czwartek, 31 lipca 2014

Notatki z dziennika:Niezwykły sen


Notatki z pamiętnika : Niezwykły sen

10.12.1988r

Zamknąłem oczy. Miałem nadzieję, że szybko dzisiaj zasnę. Miałem już kompletnie dość mojego życia. Co dzień tylko smutek, ani chwili uśmiechu.

Nigdy nie uważałem rutyny za coś złego. Jakby tak rutyna dni dobrych zaprzyjaźniła się ze mną...

11.12.1988r

Zasnąłem szybko. Po ognistej whisky sen przychodzi mi łatwiej. Jednak już od dawna nie miewałem snów, nie wiem czy gdybym je miał, byłyby one spokojne. Podejrzewam, że pełno by w nich było głęboko wpatrzonych we mnie oczu, która za chwile miały już zostać martwe, albo węży, ogromnych węży pożerających swoje ofiary, szepczących coś złowrogo.

Jednak tej nocy moje przypuszczenia uciekły z mojej głowy na zawsze.

Kiedy obudziłem się rano było już jasno. Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem były niemrawe promyki słońca wdzierające się przez stare zasłony i oświetlające fragment podłogi i łóżka.

Poderwałem się gwałtownie. Szybkim krokiem podszedłem do lustra znajdującego sie za drzwiami i spojrzałem w swoje odbicie. Moja twarz, na którą opadały przydługie, czarne włosy błyszczała się lekko od potu. Spojrzałem w czarne oczy swojego odbicia.

-Śniła...śniła mi się Lily-wyszeptałem z trudem

***

Szedłem drogą przy lesie wraz z Lucjuszem i Bellatrix, kiedy na drodze ze mgły pojawił się Czarny Pan. Moi towarzysze rozpłynęli się w powietrzu. ogromna, rozgniewana postać Toma Riddla zbliżała się do mnie krzycząc okropnie "Zdradziłeś mnie Severusie! Przyjąłem cię, a kiedy zniknąłem zaraz obróciłeś się przeciwko mnie!". Z lasu wyłoniła się niewielka, znajoma dłoń. Bez chwili wahania chwyciłem ją, zaciskając na niej palce z całych sił. Szliśmy leśną ścieżką, wysoko nad nami widać były jaskrawo zielone korony dziesiątek drzew. Prowadziła mnie wesoła, rudowłosa postać, która zdawała się znać cel tej podróży. Otaczająca jasność sprawiała, że musiałem mrużyć oczy. Już dawno nie czułem się tak lekki i rześki. Weszliśmy na polanę. Lily nagle wydoroślała, położyła się za trawie i pokazała mi ręką że mam usadowić się obok niej. Usiadłem więc, patrząc na nią z uwielbieniem.

Trwaliśmy tak jakiś czas patrząc na siebie, a polana stawała się coraz jaśniejsza, aż w końcu światło całkiem mnie zaślepiło. Kiedy oderwałem dłonie od twarzy obok mnie już jej nie było. Zacząłem się więc z przestrachem rozglądać. Tak bardzo chciałem jeszcze ją ujrzeć! I zobaczyłem!

Oddalała się białą drogą która pojawiła się na końcu polany.

Wyciągnęłem ręce aby ją zatrzymać, choć była już za daleko bym mógł ją dosięgnąć. Odwróciła się po raz ostatni i napotykając moje spojrzenie powiedziała-Pamiętaj o moim synu, Sev. Do zobaczenia.

Zniknęła już a echo wciąż i wciąż powtarzało jej słowa. Obudziłem się.

***

13.12.1988

Minęły dwa dni a ja wciąż miałem złe przeczucia związane z synem mojej ukochanej, wciąż zastanawiałem się co zrobić, aż w końcu postanowiłem go zobaczyć. Dowiedzenie się gdzie mieszka nie zajęło mi dużo czasu. Wysłałem sowę do Hagrida z prośbą o adres mówiąc, że Dumbledorea kazał mi odwiedzić go w sprawie wyjątkowo gwałtownego użycia czarów. Wiedziałem, że nie mogę zwyczajnie poprosić o adres

Albusa, bo byłem niemal pewny że stanowczo nie zgodziłby się na moją wizytę.

Uroczyście przysięgam, że knuje coś niedobrego

ŁAPA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz