niedziela, 2 marca 2014

Łapa:Ginny i Harry II


Położyłem ją na ziemi i uklęknąłem przy niej. Złapałem za ramiona i lekko nią szarpnąłem.

-Ginny...-wydyszałem.

Nagle usłyszałem na sobą szelest. Niebo natychmiast zciemniało i zniknęło słońce. Wokół zapanował mrok. Wstałem i spojrzałem w przestrzeń. Widziałem jakieś niewyraźne cienie idące w naszym kierunku. Wyciągnąłem różdżkę.

-Lumos

Teraz widziałem wyraźniej postacie wciąż przybliżające się ku nam. Było ich siedmiu. Wysocy, szerocy w barach, z okropnymi minami. Wszyscy mieli w rękach różdżki, które trzymali w gotowości. Dopiero teraz dotarło do mnie co stało sie Ginny i poczułem wielką złość. Już od prawie dwóch lat byłem aurorem i musiałem szpiegować starych śmierciożerców, po czym wpakowywać ich do azkabanu, nieraz musiałem z nimi walczyć. Zostając aurorem miałem nadzieję, że nigdy nie będę wyglądać tak jam Szalonooki...

Tymczasem przybyło mi parę blizn, w tym cienka, jasna linia na policzku, której nie mogłem w żaden sposób usunąć. Na szczęście mam jeszcze obie nogi...i oczy. Podczas trzyletniego szkolenia na aurora, oraz późniejszej pracy poznałem sporo nowych zaklęć i uroków, podszkoliłem się w walce. I dlatego stojąc tu sam przeciwko siedmiu czarodziejom nie czułem strachu. Postanowiłem nie czekać na ich pierwszy ruch, tylko zaatakować jako pierwszy, bo chciałem jak najszybciej pomóc, nieprzytomnej Ginny.

Zacząłem wykonywać skomplikowane ruchy różdżką, szepcząc przy tym różne, potężne uroki i po chwili cała siódemka leżała już na ziemi krwawiąc obficie, lub nie będący w stanie poruszyć się ani o cal.

-Accio różdżki

W tej chwili nie bardzo obchodziło mnie kim są, i czego chcieli.

Wysłałem swojego patronusa z wiadomością, Łączka pod Testern, blisko granicy. Nie zdolni do ataku." Po czym podniosłem Ginny i przeteleportowałem się do domu pani Weasley.

Położyłem ją na kanapie i przyjrzałem dokładniej.

-Vagus priori partensy...accusio massi...tanhan fantionus

Ginny nie odzyskała przytomności. Z jej oczu zaczęły ściekać, jak łzy, kropelki krwi.

-Pani Weasley! Pani Weasley! - krzyknąłem teraz już przerażony.

-Co się stało kochanie?! O matko boska! Ginny!!!Co jej się stało?!

-To musiał być urok...i to naprawdę silny...Zupełnie nie wiem jak mogę jej pomóc!

Milczeliśmy chwile patrząc na siebie nawzajem z przerażeniem.

-Święty mung

-Ok...ok! - ponownie ją podniosłem. Po chwili byliśmy już przed świętym mungiem.

-Mocny urok-wyszeptałem pośpiesznie nachylając się ku szybie, za którą ustawiono manekina. Mrugnął okiem i znalazłem się w białym, podłużnym pomieszczeniu, a wokół mnie było wielu ludzi z najróżniejszymi obrażeniami, a wokół nich krążyło kilku uzdrowicieli. Podbiegłem do najbliższego z nich. Nie musiałem nic mówić. Spojrzał na Ginnyi dostrzegłszy jej zastygłe oczy, z których wypływała krew bezwładnie leżącą w moich ramionach. Wyczarował nosze, na których ją położyłem i przeteleportował się podtrzymując lewitujące nosze. A ja zostałem w głównym holu nie wiedząc gdzie się udali. Było tu naprawdę wiele poszkodowanych osób i ciekawy byłem, czy tak szybko zajęto by się Ginny, gdybym nie miał na czole blizny w kształcie błyskawicy, pamiątki po wydarzeniu sprzed dwudziestu dwóch lat, o której mimo upływu lat wszyscy czarodzieje kojarzą.

Łapa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz