poniedziałek, 17 marca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 9 : "To wszystko wina Victorii"

Obudziłam się w szpitalu . Nie był to święty Mung . Nie wiedziałam, gdzie jestem . Wokół mojego łóżka siedzieli moi bliscy . Rany po zaklęciu prawie się zagoiły, ale nadal bolały . Effie płakała .
- Effie, tak bardzo mi przykro - wyszeptałam. - Przepraszam, że go nie uratowałam . Nie zdążyłam zareagować .
- Wiem - odpowiedziała. - Nie winię cię za to. Uratowałaś małą. Zrobiłaś więcej niż mogłabym sobie wymarzyć ... Dziękuję .
- Pani Pomfrey, pacjentka się obudziła - powiedział Harry .
- To dobrze - odpowiedziała. - A co was tu tak dużo? To jest SZPITAL ! Mogą zostać maksymalnie trzy osoby.
Został Peeta .
- Mam zostać? - spytała niepewnie mama.
Skinęłam głową . Usiadła na krześle przy łóżku, a obok niej Lenka .
- Lenciu, chodź - powiedział Haymitch. - Katniss musi odpoczywać.
- Ale ja chcę zostać ... - marudziła mała. - Będę grzeczna . Mogę zostać?
- Możesz - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
- No dobrze - Haymitch wyszedł z sali .
- Gdzie ja jestem? - spytałam .
- W skrzydle szpitalnym w Hogwarcie - powiedział Peeta. - Victoria myślała, że nie żyjesz, więc deportowała się, bo jak widać byłaś jej głównym celem . Lenka przybiegła po mnie i powiedziała, że muszę cię szybko przetransportować do zamku . Tak też zrobiłem . Kochanie, tak bardzo się o ciebie bałem ...
- Już dobrze - powiedziałam, po czym zwróciłam się do Lenki. - Dziękuję za sprowadzenie pomocy .
- Uratowałaś mi życie, to raczej ja powinnam tobie dziękować - odpowiedziała. - Dziękuję.
- Mam wyniki pani badań - powiedziała pani Pomfrey. - Mam dobre i złe wieści . Dobre są takie, że pani stan się ustabilizował i za kilka dni panią wypuszczę ze szpitala . Zła wiadomość jest taka, że straciła pani dziecko . Przykro mi ... Było za późno ...
Lenka zaczęła płakać .
- Prze... praszaaaaaaam ... - powiedziała szlochając - T... tto ... wszystkko ... to wszystko to moj...moja ... wina ...
- To nie jest twoja wina - powiedziałam. - Inaczej ty byś zginęła . To wszystko wina Victorii, a nie twoja. Wszyscy ponieśli w tej walce ofiary . Przez nią . Tylko i wyłącznie przez nią . Chodź do mnie ...
Zawiesiła mi swoje malutkie rączki na szyi, a po jej policzkach spływały łzy .
-Nie płacz - powiedziałam głaszcząc ją po plecach. - Jesteś dla mnie prawie jak siostra . Moja malutka siostrzyczka - Prim umarła, moja mała sojuszniczka na arenie - Rue też . Obie umarły na moich oczach . Tak samo jak twój braciszek . Nie pozwolę, by ciebie to spotkało . Znam cię niezbyt długo, ale dłużej niż moje własne dziecko i byłabym gotowa poświęcić swoje zdrowie i życie mojego dziecka raz jeszcze. Ważne, żebyś ty żyła .
Dziewczynka się uspokoiła, ale po chwili zaczęła znowu płakać, tym razem ze wzruszenia moim wyznaniem. Moja mama wzięła ją na kolana i zaczęła z nią rozmawiać, a Peeta wykorzystał okazję i delikatnie się do mnie przytulił ( nadal przecież miałam rany ) .
- Kocham cię - wyszeptałam .
- Ja ciebie też - odpowiedział .
Pocałował mnie delikatnie w usta, a ja odwzajemniłam pocałunek .
Jak już się od siebie od siebie oderwaliśmy Peeta nagle wstał z mojego łóżka .
- Nie - powiedział. - Nie ujdzie jej to na sucho . To wszystko wina Victorii . Zapłaci nam za wszystko.

.........................................................................................................
Błagam was, zostawcie po sobie jakikolwiek komentarz ... - Lily

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz