet krzyczy na cały szpital. 
Podchodzi do niej auror i prowadzi ją do wyjścia, a ona próbuje mu się wyrwać i krzyczy.
- Psychopatka - stwierdzam.
- Powinna się leczyć - dodaje Effie.
Podchodzi do nas uzdrowiciel.
- Jego stan jest ciężki. Wyleczyliśmy już mu całkowicie poparzenia. to nie było trudne, znamy wiele skutecznych zaklęć i mamy dostęp do wielu uzdrawiających eliksirów. Jednakże, w skutek zatrucia dymem Peeta stracił przytomność i upadając uderzył się w głowę. I to bardzo mocno. Jest w śpiączce.
- Wybudzi się? - pytam.
- Nie wiemy - odpowiada. - Robimy wszystko co możemy, żeby się wybudził. Niestety jednak jego stan jest zbyt ciężki, żeby móc przewidzieć, czy to nam się uda. Będę panią informował o każdym polepszeniu i pogorszeniu jego stanu.
- Dobrze - odpowiedziałam.
Uzdrowiciel odchodzi, a ja  podchodzę do szyby oddzielającej korytarz od sali w której leży Peeta. 
- Wyzdrowiejesz - szepczę. - Musisz wyzdrowieć. Tak bardzo cię kocham ...


- Lily

niedziela, 15 czerwca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 19: smutek i niebezpieczeństwo

                                                                *oczami Katniss *
Jak on mógł mi to zrobić ? Zwłaszcza po tym wszystkim, co razem przeszliśmy. Twierdzi, że to nie jego wina. Nie wiem czy mu wierzyć, czy nie. Kocham go, ale nie jestem pewna czy on na pewno kocha mnie.
Już minęły od tego zdarzenia 4 dni. Siedzę zamknięta w pokoju i płaczę. Nie chcę nikogo widzieć oprócz Lenki, która przynosi mi chusteczki i kolejne opakowania lodów. Przez aktualny brak większych problemów, typu głód, zagrożenie życia, bycie na arenie stałam się słabsza i bardziej podatna na zranienie. Wiem, że muszę wziąć się w garść, ale nie potrafię. Postanawiam włączyć telewizję. Leci akurat jakiś stary serial, z czasów, gdy Panem to jeszcze było USA.
- On jest twoją pierwszą miłością, ja zamierzam być ostatnią. Bez względu na to jak długo to potrwa.
Zaczynam płakać jeszcze bardziej i zmieniam kanał.
- Udawanie, że cię nie kocham było najtrudniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobiłem.
Znowu zmieniam kanał.
- Kochałam cię bez względu na wszystko, a ciebie to nawet nie obchodzi.
Znowu.
- Kocham cię bardziej niż chcę zostać gwiazdą.
Znowu zmieniam kanał.
- Oczywiście, że cię kocham, Chuck. Zawsze cię kochałam. Kocham cię coraz mocniej i mocniej każdego dnia, o ile się da kogoś kochać tak bardzo.
Postanawiam wyłączyć telewizor i wyjść z pokoju. Szukam Lenki, ale nie mogę jej nigdzie znaleźć. Wychodzę przed dom i nie wierzę własnym oczom. Zachodnia część domu płonie. Wbiegam do domu i każę wszystkim jak najszybciej opuścić budynek. Wszyscy szybko wybiegają. Jednak kogoś mi brakuje.
Nie ma Peety.
Każę Effie wezwać pomoc i bez najmniejszego zastanowienia wbiegam do domu. Może i Peeta mnie zranił, ale i to nie zmienia faktu, że go kocham.
- Peeta! - wołam.
Nie odpowiada. Próbuję otworzyć drzwi od pokoju, ale nie mogę. Przypomina mi się to, co mówiła mi Effie. To są drzwi zatrzaskowe, które można otworzyć tylko kluczem wiszącym na gwoździu w kuchni. Zamontowała je, jak dzieci były małe, żeby same nie wychodziły z pokoiku. Biegnę do kuchni, zdejmuję klucz i biegnę do pokoju w którym uwięziony jest Peeta. Otwieram drzwi i wchodzę do pokoju. Widzę tylko płomienie i dym. Dużo dymu i płomieni. Znajduję Peetę nieprzytomnego na podłodze. Wyciągam go z pokoju. 15 minut później pożar jest ugaszony, a Peetą zajmują się lekarze w świętym Mungu.
- Lily




poniedziałek, 9 czerwca 2014

Miniaturka : Zakochany wilczek

Przepraszam, że tak dawno nie było nowego rozdziału. Nie napisałam go jeszcze, bo nie mam jakoś ostatnio weny i mam bardzo dużo nauki. Koniec roku się zbliża, wiecie jak to jest. Zamiast rozdziału wstawię wam miniaturkę zainspirowaną wyczynami Łapy, z którą prowadzę tego bloga.

James biegł korytarzem i nawet nie zatrzymał się przy podawaniu hasła Grubej Damie, tylko krzyknął je w biegu i wpadł do pokoju wspólnego.
-         Syriusz! – zawołał.
-         Tak, Rogasiu? - Black podszedł do podekscytowanego przyjaciela.
-         Mam nowinę! Zaraz ci ją powiem, tylko najpierw znajdźmy Glizdka.
-         Dobra, chodźmy go poszukać – powiedział zniecierpliwiony Syriusz, po czym wyszedł z pokoju wspólnego za Potterem.
Znaleźli go pół godziny później w kuchni. Kradł jedzenie. James przy okazji ukradł opakowanie ryżu.
-         Luniaczek chodzi z Klarą – wypalił James.
-         Nasz Luniaczek? – zapytał Glizdogon.
-         Tak, a znasz jakiegoś innego? – James zadał mu retoryczne pytanie.
-         Kto ci o tym powiedział? – zapytał Syriusz/
-         Lily, a jej pochwaliła się Klara – odpowiedział. – W końcu są przyjaciółkami.
Ruszyli w kierunku pokoju wspólnego. Po drodze obmawiali swój niecny plan. Weszli do pokoju wspólnego, schowali się za fotelem i czekali. Po kilku minutach do pokoju przyszła zakochana para, a wtedy Huncwoci wyskoczyli ze swoich kryjówek i obsypali ich ryżem.
-         Co wy robicie? – zapytał zdziwiony i rozbawiony Remus.
-         Obsypujemy was ryżem – odparł James.
Kilka dni później Syriusz i James pisali w najlepsze na ścianie „ Klara + Lunio = ” smoczą krwią, gdy nagle zdali sobie sprawę, że na korytarzu jest stanowczo za cicho.
-         Na brodę Merlina! – krzyknął James.
-         Co się dzieje? – zapytał Syriusz.
-         Jesteśmy już 10 minut spóźnieni na transmutację – odparł Rogacz.
-         Cholera, McGonnagall nas zabije!
Pobiegli ile sił w nogach na lekcję, prawie się przy tym zabijając na schodach.

- Lily.