,,Nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia."
-George Bernard Shaw
Rozdział 2 : Bunt skrzatów
Kiedy wysiedli
z powozów i razem z tłumem szli ku Wielkiej Sali, Syriuszowi wpadło coś do
głowy. Chwycił za nadgarstek Petera i
Jamesa i wszedł do najbliższej komnaty, zamykając za sobą drzwi.
-Mam pewien
pomysł – powiedział podekscytowany Łapa.
-Mam nadzieję,
ze jest dobry, bo strasznie burczy mi w brzuchu…- zajęczał James.
-No… mi też –
dodał Peter.
-Musicie
myśleć ciągle o jedzeniu?! – zirytował się Syriusz – Posłuchajcie…
Opowiedział o
swoim pomyśle.
-No dobra,
trochę skromny, ale możemy to zrobić – zgodził się podekscytowany James – Tylko
szybko, póki na korytarzu jest dużo ludzi. Wyszli z klasy.
-Jakie to było
zaklęcie? – zapytał Syriusz marszcząc czoło.
-Sonorus – powiedział James celując
różdżką w swoje gardło.
Glizdogon
zachichotał.
Wyszli na
korytarz i staneli w mało widocznym miejscu.
James odkaszlnął.
-UWAGA
UCZNIOWIE – zaczął mówić pogłośnionym przez zaklęcie głosem – MUSICIE WIEDZIEĆ,
ŻE ZE WZDLĘDU NA BUNT SKRZATÓW DOMOWYCH PRACUJĄCYCH W KUCHNI UCZTĘ PRZENOSIMY
NA DZIEDZINIEC SZKOLNY. JESTEM PREFECTEM, PROSZĘ WZIĄĆ MOJE SŁOWA NA POWAŻNIE!
Łapa i Glizdogon
wybuchnęli śmiechem.
Uczniowie
przystanęli nie wiedząc co zrobić. Łapa natychmiast zaczął kierować młodszych
uczniów ku wyjściu.
-Za mną
proszę! Szybko, bo skrzaty znają naprawdę dobre zaklęcie paraliżujące.
Zrobiło się
straszne zamieszanie. Kilku nauczycieli zaczęło uspokajać tłum, aż w końcu
wszyscy uczniowie znaleźli się w Wielkiej Sali.
Huncwoci wciąż
chichocąc, weszli na ucztę i zajęli miejsce obok Lupina, który patrzył na nich
trochę nieufnie.
-To wy! Już w
pierwszy dzień – zaczął – Poza tym to JA jestem prefektem – powiedział mrugając
okiem.
James postukał
Syriusza po ramieniu, ale ten zajęty był
przyjmowaniem gratulacji od rozbawionych kolegów.
-Najlepszy był
taki mały chłopiec, który zrobił się śmiertelnie blady, jak powiedziałem mu,
że…
-Szzzzzz-
zdążył ostrzec go Lupin, kiedy zobaczył zbliżających się do nich wściekłą
profesor McGonagall.
James i Łapa natychmiast spoważnieli.
-Do mojego
gabinetu. Już. – wysapała profesor McGonagall.- Cała trójka. Tak, ty Pettigrew
też.
Profesor
szybkim krokiem zmierzała ku drzwiom i głowy wielu uczniów obracały się, aby
spojrzeć na idącą na nią trójkę. Uśmiechnięci James Syriusz machali i kłaniali się na boki z
szerokimi uśmiechami na ustach. Glizdogon miał na twarzy niemrawy uśmiech, ale
trząsł się lekko ze strachu na myśl o rozmowie z nauczycielką transmutacji.
Kiedy znaleźli
się na korytarzu chłopcom zniknęły uśmiechy z twarzy.
Weszli do jej
gabinetu i stanęli przed biurkiem.
-Czy wy zawsze
musicie coś wymyślić? – zapytała ze złością, obrócona do nich tyłem.
Nie
odpowiedzieli.
-Słucham was.
Odwróciła się.
Jej usta były teraz nienaturalnie wąskie ze złości.
-Nie rozumiem
o co chodzi... – powiedział niewinnie Syriusz.
-Nie
rozumiesz? NIE ROZUMIESZ? NIE OBRAŻAJ MOJEJ INTELIGENCJI, BLACK! – wzięła
głęboki wdech. –Otóż profesor Gtinkes odszedł w tym roku na emeryturę, co
oznacza że teraz ja jestem opiekunką domu Gryffindoru i do moich obowiązków należy
wymierzanie wam kar. – spojrzała na nich groźnie – Młodsi uczniowie naśladują
was. Niedługo Hogwart będzie wypełniony bezmózgimi pajacami, za wszelką cenę
próbującymi się popisać.
-Czy pani
chciała nas urazić? – zapytał Syriusz.
-Panie Black!
Ostrzegam cię.
-My też byśmy
tego nie chcieli – zapewnił szybko Syriusz.
-Przez
następne dni będziecie musieli przychodzić do mnie na szlaban. Przekażę wam
jeszcze termin. Możecie już wyjść. A co do ciebie, panie Pettigrew… – zwróciła
się do Petera – Jeśli łamiesz świadomie przepisy szkolne, mógłbyś się chociaż
odezwać, a nie powiedziałeś mi jeszcze nawet dzień dobry.
Peter oblał
się rumieńcem.
- Przepraszam,
pani profesor – odpowiedział.
-Co z tobą
James? – zapytała nagle profesor – Ty też się nie odzywasz…
James miał
bardzo głupią minę i wzruszył tylko ramionami wpatrując się w nią. Syriusz uświadomił
sobie, że James nie odzywał się już od zdarzenia w holu. McGonagall najwyraźniej
też zrozumiała już o co chodzi i spojrzała na niego spode łba.
-Czy ty jesteś
aż tak bardzo nierozumny Potter, że nie sprawdziłeś przeciwzaklęcia? – zapytała
starając się opanować złość.
James ponownie
wzruszył tylko ramieniami.
-Proszę wrócić
już do wieży Gryffindoru. Hasło brzmi ”sztrudle” – powiedziała wzdychając
ciężko.
James spojrzał
na nią oburzony.
-ALE … -
zaczął James zapominając o zaklęciu.
-NIE DENERUJ MNIE
POTTER! NIE SĄDZISZ CHYBA, ŻE POZWOLE WRÓCIĆ WAM NA UCZTE – wrzasnęła
nauczycielka, jakby czytając Jamesowi w myślach.
Chłopcy chcąc
nie chcąc udali się głodni do swojego dormitorium. Zły humor towarzyszył im, aż
do przyjścia Lupina, który schował do kieszeni trochę ciastek i grzanek dla
swoich kolegów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz