wtorek, 4 listopada 2014

Harry, Ginny i Teddy - miniaturka

Pewnego dnia, kilka miesięcy po Bitwie o Hogwart Harry i Ginny postanowili odwiedzić Teddy’ego. Udali się do domu Andromedy. Wyglądała okropnie. Miała zapuchnięte oczy i była przeraźliwie blada.
- Wejdźcie – powiedziała bezbarwnym głosem i wpuściła ich do domu.
Harry i Ginny weszli do domu i usłyszeli ogłuszający płacz Teddy’ego.
- Babcia już idzie! – krzyknęła Andromeda, a następnie zwróciła się do Harry’ego i Ginny – on ciągle płacze. Przez cały czas. Próbowałam już wszystkiego.
- Proszę sobie usiąść i odpocząć – powiedział Harry. – My się nim zajmiemy.
- Jesteście pewni, że tego chcecie? – zapytała Andromeda z powątpiewaniem w głosie.
- Tak – odpowiedziała Ginny.
Harry i Ginny weszli do pokoju w którym był Teddy. Siedział on w kojcu i płakał. Uspokoił się jednak, jak tylko ich zauważył. Obserwował ich z zaciekawieniem, a jego włosy zmieniły kolor  - z rudych stały się niebieskie. Harry podszedł do kojca i wziął chrześniaka na ręce.  Chodził z nim po pokoju i pokazywał mu różne przedmioty codziennego użytku, a on oglądał je z wyraźnym zaciekawieniem i cicho gaworzył.  Uwagę Harry’ego przykuło magiczne zdjęcie stojące na półce w rogu pokoju. Podszedł do niej, żeby przyjrzeć mu się dokładnie.  Byli na nim Huncwoci razem z Lily i Andromedą, która trzymała na rękach małą Nimfadorę.
- Są tu nasi rodzice i mój ojciec chrzestny – powiedział do chłopczyka.  – A teraz ich już nie ma… Szkoda, polubiłbyś ich…
 Ginny podeszła do Harry’ego i położyła mu dłoń na ramieniu. Od czasu gdy zginął Fred wiedziała co Harry czuł przez ten cały czas. Harry kontynuował swój wywód.
- Gdybym zginął będąc dzieckiem oni wszyscy by teraz prawdopodobnie żyli. Gdyby mojego taty nie było wtedy w domu, a moja mama nie poświęciłaby siebie dla mnie. Gdybym zwyczajnie umarł moi rodzice mieliby kolejne dziecko i byliby szczęśliwi. Syriusz nie trafiłby do więzienia, bo oni by znali prawdę i obroniliby go. Nie zostałby zabity, bo nigdy nie musiałby być w departamencie tajemnic. Twoi rodzice też by żyli, bo nie byłoby bitwy o Hogwart i nikt nie musiałby ginąć za mnie…
- To nie jest twoja wina, Harry – powiedziała stanowczo Ginny. – Nie wolno ci tak mówić. Oni wszyscy nie zginęli przez ciebie, tylko dla ciebie.  To jest zasadnicza różnica. To Voldemort i jego poplecznicy zabili tych wszystkich ludzi, a nie ty!
Harry i Ginny usiedli na kanapie. Ginny wzięła od Harry’ego niemowlę i posadziła je sobie na kolanach.
- Posłuchaj mnie dobrze, Harry – powiedziała Ginny. – Gdybyś umarł będąc dzieckiem lub nigdy się nie narodził, to nie poznałabym ciebie. Jesteś miłością mojego życia i doskonale o tym wiesz. Nigdy bym się nie zakochała i nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak bardzo beznadziejne byłoby moje życie.  Oprócz mnie kocha cię jeszcze mnóstwo osób. Gdyby nie ty ich życie nie byłoby takie barwne i wspaniałe. Nie wolno ci się obwiniać za to, że  nie byłeś w stanie uratować niektórych ludzi. Gdyby chcieli, to załatwiliby to wszystko tak, żeby teraz żyć, ale oni woleli zginąć niż żyć w takich czasach, jak te, które nastały jak Voldemort był u władzy. Oni zginęli po to, żeby inni mogli mieć lepsze życie. Musisz to uszanować. Wiem, że to boli i nie jest to łatwe, ale oni teraz są szczęśliwi, gdziekolwiek teraz są. Tęsknią za rodziną i jest im przykro, że nie mogą z nią być, ale odeszli w poczuciu spełnienia…
- Kocham cię, Ginny – powiedział Harry- ale są rzeczy, których nie jesteś w stanie zrozumieć. Nie masz pojęcia jak to jest być mną … Z resztą nieważne. Powrócimy kiedyś do tej rozmowy, a teraz musimy zajmować się dzieckiem.
                Teddy zaczął płakać, a Ginny oddała go Harry’emu i wstała z kanapy. Podeszła do półki, na której były zabawki, wzięła kilka z nich i podała je maluchowi.
- Dobrze. Wrócimy kiedyś do tej rozmowy – powiedziała.
Teddy patrzył z wyraźnym zaciekawieniem na dwie plastikowe piłeczki i pluszową małpkę. Piłeczki wziął do rączek, a małpkę zrzucił na podłogę.  Zaczął oglądać piłeczki od każdej strony. Jedna była zielona, a druga czerwona. Po chwili namysłu wziął zieloną piłeczkę do buzi, ale szybko ją z niej wyjął – widocznie mu nie smakowała. Harry i Ginny w ciszy patrzyli na dziecko. Byli bardzo skupieni na obserwowaniu jego zabawy i reakcji na różne czynniki. Po pewnym czasie trochę ich to znudziło, więc Ginny zabrała Teddy’emu jedną z piłeczek  i poszła z nią na drugi koniec pokoju, a następnie rzuciła ją do Harry’ego. Harry ją złapał i rzucił do Ginny.  Ginny ją złapała, a Teddy, który uważnie obserwował ich „grę” zaśmiał się. Harry złapał piłeczkę, którą rzuciła mu Ginny, a Teddy wybuchnął śmiechem.  Jego śmiech był bardzo zaraźliwy, więc Harry i Ginny też zaczęli się śmiać. Rzucali do siebie piłeczką i się śmiali. Jednak najbardziej z nich śmiał się Teddy. Dostał prawdziwej głupawki. Kilka razy prawie ze śmiechu spadł Harry’emu z kolan, ale jego uważny  i szybki ojciec chrzestny za każdym razem go łapał.  Nagle do pokoju weszła Andromeda.
- Co tu się dzieje? – zapytała.
Harry i Ginny kilkakrotnie próbowali jej odpowiedzieć, ale za każdym razem, gdy zaczynali mówić Teddy wybuchał śmiechem, a oni razem z nim. W końcu Andromeda też zaczęła się śmiać. Zrobiła to raz pierwszy od śmierci jej córki.
                Gdy w końcu wszyscy się uspokoili, Harry i Ginny postanowili nakarmić Teddy’ego deserkiem bananowym. Na początku nie wychodziło im to wcale, bo Teddy nadal od czasu do czasu zaczynał się śmiać. Jednak jak już się całkowicie uspokoił ta czynność stała się łatwiejsza, wręcz banalnie prosta i Wybraniec oraz jego dziewczyna bez najmniejszego problemu sobie z nią poradzili.

                Potem pomogli Andromedzie wykąpać jej wnuczka i go przebrać,  a następnie położyli go spać. Jak zasnął pożegnali się z Andromedą, obiecali jej, że niedługo ją odwiedzą, a następnie poszli do Harry’ego. Po drodze zaszli do sklepu z zabawkami i kupili kilka pluszowych zabawek dla  Teddy’ego, żeby miał się zawsze czym bawić.  Bardzo spodobało im się zajmowaniem Teddym i obiecali sobie, że będą się nim opiekować prawie codziennie. Ustalili też, że niebawem zaproszą Andromedę na obiad, żeby mogła chociaż na chwilę wyjść z domu.  Poza tym postanowili w najbliższym czasie wyjść z Teddym na spacer i pokazać mu piękny las, który jest koło jego rodzinnego domu.



- Lily

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz