Crossover : Potterlock
Samolot
wylądował a Sherlock z niego wysiadł i podszedł do Watsonów i Mycrofta.
- Jaki jest plan? – zapytał Sherlock.
- Nie tak szybko, braciszku – odpowiedział Mycroft. – To, że
nie lecisz do Wschodniej Europy nie oznacza, że jesteś niewinny. Nadal jesteś
mordercą. Proponuję, żebyś udał się na Baker Street.
- Możemy z nim pojechać i go popilnować – zaoferowała Mary.
- Dziękuję, Mary – powiedział Mycroft. – Jestem wam bardzo
wdzięczny, za wszystko, co robicie dla mojego brata… No może z wyjątkiem
postrzelenia go – dodał po namyśle. – W takim razie jedźcie na Baker Street, a
ja i reszta rządu zajmiemy się Moriartym. Jak nie będziemy sobie radzili, to
przyjadę na Baker Street.
*
Harry Potter siedział w swoim gabinecie w Ministerstwie
Magii i przeglądał raporty sprzed dwóch lat.
W dniu 14 kwietnia bieżącego roku Aurorom z Ministerstwa Magii udało
się wreszcie aresztować najniebezpieczniejszego człowieka naszych czasów - James’a
Moriartiego, który sfałszował swoją śmierć, pod zarzutem wielokrotnego zabójstwa
czarodziejów i mugoli, a także kierowania organizacją przestępczą. Kilka dni
później został on zesłany do Azkabanu. Moriarty jest czarodziejem półkrwi,
który w wieku czternastu lat został wydalony ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w
Hogwarcie z powodu założenia organizacji przestępczej. Nie został on jednak
usunięty ze świata czarodziejów i kontynuował naukę magii w rodzinnym domu.
Uczęszczał wtedy do mugolskiej szkoły.
Harry
usłyszał nagle pukanie do drzwi.
- Proszę ! – krzyknął.
Do gabinetu wszedł Artur Weasley.
- Minister kazał mi tobie przekazać, że Moriarty uciekł z
Azkabanu – powiedział. – Mugolski rząd już o tym wie. Za pół godziny masz spotkanie z Mycroftem
Holmesem w jego biurze, w celu ustalenia planu działania.
- Dziękuję za informację, Arturze. Oczywiście wpadnę zaraz do Mycrofta –
odpowiedział Harry. – Właśnie przeglądałem stare raporty i czytałem o sprawie
Moriartiego…
Artur wyszedł z gabinetu, a Harry
włożył raporty do szuflady, wziął z biurka swój telefon komórkowy i schował go
sobie do kieszeni, a do drugiej kieszeni
wsadził swoją różdżkę, ubrał swoją zimową kurtkę i wybiegł z gabinetu.
*
Harry zapukał do drzwi gabinetu
Mycrofta Holmesa. Anthea, jego asystentka otworzyła mu drzwi i zaprosiła go do
środka. Mycroft Holmes siedział przy biurku i oglądał coś na swoim laptopie.
- Witam, panie Potter – powiedział łagodnym głosem do
Harry’ego.
- Dzień dobry – odpowiedział Harry.
Mycroft przywołał go do siebie i
pokazał mu to, co oglądał na laptopie. Był to filmik przedstawiający
Moriartiego, który powtarzał w kółko jedno słowo, a mianowicie :
Tęskniliście?
- Ten filmik jest wyświetlany na każdym telewizorze w całej Anglii – powiedział Holmes.
- Trzeba koniecznie coś z tym zrobić – odpowiedział Harry.
- Mój brat nam może pomóc – powiedział Mycroft. – Jest dobry
w rozwiązywaniu zagadek zbrodni i w odnajdowaniu ludzi, a Jim Moriarty to jego
Nemezis.
- Można mu zaufać w sprawie tak bardzo ważnej dla naszego
narodu? – zapytał Harry.
- Oczywiście – powiedział Holmes. – Sherlock pomagał mi już
w wielu delikatnych sprawach.
- On wie o świecie magii?
- Nie – odparł Mycroft. – Trzeba by było go w to wszystko
wtajemniczyć. Jednak nie jest to typ człowieka, który uwierzy ci na słowo.
- Mogę nawet pokazać mu swoją miotłę wyścigową - powiedział Harry. – Albo zaprowadzić go do
Ministerstwa Magii … Najważniejsze jest to, żeby nam pomógł poradzić sobie z
Moriartym i żebyśmy nie musieli w przypadku użycia zaklęcia usuwać mu pamięci,
to jest bardzo niewygodne.
- W takim razie czas
działać – powiedział Mycroft wstając z krzesła i wychodząc z gabinetu. – Chodź
Harry, mamy robotę do wykonania.
*
Mycroft i Harry weszli do
mieszkania Sherlocka. Młody Holmes grał
na skrzypcach jakąś nieznaną Harry’emu melodię. Potter i starszy Holmes weszli
po schodach na górę i wstąpili do salonu.
Sherlock patrzył przez okno i
grał na skrzypcach, a Mary i John rozmawiali szeptem o nieoczekiwanym powrocie
Moriartiego. Dopiero po chwili Watsonowie i młodszy z Holmesów zauważyli, że
mają gości.
*
- A więc jest pan czarodziejem, panie Potter? – zapytał
rozbawiony Sherlock.
Harry skinął głową.
- Czy mógłby mi pan dać namiary na pańskiego dilera? –
zapytał detektyw drwiącym głosem.
- Nie jestem narkomanem – odparł spokojnie Harry – tylko
czarodziejem, mogę to panu udowodnić.
- Naprawdę? – zapytał Sherlock . – Jak? Zamierza mi pan
przepowiedzieć przyszłość?
- Nie – odparł Harry. – Jestem czarodziejem, a nie
jasnowidzem. Nie posiadam tego daru, co mnie bardzo cieszy, bo moja nauczycielka
wróżbiarstwa była okropna.
Potter wyciągnął z kieszeni różdżkę i wziął do ręki jabłko.
- Vingardium Leviosa –
powiedział, a jabłko uniosło się w powietrze. Następnie transmutował je
gruszkę. Potem teleportował się na drugi koniec pokoju, a na końcu wyciągnął
zza pazuchy magiczną fotografię przedstawiającą jego i Ginny i pokazał ją
Sherlockowi.
Młodszy z Holmesów był zmuszony
uwierzyć Potterowi, pomimo że to, czego się właśnie dowiedział zaprzeczało jego
sposobie rozumowania i patrzenia na świat.
- Skoro czarodzieje istnieją naprawdę, to smoki też
istnieją? – zapytał detektyw.
- Tak – powiedział Harry. – Istnieją, ale ich hodowanie jest
nielegalne.
Nagle drzwi od pokoju się
otworzyły i wszedł do niego ktoś jeszcze.
- Tęskniliście? – zapytał Jim Moriarty.
- Lily
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz