Mam nadzieję,że historie o huncwotach jeszcze się wam nie znudziły, bo mi ten temat bardzo się podoba :D. Postaram się dodawać posty bardziej regularnie! Kolejny pojawi się za tydzień :)
-Łapa
Kolejnego
dnia James nie dał po sobie poznać, że pamięta, co zdarzyło się tej nocy. Od
rana pałał entuzjazmem, rozmawiając z przyjaciółmi o głupotach, co chwila
śmiejąc się. Nie wspomniał nic o ich rozmowie, za co Syriusz był mu wdzięczny.
Przez noc, jego złe samopoczucie ulotniło się i teraz znów miał ochotę gadać ze
swoimi przyjaciółmi o głupotach.
Za
oknem po raz pierwszy w tym roku szkolnym padał śnieg pokrywając błonia cienką
warstwą białych płatków.
Sprawiło
to, że humor uczniów znacznie się poprawił. Choć na chwilę mogli zapomnieć o
nauce i cieszyć się z pierwszego śniegu. Piątka huncwotów wyczekiwała momentu,
w którym śniegu będzie na tyle dużo, aby móc urządzić wielką bitwę na śnieżki.
Wreszcie
podczas przerwy obiadowej wymknęli się na szkolne błonia i rozpoczęli rzeź.
Szybko dołączyli do nich inni koledzy i teraz kilkanaście osób (w tym także kilka
dziewczyn) naparzało się kulkami ze śniegu.
Peter
dostał śnieżką prosto w twarz i wokół oka pojawił mu się szkarłatny rumieniec,
więc musiał udać się do pani pielęgniarki, aby zaradzić powstaniu siniaka.
Chłopcy i dziewczyny biegali za sobą celując w siebie pociskami, co chwila
słychać było okrzyki triumfu osoby, której udało się zadać wyjątkowy dobry
cios. James i Syriusz zawarli sojusz,
stworzyli mór ze śniegu i w magiczny sposób powstała górka śnieżek, którą
tworzył Syriusz. James zaś stał przy murze i celował nimi w biegających
znajomych. Jedna za drugą wzlatywały wysoko w powietrze i trafiały w ciała.
-Chłopacy!
– krzyknął Remus biegnąc ku nim – Przygarnijcie mnie! Sojusz? – zapytał zarumieniony
od zimna, wyciągając do nich dłoń i uśmiechając się szeroko.
Kilkanaście
kul ze śniegu uderzyło w niego, zwalając go z nóg. Kiedy tylko podniósł się
dopadł Jamesa i wywrócił do dołu pełnego śniegu, zanurzając w nim przyjaciela,
któremu spadła czapka. Ten pociągnął go za sobą i leżeli teraz obaj w dole,
James głośno się śmiejąc.
Lupin
nie zmarnował chwili jego bezbronności i szybko wpakował mu za szatę śnieg.
***
Wieczorem
James, Remus, Syriusz i Peter zajęli fotele przy kominku w pokoju wspólnym i zredagowali
list do Albusa Dumbledore’a. kiedy skończyli Remus przeczytał na głos ich
dzieło.
Szanowny panie Dumbledorze!
Piszę do pana z prośby mojego syna, który napisała mi rano, że w
Hogwarcie stało się coś złego. Niestety zmuszona jestem złożyć na pana skargę,
gdyż jest pan dyrektorem szkoły i ktoś, kto nie robi nic, aby zaradzić
podobnego incydentowi nie może nadal sprawować tego stanowiska.
Chodzi o to, że w dniu dzisiejszym ktoś wysypał około trzystu ton mąki
na tereny Hogwartu, co bardzo utrudnia przemieszczanie się po dziedzińcu
szkoły. Sądzę, że odpowiedzialne mogą być za to olbrzymy. Moja matka
powiedziała mi kiedyś, że chowają się one w górach i zajmują się wytwarzaniem
mąki z chmur, do których są w stanie dosięgnąć.
Proszę Pana, aby ta mąka ostałą natychmiast usunięta! Drżę teraz na
myśl, że w okolicy Hogwartu mogą grasować olbrzymy, narażające życie uczniów.
Ps. Złożyłam już tą sprawę na
mugolskiej policyji.
Z wyrazami szacunku,
Hipolita Bonaparte
Cała
piątka zaczęła śmiać się bardzo głośno zwracając na siebie uwagę wielu uczniów,
którzy wiedzieli, że musi to on oznaczać kolejny kawał. Podbiegł do nich niski
czwartoklasista, którego imienia nie znali.
-Co
zrobiliście? – zapytał podniecony.
-Sprawy
starszych – odpowiedział mu James.
-Mogę
wam jakoś pomóc?
-Nie…
- zaczął James, ale przerwał mu Syriusz.
-W
zasadzie to tak.
Zakleił
za pomocą różdżki list.
-Mógłbyś przekazać go gobelinowi,
przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu dyrektora.
-Możesz
do też poprosić, aby przekazał Dymbledore’owi dokładnie te słowa ,,List od
zmartwionej matki czworga dzieci, która nie może spać spokojnie drżąc o ich
życie.”- dodał James.
-No
dobra… tylko Niewinem, gdzie jest jego gabinet… - powiedział.
Huncwoci
wytłumaczyli mu jak ma tam trafić i patrzyli jak nieco przerażony chłopiec
idzie ku wyjściu z Gryfindoru.
-Nie
jestem pewny czy piszę się policyja – powiedział Remus.
***
Po
trzech godzinach, które spędzili przed książkami do okna pokoju wspólnego
przyleciała niewielka sowa z listem zaadresowanym:
Czterej huncwoci
Pokój Wspólny
Dom Gryffindora
Ci
wzięli go i poszli do swojego dormitorium zatrzaskując drzwi.
Lily
Evans, która zajęta była pisaniem eseju spojrzała w stronę schodów z odrazą.
-Ciekawe
co znowu wykombinowali… - powiedziała Mary.
-Pewnie
zamówili kolejny zapas łajno bomb – odpowiedziała Armanda.
Lily
spojrzała na swoje przyjaciółki, które także spoglądały w stronę schodów z
dziwnym wyrazem twarzy.
-Wy
też? – zapytała oburzona.
-Co
my też?- zapytała Armanda.
-Podobają
wam się oni! –powiedziała oskarżycielsko wskazując w stronę dormitorium
huncwotów.
-Wszystkie
dziewczyny ich lubią! – powiedziała oburzona Mary.
Lily
ze złością zatrzasnęła książkę.
-Dlaczego
– zapytała z boleścią Lily – Przecież to kretyni!
Armanda
obruszyła się.
-Są
śliczni! Syriusz jest naprawdę przystojny… James też niczego sobie.
-Lupin
również jest spoko, chociaż wciąż ma na twarzy i rękach rany oraz sińce i ma
taką… zmęczoną twarz – zamyśliła się.
Lily
wydała z siebie coś w rodzaju ryku złości i pobiegła na górę, do swojego
dormitorium.
-Naprawdę
nie wiem co ją ostatnio ugryzło – powiedziała z westchnięciem Armanda.
***
Tymczasem
w dormitorium Huncwotów cała czwórka otoczyła list, który trzymał w ręku Remus.
-To
pewnie w sprawie tego listu od Hipolity – stwierdził Peter.
-Jesteś
genialny, szczurku! Naprawdę nie wiem jakbyśmy sobie bez ciebie poradzili w tej
niezwykle trudnej dedukcji – powiedział
Syriusz.
-Ja
nie chcę kolejnego szlabanu – zajęczał James.
-Może
wreszcie otworzysz? Czy będziemy tak stać do rana? –ponaglił Remusa Syriusz.
Remus
rozerwał kopertę, usiadł na łóżku i przeczytał na głos.
,,Drodzy Huncwoci! Miło mi, że
postanowiliście polepszyć mój dzisiejszy humor. Sprawiliście, że uśmiechnąłem się
w tak ponury dzień! Wierzę jednak, że swój wolny czas poświęcacie nie tylko na
żarty, ale również na naukę. – Albus Borzygniew Dumbledore”
Milczeli
przez chwilę zastanawiając się, czy list może mieć podwójne znaczenie i czy nie
kryją się w nim przypadkiem jakaś nagana, lub złość. Stopniowo docierało do
nich, że dyrektora naprawdę rozśmieszył wysłany do niego list.
Peter
zaczął krążyć po pokoju, wykonując jakiś dziwaczny taniec i śpiewając.
-Będę
miał miotłę, żadnej nagadany!
-Jeszcze
wszystko może zostać stracone. Do świąt zostały jeszcze dwa dni. – powiedział
Łapa.
-Wciąż
nie pojmuję jak wam się upiekło to ze Snapem… – wyznał Remus.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz