piątek, 10 października 2014

Let's play deduction!

Przepraszam, że tak dawno nic nie dodawałam, ale byłam bardzo zajęta przez ten tydzień. Obiecuję, że poprawię się, a przynajmniej spróbuje!  W ten weekend najprawdopodobniej wstawię 2 lub 3 notki! Wiem, że to króciutkie opowiadanko nie jest związane z HP, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba! Jest na podstawie snu mojej przyjaciółki. Każdy chyba zna postać Sherlocka Holmesa, więc powinniście połapać się szybko o co chodzi! Zapraszam!




- Zagrajmy w dedukcję! – powiedział Sherlock.
- W autobusie? – zdziwił się Mycroft. – Nie.
Sherlock i Mycroft  jechali właśnie do szkoły.  Sherlock był w czwartej klasie podstawówki, a Mycroft chodził już do średniej szkoły.
- Dlaczego nie?
- Bo już wysiadamy.
Autobus zatrzymał się na przystanku, a bracia Holmes wysiedli z niego.
- A teraz zagramy? – zapytał młodszy z braci.
- Nie. Teraz nie ma czasu, braciszku. Musimy się pospieszyć, bo zaraz będzie dzwonek.
- Ja nie chcę iść do szkoły – powiedział smutnym głosem młodszy z braci.- Nikt mnie tam nie lubi.
- Teraz może być inaczej. Zmieniasz szkołę!
- To nic nie zmienia. Nikt mnie nie zrozumie.
- Bo jesteś geniuszem – Mycroft zmierzwił bratu włosy. – Są dla ciebie za tępi, braciszku. Jak będziesz grzeczny i będziesz ładnie chodził do szkoły, to postaram się namówić rodziców na psa.
- Naprawdę?
- Tak, szkrabie.
Sherlock przytulił się do brata, a ten trochę zdziwiony tym nagłym okazaniem mu uczucia poklepał go po plecach. Weszli razem do szkoły, która mieściła się na wielkim wzgórzu za którym był las i wspaniała polana na którą uczniowie  czasami udawali się po lekcjach na pikniki. Mycroft odprowadził Sherlocka pod salę, a następnie udał się w stronę części szkoły przeznaczonej dla uczniów szkoły średniej. Jak tylko Mycroft zostawił Sherlocka, ten usiadł na ławce i zaczął uważnie obserwować swoją nową klasę. Po dwóch minutach już wiedział mniej więcej kto jaki jest z charakteru, skąd pochodzi, czy jest bogaty, przeciętny, czy biedny i czy jest lubiany, czy też nie.
                Nagle zadzwonił dzwonek. Sherlock wraz ze swoją nową klasą wszedł do sali od matematyki. Wszyscy usiedli na swoich miejscach. Sherlock rozejrzał się po sali. Wszystkie miejsca były zajęte oprócz jednego, w ostatniej ławce, koło rudowłosej dziewczynki. Wiedział, że nie jest ona zbytnio lubiana i trzyma się na uboczu. Miała również dziwny gust jeśli chodzi o ubiór i nie była zbytnio bogata. Sherlockowi bardzo odpowiadało to, że będzie musiał koło niej siedzieć, więc udał się pospiesznie na swoje nowe miejsce. Cieszył go fakt, że skoro ta dziewczynka nie jest lubiana, to pewnie nie będzie starała się z nim zaprzyjaźnić. Nie wiedział nawet, jak bardzo się mylił…
- Cześć, jestem Molly – powiedziała dziewczynka.
- A ja William Sherlock Holmes, ale mów mi Sherlock – odpowiedział młody mistrz dedukcji rozpakowując się i nawet na nią nie patrząc.
Lekcja zleciała mu szybko.  Zrobił wszystkie zadania prawie dwa razy szybciej niż inni i obserwował. Pomógł też Molly w kilku przykładach, bo nie mógł ścierpieć tego, że ktoś nie rozumie matematyki, która była dla niego logiczna i banalna.
Następną lekcją był język angielski i była to dla Sherlocka męczarnia. Musieli pisać opowiadanie twórcze. Sherlock miał ścisły umysł i miał duże problemy z twórczym myśleniem. Wyjątkiem było komponowanie muzyki, które pomagało mu się zrelaksować. Sherlock od siódmego roku życia uczył się grać na skrzypcach i szybko został w tym mistrzem. Teraz pomimo swojego młodego wieku już czasem komponował. Po angielskim była przyroda. Nauczycielka szybko zauważyła, że Sherlock jest bardzo bystrym i mądrym chłopcem.  Następny był w-f. Sherlock był bardzo wysportowany i świetnie sobie radził.  Ostatnią lekcją był język francuski.  Młody Holmes szybko zrozumiał podstawowe zasady gramatyki tego języka i przyswoił sobie kilka nowych słówek.
Po skończonych lekcjach Sherlock poszedł na obiad. Usiadł przy stoliku w kącie stołówki. Po kilku minutach dosiadła się do niego Molly.
- Jak ci się u nas podoba? – zapytała.
- Może być.
- Z tego, co zauważyłam, jesteś geniuszem – powiedziała.
- Może i jestem, ale nigdy nie będę tak mądry jak mój brat. Muszę już lecieć – odpowiedział młody Holmes nie zaszczycając nawet Molly spojrzeniem. – Pa.
Wyszedł ze stołówki, nie posprzątawszy po sobie. Wychodząc nawet nie obejrzał się za siebie. Udał się w stronę wyjścia ze szkoły, a następnie poszedł na przystanek autobusowy i wrócił autobusem do domu.
Miesiąc później Sherlock wrócił wykończony do domu. Męczyli go ludzie, ciągły hałas i to, że ciągle ktoś próbował się z nim zaprzyjaźnić. William Sherlock Holmes nie szukał przyjaciół. Był typem samotnika, geniusza i socjopaty. Taki człowiek nie pragnął poznawać nowych ludzi.
- Wróciłem! – krzyknął wchodząc do domu.
Nikt mu nie odpowiedział.
- Mamo?! Tato?! Mycroft?! Jest tu ktokolwiek?!
Cisza. Brak odpowiedzi. Sherlock zdjął buty i okrycie wierzchnie. Nagle drzwi za jego plecami się otworzyły. Chłopiec odwrócił się i zobaczył kundla o rudej sierści.  Pies do niego podszedł, a on pogłaskał go.  Kundelek polizał go po twarzy, a Sherlock roześmiał się.
- Podoba ci się? – zapytał pan Holmes wchodząc razem z żoną i starszym synem do domu. – Wreszcie ktoś się nim zaopiekował. W schronisku miał okropne warunki.
- Jest wspaniały! – odpowiedział radośnie chłopiec.- Dziękuję!
Podszedł do ojca i przytulił się do niego, następnie pocałował mamę w policzek.
- Dzięki, Mycroft – powiedział i szeroko uśmiechnął się do starszego brata.
- Nie ma za co, braciszku – Mycroft zmierzwił mu włosy.- Jak go nazwiesz?
- Rudobrody.
Kilka lat później Rudobrody ciężko zachorował i został uśpiony. Dla Sherlocka to był cios. Zaczął palić papierosy i brać narkotyki.  Został nawet dilerem. Mycroft wielokrotnie próbował go zaciągnąć na odwyk, ale jego starania były bezskuteczne. Sherlock zawsze uciekał.
Pewnego dnia Mycroft postanowił sięgnąć po ostateczny środek. Zaalarmował policję i namówił ją do aresztowania Sherlocka, a następnie skierowania go na odwyk. Pomimo swojego bardzo młodego wieku Mycroft był bardzo wpływowym człowiekiem, dzięki jego niebywałym zdolnościom.  Gdy tylko Sherlock zorientował się, że policja jest w jego szkole postanowił z niej uciec. Nie miał tylko pojęcia gdzie.  Z pomocą przyszła mu Molly. Udali się do lasu, na którego skraju mieszkała Molly. Nie mogli jednak pójść do jej domu, bo byli tam jej rodzice, którzy z pewnością wydaliby Sherlocka policji. Usiedli więc na polanie.
- Wiem, że oni cię szukają – powiedziała Molly. – Musisz się przyznać, do zarzuconego ci czynu.
- Wiem – odpowiedział Sherlock – ale chcę najpierw mile spędzić ostatnią godzinę mojej wolności. Z tobą.
Nagle stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Pocałowali się.
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć – powiedziała Molly, jak już otrząsnęła się z szoku.
- Będę pamiętał. Zauważyłaś już na pewno, że mam niezłą pamięć.
- No jasne.
- Zagrajmy w pokera – oświadczył nagle Sherlock.
Wyciągnął karty z plecaka, potasował i rozdał.
                Równo godzinę później Molly i Sherlock zobaczyli, że ktoś się do nich zbliża. Był to Mycroft. Szedł po Sherlocka.
- Twój czas minął, braciszku – powiedział Mycroft podchodząc do brata.
- Wiem.
- Pójdziesz ze mną.
- Dobrze.
Sherlock pocałował Molly w policzek na pożegnanie i poszedł razem z bratem w stronę szkoły.
- Zaraz policja cię aresztuje – powiedział Mycroft.
- Jestem tego świadomy.
 - Wylądujesz w areszcie.
- Nie na długo.
- Wiem. Wyciągnę cię z niego. Jeśli tylko spróbujesz uciec, pozwolę Wymiarowi Sprawiedliwości się tobą zająć, zrozumiano?
- Tak.
- Posłuchaj mnie, braciszku. Wiem, że utrata psa, czyli jedynej istoty, którą darzyłeś miłością zraniła cię, ale przegiąłeś. Palenie jestem w stanie zrozumieć, narkotyki ewentualnie też, ale musiałeś zostawać od razu dilerem?! Rodzice są zdruzgotani!
- Przykro mi – powiedział Sherlock bezbarwnym głosem.
- Pokrzyżowałeś im plany.
- Trudno.
-  Rozumiem, że jesteś aspołecznym geniuszem na haju, ale rodzice cię kochają i się o ciebie martwią!
- Mam to gdzieś.
- Wcale nie.
- A właśnie, że tak! – wrzasnął Sherlock.
Sherlock i Mycroft weszli do szkoły. Podszedł do nich funkcjonariusz i skuł Sherlocka kajdankami.

- Do zobaczenia, braciszku – powiedział Mycroft i wyszedł ze szkoły. 


- Lily.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz