niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 14: James i Lily

Wiem, że na razie te opowiadania nie łączą się zbyt ze sobą, ale planuję nowy projekt, który nie długo zamierzam udostępnić :).
Miłego czytania,
Łapa


W przerwie na lunch postanowili poćwiczyć przemienianie się w animagów. Robili to prawie co tydzień i czasami wychodziła im całkowita przemiana. W ciągu ostatniego miesiąca coraz rzadziej upadali na ziemię po nieudanej przemianie. Jedynie Peterowi nie wychodziło to zbyt dobrze. Tylko raz udało przemienić mu się w szczura. Remus powtarzał mu, że nie ma się czego stresować i że pewnego razu wreszcie to zrozumie.
Zamknęli się w jednej z tych tajnych klas, od której drzwi udawały ścianę i kiedyś zupełnie przez przypadek Syriusz wpadł na nie, uciekając przed Filchem i otworzyły się przed nim.
Remus poustawiał na podłodze wyczarowane poduszki.

-Kiedy byłem w nocy w dziale ksiąg zakazanych…

-Co tam robiłeś? – zapytał zdziwiony Remus.

-Śledziłem Smarkerusa. Często wymyka się w nocy i ogląda taką grubą księgę… W każdym razie znalazłem fajne zaklęcie.

Zatoczył różdżką małe koło, mrucząc jakieś zaklęcie i fala ciepła powstała w pomieszczeniu, ale tylko na chwilę.
Remus podniósł brew.

-Rzuć się na podłogę – powiedział do niego Syriusz.

James wszedł na podium i pochylił się do przodu lecąc prosto ku ziemi. Gdy dzieliło go od niej pół metra nagle zamarł w powietrzu, a jego ciało falowało lekko.

-Cool, czuje się jak na łóżku wodnym.

Syriusz spojrzał się na Remusa z zadowoleniem.
Chwilę później cała trójka ustawiła się i James jako pierwszy zaczął się przemieniać. Minęło zaledwie parę sekund i przed kolegami stanął potężny, piękny jeleń. Następny był Syriusz. Poszło mu równie dobrze jak Jamesowi i stał się wielkim czarnym psem. Peter także spróbował, ale na nic się to zdało. Ponowił próbę. Jego twarz zrobiła się czerwona z wysiłku i nagle bardzo powoli zaczął przemieniać się w szczura.
Remus uśmiechnął się radośnie patrząc na szczura chodzącego pokracznie po podłodze.
Mlask… mlask… mlask…
Remus odwrócił się zdziwiony szukając źródła tych dziwnych odgłosów i ku swojemu zdziwieniu zobaczył, że jeleń stał teraz przed biurkiem i zjadał stronę książki.
Wybuchnął śmiechem.
-Co ty wyprawisz, Rogaczku? Rozumiem, że twój mózg znacznie się pomniejszył, no ale bez przesady…
Ogromny pies skoczył na niego zwalając go z nóg. Remus uniósł się nad podłogą. Pies zszedł z niego.
***
To było naprawdę niesamowite! – chwalił ich Remus idąc na eliksiry. – Udało wam się! Wszystkim – dodał patrząc na Petera.
James i Syriusz pochłonięci byli rozmową.

-Kiedy zamieniam się w jelenia wszystko widzę w innych kolorach… i jakoś tak dziwnie…

-Ja też! – powiedział przejęty Syriusz. – A w dodatku jestem strasznie silny. Lekkim popchnięciem wywróciłem Remusa…

-I te zęby- kontynuował James, nie słuchając Łapy – Są dziwne… ale łatwiej jadł się nimi kartkę.

-A w jaki sposób myślicie? – zapytał ich zaciekawiony Lupin.

-No… zadania matematycznego bym chyba nie rozwiązał i tak jakby… mniej się wszystkim przejmuję. Mam inne uczucia, ale umysł trzeźwy.

-Ciekawe jaką żoną byłaby sarna… - zastanawiał się głośno James, a przechodząca obok niego dziewczyna spojrzała dziwnie w jego kierunku.
Zajęli swoje miejsce w klasie eliksirów w bardzo dobrym humorze.

-Witaj, Misiu – przywitał James Lily.

Spojrzała na niego spode łba.

-Widzę tą miłość w twoich oczach – powiedział, nie przejmując się nieprzyjazną reakcją Lily. – I aż mi trudno uwierzyć, że spojrzenie może tak rozpalić serce… Albo zabić – dodał dostrzegawszy groźną iskierkę w oczach Lily.

-Nigdy do ciebie nie dotrze, że cię nie lubię? – zapytała chłodno.

-Nie nie lubisz mnie i ja to wiem, czuje to.

-Czujesz to – Lily prychnęła.

-Umówisz się ze mną? – zapytał James z nadzieją.

Lily uniosła brew.

-Jak sądzisz?

-Zacznę coś sądzić, jak mi odpowiesz.

-Nie, nie umówię się z tobą.

Entuzjazm Jamesa nieco przygasł.

-Dlaczego? – zapytało po paru minutach.

-Bo… Och, dlatego że zarywasz do wszystkich, których napotkasz!

James spojrzał na nią badawczo. Jeśli to było prawdziwym powodem, to łatwo było go rozwiązać, choć był pewny, ze zajmie to trochę czasu.
Panowało między nimi ciążące milczenie. James zastanawiał się co zrobić.

-Oj małą gdybyś była rzodkiewką, już dawno bym cię wyrwał – powiedział przypominając sobie liste tekstów na podryw, leżącą na szafce nocnej Syriusza.
Siedzące za nimi Armanda i Mary wybuchły śmiechem. Lily przez chwilę wyglądała, jakby miała się uśmiechnąć, zasłoniła twarz długimi, rudo-brązowymi włosami.
Profesor Slughorn spojrzał na nich karcąco.

-Lily… - zaczął James
-Szszsz – uciszyła go.

Po chwili przysunął do niej karteczkę, na której widniał napis: Zbierasz opakowania po jogurtach?
Lily pokręciła z dezaprobatą głową. James wziął to za odpowiedź przeczącą.
Ja też nie. Widzisz ile nas łączy? – napisał na kolejnej karteczce.
Wychodząc z klasy Lily wyrzuciła do kosza cały plik karteczek z napisami Jamesa. Spoglądając na wyrzucone śmieci dostrzegła koślawe pismo Rogacza, którym zapisane były słowa: Jesteś tak piękna, że poślubiłbym twojego kota byle tylko dostać się do twojej rodziny.
***

Po powrocie do pokoju wspólnego James dostrzegł, że nie siedzi tu Lily. Poszedł do dormitorium, aby spojrzeć na mapę. Serce zcisnęło go  zazdrości, gdy zobaczył w jakiejś klasie kropki podpisane Lily Evans i Severus Snape. Włożył pelerynę niewidkę i starając się nie dotknąć żadnego z uczniów, wyszedł na korytarz. Szybko znalazł klasę, o którą mu chodziło. Drzwi był
Uchylone, więc dobrze słyszał ich słowa.
-Lily, jestem pewien, że coś jest z nim nie tak! Mówię ci, że co miesiąc podczas pełni…
-Nie interesuje mnie to, Sev – przerwała mu ostro Lily – Dlaczego tak cię to obchodzi? Masz na ich punkcie jakąś obsesje… Ciągle gadasz tylko o nich. Ogarnij się!
Przez wąską szparę w drzwiach James dostrzegł ukochaną Lily. Czuł się wspaniale, z tym, że złości się nie tylko na niego.
-Naprawdę tego nie widzisz? Musisz…
-Nie – odpowiedziała – Nieważne, czy Lupin jest, czy nie jest wilkołakiem…
-A więc jednak mi wierzysz? – zapytał Severus z zadowoleniem.
-Daj znać kiedy będziesz chciał porozmawiać ze mną o czymś innym niż o WPC.
James odszedł krok na bok, aby Lily nie wpadła na niego wychodząc z klasy. Poszedł za nią do biblioteki i przez ponad godzinę siedział niewidzialny naprzeciwko obserwując, jak odrabia lekcje.
***
-Gdzie ty byłeś? – zapytał go Remus, kiedy stanął przed nim w pokoju wspólnym po dziewiętnastej.
-A tu i ówdzie – odpowiedział krótko. – Gdzie Syriusz i Peter? – zapytał.
-Łapa randkuje z Hanną Petrikis, a Peter ma szlaban.
-CO? Peter ma szlaban? Bez nas? Co mnie ominęło?– zapytał zaskoczony.
Lupin wzruszył ramionami.
-Nie wiem dokładnie, ale Filch go przyłapał przed domem Hufflepuff.
-Czyżby Peter znalazł sobie jakąś dziewczynę…
-Albo chłopaka – dodał Remus.
James usiadł koło Remusa i zaczął nerwowo trząść nogą. Nie wytrzymał nawet pięciu minut.
-Zróbmy coś! – powiedział niemal błagalnie do Remusa.
-No dobrze… Łapa wspominał, że Snape z niezwykłym zainteresowaniem przygląda się jakiejś książce z działu ksiąg zakazanych – powiedział Remus, który nie miał nic przeciwko oderwania się na chwilę od zadań domowych.
James westchnął.
-Tak, ale już wiemy jaka to książka, nic nadzwyczajnego – nagle wpadło mu coś do głowy i podskoczył energicznie na kanapie – Idę po pelerynę – krzyknął kiedy był już w połowie drogi na schody.
Pomimo, że w pobliży było wiele osób nikt nie zwrócił szczególnej uwagi na słowa Jamesa, który często opuszczał zamek mimo zakazu.
Dwie minuty później był już z powrotem.
***
-Co właściwie będziemy robić? – zapytał zdyszany Lupin, próbując nadążyć za przyjacielem.
-Zostawimy Snape’owi miłą niespodziankę. Nie składaliśmy mu jeszcze życzeń świątecznych – wyjaśnił pędząc po schodach.
Znalezienie odpowiedniej książki nie zajęło im wiele czasu. Lupin nalegał, aby zaczarować ją w najbliższej łazience. Kiedy skończyli i wracali już, aby odłożyć ją powrotem na miejsce.
Była to owa książka, którą prawie co noc przeglądał Snape.
Ukryli się pod peleryną i usiedli w bibliotece czekając. Minuty wlokły się im straszliwie, a James był bardzo niespokojny, gdyż nienawidził czekać. Jego noga podrygiwała niespokojnie, parę razy, kiedy wydawało mu się, że ktoś nadchodzi, podrywał się gwałtownie, uderzając przy tym przypadkowo Remusa. Po pół godzinie, James usłyszał, że drzwi od biblioteki otwierają się i ponownie drgnął, wbijając Lupinowi łokieć z żebra. Ale tym razem to rzeczywiście był Severus.
Jak zwykle poszedł do działu ksiąg zakazanych i wyjął grube tomisko. Następnie usiadł w kącie i otworzył je z fascynacją, najwyraźniej nie mogą doczekać się kontynuowania lektury. Kiedy tylko ją otworzył rozległ się straszliwy pisk i z książki wyskoczyło kilkanaście malutkich Mikołajów na reniferach krzyczących głośno ,,Wesołych, smarkowych świąt, życzą przyjaciele!”. Snape spojrzał na nie ze złością i szybko zamknął księgę, kopnął z całej siły kilka Mikołajków i pobiegł, aby  ją odłożyć.
Nie zdążył. Krzyki Mikołajków przyciągnęły groźną bibliotekarkę, któ®a wygoniłą Severusa z biblioteki.
Ale James zauważył, że kiedy Severus wychodził, od stołu wstała Lily i ruszyła za nim. Poczuł nieprzyjemny skurcz w żołądku.
-Chodź tu – powiedział, ciągnąc Lupina.
-Ostrożnie, przecież jesteśmy niewidzialni! – powiedział tamten, jako że James szedł drewnianą podłogą, głośno tupiąc nogami.
Za rogiem biblioteki zobaczyli Lily i Severusa, stojących razem.
-Co robiłeś w dziale ksiąg zakazanych? – zapytała podejrzliwie Lily.
-Nic szczególnego – odpowiedział Severus. – A co ty tak późno robisz w bibliotece? – zapytał, zmieniając temat.
-Uczę się tego co powinnam. I ty też powinieneś – powiedziała i zaczęła już odchodzić ale Severus złapał ją za ramię.
-Ostatnio w ogóle ze mną nie rozmawiasz – powiedział z wyrzutem.
-To nie prawda. Po prostu mam dużo na głowie.
Stali chwilę w milczeniu.
-Jutro wieczorem jest świąteczne przyjęcie u Slughorna. Idziesz? – zapytała.
-Zaprosił mnie, ale chciałem w tym czasie…- zaczął.
-No proszę, idź! Nie chcę tam sama siedzieć – przechyliła głowę w bok i wpatrywała się w niego.
-Dobra, mam nadzieję, że tym razem nie będzie Emy Millans…
-Och, daj spokój! Ona jest bardzo miła… - powiedziała bez większego przekonania.
Severus spojrzał na nią z półuśmiechem.
-Taaa, jasne. Wiem, że jej nie lubisz. Nikt jej nie lubi, a jak zaczyna śpiewać po kremowym piwie, to brzmi jak borsuk, który zamieniony w wilkołaka wyje skrzekliwie do księżyca!
Lily wybuchła śmiechem i po chwili przyłączył się do niej Severus. Po chwili z trudem spoważniała.
-Jesteś bardzo nie miły, Sev!
-To ja chcę iść z tobą do Slughorna, a ty mówisz że jestem nie miły? – zapytał udając urażonego.
W tym Momocie usłyszeli głośne wołanie ,,Lily! LILY!”. To jej koleżanka, Mary wybiegła zza rogu radośnie ją wołając.
-Och, przepraszam – powiedziała, czerwieniąc się lekko, kiedy zobaczyła że Lily ma towarzystwo.
-W porządku – powiedziała Lily uśmiechając się serdecznie, szczęśliwa widząc wreszcie poprawienie humoru przyjaciółki.
Ale mina Severusa wcale nie mówiła ,,W porządku”. Łypnął nieprzyjaźnie na Mary, znad ramienia Lily, co wprawiło ją w jeszcze większe zakłopotanie.
-To do zobaczenia jutro wieczorem! – pożegnała się Lily i odeszła razem z Mary. Snape stał tam jeszcze przez chwilę, po czym wrócił do Slytherinu.
***
Jeśli Remus widział kiedyś Jamesa w tak podłym nastroju, to nie pamiętał tego. James, który wraz z nim przysłuchiwał się całej rozmowy, miał bardzo nachmurzoną minę. Zrzucił z siebie pelerynę niewidkę i zaczął iść bardzo szybko. Lunatyk podążył za nim, trzymając w rękach pelerynę i nie bardzo wiedząc co zrobić.
James zatrzymał się na chwilę na zakręcie, aby z całej siły kopnąć róg  ściany, po czym przeklinał głośno skacząc na jednej nodze, gdyż po tym ataku to nie ściana odniosła uszczerbek, tylko jego noga. Idąc dalej mamrotał coś cicho pod nosem, całkowicie ignorując obecność kolegi.
***
-…więc musimy iść jutro na przyjęcie do Slughorna – zakończył Potter, siedząc z Syriuszem przed kominkiem w pokoju wspólnym.
Syriusz patrzył przez chwilę na swojego przyjaciela.
-Czyli… - zaczął. – Chcesz tam iść bo będzie tam Lily? – zapytał.
-Tak właśnie.
-Ale Smarkerus chyba też tam będzie, prawda?
-Chyba tak – odpowiedział James, nie patrząc na niego.
-Idziesz tam po to, żeby ich pilnować! – powiedział zdziwiony Syriusz.
-No… tak. Wiesz, tak sobie myślę, że dobrze by było gdzieś uwięzić Smarka – zastanawiał się głośno.
-A ja myślę, że przesadzasz. A poza tym jutro jest pełnia!
James wytrzeszczył oczy.
-Już?
-Już! A ty chcesz leźć na te głupie przyjęcie Coolhorna. To pierwszy raz, kiedy wszyscy potrafimy się przemieniać.
-Peter nie potrafi, tylko dwa razy mu się udało.
-Peter się nie liczy…

-Chodźmy chociaż na godzinę – poprosił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz