Rok 1996.
Zapukałam do drzwi modląc się o to, żeby
przypadkiem nie okazało się, że on już tutaj nie mieszka. Na szczęście otworzył
mi drzwi.
- Tunia? Co ty tu robisz? - zapytał.
- Musimy pogadać - odpowiedziałam
- Wejdź.
- Mieszkasz sam?
- Nie, mieszka u mnie Glizdogon. Usługuje
mi. Teraz go wysłałem na pokątną. Musi mi uzupełnić zapasy składników na
eliksiry. Nie będzie go przez kilka godzin.
Dobrze, że przyszłaś właśnie teraz. Wcześniej były u mnie dwie osoby,
które byłyby zdziwione widząc cię tutaj. Mało tego, jestem praktycznie pewien,
że jedna z nich by cię chciała zabić.
- Co? Dlaczego?
- Nie bierz sobie tego do serca, Tunia.
Ta osoba nienawidzi mugoli i Potter ‘a. A ty jesteś mugolką i jego ciocią. To
połączenie mogłoby cię zabić.
- A więc to byli poplecznicy Czarnego
Pana?
- Tak. A dokładniej popleczniczki. Jedna
z nich nie jest wprawdzie śmierciożerczynią, ale jej mąż i siostra należą do
jego najwierniejszych śmierciożerców.
- Co one u ciebie robiły?
- Przyszły prosić mnie o pomoc. Oczywiście udzielę im jej, ale nie dlatego,
bo one mnie o to prosiły, tylko dlatego, że to się pokrywa z moim zadaniem,
które dostałem od Dumbledore’a.
- Jakim zadaniem?
- Muszę go zabić.
- Co?
Byłam zdumiona. Mówił o tym tak beztroskim tonem, jakby
mówił o pogodzie. A tu chodziło o życie człowieka.
- Muszę go zabić – powtórzył Snape.
- Czemu? I dlaczego do diabła on ci dał takie zadanie?
- Czy to nie jest oczywiste? On umiera, Tunia i chce, żebym skrócił jego cierpienia i wyręczył
pewną osobę, która musi go zabić.
- Ale czemu? Czemu tamta osoba nie może go zabić?
- Bo to dziecko…
Chłopak w wieku Harry’ego. Na tym samym roku co on.
- Jezu Chryste! Kto ma taką czelność, żeby dawać dziecku
takie zadanie?!
- Czy to nie jest oczywiste, Tunia?
- Nie. Kto?
- Sama – Wiesz – Kto!
- No właśnie nie wiem.
- Voldemort.
- Teraz ogarnęłam, o co ci chodziło, gdy mówiłeś że sama
wiem kto…
- Bez urazy, ale Lily myślała szybciej od ciebie.
- Bo była czarownicą! – krzyknęłam.
- To nie ma nic do rzeczy. Harry jest czarodziejem, a i tak
wolno myśli. Nie wspominając już o Ronie albo o Nevillu…
- Kim jest Ron?
- Przyjaźni się z Potterem. Myśli tak wolno, że chyba
zaczyna się cofać. A Neville to
najtępsze dziecko, jakie w życiu widziałem.
- Czyli to nie zależy od magiczności?
- Nie. To czy ktoś jest mugolakiem, mugolem czy czarodziejem
nie ma nic do rzeczy. To nigdy nie ma nic do rzeczy.
Severus zapatrzył się
w jakiś punkt w oddali. Widać było, że pogrążył się w rozmyślaniach. Jeszcze
nigdy nie widziałam go rozmyślającego. Zaciekawiło mnie, o czym Severus Snape
może myśleć.
- O czym myślisz, Severusie? – zapytałam.
- O niej …
- Co za ona? – zapytałam.
Nie odpowiedział.
- Jakaś bliska ci osoba?
Znowu nie odpowiedział.
- Miłość twojego życia?
Pokiwał smutno głową.
- Nie jesteście razem – zauważyłam. – Nie kocha cię?
Po policzku Severusa spłynęła jedna, samotna łza. Jeszcze nigdy nie widziałam go płaczącego.
- Przepraszam – wymamrotałam.
- Kochałem ją całym sercem, a ona nigdy mnie nie chciała –
wyznał Severus. – Zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi, a potem nazwałem ją szlamą… Nie specjalnie… Byłem zły i
przypadkowo to przeklęte słowo mi się
wyrwało. Od tej pory nasza przyjaźń się rozpadła. Ona zaprzyjaźniła się z
Huncwotami, a potem jeden z nich ją poderwał. Wyszła za niego za mąż. Później podsłuchałem fragment przepowiedni,
która mówiła o tym, że gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca narodzi się ten,
który będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna i Czarny Pan naznaczy go
równego sobie. Przekazałem wszystko
Voldemortowi. Okazało się, że chodzi o jej syna. On chciał go zabić. Błagałem
Dumbledore’a o ochronę dla nich. Udało się, ale nie na długo. On ich odnalazł.
Zabił Jamesa. Potem chciał zabić ich synka, ale ona mu nie pozwoliła. Błagała
go do samego końca, żeby go oszczędził. On ją zabił. A chłopaka nie był w
stanie. Ochroniła go jej miłość. Przez moją głupotę umarła. Gdybym mu nie
przekazał tego, co usłyszałem, Lily by teraz pewnie żyła. Chciałem umrzeć, ale
Dumbledore powiedział mi, że to nic nie da. Poprosił mnie o pomoc w ochronieniu
jej syna. A ostatnio dowiedziałem się,
że hodował go jak świnię na rzeź…
Snape mówił bardzo chaotycznie i ciężko było mi się skupić
na tym, co on do mnie mówił. Udało mi się jednak zrozumieć, że on mówił o Lily.
- Lily? Kochałeś ją?
- Tak…
- Przez cały ten czas?
- Zawsze. Wiesz, że
Dumbledore też mi zadał to samo pytanie? Też się mnie zapytał, czy przez cały
ten czas ją kochałem. Odpowiedziałem mu to samo, co tobie. Zawsze. Zawsze ją
kochałem i zawsze będę kochał. Nic tego nie zmieni.
Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Snape ją kochał. Snape kochał Lily. Snape
kochał moją małą siostrzyczkę. A teraz jej już nie ma. On za nią tęskni. Po chwili dotarło do mnie, że Snape mówił coś
o ty, że Dumbledore hodował Harry’ego jak świnię na rzeź.
-Czy mi się wydaje, czy ty coś mówiłeś o jakimś hodowaniu
kogoś na rzeź? – zapytałam.
- Dobrze ci się wydaje – odpowiedział. - Mówiłem, że
ostatnio się dowiedziałem, że Dumbledore hodował Harry’ego jak świnię na rzeź. Dla
niego ważniejsza od życia Harry’ego jest śmierć Dumbledore’a. Chłopiec praktycznie musi umrzeć. Praktycznie
nie da się go ocalić.
- Harry? Harry musi umrzeć?
- Tak. Dumbledore mnie wykorzystał…
To było straszne. Dowiedziałam się, że mój siostrzeniec
niedługo zginie. Był jeszcze dzieckiem.
Ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam szlochać. Severus do mnie podszedł i
przytulił mnie mocno.
- Tak, wiem – powiedział. – Pomimo tego, że Harry jest jaki
jest, to jest straszne…
Głos mu się załamał. Staliśmy tak w jego salonie, przytuleni
do siebie, płaczący nad losem biednego Harry’ego i martwej Lily.
Autor: Lily.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz