Wiem, że na razie te opowiadania nie łączą się zbyt ze sobą, ale planuję nowy projekt, który nie długo zamierzam udostępnić :).
Miłego czytania,
Łapa
W przerwie na lunch postanowili poćwiczyć przemienianie się w animagów. Robili to prawie co tydzień i czasami wychodziła im całkowita przemiana. W ciągu ostatniego miesiąca coraz rzadziej upadali na ziemię po nieudanej przemianie. Jedynie Peterowi nie wychodziło to zbyt dobrze. Tylko raz udało przemienić mu się w szczura. Remus powtarzał mu, że nie ma się czego stresować i że pewnego razu wreszcie to zrozumie.
Miłego czytania,
Łapa
W przerwie na lunch postanowili poćwiczyć przemienianie się w animagów. Robili to prawie co tydzień i czasami wychodziła im całkowita przemiana. W ciągu ostatniego miesiąca coraz rzadziej upadali na ziemię po nieudanej przemianie. Jedynie Peterowi nie wychodziło to zbyt dobrze. Tylko raz udało przemienić mu się w szczura. Remus powtarzał mu, że nie ma się czego stresować i że pewnego razu wreszcie to zrozumie.
Zamknęli
się w jednej z tych tajnych klas, od której drzwi udawały ścianę i kiedyś
zupełnie przez przypadek Syriusz wpadł na nie, uciekając przed Filchem i
otworzyły się przed nim.
Remus
poustawiał na podłodze wyczarowane poduszki.
-Kiedy
byłem w nocy w dziale ksiąg zakazanych…
-Co
tam robiłeś? – zapytał zdziwiony Remus.
-Śledziłem
Smarkerusa. Często wymyka się w nocy i ogląda taką grubą księgę… W każdym razie
znalazłem fajne zaklęcie.
Zatoczył
różdżką małe koło, mrucząc jakieś zaklęcie i fala ciepła powstała w
pomieszczeniu, ale tylko na chwilę.
Remus
podniósł brew.
-Rzuć
się na podłogę – powiedział do niego Syriusz.
James
wszedł na podium i pochylił się do przodu lecąc prosto ku ziemi. Gdy dzieliło
go od niej pół metra nagle zamarł w powietrzu, a jego ciało falowało lekko.
-Cool,
czuje się jak na łóżku wodnym.
Syriusz
spojrzał się na Remusa z zadowoleniem.
Chwilę
później cała trójka ustawiła się i James jako pierwszy zaczął się przemieniać.
Minęło zaledwie parę sekund i przed kolegami stanął potężny, piękny jeleń.
Następny był Syriusz. Poszło mu równie dobrze jak Jamesowi i stał się wielkim
czarnym psem. Peter także spróbował, ale na nic się to zdało. Ponowił próbę.
Jego twarz zrobiła się czerwona z wysiłku i nagle bardzo powoli zaczął
przemieniać się w szczura.
Remus
uśmiechnął się radośnie patrząc na szczura chodzącego pokracznie po podłodze.
Mlask… mlask… mlask…
Remus
odwrócił się zdziwiony szukając źródła tych dziwnych odgłosów i ku swojemu
zdziwieniu zobaczył, że jeleń stał teraz przed biurkiem i zjadał stronę
książki.
Wybuchnął
śmiechem.
-Co
ty wyprawisz, Rogaczku? Rozumiem, że twój mózg znacznie się pomniejszył, no ale
bez przesady…
Ogromny
pies skoczył na niego zwalając go z nóg. Remus uniósł się nad podłogą. Pies
zszedł z niego.
***
To
było naprawdę niesamowite! – chwalił ich Remus idąc na eliksiry. – Udało wam
się! Wszystkim – dodał patrząc na Petera.
James
i Syriusz pochłonięci byli rozmową.
-Kiedy
zamieniam się w jelenia wszystko widzę w innych kolorach… i jakoś tak dziwnie…
-Ja
też! – powiedział przejęty Syriusz. – A w dodatku jestem strasznie silny.
Lekkim popchnięciem wywróciłem Remusa…
-I
te zęby- kontynuował James, nie słuchając Łapy – Są dziwne… ale łatwiej jadł
się nimi kartkę.
-A
w jaki sposób myślicie? – zapytał ich zaciekawiony Lupin.
-No…
zadania matematycznego bym chyba nie rozwiązał i tak jakby… mniej się wszystkim
przejmuję. Mam inne uczucia, ale umysł trzeźwy.
-Ciekawe
jaką żoną byłaby sarna… - zastanawiał się głośno James, a przechodząca obok
niego dziewczyna spojrzała dziwnie w jego kierunku.
Zajęli
swoje miejsce w klasie eliksirów w bardzo dobrym humorze.
-Witaj,
Misiu – przywitał James Lily.
Spojrzała
na niego spode łba.
-Widzę
tą miłość w twoich oczach – powiedział, nie przejmując się nieprzyjazną reakcją
Lily. – I aż mi trudno uwierzyć, że spojrzenie może tak rozpalić serce… Albo
zabić – dodał dostrzegawszy groźną iskierkę w oczach Lily.
-Nigdy
do ciebie nie dotrze, że cię nie lubię? – zapytała chłodno.
-Nie
nie lubisz mnie i ja to wiem, czuje to.
-Czujesz
to – Lily prychnęła.
-Umówisz
się ze mną? – zapytał James z nadzieją.
Lily
uniosła brew.
-Jak
sądzisz?
-Zacznę
coś sądzić, jak mi odpowiesz.
-Nie,
nie umówię się z tobą.
Entuzjazm
Jamesa nieco przygasł.
-Dlaczego?
– zapytało po paru minutach.
-Bo…
Och, dlatego że zarywasz do wszystkich, których napotkasz!
James
spojrzał na nią badawczo. Jeśli to było prawdziwym powodem, to łatwo było go
rozwiązać, choć był pewny, ze zajmie to trochę czasu.
Panowało
między nimi ciążące milczenie. James zastanawiał się co zrobić.
-Oj
małą gdybyś była rzodkiewką, już dawno bym cię wyrwał – powiedział
przypominając sobie liste tekstów na podryw, leżącą na szafce nocnej Syriusza.
Siedzące
za nimi Armanda i Mary wybuchły śmiechem. Lily przez chwilę wyglądała, jakby
miała się uśmiechnąć, zasłoniła twarz długimi, rudo-brązowymi włosami.
Profesor
Slughorn spojrzał na nich karcąco.
-Lily…
- zaczął James
-Szszsz
– uciszyła go.
Po
chwili przysunął do niej karteczkę, na której widniał napis: Zbierasz opakowania po jogurtach?
Lily
pokręciła z dezaprobatą głową. James wziął to za odpowiedź przeczącą.
Ja też nie. Widzisz ile nas
łączy? – napisał
na kolejnej karteczce.
Wychodząc
z klasy Lily wyrzuciła do kosza cały plik karteczek z napisami Jamesa.
Spoglądając na wyrzucone śmieci dostrzegła koślawe pismo Rogacza, którym
zapisane były słowa: Jesteś tak piękna,
że poślubiłbym twojego kota byle tylko dostać się do twojej rodziny.
***
Po
powrocie do pokoju wspólnego James dostrzegł, że nie siedzi tu Lily. Poszedł do
dormitorium, aby spojrzeć na mapę. Serce zcisnęło go zazdrości, gdy zobaczył w jakiejś klasie
kropki podpisane Lily Evans i Severus Snape. Włożył pelerynę niewidkę
i starając się nie dotknąć żadnego z uczniów, wyszedł na korytarz. Szybko
znalazł klasę, o którą mu chodziło. Drzwi był
Uchylone, więc dobrze słyszał ich
słowa.
-Lily, jestem pewien, że coś jest
z nim nie tak! Mówię ci, że co miesiąc podczas pełni…
-Nie interesuje mnie to, Sev –
przerwała mu ostro Lily – Dlaczego tak cię to obchodzi? Masz na ich punkcie
jakąś obsesje… Ciągle gadasz tylko o nich. Ogarnij się!
Przez wąską szparę w drzwiach
James dostrzegł ukochaną Lily. Czuł się wspaniale, z tym, że złości się nie
tylko na niego.
-Naprawdę tego nie widzisz?
Musisz…
-Nie – odpowiedziała – Nieważne,
czy Lupin jest, czy nie jest wilkołakiem…
-A więc jednak mi wierzysz? –
zapytał Severus z zadowoleniem.
-Daj znać kiedy będziesz chciał
porozmawiać ze mną o czymś innym niż o WPC.
James odszedł krok na bok, aby
Lily nie wpadła na niego wychodząc z klasy. Poszedł za nią do biblioteki i
przez ponad godzinę siedział niewidzialny naprzeciwko obserwując, jak odrabia
lekcje.
***
-Gdzie ty byłeś? – zapytał go
Remus, kiedy stanął przed nim w pokoju wspólnym po dziewiętnastej.
-A tu i ówdzie – odpowiedział
krótko. – Gdzie Syriusz i Peter? – zapytał.
-Łapa randkuje z Hanną Petrikis,
a Peter ma szlaban.
-CO? Peter ma szlaban? Bez nas?
Co mnie ominęło?– zapytał zaskoczony.
Lupin wzruszył ramionami.
-Nie wiem dokładnie, ale Filch go
przyłapał przed domem Hufflepuff.
-Czyżby Peter znalazł sobie jakąś
dziewczynę…
-Albo chłopaka – dodał Remus.
James usiadł koło Remusa i zaczął
nerwowo trząść nogą. Nie wytrzymał nawet pięciu minut.
-Zróbmy coś! – powiedział niemal
błagalnie do Remusa.
-No dobrze… Łapa wspominał, że
Snape z niezwykłym zainteresowaniem przygląda się jakiejś książce z działu
ksiąg zakazanych – powiedział Remus, który nie miał nic przeciwko oderwania się
na chwilę od zadań domowych.
James westchnął.
-Tak, ale już wiemy jaka to
książka, nic nadzwyczajnego – nagle wpadło mu coś do głowy i podskoczył
energicznie na kanapie – Idę po pelerynę – krzyknął kiedy był już w połowie
drogi na schody.
Pomimo, że w pobliży było wiele
osób nikt nie zwrócił szczególnej uwagi na słowa Jamesa, który często opuszczał
zamek mimo zakazu.
Dwie minuty później był już z
powrotem.
***
-Co właściwie będziemy robić? –
zapytał zdyszany Lupin, próbując nadążyć za przyjacielem.
-Zostawimy Snape’owi miłą
niespodziankę. Nie składaliśmy mu jeszcze życzeń świątecznych – wyjaśnił pędząc
po schodach.
Znalezienie odpowiedniej książki
nie zajęło im wiele czasu. Lupin nalegał, aby zaczarować ją w najbliższej
łazience. Kiedy skończyli i wracali już, aby odłożyć ją powrotem na miejsce.
Była to owa książka, którą prawie
co noc przeglądał Snape.
Ukryli się pod peleryną i usiedli
w bibliotece czekając. Minuty wlokły się im straszliwie, a James był bardzo
niespokojny, gdyż nienawidził czekać. Jego noga podrygiwała niespokojnie, parę
razy, kiedy wydawało mu się, że ktoś nadchodzi, podrywał się gwałtownie, uderzając
przy tym przypadkowo Remusa. Po pół godzinie, James usłyszał, że drzwi od
biblioteki otwierają się i ponownie drgnął, wbijając Lupinowi łokieć z żebra.
Ale tym razem to rzeczywiście był Severus.
Jak zwykle poszedł do działu
ksiąg zakazanych i wyjął grube tomisko. Następnie usiadł w kącie i otworzył je
z fascynacją, najwyraźniej nie mogą doczekać się kontynuowania lektury. Kiedy
tylko ją otworzył rozległ się straszliwy pisk i z książki wyskoczyło
kilkanaście malutkich Mikołajów na reniferach krzyczących głośno ,,Wesołych,
smarkowych świąt, życzą przyjaciele!”. Snape spojrzał na nie ze złością i
szybko zamknął księgę, kopnął z całej siły kilka Mikołajków i pobiegł, aby ją odłożyć.
Nie zdążył. Krzyki Mikołajków
przyciągnęły groźną bibliotekarkę, któ®a wygoniłą Severusa z biblioteki.
Ale James zauważył, że kiedy
Severus wychodził, od stołu wstała Lily i ruszyła za nim. Poczuł nieprzyjemny
skurcz w żołądku.
-Chodź tu – powiedział, ciągnąc
Lupina.
-Ostrożnie, przecież jesteśmy
niewidzialni! – powiedział tamten, jako że James szedł drewnianą podłogą,
głośno tupiąc nogami.
Za rogiem biblioteki zobaczyli
Lily i Severusa, stojących razem.
-Co robiłeś w dziale ksiąg
zakazanych? – zapytała podejrzliwie Lily.
-Nic szczególnego – odpowiedział
Severus. – A co ty tak późno robisz w bibliotece? – zapytał, zmieniając temat.
-Uczę się tego co powinnam. I ty
też powinieneś – powiedziała i zaczęła już odchodzić ale Severus złapał ją za
ramię.
-Ostatnio w ogóle ze mną nie
rozmawiasz – powiedział z wyrzutem.
-To nie prawda. Po prostu mam
dużo na głowie.
Stali chwilę w milczeniu.
-Jutro wieczorem jest świąteczne
przyjęcie u Slughorna. Idziesz? – zapytała.
-Zaprosił mnie, ale chciałem w
tym czasie…- zaczął.
-No proszę, idź! Nie chcę tam
sama siedzieć – przechyliła głowę w bok i wpatrywała się w niego.
-Dobra, mam nadzieję, że tym
razem nie będzie Emy Millans…
-Och, daj spokój! Ona jest bardzo
miła… - powiedziała bez większego przekonania.
Severus spojrzał na nią z
półuśmiechem.
-Taaa, jasne. Wiem, że jej nie
lubisz. Nikt jej nie lubi, a jak zaczyna śpiewać po kremowym piwie, to brzmi
jak borsuk, który zamieniony w wilkołaka wyje skrzekliwie do księżyca!
Lily wybuchła śmiechem i po
chwili przyłączył się do niej Severus. Po chwili z trudem spoważniała.
-Jesteś bardzo nie miły, Sev!
-To ja chcę iść z tobą do
Slughorna, a ty mówisz że jestem nie miły? – zapytał udając urażonego.
W tym Momocie usłyszeli głośne
wołanie ,,Lily! LILY!”. To jej koleżanka, Mary wybiegła zza rogu radośnie ją
wołając.
-Och, przepraszam – powiedziała,
czerwieniąc się lekko, kiedy zobaczyła że Lily ma towarzystwo.
-W porządku – powiedziała Lily
uśmiechając się serdecznie, szczęśliwa widząc wreszcie poprawienie humoru
przyjaciółki.
Ale mina Severusa wcale nie
mówiła ,,W porządku”. Łypnął nieprzyjaźnie na Mary, znad ramienia Lily, co
wprawiło ją w jeszcze większe zakłopotanie.
-To do zobaczenia jutro
wieczorem! – pożegnała się Lily i odeszła razem z Mary. Snape stał tam jeszcze
przez chwilę, po czym wrócił do Slytherinu.
***
Jeśli Remus widział kiedyś Jamesa
w tak podłym nastroju, to nie pamiętał tego. James, który wraz z nim
przysłuchiwał się całej rozmowy, miał bardzo nachmurzoną minę. Zrzucił z siebie
pelerynę niewidkę i zaczął iść bardzo szybko. Lunatyk podążył za nim, trzymając
w rękach pelerynę i nie bardzo wiedząc co zrobić.
James zatrzymał się na chwilę na
zakręcie, aby z całej siły kopnąć róg
ściany, po czym przeklinał głośno skacząc na jednej nodze, gdyż po tym
ataku to nie ściana odniosła uszczerbek, tylko jego noga. Idąc dalej mamrotał
coś cicho pod nosem, całkowicie ignorując obecność kolegi.
***
-…więc musimy iść jutro na
przyjęcie do Slughorna – zakończył Potter, siedząc z Syriuszem przed kominkiem
w pokoju wspólnym.
Syriusz patrzył przez chwilę na
swojego przyjaciela.
-Czyli… - zaczął. – Chcesz tam
iść bo będzie tam Lily? – zapytał.
-Tak właśnie.
-Ale Smarkerus chyba też tam
będzie, prawda?
-Chyba tak – odpowiedział James,
nie patrząc na niego.
-Idziesz tam po to, żeby ich
pilnować! – powiedział zdziwiony Syriusz.
-No… tak. Wiesz, tak sobie myślę,
że dobrze by było gdzieś uwięzić Smarka – zastanawiał się głośno.
-A ja myślę, że przesadzasz. A
poza tym jutro jest pełnia!
James wytrzeszczył oczy.
-Już?
-Już! A ty chcesz leźć na te
głupie przyjęcie Coolhorna. To pierwszy raz, kiedy wszyscy potrafimy się
przemieniać.
-Peter nie potrafi, tylko dwa
razy mu się udało.
-Peter się nie liczy…
-Chodźmy chociaż na godzinę –
poprosił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz