-Jest kilka rzeczy których nienawidzę –
wycedził James przez zaciśnięte zęby.
Stał obok Syriusza, pod boiskiem quidditcha
ze złością patrząc na latających na miotłach uczniów. Ze względy na kontuzję
nogi bramkarz musiał odejść z drużyny Gryffindoru. Była połowa września, więc
do pierwszego meczu było jeszcze trochę czasu, ale ponieważ James, będący
kapitanem drużyny nie zniósł by przegranej, chciał jak najszybciej zacząć
treningi.
W tym roku chętnych do dostania się do
drużyny było wielu. Drużyna, pod przewodnictwem Jamesa, była naprawdę dobra, a
w dodatku miała w sobie pewną klasę. Jej członkowie byli powszechnie lubiani.
Między sobą bardzo się lubili, szczególne że wszyscy byli prawie w tym samym
wieku, więc treningi były przyjemne i panowała na nich miła atmosfera.
Pod boiskiem stał tłum chętnych,
przekrzykujących się nawzajem i kłócących się uczniów. Minęło zaledwie pół
godziny, a James już stał zaciskając pięści i trzęsąc się ze złości. Na
miotłach, uniesionych w powietrzu, siedziało kilkunastu uczniów, głównie w
drugiej klasy i wkładali sporo wysiłku w to, żeby z niej nie spaść. Prawie
wszyscy z nich chwiali się na nich niebezpiecznie, albo łapali się mioteł
kolegów, żeby utrzymać równowagę.
-Na przykład tłuściutkich dzieciaczków
zabierający nasz cenny czas, mimo że nawet nie potrafią latać na miotłach? –
podsunął Syriusz.
-Po co oni tu w ogóle przyleźli? – krzyknął
James. – Wynocha! – wrzasnął w ich stronę.
Wyraz jego twarzy sprawił, że młodsi
uczniowie nie chcieli się przeciwstawiać.
-Może wyrzucimy stąd tych maluchów i
sprawdzimy tylko tych od czwartej klasy wzwyż? – zaproponował Black.
James pokręcił głową.
-Mnie przyjęli w drugiej klasie – powiedział.
-Ale tu chodzi o bramkarza, a nie o
szukającego. Bramkarz musi być dość duży.
James ominął stojących na przedzie kolejni
uczniów i zaczął rozglądać się po tłumie, aż w końcu podszedł do grupki
czwartoklasistów.
-Potraficie latać na miotle? – zapytał.
Potwierdzili.
-Więc pokażcie co potraficie – wskazał dłonią
w stronę boiska.
Uradowana grupka wsiadła na miotły i wzniosła
się w powietrze.
-Ja bym się nadawał – powiedział chłopak,
który podbiegł do Jamesa. – Latam na miotle od dziecka, a w dodatku mój ojciec
był kiedyś obrońcą w szkolnej drużynie – wypiął dumnie pierś.
James zmierzył go wzrokiem.
-Nie, chyba się nie nadajesz – powiedział
okrutnie, po czym oddalił się od tłumu, wpatrując się w czwartoklasistów. – Nie
jest źle – oznajmił Syriuszowi, już trochę opanowany.
Syriusz pokiwał głową.
James wsiadł na miotłę i podleciał, do
krążących wokół boiska chłopaków.
-Ty i ty – powiedział, wskazując na dwóch
uczniów. – Zejdźcie. A wy – tu zwrócił się do pozostałej czwórki. – Niech każdy
po kolei zajmie miejsce przy słupkach i broni ich od kafla, którego będziemy
próbowali wam wrzucić.
Reszta drużyny zaczęła podawać sobie kafla i
rzucać go do obręczy, sprawdzając chłopaków. Pierwszym dwom szło całkiem
dobrze, ale trzeci rzucając się w stronę piłki, zsunął się z miotły i zawisł na
obręczy. James uderzył się dłonią w czoło, odwracając wzrok od walczącego o
życie czwartoklasisty.
-Ej, James – zaczęła Polly Junks, ścigająca. –
Właściwie to zawsze chciałam być bramkarzem. Wydaje mi się że będę lepszym
bramkarzem niż ścigającą.
James
popatrzył na nią zdziwiony, ale po chwili dotarło do niego, że dziewczyna mówi
poważnie i zaczął tak dokładnie jej się przypatrywać, że dziewczyna zarumieniła
się.
-Jesteś
całkiem wysoka, szczupła i zwinna… Może spróbujesz? – zapytał.
-Jasne.
Pięciu
zawodników ustawiło się na boisku i każdy po kolei próbować przerzucić kafla
przez obręcze. Polly okazała się bardzo dobra, obroniła wszystkie rzuty, szybko
poruszając się. James wyglądał na bardzo zadowolonego.
-Niesamowite!
Dziewczyno, masz talent! Wiesz, dziewczyny bardzo rzadko zostają bramkarzami,
ale ty jesteś naprawdę dobra, więc muszę cię przyjąć! W dodatku, możesz robić
słodkie oczka do męskich zawodników z przeciwnej drużyny i tak im zamącisz w
głowie że nie trafią… - Blondwłosa dziewczyna trzepnęła go mocno w ramię.
-A
co ze ścigającym? – zapytał Philip.
-Kumpel
mojego brata mówił, że chciałby nim zostać – powiedziała Polly.
-Jest
tu?
-Chyba
tak – pobiegła do tumu, szukając znajomego. W końcu wróciła, trzymając go za
łokieć. Był to niewysoki chłopak z siódmej klasy, zarumieniony z emocji.
-Sprawdźmy
cię – powiedział James.
Tobias
okazał się dobry, więc został przyjęty do drużyny. Skompletowany skład,
pożegnał rozżalony i rozgniewany tłum, posiedzieli chwilę w szatni, rozmawiając
o quidditcha. W końcu wrócili do wieży Gryffindoru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz