środa, 26 lutego 2014
Łapa:Pogrzeb Dumbledore'a w mojej wyobraźni
Sporo czasu spędziłam nad tym opowiadaniem i w pewnych momentach po prostu nie wiedziałam co pisać dalej. Ale skończyłam i mam nadzieję, że się spodoba ;).
Tak ja zobaczyłam scene pogrzebu Dumbledore'a zanim skończyłam czytać ostatni rozdział w ,,Harry potter i książę półkrwi" .
ŁAPA
..............................
Harry siedział z brzegu, tuż obok jeziora, a obok niego miejsca zajęli Ginny, Hermiona i Ron. Przejściem między rządami krzeseł kroczył Hagrid. W jego ramionach spoczywało ciało nieżywego Albusa Dumbledore'a. Szedł spokojnym, dostojnym krokiem, towarzyszyła mu owa dziwna pieśń śpiewana przez chór trytonów z jeziora. Z każdym krokiem coraz bardziej przybliżał się do celu, którym był otwarty, biały grób umieszczony parę metrów od pierwszego rzędu krzeseł, gdzie miejsca zajmowali nauczyciele, oraz sam minister. Harry zapatrzył się na Hagrida, któremu ramiona lekko trzęsły się, najwidoczniej niepotraił zachamować łez, które jedna po drugiej spływały mu po twarzy. Hermiona i Ginny także płakały. Harry nie mógł. Czuł w sobie pustkę. Pustkę, która pozostała po tak okrutnej śmierci człowieka, któremu ufał, z którym mógł porozmawiać o wszystkim, nawet o rzeczach kompletnie absurdalnych, wręcz żałosnych. Dyrektor nie wyśmiewał go nigdy. Ta pustka była gorsza od płaczu. Gorsza od wszystkiego. To ona sprawiała mu tak ogromny ból. W oddali usłyszał słowa niewysokiego czarodzieja w czarnej szacie stojącego tuż przy grobie, który teraz już nie był pusty. Harry nie mógł już dłużej wytrzymać. Wstał i niepatrząc na Ginny która wyciągneła rękę, aby go zatrzymać, ani na Hermiona która szepnęła ,,Harry, zostań...". Nie będzie tu dłużej siedział. Dość już przebywał na uboczu zadręczając się okropnymi myślami. Odszedł na parę kroków od krzeseł i szedł wzdłuż rzędów z prawej strony mając wielki, biały namiot podobny do tego, który rozłożono dwa lata temu, podczas pierwszego zadania turnieju trójmagicznego. Nie wiedział co robi, po co zmierza ku pierwszej lini krzeseł. Szedł zamyślony wpatrzony przed siebie, z lekko otwartą buzią. Kiedy doszedł do drugiego rzędu zatrzymał się i oparł lekko o namiot, przekrzywiając w jego stronę głowę. Stąd dokładnie widział co dzieje się z przodu. Widział otwarty grób, w którym spoczywało już ciało Dumbledore'a, tyły głów ministra i nauczycieli, oraz owego niewysokiego człowieczka ciągle mówiącego do ludzi wpatrzonych w niego. Opowiadał o szlachetności ducha, wkładzie intelektualnym, wielkości serca. Te słowa nijak się miały do postaci, którą naprawdę był dyrektor, którą znał Harry.
Czym była szlachetność ducha, kiedy stał przed Snapem, do czego przydała się mądrość kiedy oberwał Avada Kedavra, jakie znaczenie miała wielkość serca w martwym ciele spadającym ze szczytu Wieży Astronomicznej? Harry postanowił nie myśleć o śmierci tego wielkiego człowieka, a o jego potędze i chwale za życia. Tak wiele zmienił. Tak wiele dokonał. Tak wiele, jeszcze Harry'emu niepowiedział. Czarodziej umilkł wreszcie. Po krótkiej chwili zapytał:
-Czy jest ktoś, kto chciałby coś powiedzieć w tak ważnej chwili?... Kto chciałby coś dodać?
Harry nadal niewiedząc co robi podzszedł czując, że to nie jego ciao, a ciało robota. Spojrzał krótko na zebranych ludzi i na grób. po czym zbliżył się do niego. Stanął z jego lewej strony i przez chwilę nie był w stanie spojrzeć w te martwe oczy. Nie słyszał wokół siebie nic. Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął fałszywego horkruksa zaciskając na nim pięść, którą włoźył do trumny i położył tuż przy ramieniu zmarłego. Otworzył dłoń odsłaniając leżący medalion i nachylił twarz nad twarzą Dumledore'a . Patrzył w dobrze znaną mu twarz wyrażającą idealny spokójm jak niemal zawsze za życia. Patrzył oczami bez wyrazu, całkowicie pustymi, a z jego twarzy nie dało się odczytać żadnych emocji, całkowicie tak jakby on również był matrwy. Niewiedział co muśleć. Nie chciał o niczym myśleć. Nie wiedział co czuć.
Po jakimś czasie wyciągnął dłoń z trumny i połozył na jej brzegu, wciąż nachylony. Jego zielone oczy mrugqjące od czasu do czasu wciąż wpatrzone były w pomarszczone, zamknięte powieki Dumbkedore'a.
Co ma teraz robić? Czuł się tak słaby, niedojrzały. Wiedział, że będzie musiał odnależć horkruksy i zniszczyć je. Takie zadanie zostało mu wyznaczone. Wiedział, że choćby miał zginąć, zrobi wszystko by to zakończyć. By zakończyć życie Voldemorta, aby już nigdy nie zniszczył żadnej rodziny, żadnej niewinnej istoty. Aby nie zadawał więcej bulu, kruchym, ludzkim istotom.
Nachylił się jeszcze bardziej, aby mudź całkowicie skupić się na twarzy nieboszczyka.
-Zrobię to - szepnął - Obiecuję.
Po chwili poczuł, że natychmiast musi stąd odejść, bo zaraz niebędzie w stanie tego zrobić. Zamknął oczy, wyprostował się i odszedł parę kroków tyłem. Na chwilę zamarł i zacisną mocniej oczy i usta. Odwrócił się powoli i wzniósł twarz do nieba. Otworzył oczy, bo właśnie teraz w pełni uświadomił sobie swoją stratę. Dopiero teraz zrozumiał, że już nigdy nie zobaczy Dumbledore'a, nie stanie przed nim, i nie uśmiechnie się mówiąc ,,Dzień dobry, panie profesorze!"i nie poczuje, że jest bezpieczny, bo oto stoi przed najpotężniejszym czarodziejem na świecie, przed potężnym Albusem Dumbledorem, już nigdy nie podzieli się z nim własnym zdaniem i nie wybierze w podróż po przeszłości Toma Riddla. Został sam, całkowicie sam. Nie ma rodziców, ojca chrzestnego, Dumbledore'a. Nie ma nikogo. Stał się chłopcem, którego nie kocha nikt.
Ogarnął go wielki żal. Łzy zaczęły ściekać po jego policzkach. Czuł na twarzy lekki powiew wiatru. Słyszał cichy śpiew ptaków i szelest gałęzi pobliskich drzew. W głowie grała mu piękna, smutna melodia którą wymyślił dawno temu, opowiadająca o orle wznoszącym się w błękitne niebo ponad skałami i taflą granatowej wody. Zazdrościł mu tej wolności. Tej powagi.
Był na siebie zły. Znów to się stało. Znów pozwolił sobie na łzy. Na głupie, bezsensowne, nic nieznaczące łzy.
Uwolnił się w nim smutek, który zatrzymywał w sobie od tak dawna. W tej chwili był tylko smutnym, niedorosłym chłopcem wnoszącym zapłakaną twarz ku niebu. Nie...musi przestać...musi się opanować. Z powrotem zamknął oczy i przetarł nieco twarz rękawem szaty.
Teraz wpatrywał się w ziemie. Czuł na sobie spojrzenia wielu ludzi. Nieprzejmowało go to.
-Chcesz coś powiedzieć? - usłyszał cichy, łagodny głos
Nie odpowiedział.
Spostrzegł, że Lupin, który poprzednio siedział, patrząc w bok, wstał w tym czasie gotowy pomóc mu. Niewiele dalej siedziała pani Weasley patrząc na niego czule. I Ron, i Hermiona...Ginny. Było tu wiele osób, które go kochały. Nie był sam.
-Dobrz...dobrze się czujesz, chłopcze?
Zacisnął zęby, przełknął łzy. Podniósł wyżej brodę, wyprostował się. Jego twarz nie przedstawiała już pustki. Przedstawiała zdecydowanie i zaciętość. Już w pełni odzyskał panowanie nad sobą.
Nagle poczuł się silny, silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Łzy na jego policzkach już wyschły. Jego twarz, poprzednio całkowicie biała, zaczęła nabierać kolorów. Teraz wiedział już wszystko. Zrozumiał wszystko. Był gotów. Gotów na życie, a także na śmierć. Nie był pewny co jest trudniejsze.
Opuścił to zatłoczone miejsce.
Wychodząc uświadomił sobie, że śmierć jest dużo prostsza...wręcz śmiesznie łatwa, w porównaniu do życia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Łapo, to jest GENIALNE ! Poryczałam się to czytając ... Wspaniała miniaturka !
OdpowiedzUsuń- Lily