sobota, 1 marca 2014

Zaczarowane Panem : Rozdział 3 : Radość i smutek .

Obudziłam się w ciemnej szpitalnej sali . Nie wiedziałam co tutaj robię i jak tu trafiłam . Był środek nocy . Peeta drzemał na fotelu koło mojego łóżka .
- Peeta - szepnęłam .
Obudził się . Wstał, podszedł do mojego łóżka i usiadł na jego krawędzi . Złapał mnie za rękę i pocałował mnie w czoło .
- Jak się czujesz, skarbie ? - zapytał .
- Normalnie - odpowiedziałam . - Co się stało ?
- Zemdlałaś podczas omawiania taktyki - powiedział . - Zawieźliśmy cię do szpitala . Lekarze zrobili ci wszystkie badania . Rano będą wyniki .
- Dziękuję, że ze mną zostałeś - mówię .
- Katniss, kocham cię - odpowiada . - W życiu bym cię nie zostawił .
Składa pocałunek na moich ustach, a ja go odwzajemniam .
- Kochanie, musisz odpoczywać - mówi. - spróbuj zasnąć .
Posłusznie zamykam oczy, a on wstaje z łóżka i zasypia na fotelu .
Budzę się około dziewiątej . Peeta już nie śpi - pije kawę .
- Dzień dobry, skarbie - mówi . -  Powiem lekarzom, że się obudziłaś .
Wyszedł z pokoju . Wrócił po pięciu minutach z pielęgniarką .
- Gratuluję - powiedziała . - Jest pani w ciąży . Musi pani zostać 3 dni na obserwacji .
Wyszła z pokoju . Siedzę na łóżku i nagle dociera do mnie sens tych słów.
- Nie - mówię. - Tylko nie teraz . Nie jest bezpiecznie . Jeszcze nie mogę zostać matką .
Zaczynam lekko panikować . Podchodzi do mnie Peeta .
- Katniss, wszystko się ułoży - mówi . - Niedługo ten koszmar się skończy . Dziecko będzie bezpieczne . Wszystko będzie dobrze - przytula mnie, a ja zaczynam płakać . - Nie płacz, kochanie . Przeżyliśmy na arenie, wiec na pewno sobie poradzimy jako rodzice .
Głaszcze mnie po plecach. Powoli się uspokajam . Powoli się kładę, a on koło mnie . Głaszcze mnie delikatnie po brzuchu i składa pocałunek na moich ustach .
- Kocham cię - mówię .
- Ja ciebie też - odpowiada . - Kochanie, masz gości.
Odwracam głowę w stronę drzwi . Do sali wchodzą Effie, Haymitch i mama.
- Jak się czujesz? - pyta mama .
- Normalnie - odpowiadam .
- Jesteś pewna? - pyta Haymitch . - Zemdlałaś, skarbie .
- Tak - mówię .
- Już wiadomo co ci jest? - pyta Effie .
- Mogę im powiedzieć? - pyta Peeta .
Przytakuję .
- Zostaniemy rodzicami - mówi i kładzie mi rękę na brzuchu . - Tym razem naprawdę .
Zaczynają mi gratulować . Mama krzyczy : "będę babcią " Wszyscy się cieszą, a ja się boję . Boję się, że Igrzyska powrócą, a moje dziecko wylosują, że Victoria je porwie, cokolwiek .
...................................................
*oczami Victorii *
- Witaj, Klaus - mówię .
- Dzień dobry, ciociu - odpowiada .
 Podaje mi różdżkę jednego z aurorów . Myślę, że Draco jest dumny ze swojego wnuka . Klaus wyrósł na porządnego czarodzieja . Właśnie zabił aurorów chroniących rodzinę Peety. Ta idiotka Effie myślała , że wsadzi mnie do piwnicy , załatwi aurorów do pilnowania Mellarków i będzie miała spokój . Zabiję ją i zwycięzców .
- Gdzie oni są ? - pytam Klausa .
- Wyjechali, ale sądzę, że Mellarkowie wiedzą, gdzie oni są - mówi . - Dowiemy się .
Wchodzimy do ich domu . Panikują, próbują się zakneblować w sypialni . Nic to nie daje . Otwieram drzwi zaklęciem .
- Gdzie oni są? - pytam .
Nie odpowiadają .
- Crucio!
Wrzeszczą z bólu .
- Imperio - mówię . - Powiedzcie mi gdzie są .
- Pojechali do domu Effie - mówi pani Mellark .
Związuję ich zaklęciem i teleportujemy się do domu Effie za pomocą teleportacji łącznej .
Wchodzimy do środka . W domu panuje cisza .Prowadzimy Mellarków do piwnicy .  Nagle słyszę dziecięcy śmiech . Szukam jego źródła . Dochodzi z jednego z pokoi . Otwieram drzwi . Są tam bliźnięta i skrzat domowy . Odwraca się w moją stronę. Z jego twarzy wyczytuję zdziwienie i przerażenie. Już wie, że zaraz zginie. Wiem, że chciałby się teraz deportować, ale nie może, bo nikt nie wydał mu takiego rozkazu. Wybucham zimnym śmiechem.
- Avada Kedavra!
Zielone światło wypełnia mały pokój. Dzieci zastygają przerażone. Skrzat pada martwy na ziemię .
- Expelliarmus! - krzyczy  dziewczynka .
Różdżka wypada mi z rąk, leci prosto do niej, a ja zostaję odrzucona do tyłu . Do pokoju wchodzi Klaus . On również zostaje rozbrojony . Jesteśmy wściekli . Biegniemy w stronę dzieci, by wyrwać im z malutkich rączek nasze różdżki . Bachory  są jednak od nas szybsze .
- Pertificus totalus . 
Uciekają z pokoju .
- Colloportus .
Zostajemy zamknięci w pokoju . Nie mamy przy sobie różdżek i nie możemy się ruszać.
Autor : Lily

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz