piątek, 29 sierpnia 2014

Inna Strona Petunii : cz.8

- Co będziemy dzisiaj robić, mamo? - spytał Dudley znudzonym głosem.
- Ja idę teraz po zakupy,a ty włącz sobie telewizor - odpowiedziałam. 
Podeszłam do lodówki, otworzyłam ją i zaczęłam robić listę jedzenia, które muszę kupić. 
- Harry! - zawołałam. 
Harry zjawił się po kilku sekundach.
- Tak, ciociu?
- Pójdziesz ze mną po zakupy. Nie dam rady tego wszystkiego nosić. 
- Dobrze ciociu - odpowiedział.
     Miałam ochotę odpowiedzieć mu, że bardzo mu dziękuję i że go kocham, a potem przytulić z całej siły, ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. Taka postawa tylko namieszałaby mu w głowie. Przy Vernonie musiałam być dla niego ostra i okazywać nietolerancję wobec Harry'ego magiczności i nienormalności. Inaczej prawdopodobnie Vernon uznałby mnie za wariatkę i zażądałby rozwodu i możliwe, że wylądowałabym wtedy na ulicy.
     Uśmiechnęłam się lekko do siostrzeńca i tym uśmiechem chciałam mu pokazać, że go kocham i mi na nim zależy. 
- Chodź, Harry.
Była już połowa sierpnia i znacznie się ochłodziło. Harry miał na sobie za dużą na niego bluzę Dudleya, która była w wielu miejscach podziurawiona. Do tego chodził niezapięty.
- Zapnij się , jeszcze się rozchorujesz - powiedziałam. 
- Nie mogę, zamek się zepsuł. 
- Pokaż - poleciłam. 
Próbowałam go zapiąć, ale rzeczywiście się nie dało. Widok Harry'ego w za dużej, podziurawionej bluzie z zepsutym zamkiem i połamanych okularach na nosie kompletnie mnie zasmucił i rozczulił. Wyglądał jak biedna, mała kochana sierota, którą zresztą był.
- Zatem najpierw idziemy do sklepu z ubraniami - powiedziałam. 
Spojrzałam na siostrzeńca i dostrzegłam zdumienie malujące się na jego twarzy. 
- Leki są teraz drogie - skłamałam. 
Kilóka minut później weszliśmy do sklepu z ubraniami. Harry wybrał sobie bluzę. Powiedziałam mu, żeby przymierzył ją w przymierzalni, dałam mu pieniądze i postanowiłam zaczekać na niego na zewnątrz. 
Jak tylko wyszłam ze sklepu podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Był ubrany w łachmany, a na twarzy miał mnóstwo blizn. Wzięłam go za bezdomnego.
- Co tam u Harry'ego? - zapytał.
- Chyba pan mnie z kimś pomylił - powiedziałam.
- Nie, nie sądzę. Pani jest siostrą Lily Potter, prawda?
- Taaak.
- Poznaliśmy się na pogrzebie Lily i Jamesa - wyjaśnił. 
Nagle mi się przypomniało, że rzeczywiście wtedy go tam widziałam. 
- Rzeczywiście - powiedziałam. - Pan się z nią przyjaźnił ...
- Tak. Tak w ogóle to jestem Remus.
- A ja Petunia, miło mi.
Harry wyszedł ze sklepu. 
- Cześć, Harry - powiedział Remus. 
- Dz-dzień dobry - wyjąkał  Harry. 
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Harry - powiedział Remus i szeroko się do niego uśmiechnął. Wiem, że były ponad miesiąc temu, ale nie wiedziałem, gdzie mieszkają Dursleyowie. Skończyłeś już 10 lat, prawda Harry?
- Tak, proszę pana.
- A więc za rok idziesz do Hogwartu ... Jestem pewien, że ci się tam spodoba. Muszę już lecieć, do zobaczenia, Harry. Pa, Petunia.
- Pa - odpowiedziałam.
- Do widzenia.
- Kto to był? Co to jest Hogwart? Skąd ten mężczyzna mnie zna?
- Nieważne. Nie zadawaj pytań, Harry.
Chciałam mu już wtedy o wszystkim opowiedzieć, ale wiem, że Vernon byłby wściekły.
     Następnie udaliśmy się do sklepu spożywczego. Pakowałam do koszyka jedzenie, które chciałam kupić, gdy nagle zorientowałam się, że nie ma nigdzie Harry'ego. Zaczęłam go szukać po całym sklepie. Byłam przerażona. Miałam najgorsze myśli. Bałam się, że Voldemort się odrodził, ktoś go porwał, śmierciożercy go dopadli albo  dementorzy uciekli z Azkabanu i Harry już nie ma duszy. Znalazłam go na dziale słodyczy, rozmawiającego z jakimś mężczyzną, który miał na głowię tiarę, więc z pewnością był czarodziejem.
- Znasz tego człowieka? - syknęłam.
- Nie.
- To w takim razie wychodzimy.
- Do widzenia, proszę pana - powiedział Harry.
- Do widzenia, tak w ogóle to jestem Dedalus Diggle. Miło mi było cię poznać, Harry Potterze.
Wyszliśmy ze sklepu nic nie kupując.


- Lily


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz