Nie mogę się powstrzymać przed dodaniem komentarza z serialu ,,Forever" który właśnie oglądam, chociaż nie ma on najmniejszego związku z dzisiejszym opowiadaniem ;).
,,-Podgrzeje w mikrofali.
-Absulutnie wykluczone. Wiesz co myślę, mikrofala ma się do jedzenia tak, jak komórka do rozmowy... Niszczy wszystko chęcią pomocy!"
No, ale nie ważne ;)
***
Kolejnego dnia rano Lily obudziła się w cudownym nastroju. Nucąc pod nosem, ubrała się starannie, przemyła twarz i uczesała włosy.
,,-Podgrzeje w mikrofali.
-Absulutnie wykluczone. Wiesz co myślę, mikrofala ma się do jedzenia tak, jak komórka do rozmowy... Niszczy wszystko chęcią pomocy!"
No, ale nie ważne ;)
***
Kolejnego dnia rano Lily obudziła się w cudownym nastroju. Nucąc pod nosem, ubrała się starannie, przemyła twarz i uczesała włosy.
Dziewczyny patrzyły na nią, szeroko otwartymi
oczami i z pewną obawą. Taki dobry humor o poranku, nie mógł oznaczać niczego
dobrego.
Lily wyszła z dormitorium i udała się po
pokoju chłopaków. Przed wejściem zapukała, żeby uniknąć możliwie nieprzyjemnego
widoku i weszła, uśmiechając się szeroko.
Syriusz spojrzał na nią spod przymrużonych
powiek, Remus wziął głęboki wdech, nawet James nie uśmiechnął się na jej widok.
-Cześć – przywitała się niewinnie i usiadła w
nogach łóżka Jamesa.
Nie odpowiedzieli jej.
-Wczoraj obudziłam się i znalazłam coś, co
chyba należy do was. Gdzie ja to mam… - zaczęła wolno przeszukiwać swoje kieszenie.
– Ach, tu jest - powiedziała, wyjmując
niezwykły pergamin.
Chłopacy odetchnęli z ulgą. Jedynie Syriusz,
wciąż wpatrywał się w nią podejrzanie.
-I co dalej? – zapytał, bo milczała.
-A co ma być? – zapytała niewinnie.
-Tak po prostu przyszłaś tu, oddałaś nam mapę
i nic więcej nie powiem.
Lily wzruszyła ramionami.
-Tak właśnie – potwierdziła.- Ale no wiecie…
może mi się teraz przypadkowo wymknąć o mapie, no na przykład przy profesor
McGonagall. No chyba, że będziecie dla mnie mili i nie podpadniecie mi. A jeśli
tak, to no cóż…
-Po prostu mamy być dla ciebie mili? –
zapytał Syriusz z niedowierzaniem.
-Tak, na razie wystarczy – powiedziała i
wyszła.
-No, chyba nie było aż tak źle – usłyszała
jeszcze głos Jamesa.
-Nie, w ogóle – powiedział ironicznie Remus. –
Tylko będzie nas zastraszać do końca Hogwartu...
-Oj tam, Liluś taka nie jest – powiedział
James, na co Lily uśmiechnęła się do siebie.
***
Pierwszą lekcją była transmutacja, na której
musieli przemieniać poduszki w wiklinowe kosze, co okazało się bardzo trudne. W
połowie lekcji, do Lily przyleciała mieniąca się karteczka. Dziewczyna obróciła
się. Z końca klasy uśmiechał się do niej Potter. Przewróciła oczami i spaliła
karteczkę, nie przeczytawszy co na niej pisze.
Po chwili doleciała do niej druga identyczna.
Leniwie machnęła różdżką, aby ponownie ją spalić. I to był jej błąd. James
zabezpieczył ją przed takim atakiem i gdy tylko płomienie musnęły papier, ten
wybuchł głośno i po sali potoczył się kilkakrotnie wzmocniony głos Pottera ,,Lily, umówisz się ze mną?”.
Wszyscy w klasie spojrzeli na nią, a Lily
zacisnęła pięści ze złości i cisnęła nienawistne pojrzenie Potterowi.
-Panie Potter naprawdę nie obchodzą mnie
pańskie sprawy miłosne i proszę, aby załatwiał je pan poza moimi lekcjami –
powiedziała zirytowana profesor McGonagall.
-Skarbie! – wołał za Lily James, kiedy po
lekcji wyszła szybko z klasy. – Misiu! – dobiegł do niej.
-NiezbliżajsiędomiePotterbonieręczęzasiebie –
powiedziała bardzo szybko.
-Lilka, ale dlaczego ty się nie chcesz ze mną
umówić? Jestem przystojny, wysportowany, zabawny i w ogóle…
Lily wyciągnęła różdżkę.
-Deprimo-
krzyknęła. Zaklęcie żądlące podziałało niemal natychmiast, pokrywając twarz
Pottera ogromnymi, swędzącymi bąblami.
-Nie, jak dla mnie to wcale nie jesteś
przystojny – powiedziała Lily i odeszła, obracając się na pięcie.
Podczas lunchu Potter patrzył na nią trochę
obrażony, ale zanim posiłek dobiegł końca, już mu przeszło.
-Liluś, mógłbym cię uprzejmie prosić, żebyś
podała mi sosjerkę? – zapytał.
Lily wyciągnęła w jego stronę rękę z
sosjerką, a on „przypadkowo” musnął ją palcami.
-Lily, podałabyś mi proszę kotlety – zapytał
chwilę później Syriusz.
-Jasne – powiedziała Lily uśmiechając się
sztucznie. – A ty byłbyś tak uprzejmy, żeby podać mi ziemniaczki?
-Ależ oczywiście.
-Dziękuję bardzo.
Lily nałożyła sobie obiad i odwróciła się w
stronę Mary.
-Jaki jest ten nowy nauczyciel wróżbiarstwa?
– zapytała.
-Całkiem w porządku, tylko mówi trochę od
rzeczy. Powiedział dzisiaj, że Dorcas po obiedzie znajdzie sobie nowego
chłopaka – wyszeptała w stronę Lily.
-Wiesz, czasami myślę, że ci wszyscy
wróżbiarze strzelają. Przecież wszyscy wiedzą, że Dorcas co chwilę ma nowego
chłopaka, ale dlaczego on zaczął rok szkolny od takiej głupoty? Jakby nie mógł
na początek zachęcić was, jakąś prawdziwą przepowiednią…
-No nie wiem, mnie chyba przekonał –
powiedziała ze śmiechem Mary, patrząc w stronę Meadowes. Lily też się na nią
spojrzała.
Dziewczyna jadła powoli, ale wcale nie
patrzyła na swój talerz. Jej spojrzenie utkwione było w jakimś wysokim szóstoklasiście
z hufflepuff, który podszedł do stołu gryfonów, przysiadł się do kolegów i
gadali o czymś, co chwila wybuchając śmiechem.
-Dorcas? Sos kapie ci na szatę – powiedziała
ze śmiechem Andromeda.
Dorcas powróciła do rzeczywistości i wytarła
swoją szatę serwetką.
-Bardzo śmieszne – powiedziała. – Spójrzcie
na tamtego chłopaka – szepnęła w stronę przyjaciółek – Znacie go?
-Czyżby pani łamaczka serc znalazła sobie
nową ofiarę?
-Och, wolę nazywać ich moimi chłopakami, albo
ostatecznie obiektami – powiedziała Meadowes.
-Ma na imię Stephen. Chodzi na mugoloznactwo
– powiedziała Mary.
Dorcas wstała powoli, odgarnęła na plecy
długie, czarne włosy i ruszyła w stronę chłopaka, kręcąc biodrami.
Lily zobaczyła, jak jej przyjaciółka siada
okrakiem na ławce, zagaduje chłopaków i wybucha perlistym śmiechem. Chłopak
posłał jej oszałamiający uśmiech i odpowiedział coś, a kiedy spojrzała na
niego, zarumienił się lekko.
Zaczęła zastanawiać się, dlaczego właściwie
ona nigdy z nikim się nie spotykała. Miała przecież już szesnaście lat i wielu
chłopaków do niej zarywało. Szybko uznała, że winę za swój brak chłopaków
ponosi Potter. Swoją szczupłą postacią, od kilu lat zasłaniał jej widok na
innych chłopaków, wciąż wyprowadzając ją z równowagi.
A propos Jamesa, właśnie usłyszała, że woła
ją po imieniu. Zignorowała go, ale zaraz w magiczny sposób znalazł się tuż przy
niej.
-Czego? – fuknęła, odwracając się do niego.
-Oj, Skarbie nie mówi się z pełnymi ustami,
bo można kogoś opluć – powiedział, wycierając swoją pierś, na której znalazły
się resztki jedzenia.
-To trzeba było mnie tak nie nachodzić –
powiedziała wzruszając ramionami.
-Umówisz się ze mną? – zapytał.
-Nie – powiedziała spokojnie.
-A jutro?
-Też nie. Ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy.
James nie wyglądał na zaskoczonego.
-No to w porządku, do zobaczenia później! –
powiedział i wyszedł, a za nim jego przyjaciele.
-On jest najbardziej irytującym człowiekiem
na ziemi – powiedziała Lily, wyrzucając gniewnie kolejne słowa, kalecząc przy
ty leżącego na talerzu kotleta.
-Skoro tak bardzo go nie lubisz to dlaczego
tak często o nim mówisz? Nie mogę tego zrozumieć – powiedziała Mary i
natychmiast pożałowała wypowiedzianych słów, kiedy zobaczyła minę Lily.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz