Pewnego dnia, kilka miesięcy po
Bitwie o Hogwart Harry i Ginny postanowili odwiedzić Teddy’ego. Udali się do
domu Andromedy. Wyglądała okropnie. Miała zapuchnięte oczy i była przeraźliwie
blada.
- Wejdźcie – powiedziała bezbarwnym głosem i wpuściła ich do
domu.
Harry i Ginny weszli do domu i usłyszeli ogłuszający płacz
Teddy’ego.
- Babcia już idzie! – krzyknęła Andromeda, a następnie
zwróciła się do Harry’ego i Ginny – on ciągle płacze. Przez cały czas.
Próbowałam już wszystkiego.
- Proszę sobie usiąść i odpocząć – powiedział Harry. – My
się nim zajmiemy.
- Jesteście pewni, że tego chcecie? – zapytała Andromeda z
powątpiewaniem w głosie.
- Tak – odpowiedziała Ginny.
Harry i Ginny weszli do pokoju w
którym był Teddy. Siedział on w kojcu i płakał. Uspokoił się jednak, jak tylko
ich zauważył. Obserwował ich z zaciekawieniem, a jego włosy zmieniły kolor - z rudych stały się niebieskie. Harry
podszedł do kojca i wziął chrześniaka na ręce.
Chodził z nim po pokoju i pokazywał mu różne przedmioty codziennego użytku,
a on oglądał je z wyraźnym zaciekawieniem i cicho gaworzył. Uwagę Harry’ego przykuło magiczne zdjęcie
stojące na półce w rogu pokoju. Podszedł do niej, żeby przyjrzeć mu się
dokładnie. Byli na nim Huncwoci razem z
Lily i Andromedą, która trzymała na rękach małą Nimfadorę.
- Są tu nasi rodzice i mój ojciec chrzestny – powiedział do
chłopczyka. – A teraz ich już nie ma…
Szkoda, polubiłbyś ich…
Ginny podeszła do
Harry’ego i położyła mu dłoń na ramieniu. Od czasu gdy zginął Fred wiedziała co
Harry czuł przez ten cały czas. Harry kontynuował swój wywód.
- Gdybym zginął będąc dzieckiem oni wszyscy by teraz
prawdopodobnie żyli. Gdyby mojego taty nie było wtedy w domu, a moja mama nie
poświęciłaby siebie dla mnie. Gdybym zwyczajnie umarł moi rodzice mieliby
kolejne dziecko i byliby szczęśliwi. Syriusz nie trafiłby do więzienia, bo oni
by znali prawdę i obroniliby go. Nie zostałby zabity, bo nigdy nie musiałby być
w departamencie tajemnic. Twoi rodzice też by żyli, bo nie byłoby bitwy o
Hogwart i nikt nie musiałby ginąć za mnie…
- To nie jest twoja wina, Harry – powiedziała stanowczo
Ginny. – Nie wolno ci tak mówić. Oni wszyscy nie zginęli przez ciebie, tylko
dla ciebie. To jest zasadnicza różnica.
To Voldemort i jego poplecznicy zabili tych wszystkich ludzi, a nie ty!
Harry i Ginny usiedli na kanapie. Ginny wzięła od Harry’ego
niemowlę i posadziła je sobie na kolanach.
- Posłuchaj mnie dobrze, Harry – powiedziała Ginny. – Gdybyś
umarł będąc dzieckiem lub nigdy się nie narodził, to nie poznałabym ciebie.
Jesteś miłością mojego życia i doskonale o tym wiesz. Nigdy bym się nie
zakochała i nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak bardzo beznadziejne
byłoby moje życie. Oprócz mnie kocha cię
jeszcze mnóstwo osób. Gdyby nie ty ich życie nie byłoby takie barwne i
wspaniałe. Nie wolno ci się obwiniać za to, że
nie byłeś w stanie uratować niektórych ludzi. Gdyby chcieli, to
załatwiliby to wszystko tak, żeby teraz żyć, ale oni woleli zginąć niż żyć w
takich czasach, jak te, które nastały jak Voldemort był u władzy. Oni zginęli
po to, żeby inni mogli mieć lepsze życie. Musisz to uszanować. Wiem, że to boli
i nie jest to łatwe, ale oni teraz są szczęśliwi, gdziekolwiek teraz są.
Tęsknią za rodziną i jest im przykro, że nie mogą z nią być, ale odeszli w
poczuciu spełnienia…
- Kocham cię, Ginny – powiedział Harry- ale są rzeczy,
których nie jesteś w stanie zrozumieć. Nie masz pojęcia jak to jest być mną … Z
resztą nieważne. Powrócimy kiedyś do tej rozmowy, a teraz musimy zajmować się
dzieckiem.
Teddy
zaczął płakać, a Ginny oddała go Harry’emu i wstała z kanapy. Podeszła do
półki, na której były zabawki, wzięła kilka z nich i podała je maluchowi.
- Dobrze. Wrócimy kiedyś do tej rozmowy – powiedziała.
Teddy patrzył z wyraźnym
zaciekawieniem na dwie plastikowe piłeczki i pluszową małpkę. Piłeczki wziął do
rączek, a małpkę zrzucił na podłogę.
Zaczął oglądać piłeczki od każdej strony. Jedna była zielona, a druga
czerwona. Po chwili namysłu wziął zieloną piłeczkę do buzi, ale szybko ją z
niej wyjął – widocznie mu nie smakowała. Harry i Ginny w ciszy patrzyli na
dziecko. Byli bardzo skupieni na obserwowaniu jego zabawy i reakcji na różne
czynniki. Po pewnym czasie trochę ich to znudziło, więc Ginny zabrała Teddy’emu
jedną z piłeczek i poszła z nią na drugi
koniec pokoju, a następnie rzuciła ją do Harry’ego. Harry ją złapał i rzucił do
Ginny. Ginny ją złapała, a Teddy, który
uważnie obserwował ich „grę” zaśmiał się. Harry złapał piłeczkę, którą rzuciła
mu Ginny, a Teddy wybuchnął śmiechem.
Jego śmiech był bardzo zaraźliwy, więc Harry i Ginny też zaczęli się
śmiać. Rzucali do siebie piłeczką i się śmiali. Jednak najbardziej z nich śmiał
się Teddy. Dostał prawdziwej głupawki. Kilka razy prawie ze śmiechu spadł
Harry’emu z kolan, ale jego uważny i
szybki ojciec chrzestny za każdym razem go łapał. Nagle do pokoju weszła Andromeda.
- Co tu się dzieje? – zapytała.
Harry i Ginny kilkakrotnie próbowali jej odpowiedzieć, ale
za każdym razem, gdy zaczynali mówić Teddy wybuchał śmiechem, a oni razem z
nim. W końcu Andromeda też zaczęła się śmiać. Zrobiła to raz pierwszy od
śmierci jej córki.
Gdy w
końcu wszyscy się uspokoili, Harry i Ginny postanowili nakarmić Teddy’ego
deserkiem bananowym. Na początku nie wychodziło im to wcale, bo Teddy nadal od
czasu do czasu zaczynał się śmiać. Jednak jak już się całkowicie uspokoił ta
czynność stała się łatwiejsza, wręcz banalnie prosta i Wybraniec oraz jego
dziewczyna bez najmniejszego problemu sobie z nią poradzili.
Potem
pomogli Andromedzie wykąpać jej wnuczka i go przebrać, a następnie położyli go spać. Jak zasnął
pożegnali się z Andromedą, obiecali jej, że niedługo ją odwiedzą, a następnie
poszli do Harry’ego. Po drodze zaszli do sklepu z zabawkami i kupili kilka
pluszowych zabawek dla Teddy’ego, żeby
miał się zawsze czym bawić. Bardzo spodobało
im się zajmowaniem Teddym i obiecali sobie, że będą się nim opiekować prawie
codziennie. Ustalili też, że niebawem zaproszą Andromedę na obiad, żeby mogła
chociaż na chwilę wyjść z domu. Poza tym
postanowili w najbliższym czasie wyjść z Teddym na spacer i pokazać mu piękny
las, który jest koło jego rodzinnego domu.
- Lily
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz