niedziela, 15 marca 2015

Rozdział IV

Julia otworzyła oczy. Leżała na zimnej podłodze. Rozejrzała się dookoła. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje. Wstała powoli. Nie pamiętała, jak się tutaj znalazła. Ostatnie, co pamiętała, to pęknięcie w ścianie salonu. Odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z przerażającą, porcelanową lalką.
- Pobaw się ze mną – powiedziała lalka.
- Muszę wracać do domu – odparła Julia. – Może innym razem.
- Pobaw się ze mną – powiedziała ponownie lalka.
- Gdzie ja jestem? – zapytała czarownica.
- Na planecie lalek – odparła lalka. – Pobaw się ze mną.
                Nagle do Julii ktoś podszedł od tyłu. Już chciała się bronić, gdy nagle postać się pochyliła i wyszeptała jej do ucha:
- Nie baw się z nią, nie dotykaj jej i nie spuszczaj z niej oczu. Lalki na tej planecie są przeklęte. Gdy na nie patrzysz są tylko lalkami, ale gdy tylko się odwracasz ożywają. Są bardzo niebezpieczne. Wystarczy, że lalka cię lekko dotknie, a ty zamienisz się w jedną z nich.
                Julia natychmiast rozpoznała ten głos. Należał on do Rose.
- Co mam w takim razie robić? – zapytała Julia.
-  Powoli się wycofaj z pokoju ciągle na nią patrząc, a następnie zamknij drzwi i uciekaj. Tak postępuj z każdą z lalek – odpowiedziała Rose. – Pęknięcie przeniosło nas na inną część planety niż ciebie, więc rozdzieliliśmy się, by ciebie odnaleźć. Teraz tylko musimy znaleźć chłopaków nie zamieniając się przy tym w lalki i uciekać z tej planety najszybciej jak tylko się da.
- Pobaw się ze mną.
                Rose wybiegła z pokoju korzystając z tego, że Julia pilnuje lalki i czarownica została sam na sam z lalką. Uważając, by nie mrugnąć, ani nie spuścić przypadkowo lalki z oczu wycofała się powoli z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Niestety w tym pokoju także była lalka.
- Pobaw się ze mną – powiedziała. – Pobaw się ze mną. Pobaw się ze mną. Pobaw się ze mną. Pobaw się ze mną.
- Nie! – krzyknęła Julia. – Nie będę się bawiła w twoje gierki.
- Pobaw się ze mną. Pobaw się ze mną. Pobaw się ze mną. Pobaw się ze mną.
Nastolatce udało się uciec do kolejnego pokoju, a potem do następnego. Uciekała do kolejnych po drodze pokoi i odkrywała, że w każdym z nich znajduje się co najmniej jedna lalka. Po Rose i reszcie nie było ani śladu. W końcu w piętnastym z kolei pokoju Julia spotkała Jasona. Od tej pory uciekali i szukali reszty grupy razem. Niestety w jednym z pokoi Jason odwrócił głowę w złym momencie i lalka go dopadła. Zmienił się w nią.
- Pobaw się ze mną – powiedział.- Pobaw się ze mną.
- Nieeeeeeeeeeeeeeeeee! – krzyknęła zrozpaczona Julia.
Jej krzyk usłyszeli Rose i Khauriel i dzięki niemu udało im się trafić do pokoju w którym znajdowała się Julia razem z zamienionym w lalkę Jasonem i lalką, która zamieniła w lalkę Jasona.
Rose i Khauriel wpadli do pokoju. Rose podeszła do Julii i zaczęła ją pocieszać, a Khauriel zaczął myśleć. Po kilku minutach ułożył w głowie plan odczarowania Jasona i opowiedział go swoim towarzyszom.
Postanowił, że w tym samym momencie on użyje wszystkich opcji, które oferuje strivera na raz, a w tym samy czasie Rose będzie uzdrawiała swoją anielską mocą Jasona. Zaś zadaniem Julii było pilnowanie lalek. Julia i Rose miały spore wątpliwości co do tego, czy plan zadziała. Khauriel doszedł do wniosku, że jak będą realizować swój plan coś musi się wydarzyć. Nie wiedział co prawda co się stanie, ale był gotowy podjąć ryzyko.
Khauriel stanął naprzeciwko Jasona i wyjął zza pazuchy striverę. Po chwili po jego prawej stronie stanęła Rose i wyciągnęła przed siebie ręce. Oboje byli gotowi, by wcielić w życie swój plan.  Rose zamknęła oczy, by skoncentrować się, a Khauriel wycelował w Jasona striverę.
- Trzy, dwa, jeden, teraz! – krzyknął Khauriel.
                Rose nagle  otoczyła niebieska poświata. Miała szeroko otwarte oczy, które zmieniły kolor na nienaturalnie jasny niebieski. W tym samym czasie Khauriel użył wszystkich opcji strivery, która zaczęła gwizdać jak czajnik, w którym zagotowała się woda. Na początku Julii wydawało się, że nic się nie dzieje, ale w końcu lalka, która była Jasonem dosłownie eksplodowała. Cały pokój wypełniło złote światło. Gdy światło w końcu zgasło na miejscu lalki stał Jason. Łowca rozejrzał się po pokoju, a potem upadł na ziemię z wyczerpania.
                Khauriel pochylił się nad nim i położył mu dłonie na ramionach. Zamknął oczy. Otoczyła go taka sama, jak przed chwilą Rose niebieska poświata. Po chwili Jason usiadł. Khauriel  pomógł mu wstać.
                Całą czwórką  ruszyli dalej w poszukiwaniu dogodnego miejsca do teleportacji. Nagle usłyszeli krzyk dobiegający z sąsiedniego pokoju.
- Pomocy! Niech ktoś mi pomoże!
                Julia, Khauriel, Jason i Rose weszli do pokoju. Była w nim mała dziewczynka. Rose do niej podeszła.
- Jak masz na imię? – zapytała.
- Melody – odpowiedziała dziewczynka. –Nie wiem, jak się tu dostałam…  Bardzo się boję… Te lalki mnie przerażają…
- Chodźmy stąd – powiedziała Rose, po czym wzięła dziewczynkę na ręce. -  Zaprowadzimy cię do domu.
- Ja nie mam domu – powiedziała smutnym głosem dziewczynka. – Mieszkałam w sierocińcu, ale musiałam z niego uciekać, bo ONI mnie znaleźli … Są na mnie bardzo źli…
- Znajdziemy ci jakiś nowy dom – powiedziała łagodnie Rose.
Podeszła z małą na rękach do towarzyszy, po czym postawiła ją na ziemi. Wszyscy zaczęli dyskutować o tym, gdzie się teleportować i całkowicie zapomnieli o pilnowaniu będącej w pokoju lalki, która podeszła niespodziewanie do Melody i złapała ją za rękę. Dziewczynka zaczęła piszczeć, a następnie zmieniła się w porcelanową lalkę.
- Pobawcie się ze mną – powiedziała. – Pobawcie się ze mną!  Nie bójcie się mnie! Uwolnię was od cierpienia! Pobawcie się ze mną! Pobawcie się ze mną! Pobawcie się ze mną! Pobawcie się ze mną! Pobawcie się ze mną! Pobawcie się ze mną! Pobawcie się ze mną! Pobawcie się ze mną! Pobawcie się ze mną! Pobawcie …. Pobawcie… Pobawcie się … Pobawcie się …Pobawcie się … Ze mną! Pobawcie się ze mną. Pobawcie… Pobawcie … Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie…
                Melody zacięła się. Ciągle powtarzała, żeby się z nią pobawili. To był jej  koniec. Straciła resztki człowieczeństwa.
- Tak bardzo mi przykro … - powiedziała Rose do towarzyszy smutnym głosem. – Ona była jeszcze tylko dzieckiem… I to w dodatku niekochanym dzieckiem…
- Nie można jej uratować? – zapytała Julia.
- To niestety niemożliwe – powiedział Khauriel. – Rose jest na to za słaba…  Musiałaby się zregenerować i wtedy spróbować, ale mamy na to za mało czasu… Nic nie możemy zrobić…
- Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie…- nadal powtarzała Melody. - Pobawcie… Pobawcie… ONI… Pobawcie… Pobawcie… Nadchodzą… Pobawcie… Pobawcie… ONI nadchodzą … Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… ONI… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Pobawcie… Nadchodzą … Nadchodzą … Nadchodzą … Nadchodzą … ONI nadchodzą … Pobawcie się!
- Czy ona powiedziała ONI nadchodzą czy tylko mi się wydawało? – zapytał Jason.
- Powiedziała – potwierdził Khauriel. – Pewnie miała na myśli jakieś inne lalki czy coś w tym stylu.
- Pewnie tak – powiedziała Rose.
- Chodźmy stąd – poprosił nagle Jason. – Teleportujmy się już.
- Dobrze – zgodził się Khauriel, po czym wyciągnął zza pazuchy striverę.
*
                Wylądowali na planecie, która być może była kiedyś bardzo piękną planetą, ale w tym momencie była zbyt zniszczona, by oceniać jej wygląd. Przebywając na niej miało się wrażenie, jakby od wielu setek lat trwała na niej bardzo wyniszczająca wojna.
- Co się stało z tą planetą? – zapytał Jason.
- Ta planeta ma swoją własną duszę – odpowiedziała Rose. – Jest jak żyjący, bardzo schorowany człowiek. Powstała miliard lat temu. Od tej pory pięć razy się zregenerowała. Wszyscy ten proces umownie nazywają regeneracją, ale to bardziej jak powstanie feniksa z popiołów.
- Co pewien czas planeta samoistnie stopniowo się spala. Na szczęście nie cała, tylko część niej, a za kilka lat inna część – wyjaśnił Khauriel. – A na miejsce spalonej trawy pojawia się nowa, na miejsce wyniszczonych pożarami drzew wyrastają nowe i planeta odżywa. Powstaje jak feniks z popiołów.
- Jak się nazywa ta planeta? – zapytała Julia.
- Planeta Odwróconych Zegarów – odpowiedziała Rose. – Ludzie na tej planecie żyją w dwóch strefach czasowych. W jednej czas płynie normalnie, a w drugiej do tyłu.
- Oczywiście trudno jest określić w którym miejscu planety czas płynie do przodu, a w której się cofa, bo dla ludzi tu żyjących czas zawsze płynie do przodu – dodał Khauriel. – W sensie, że nawet jeśli płynie do tyłu, to oni tego nie zauważają. Problem pojawia się, gdy osoby z innych stref czasowych poznają się i spotykają się przez pewien czas. Wtedy to, co dla innych osób jest przeszłością, dla drugiej osoby jest przyszłością i na odwrót. Gdy takie osoby się w sobie zakochują jest to dla nich prawdziwą tragedią. Każde ich pierwsze spotkanie jest dla jednej z tych osób ostatnie, a ostatnie jest pierwsze. Gdy jedna osoba z pary się starzeje druga młodnieje, gdy jedna osoba z pary umiera, druga dopiero zaczyna ją poznawać. Gdy jedna osoba z pary przeżywa swój pierwszy pocałunek, druga osoba z pary przeżywa go ostatni raz. Gdy jedna osoba z pary mówi drugiej, że ją kocha po raz ostatni druga osoba z pary nie ma pojęcia kim ona jest.
- To musi być straszne … - powiedziała Julia. – Co się dzieje, gdy taka para ma dzieci?
- Wtedy dzieci albo funkcjonują zgodnie z czasem jednej ze stref, albo stają się podróżnikami w czasie.
- Co robimy na tej planecie, Khaurielu? – zapytał Jason.
- Muszę odwiedzić mojego starego znajomego – odpowiedział anioł. – Umiera i musi zdradzić mi coś ważnego zanim odejdzie…
- Gdzie jest twój przyjaciel? – zapytała Rose. – W szpitalu imienia Wielkiego Doktora?
- Tak – odpowiedział Khauriel. – Chodźmy.
*
                Khauriel i jego towarzysze weszli do sali szpitalnej. Były w niej tylko dwie osoby – umierający, naprawdę stary mężczyzna i pielęgniarka.
Anioł podszedł do łóżka mężczyzny.
- Witaj, John – powiedział łagodnie i uśmiechnął się.
- To ty Khaurielu? – zapytał John.
- Tak, mam nowe ciało.
- Też bym tak chciał – John uśmiechnął się smutno. – Ale jestem tylko człowiekiem i muszę pogodzić się z myślą, że zaraz umrę.
- Skąd wiesz, że to dzisiaj? – zapytała Rose.
- Lexi mnie już nie poznała, a powiedziała mi dawno temu, że gdy po raz pierwszy ją spotkałem umarłem. Byli wtedy jednak przy mnie przyjaciele i zdradziłem jednemu z nich wielką tajemnicę.
- Jaką? – zapytał.
- ONI wiedzą … – odpowiedział John. – ONI wiedzą wszystko... ONI nadchodzą… ONA powróci … Dużo groźniejsza niż wcześniej…  - John zamilkł. Z jego oczu popłynęły łzy. – Nie chcę umierać …
- Nikt nie chce – odpowiedział Khauriel. – Przykro mi…

                John zamknął oczy i zasnął. Zapadł w sen, z którego się już nigdy nie obudził.




- Lily 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz