poniedziałek, 7 lipca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 21: Peeta, nie zostawiaj mnie!



Minęły cztery miesiące, a jego stan się ani trochę nie poprawił. Codziennie odwiedzam go w szpitalu. Bardzo za nim tęsknię. Najgorsze jest to, że niedługo zostanę matką. Samotną matką. Zawsze to Peeta chciał mieć dzieci. Ja się bałam. Tak samo jak bałam się o Prim. Każdego dnia zamartwiałam się, czy Prim będzie bezpieczna. Bałam się, że coś jej się stanie. Dlatego nie pragnęłam nigdy dzieci. Siedzę wyprostowana na krześle przed lustrem i rozczesuję włosy szczotką. Łza spływa mi po policzku, a potem po brodzie. Za nią spływa kolejna. Zaczynam szlochać.
- Peeta, nie zostawiaj mnie! - krzyczę w przestrzeń.
* Oczami Peety *
- Katniss, nie płacz - mówię. - Jestem przy tobie.
- Peeta, nie zostawiaj mnie! - krzyczy Katniss.
- Jestem przy tobie - mówię. - Kocham cię.
Nie odpowiada. Zaczyna szlochać jeszcze bardziej.
- Katniss?
Ignoruje mnie.
- Kochanie, przepraszam - mówię.
Znowu nie odpowiada. Podchodzę do niej i głaszczę ją po głowie.
Nie reaguje. Całuję ją delikatnie w policzek. Nic, zero reakcji.
- Aniołku?
Coś jest nie tak. Katniss może i ma trudny charakter, ale nigdy nikogo aż tak nie ignoruje. Spoglądam w lustro lecz nie widzę w nim siebie.
Co do cholery? O co chodzi? Czy ja umarłem? A może to zły sen? Wpadam na pomysł. Podchodzę do biurka na którym leży kartka i długopis, biorę długopis do ręki i piszę na kartce :
Droga Katniss,
Nie wiem o co chodzi. Jestem tutaj, ale mnie nie dostrzegasz. Ciągle płaczesz, ale wiem, że to już nie jest ten rodzaj płaczu - z powodu złamanego serca, ten jest inny. Gorszy. Tak płakałaś po śmierci Prim. Wiem, że nie jestem tu fizycznie. To jest bardzo dziwne i przerażające. Czy ja umarłem? Co się stało? Kocham Cię.
Twój na zawsze
Peeta
Kładę jej mój list na kolanach. Dopiero po chwili go zauważa. Zdziwiona bierze go do ręki i czyta. Na jej twarzy maluje się zdziwienie, tęsknota i chyba lekkie przerażenie.
- Peeta? Jesteś tu?
Biorę do ręki długopis i piszę na kartce Tak, Skarbie. Co się stało?
- Był pożar, nie zdążyłam cię uratować. Straciłeś przytomność i zapadleś w śpiączkę. Tak bardzo cię kocham...
Ja Ciebie też - odpisuję. Przyglądam jej się uważnie. Zauważam lekko zaokrąglony brzuch. - Zostanę ojcem?
- Tak - odpowiada. - Peeta, wróć do mnie. Błagam, wybudź się. To dziecko musi mieć ojca. A ja męża...

- Lily

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz