autor:Łapa
Syriusz szedł ulicą nie zważając na mijających go mugoli. Pewien mugolski chłopczyk siedzący na ławeczce przed sklepem przyglądał się przechodzącym obok ludziom. Kiedy zobaczył wysokiego, szczupłego mężczyznę ubranego w sięgającą do ziemi szatę w kolorze wiśniowym idącego sprężystym krokiem i nucącego pod nosem jakąś nieznaną mu, wesołą pioseneczke nagle z niewiadomych przyczyn przypomniał sobie, że w przyszły weekend miasteczko ma odwiedzić cyrk. I kiedy tak przypatrywał się niznajomej postaci, ona nagle zwróciła ku niemu głowę i zobaczywszy, że chłopiec przygląda mu się mrugnął okiem i jego młodą przystojną twarz rozjaśnił miły uśmiech. Chłopiec dopiero po chwili uświadomił sobie, że ma otwarte usta i nieco głupi wyraz twarzy, co speszyło go troszkę, więc zawstydzony, tym nagłym wykryciem jego spojrzenia odwrócił wzrok a na jego policzkach pojawił się lekki rumieniec. Po chwili jednak odważył się ponownie zerknąc, więc lekko zwrócił głową w kierunku, w któym widział go przed chwilą. Ku jego zdumieniu nie zobaczył tam go. Ani tam, ani wogule na ulicy. Zdziwiło go lekko to nagle zniknięcie. Jeszcze chwilę z nadzieją w oczach rozglądał się wokół, nawet znunął się z ławki i wstał aby mieć lepszy widok. Może Śmieszny Pan - bo tak nazwał go w myślach- zawieruszył się w tłumie ludzi. Po chwili jednak zniechęcony powrócił do poprzedniej pozycji.
Syriusz z cichym puknięciem pojawił się przed tak dobrze znanym mu budynkiem i podszedł bliżej, aby po chwili uderzyć lekko różdżką w otaczający go niewysoki płot. Podniusł wzrok. Obok z nikąd pojawił się niewielki domek z niewielkim ogrudkiem. W oknach widać było firanki w kolorze karmelu którymi tak bardzo zachwycała się Lily. Ponieważ pukanie do drzwi nienależało to zwyczaju Syriusza poprostu podszedł i otworzył drzwi, gdy już znalazł się w środku i zamknął drzwi nagle poczuł że unosi się w powietrze i usłyszał potworny zgrzyt, który słyszał w dzieciństwie za każdym razem kiedy zamykano go w piwnicy. Nienawidził tego dźwięku. Może kojarzył mu się z domem rodzinnym, którego tak bardzo nienawidził, albo z jego okrutną matką? W każdym razie zakry rękoma uszy i w niezapamiętaniu krzyczał:
-Nie, nie...proszę...nie...
Nagle ten koszmar ustał i Syriusz ponownie stał pewnie na nogach, a przed nim stał jego wybawiciel.
-Wybacz Łapo, to dodatkowe środki bezpieczeństwa...sam rozumiesz.
Syriusz na ułamek sekundy zrobił lekko obrażoną minę, jednak już po chwili nie wytrzymał i uśmiechnął się. Nigdy nie portrafił gniewać się zbyt długo. Uścisnął Jamesa.
-Miło cię znów widzieć bracie.
-Witaj Syriuszu!-na końcu przedpokoju pojawiła się Lily-Miło cię widzieć. Dawno cię tu niebyło!- powiedziała z lekkim wyrzutem.
-Przepraszam, musiałem załatwić parę sprawd rodzinnych, ach ten potworny skrzat...no
nieważne...Mam dla was kilka wiadomości, niestety niewszystkie są wesołe...
Jednak zanim zdąrzył powiedzieć coś jeszcze zaproszono go do salonu.
-A gdzie mój uroczy chsześniak?
-Śpi w swoim łóżeczku. Miał dzisiaj gorączkę, sporo płakał, zaczynam bać się...-zaczęła, a na jej czole pojawiła się niewielka zmarszczka-...nie, to raczej niemożliwe-zapatrzyła się w przestrzeń.
James natuchmiast objął ją ramieniem
-Już ci mówiłem. Nie ma sensu się zamartwiać. Moja babka zawsze mawiała ,,Nie ma co bać się pająka jeśli obok czycha wąż".
Jednak Lily najwidoczniej te słowa nie poprawiły humoru. Opadła na fotel i zwiesiła głowę. Twarz zastaniały jej teraz swobodnie zwisające włosy, jednak słychać było ciche pochlipywania. James najwyraźniej zdał sobie sprawę, że nie powinien tego mówic, ale niemożna było już nic poradzić. Stał teraz bezradnie.
-Lily?
Lily nie zaragowała, więc Syriusz oodszedł i przykucnął przed nią.
-Musisz być silna. Wiem, że to trudne, ale nie masz wyboru. Jesteście tu całkowicie bezpieczni. Nie stanie wam się żadna krzywda.
-Ja...ja wiem...ale...to takie straszne...a było już...buło już tak dobrze... Za co?...Co my takiego zzrobiliśmy?...dlaczego...
Nie mogąc powstrzymać płaczu, Lily nie była w stanie powiedzieć nic więcej.
-Daj mi swoją ręke-szepnął Syriusz- podaj mi ją
Lily niepwnie wysuneła ku niemu dłoń.
-Masz pięć palców-chwycił najmniejszy z nich-ten oznacza wiare, a więc i nadzieję, wskazujący pomaga zawsze wybierać dobrą drogę, środkowy jest twoją siłą, dlatego jest największy, kolejny jest szczęściem, kciuk jest niezależny od reszty, dlatego nazywam go przywódcą, to on rządzi, odpowiada za bezpieczeństwo. Wiara, nadzieja, dobra droga, siła, szczęście, bezpieczeństwo.
Lily roześmiała się.
-Co ty za głupoty opowiadasz! W życiu niesłyszałam niczego tak żałosnego! Skąd to wziołeś? Z czasopisma o manicure? A może z podręcznika do wróżbiarstwa?
I ponownie zaczeła się śmiać.
Mimo że niecałkiem o to chodziło, Syriusz był z siebie zadowolony. Lily na chwilę zapomniała o swoich zmartwieniach. Dzięki niemu jej policzki wyschły od łeź, a na twarzy pojawił się uśmiech. Po chwili jednak opanowala sie i zapatrzyła w kominek. James przez ten cały czas nieruszał się z miejsca. Teraz jednak oswobodził się z chwilowego odrętwienia i zniknął na chwilę, po to, aby za chwilę pojawił się z trunkiem w ręku. Syriusz patrzył jak jego przyjaciel rozlewa napój do kieliszków. Kiedy już skończył bez słowa wręczył kielisżek Syriuszowi i Lily, po czym usiadł na tapczanie także wpatrując się w kominek. Usłyszeli płacz dziecka. Syriusz rad, że może w reszcie zrobić coś poźytecznego krzyknął
-Już do ciebie biegnę!
I wszedł do pokoju dziecinnego. W niebieskim łóżeczku soedział zapłakany, jedenasto
miesięczny chłopczyk o ślicznej twarzyczce. Kiedy zobaczył Syriusza wzniusł ku niemu małe rączki. Syriusz natychmiast chwycił go w ramiona i po chwili już okręcał się coraz szybciej i szybciej trzymając przed sobą dziecko, które natychmiast zachichotało wesoło i krzyknęło:
-Mama atam!
Kiedy spostrzegł, że jego ojciec chszestny sadza go na wykładzinie zaczerpnął powietrze gotowy do
protestu, jednak nie zdąrzył bo Syriusz prędko usiadł naprzeciwko wpatrując się w niego jak w aniołka. Do pokoju weszła także Lily, która odzyskawszy siły pragnęła nie smucić się już więcej, tylko przyłączyć do zabawy, a za nią wszedł James, nadal w ponurym nastroju. Po chwili jednak wszyscy odzyskali humor bawiąc się z Harry'm. Kiedy zaczęło się zciemniać Syriusz postanowił, że należy przekazać już wiadomości. Dyskretnie poprosił Jamesa, aby razem na chwilęwyszli. Musiał z nim poroznawiać na osobności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz