sobota, 20 grudnia 2014

Huncwoci: Rozdział 1

Kurtyna podnosi się do góry. przedstawienie czas zacząć.
Łapa

,,Ze wszystkich dróg prowadzących do osiągnięcia szczęścia w życiu, żadna nie jest tak skuteczna, tak owocna i tak słodka jak przyjaźń."
                                                                      - Epikur

Huncwoci
Niezapomniana czwórka huncwotów była bardzo popularna w Hogwarcie. Mała banda której przewodniczyli James Potter i Syriusz Black pozostawili po sobie liczne zapiski w kartotece pana Filcha upamiętniające ich wyczyny.
***
1.Na peronie
Rozpoczął się piąty rok nauki w Hogwarcie rocznika 1959/1960.
Na peronie i 9 ¾ na dworcu King Cross w Londynie był tłum czarodziejów i czarownic, oraz mniej licznych mugoli, odprowadzających swoje dzieci na dworzec, po wakacjach letnich.
Syriusz Black pchał wózek, na którym leżał jego kuferek, zachowując odpowiednią odległość od swojego brata Regulusa, który szedł obok rodziców. Od czterech lat zawzięcie wypierał się tego, że łączą ci więzy krwi, kiedy w pobliżu znajdowali się jego znajomi.
 Kiedy ich oczom ukazała się barierka prowadząca na peron, z którego odjeżdżał pociąg do Hogwartu Syriusz poczuł ogromną radość. Wakacje spędzone w domu były dla niego męczarnią. Rad był, że z Jamesem odkryli w zeszłym roku, że Ministerstwo Magii nie jest w stanie stwierdzić użycia czarów nieletniego czarodzieja, kiedy ten nie mieszka z mugolami. Dzięki temu mógł korzystać z czarów całe dwa miesiące, nie bojąc się konsekwencji.
Spojrzał ukradkiem na swoich rodziców i zobaczył, że zajęci są rozmową ze swoim młodszym synem. Nigdy nie byli dla Syriusza tak mili, jak dla Regulusa, a jednak poczuł się nieco dotknięty, kiedy  zrozumiał, że tego lata ich stosunki jeszcze bardziej się pogorszyły. Być może miało to związek z tym, że na początku lipca wyraził głośno swoją opinię na temat czystości krwi, przy ciotce Druelli i kuzynkach. W każdym razie unikali rozmów z nim, a parę razy, kiedy wyprowadził swoją matkę w równowagi  zdawało mu się, że dłoń, która zaciskała się na różdżce w jej kieszeni zdolna jest do tego, aby go zaatakować.
Przeszedł przez barierkę i dostrzegł tłum ludzi. Zaczął się przeciskać i rozglądać szukając swoich  przyjaciół, bez słowa zostawiając za sobą rodzinkę. Dostrzegł wreszcie Remusa żegnającego się ze swoim wysokim ojcem, który był poważnym człowiekiem z godnymi podziwu manierami. Był człowiekiem stworzonym, do noszenia garnitura.
Syriusz nie podszedł do nich. Pomachał jedynie przyjacielowi, kiedy ten dostrzegł jego spojrzenie. Dziarskim krokiem ruszył dalej, mijając kolejne postaci. Liczni uczniowie witali się z nim wesoło.
Oparty nonszalancko o słup, stał James Potter naprzeciwko swoim rodzicom, Dorei i Charlusie, którzy próbowali po raz ostatni w tym półroczu, porozmawiać z synem. Jednak ten był lekko rozkojarzony, bo zajęty był wpatrywaniem się iw otaczający go tłum szukając kogoś. Syriusz uśmiechnął się widząc to. Podszedł do niego wciąż szeroko się uśmiechając.
-Och, witaj Syriuszu! – przywitała się z nim serdecznie Dorea.
-Witam – zawtórował jej Charlus.
Syriusz lubił rodziców Jamesa. Odwiedził ich dom w zeszłe wakacje i przekonał się, że są bardzo mili. Uśmiechnął się jeszcze bardziej.
-Jak tam pańskie wakacje? – zagadnął.
-Bardzo dobrze, co nie James?
-Taaak, spędziliśmy dwa tygodnie w hotelu w Bułgarii, niestety była tam też ciotka Reimi… - James skrzywił się lekko, patrząc znacząco na ojca.
-Nie mów o niej źle! Jest naprawdę cudowną kobietą… no może samotność nieco namieszała jej w głowie, ale mimo to zawsze nam pomaga – skarciła go matka.
James nie zakwestionował tego.
-A gdzie twoi rodzice? – zapytał Charlus, Syriusza.
-Tam – Black wskazał na rodziców rozmawiających z Druellą, która odprowadziła na dworzec swoje dwie najmłodsze córki .
Jej władcze spojrzenie przeniosło się na chwilę na wskazującego na nią syna. Odwróciła się do nich plecami. Syriuszowi zrobiło się trochę głupio, ale Dorea poklepała go po ramieniu.
-Nie przejmuj się – powiedziała cicho – Lećcie już zająć jakiś przedział, bo zaraz nie będzie już żadnego wolnego! – dodała patrząc na syna z miłością.
Uścisnęła go mocno , obdarzyła uśmiechem Syriusza, życzyła im miłego roku szkolnego. Charlus podał im dłoń na pożegnanie.
Wtaszczyli swoje kufry do pociągu i położyli w pierwszym wolnym przedziale, który znaleźli, po czym wyszli na korytarz aby wypatrywać pozostałych przyjaciół. Chwilę po usłyszeli gwizdu pociągu zobaczyli Remusa i Petera, którzy zmierzali w ich kierunku. Pociąg ruszył powoli, opuszczając peron. Państwo Potter pomachali swojemu synowi, ale ten stał bokiem do okna zajęty rozmową z Remusem, więc nie mógł ich zobaczyć. Syriusz widząc to pomachał im.
-Pokaż to! – wykrzyknął zaskoczony James – Naprawdę? Ty? Chyba stary Dumbledore się pomylił! Tak, musiał się pomylić…
Syriusz odwrócił się szybko słysząc podniesiony głos Jamesa i wszedł do przedziału. James wpatrywał się w czerwono-złotą plakietkę z napisem ”prefekt”, którą trzymał w ręku Remus. Spojrzał się na Syriusza z wyrazem zaskoczenia na twarzy. Peter, który zajęty był wpakowywaniem swojego kufra na półkę przeklął głośno, kiedy ten upadł mu na stopę, co na chwilę odwróciło uwagę przyjaciół od odznaki.
-Jesteś wyjątkowo tępy, Glizdusiu, PRZECIEŻ TY MASZ RÓŻDŻKĘ, JESTEM CZARODZIEJEM – powiedział Syriusz.

Jazda pociągiem minęła im miło. Całą drogę opowiadali o swoich wakacjach i dyskutowali o czekającym ich roku szkolnym, co chwila wybuchając głośny śmiechem, ciesząc się, że znów są razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz