niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 3: Pierwszy dzień zajęć

Obiecuję, że knuję coś niedobrego.
-Łapa

,,Człowiek bez charakteru jest jak ubranie bez wieszaka - przypomina szmatę."
-Treya



15-latkowie zajmowali kilkanaście ławek na drugiej lekcji, w klasie zaklęć profesora Glinnika. Brali udział w wyjątkowo nudnej lekcji, na której nauczyciel omawiał teorie podstawowych zaklęć wykorzystywanych przez skrzaty domowe.

James siedział z głową opartą na dłoni i spoglądał na padający za oknem śnieg. W pewnym momencie ocknął się zamyślenia i rozejrzał się, aby zobaczyć co robią jego koledzy. Lupin, siedzący obok niego, zajęty był czytaniem jakiejś książki, co chwile patrzył ukradkiem na nauczyciela, aby upewnić się czy ten ciągle stoi w tym samym miejscu. Glizdogon przeglądał czasopismo. James wychylił się aby zobaczyć jakie. Pierwszy w oczy rzucił mu się artykuł o skuteczności użycia różnych zaklęć farbujących włosy. Na ilustracji obok kobieta obracała się na boki, aby jak najlepiej zaprezentować swoje gęste, brązowe włosy.

Rogacz kopnął krzesło kolegi, a kiedy ten odwrócił się do niego,  zrobił bardzo głupią minę wymawiając bezgłośnie „Czarownica? Naprawdę?”. Glizdogon spłonął rumieńcem i schował magazyn do torby.

James przeniósł wzrok na Łapę siedzącego po swojej lewej stronie. Przyjaciel poustawiał przed piórnikiem zakrętki od piwa kremowego i za pomocą różdżki czarował je, aby poruszały się w różny sposób. Spostrzegł, że James przygląda mu się, więc odłożył różdżkę i chwycił kawałek pergaminu i pióro, aby coś napisać i podsunął mu kartkę.

„Czyżby ci się nudziło Rogaczku?”

James wyciągnął swoje pióro.

,,Jakbyś zgadł. Jakieś plany na dzisiaj?”

,,Niewielkie. Kojarzysz tego chłopaka z Hufflepuff, którego siostra nielegalnie hodowała w dormitorium diabelskie sidła?”

„Tak”

„Wnerwia mnie. Powiedział dzisiaj na zielarskie pani, że próbuje wynieść kilka gałązek jej roślinek.”

„Więc mściwy Łapa planuje zemstę?”

,,Chcę zwinąć jego torbę.”

Kiedy lekcja wreszcie się skończyła uczniowie udali się na lunch do Wielkiej Sali. Łapa i Syriusz stanęli w tłumie przepychającym się przez wejście.

-Accio torba Strausera - wyszeptał James.

Następnie z uśmiechami na twarzy udali się do łazienki i zmienili kolor wszystkich przyborów szkolnych na wściekły róż. Syriusz wyciął też obrazki z książki ,,Jak zadbać o swojego jednorożca-Amanda Hofles” którą zwinął pewnej dziewczynie, która przechodziła wcześniej obok niego i zaklęciem trwałego przylepca przykleili je do podręczników chłopaka. Na koniec podpisali się razem z pozdrowieniami na jego piórniku. Uwinęli się z tym tak szybko, że zdążyli jeszcze zjeść trochę puddingu i zapiekanki.

-Co teraz mamy?- zapytał James z pełną buzią.

-Historię magii – odpowiedział szybko Peter – Gdzie byliście?

-Studiowaliśmy zawartość torby pewnego kolegi – wyjaśnił beztrosko Syriusz.

-Mogliście mi powiedzieć, chętnie bym wam pomógł – powiedział z żalem Glizdogon.

-Wybacz stary, to nie było do końca zaplanowane.

Lupin spojrzał na nich badawczo.

-Mam nadziej, że tym razem to nie jest osiłek z kolegami gotowymi, aby mu pomóc – oznajmił poważnie.

Podeszła do nich ładna dziewczyna z dwoma, gęstymi  warkoczami.

-Cześć Śliczna! – zaczął jak zawsze Łapa, widząc dziewczynę.

-Pani MacGonagal poprosiła mnie żebym wam o przekazała.- powiedziała zarumieniona, wręczyła mu kartkę i odeszła.

-Och nieee… - westchnął Łapa zerkając na karteczkę – Nasz szlaban będzie trwał tydzień. Mamy codziennie stawiać się do gabinetu tej wiedźmy, żeby robić coś bezsensownego.

Lupin zaśmiał się.

-Warto było. Zapomnieliście już jaką minę miał Mike kiedy to zobaczył? – zapytał.

Łapa zrobił oburzoną minę.

-No wiesz?! Żeby prefekt takie rzeczy wygadywał… Wstydź się – powiedział poważnie. – A tak w ogóle to nie chce mi się iść na histe. Zostańmy w dormitorium.

-Ja muszę iść- wyznał ze smutkiem Glizdogon – Moja matka powiedziała, że jeśli jeszcze raz przyjdzie do niej skarga, że notorycznie opuszczam zajęcie, to nie zgodzi się na miotłę, którą planuje kupić mi na święta.

-A ty, Lunatyku?

-Znasz moją odpowiedź.

-Więc zostaliśmy tylko we dwoje, Rogaczu – powiedział Syriusz ocierając nieistniejącą łzę.

Kiedy opuścili swoich rówieśników i udali się do wieży Gryffindoru James zaproponował, aby poszli po słodycze do miodowego królestwa. Wzięli więc mapę, którą stworzyli przed rokiem oraz pelerynę niewidkę i udali się za posąg wiedźmy. Na miejscu włożyli do toreb tyle słodyczy, ile się tylko zmieściło i wrócili, objadając się do drodze czekoladą.

O osiemnastej cała czwórka zabrała się za odrabianie lekcji. Po dwóch godzinach chłopcy zrobili zaledwie część zadań, a mimo to musieli zostawić książki i pergaminy aby udać się na szlaban.

James, Syriusz i Peter włożyli swoje rzeczy do toreb.

-Luniaczku? – powiedział nagle Łapa słodkim głosem, podchodząc do Lupina.

Lupin, który skończył już pisać eseje, a teraz siedział na kanapie patrząc na kominek, spojrzał podejrzliwie na przyjaciela.

-Słuchaj… - powiedział Łapa siadając na kanapie obok Lupina – Wiesz jak bardzo cię lubię? – zapytał nagle.

Zanim Lunatyk zdążył cokolwiek powiedzieć Syriusz objął go mocno i położył swoja głowę na jego ramieniu. Glizdogon i Rogacz wybuchnęli śmiechem.

-Nie mógłbyś może trochę mi pomóc? –powiedział Syriusz udając głos dziecka – Proooszę, tak bardzo cię proooszę.

Glizdogon zrobił się od śmiechu bardzo czerwony, a z oczu poleciały mu łzy. Syriusz wyglądał bardzo śmiesznie przytulając się do kolegi i robiąc niewinną minę dziecka. Zesztywniały Lupin czuł się wyraźnie nieswojo.

-Bo ty jesteś taki mąąądry i taki dooobry – kontynuował Łapa nie zwracając uwagi na Rogacza, który zsunął się z fotela i leżał teraz na podłodze, głośno się śmiejąc.

Lupin próbował odsunąć się nieco od kolegi, ale ten nie pozwolił mu na to, zaciskając mocniej palce.

-Proooszę… Jako prefekt jesteś zobowiązany nieść pomoc takim kretynom jak ja. - wyznał

Lupin pogroził mu palcem robiąc najbardziej surową minę, na jaką było go stać.

–Miałeś dużo czasu, bo nie poszedłeś na historię magii. Tatuś nie odwali za ciebie całej roboty…

-Nie całą - zapewnił Łapa – Tylko część eseju z zielarstwa. To jak będzie? – zapytał z nadzieją.

Lupin westchnął.

-No dobra – powiedział w końcu.

Łapa puścił go i z uśmiechem wręczył esej, który leżał na stoliku i szybko wyszedł z Gryffindoru jakby w obawie, że kolega zmieni zdanie.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz