niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 13: List do Dumbledore'a

Mam nadzieję,że historie o huncwotach jeszcze się wam nie znudziły, bo mi ten temat bardzo się podoba :D. Postaram się dodawać posty bardziej regularnie! Kolejny pojawi się za tydzień :)
-Łapa

Znalezione obrazy dla zapytania marauders


Kolejnego dnia James nie dał po sobie poznać, że pamięta, co zdarzyło się tej nocy. Od rana pałał entuzjazmem, rozmawiając z przyjaciółmi o głupotach, co chwila śmiejąc się. Nie wspomniał nic o ich rozmowie, za co Syriusz był mu wdzięczny. Przez noc, jego złe samopoczucie ulotniło się i teraz znów miał ochotę gadać ze swoimi przyjaciółmi o głupotach.

Za oknem po raz pierwszy w tym roku szkolnym padał śnieg pokrywając błonia cienką warstwą białych płatków.

Sprawiło to, że humor uczniów znacznie się poprawił. Choć na chwilę mogli zapomnieć o nauce i cieszyć się z pierwszego śniegu. Piątka huncwotów wyczekiwała momentu, w którym śniegu będzie na tyle dużo, aby móc urządzić wielką bitwę na śnieżki.

Wreszcie podczas przerwy obiadowej wymknęli się na szkolne błonia i rozpoczęli rzeź. Szybko dołączyli do nich inni koledzy i teraz kilkanaście osób (w tym także kilka dziewczyn) naparzało się kulkami ze śniegu.

Peter dostał śnieżką prosto w twarz i wokół oka pojawił mu się szkarłatny rumieniec, więc musiał udać się do pani pielęgniarki, aby zaradzić powstaniu siniaka. Chłopcy i dziewczyny biegali za sobą celując w siebie pociskami, co chwila słychać było okrzyki triumfu osoby, której udało się zadać wyjątkowy dobry cios. James  i Syriusz zawarli sojusz, stworzyli mór ze śniegu i w magiczny sposób powstała górka śnieżek, którą tworzył Syriusz. James zaś stał przy murze i celował nimi w biegających znajomych. Jedna za drugą wzlatywały wysoko w powietrze i trafiały w ciała.

-Chłopacy! – krzyknął Remus biegnąc ku nim – Przygarnijcie mnie! Sojusz? – zapytał zarumieniony od zimna, wyciągając do nich dłoń i uśmiechając się szeroko.

Kilkanaście kul ze śniegu uderzyło w niego, zwalając go z nóg. Kiedy tylko podniósł się dopadł Jamesa i wywrócił do dołu pełnego śniegu, zanurzając w nim przyjaciela, któremu spadła czapka. Ten pociągnął go za sobą i leżeli teraz obaj w dole, James głośno się śmiejąc.

Lupin nie zmarnował chwili jego bezbronności i szybko wpakował mu za szatę śnieg.

***

Wieczorem James, Remus, Syriusz i Peter zajęli fotele przy kominku w pokoju wspólnym i zredagowali list do Albusa Dumbledore’a. kiedy skończyli Remus przeczytał na głos ich dzieło.

Szanowny panie Dumbledorze!

   Piszę do pana z prośby mojego syna, który napisała mi rano, że w Hogwarcie stało się coś złego. Niestety zmuszona jestem złożyć na pana skargę, gdyż jest pan dyrektorem szkoły i ktoś, kto nie robi nic, aby zaradzić podobnego incydentowi nie może nadal sprawować tego stanowiska.
   Chodzi o to, że w dniu dzisiejszym ktoś wysypał około trzystu ton mąki na tereny Hogwartu, co bardzo utrudnia przemieszczanie się po dziedzińcu szkoły. Sądzę, że odpowiedzialne mogą być za to olbrzymy. Moja matka powiedziała mi kiedyś, że chowają się one w górach i zajmują się wytwarzaniem mąki z chmur, do których są w stanie dosięgnąć.
   Proszę Pana, aby ta mąka ostałą natychmiast usunięta! Drżę teraz na myśl, że w okolicy Hogwartu mogą grasować olbrzymy, narażające życie uczniów.
Ps. Złożyłam już tą sprawę na mugolskiej policyji.
                                                                                                      Z wyrazami szacunku,
                                                                                                       Hipolita Bonaparte

Cała piątka zaczęła śmiać się bardzo głośno zwracając na siebie uwagę wielu uczniów, którzy wiedzieli, że musi to on oznaczać kolejny kawał. Podbiegł do nich niski czwartoklasista, którego imienia nie znali.

-Co zrobiliście? – zapytał podniecony.

-Sprawy starszych – odpowiedział mu James.

-Mogę wam jakoś pomóc?

-Nie… - zaczął James, ale przerwał mu Syriusz.

-W zasadzie to tak.

Zakleił za pomocą różdżki list.

-Mógłbyś przekazać go gobelinowi, przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu dyrektora.
                                                                                                                                                      
-Możesz do też poprosić, aby przekazał Dymbledore’owi dokładnie te słowa ,,List od zmartwionej matki czworga dzieci, która nie może spać spokojnie drżąc o ich życie.”- dodał James.

-No dobra… tylko Niewinem, gdzie jest jego gabinet… - powiedział.

Huncwoci wytłumaczyli mu jak ma tam trafić i patrzyli jak nieco przerażony chłopiec idzie ku wyjściu z Gryfindoru.

-Nie jestem pewny czy piszę się policyja – powiedział Remus.

***
Po trzech godzinach, które spędzili przed książkami do okna pokoju wspólnego przyleciała niewielka sowa z listem zaadresowanym:

Czterej huncwoci
Pokój Wspólny
Dom Gryffindora

Ci wzięli go i poszli do swojego dormitorium zatrzaskując drzwi.

Lily Evans, która zajęta była pisaniem eseju spojrzała w stronę schodów z odrazą.

-Ciekawe co znowu wykombinowali… - powiedziała Mary.

-Pewnie zamówili kolejny zapas łajno bomb – odpowiedziała Armanda.

Lily spojrzała na swoje przyjaciółki, które także spoglądały w stronę schodów z dziwnym  wyrazem twarzy.

-Wy też? – zapytała oburzona.

-Co my też?- zapytała Armanda.

-Podobają wam się oni! –powiedziała oskarżycielsko wskazując w stronę dormitorium huncwotów.

-Wszystkie dziewczyny ich lubią! – powiedziała oburzona Mary.

Lily ze złością zatrzasnęła książkę.

-Dlaczego – zapytała z boleścią Lily – Przecież to kretyni!

Armanda obruszyła się.

-Są śliczni! Syriusz jest naprawdę przystojny… James też niczego sobie.

-Lupin również jest spoko, chociaż wciąż ma na twarzy i rękach rany oraz sińce i ma taką… zmęczoną twarz – zamyśliła się.

Lily wydała z siebie coś w rodzaju ryku złości i pobiegła na górę, do swojego dormitorium.

-Naprawdę nie wiem co ją ostatnio ugryzło – powiedziała z westchnięciem Armanda.

***
Tymczasem w dormitorium Huncwotów cała czwórka otoczyła list, który trzymał w ręku Remus.

-To pewnie w sprawie tego listu od Hipolity – stwierdził Peter.

-Jesteś genialny, szczurku! Naprawdę nie wiem jakbyśmy sobie bez ciebie poradzili w tej niezwykle trudnej dedukcji  – powiedział Syriusz.

-Ja nie chcę kolejnego szlabanu – zajęczał James.

-Może wreszcie otworzysz? Czy będziemy tak stać do rana? –ponaglił Remusa Syriusz.

Remus rozerwał kopertę, usiadł na łóżku i przeczytał na głos.

,,Drodzy Huncwoci! Miło mi, że postanowiliście polepszyć mój dzisiejszy humor. Sprawiliście, że uśmiechnąłem się w tak ponury dzień! Wierzę jednak, że swój wolny czas poświęcacie nie tylko na żarty, ale również na naukę. – Albus Borzygniew Dumbledore”

Milczeli przez chwilę zastanawiając się, czy list może mieć podwójne znaczenie i czy nie kryją się w nim przypadkiem jakaś nagana, lub złość. Stopniowo docierało do nich, że dyrektora naprawdę rozśmieszył wysłany do niego list.

Peter zaczął krążyć po pokoju, wykonując jakiś dziwaczny taniec i śpiewając.

-Będę miał miotłę, żadnej nagadany!

-Jeszcze wszystko może zostać stracone. Do świąt zostały jeszcze dwa dni. – powiedział Łapa.


-Wciąż nie pojmuję jak wam się upiekło to ze Snapem… – wyznał Remus.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz