*Oczami Katniss *
Po tygodniu wypuścili mnie ze skrzydła szpitalnego. Pomimo, że rok szkolny się jeszcze nie skończył lekcji w Hogwarcie nie ma, bo śmierciożercy trochę go zniszczyli i musi zostać częściowo odbudowany i wyremontowany.
W ciągu tego tygodnia spędzonego przeze mnie w skrzydle szpitalnym Peeta spędzał u mnie większość czasu. Czuwał przy mnie jak spałam, dbał o to bym jadła i rozmawiał ze mną. Sprawiał, że czułam się bezpieczna. To jest jedna z jego cech, które bardzo cenię. Przynajmniej raz dziennie odwiedzali mnie : Haymitch, Effie i Lenka. Dwa albo trzy razy była u mnie mama. Pożegnała się ze mną . Tym razem na zawsze. Powiedziała, że odwiedzi mnie tylko przy okazji mojego ślubu, a potem zniknie z mojego życia na dobre. Za bardzo ją to boli. Ostatniego dnia przyszła do mnie Johanna. Rozmawiałyśmy. Powiedziała mi, że nie wyobraża sobie, żeby mnie nie było na pogrzebie. Obiecałam, że przyjdę. Wiem, że jest w rozsypce. Straciła miłość swojego życia. Nie jestem nawet w stanie sobie wyobrazić, jak to by było stracić Peetę ...
Wracamy do domu Effie. Pakuję się. Peeta do mnie podchodzi i mnie przytula. Wtulam się w niego. Całuję go, a on odwzajemnia mój pocałunek. Chcę mu podziękować tym pocałunkiem za wszystko i pokazać mu jak bardzo go kocham.
- Świetnie całujesz - stwierdza.
- Wiem - odpowiadam.- Nie ma teraz czasu na gadanie, jest teraz chwilka na całowanie.
Znowu nasze usta złączają się w namiętnym pocałunku . Jak już się od siebie odrywamy kończymy się pakować. Kilka godzin później jesteśmy już u Effie. Jemy kolację. Nagle Haymitch mówi :
- Zdecydowaliśmy z Effie do siebie wrócić .
Składamy im gratulacje, a oni nam dziękują.
.........................................................................................................
*Tydzień później*
- Gdzie jest moja czarna sukienka ? - zastanawiam się na głos. W szafie jej nie ma, więc biegam po domu i jej szukam.
- Ja ją mam, wyprasowałam ci ją - Effie mi ją podaje.
- Dziękuję.
Kończę się szykować, a potem teleportujemy się z resztą za pomocą teleportacji łącznej.
Lądujemy na cmentarzu.
- Dziękuję, że przyszliście - mówi Johanna.
- To był też mój przyjaciel - przypominam jej i ją przytulam.
Zobaczyłam nadchodzącą z oddali Hazelle.
- Hazelle, tak bardzo mi przykro - mówię do niej.
- Katniss - Hazelle mnie przytula. - On cię kochał jak siostrę, wiesz o tym?
Przytakuję. Hazelle odchodzi i wita się z Johanną, Effie i Haymitchem. Do Peety nie podchodzi. Nie przepada za nim.
Wszyscy zebrali się koło grobu. Kapłan-czarodziej zaczął odmawiać jakieś modlitwy połączone z zaklęciami. Trumna została magicznie wsadzona do wykopanego wcześniej dołu i na nagrobku pojawił się wieniec kwiatów i 3 złote znicze.
Po zakończonej uroczystości żegnam się z Johanną i Hazelle i deportuję się z Effie, Haymitchem i Peetą z cmentarza ...
Wiem, że rozdział jest beznadziejny, ale nie miałam na niego pomysłu ... Przepraszam także za ewentualne błędy ...
- Lily
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz