* Oczami Katniss*
Leżę w łóżku i próbuję zasnąć, gdy nagle słyszę płacz. Wyskakuję z łóżka i biegnę do pokoju Lily. Biorę małą na ręce.
- To tylko zły sen – mówię. – Co tym razem ci się śniło?
- Że jakaś pani chciała cię zabić – odpowiada i zaczyna płakać jeszcze bardziej.
- Nie płacz, Liluś – szepczę. – To tylko sen. Spróbuj zasnąć.
- Nie mogę – odpowiada czterolatka.
- Spałaś tylko trzy godziny.
- No dobra – Lily się poddaje. – Mogę spać z tobą?
- Jasne, córeczko. Kocham cię.
- Ja ciebie też, mamusiu.
Zanoszę ją do sypialni, kładę ją na łóżku, po czym otulam ją kołdrą, kładę się obok niej i przytulam się do niej. Zasypiamy koło siebie i czujemy się bezpiecznie.
Następnego dnia, po śniadaniu udajemy się do św. Munga. Przeprowadziłam się do Londynu, żeby mieć blisko do tego szpitala. W Panem nikt nie zaopiekuje się Peetą tak dobrze, jak uzdrowiciele, a ja nie umiem się jeszcze samodzielnie teleportować. Wchodzimy do szpitala, po czym udajemy się na piętro, na którym przebywa Peeta. Następnie idziemy korytarzem i wchodzimy do jego sali.
- Mamusiu, a dlaczego tatuś ciągle śpi? – pyta Lily wchodząc ze mną do sali szpitalnej.
- Bo jest bardzo chory – odpowiadam i przytulam się do niej. Siadam na krześle koło łóżka Peety i głaszczę go po wierzchu dłoni.
Wiem, że On teraz prawdopodobnie się na mnie patrzy albo mnie przytula. Nie czuję Jego dotyku, ale czuję Jego obecność. Często z Nim rozmawiam. On do mnie pisze list, a ja mu na niego odpowiadam. W ten sposób mogę być bliżej Niego i mniej za Nim tęsknić.
- Kocham cię – szepczę. – Nawet nie wiesz, jak bardzo ...
Całuję Go w policzek.
- Wróć do mnie – mówię. – Błagam cię, obudź się.
Łzy zaczynają cieknąć mi po policzkach, ale nie obchodzi mnie to. Wiem, że staję się coraz słabsza. Wiem, że nie powinnam płakać przy dziecku. Wiem, że mój płacz nic nie da, ale ja chcę, żeby On się wybudził.
Składam Mu pocałunek na ustach, po czym odwracam się, by odejść, gdy nagle słyszę Jego głos.
- Katniss – szepcze.
Odwracam się. Peeta ma otwarte oczy. Wybudził się! Peeta się wybudził! Patrzy na mnie i uśmiecha się.
- Udało się – mówi. – Obudziłem się ...
Próbuje się podnieść, ale jest zbyt słaby.
- Nie tak szybko – mówię. – Dopiero co się wybudziłeś ze śpiączki. Byłeś w niej prawie pięć lat.
- Wiem – odpowiada. – Mamy czteroletnią córeczkę.
- Nawet jest tutaj.
Odwracam głowę w jej stronę i zauważam, że zasnęła. Podchodzę do niej i delikatnie biorę ją na ręce. Pomimo moich starań, żeby się nie obudziła, Lily otwiera oczy.
- Kochanie, Tatuś już nie śpi – mówię.
- Tatuuuuuuś! – krzyczy mała, po czym wyrywa mi się i kładzie na łóżku obok Peety i przytula do niego, a Peeta ma łzy w oczach i całuje ją w czółko.
Patrzę na tą scenę ze wzruszeniem, a potem odwracam się i wychodzę z sali.
Kilka minut później wracam z uzdrowicielem. Lily wstaje z łóżka, uzdrowiciel bada Peetę, po czym mówi :
- Widzę, że panu się polepszyło – uśmiecha się do Peety promiennie. – Jednakże jest pan jeszcze słaby i musi pan zostać w szpitalu na obserwacji przez co najmniej miesiąc.
- Dobrze – odpowiada Peeta.
- Jesteś jak śpiący królewicz – mówię. – Wystarczył pocałunek i się wybudziłeś. Szkoda tylko, że za którymś razem. W sumie nie ważne po ilu latach się obudziłeś, najważniejsze jest to, że się udało.
Zmierzam powoli ku końcowi. Mam nadzieję, że nie rozczaruje Was zakończenie. Liczę na jakiekolwiek komentarze. Możecie się też spodziewać niedługo jakiejś miniaturki, zapewne o Huncwotach.
- Lily
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz