Niekoniecznie...
-Łapa
Następnego
ranka Lupin obudził się wcześnie. Ubrał się najciszej jak potrafił i zajął się
czytaniem książki, którą wypożyczył poprzedniego dnia z biblioteki.
Kiedy po
sprawdzeniu godziny na zegarku zobaczył, że do lekcji zostało im zaledwie pół
godziny, zamknął książkę.
-James, Peter,
Syriusz, wstawajcie! Zostało wam mało czasu! – krzyknął.Peter podniósł się powoli z poduszki.
-Co się… co się stało? – wymamrotał.
Lupin zaczął pakować torbę. W tym czasie półprzytomny Peter krzątał się po pokoju zakładając na siebie szatę. Nagle potknął się i z głośnym łoskotem runął na podłogę, tuż przy łóżku Jamesa.
-Jeszcze pięć minut… - wybełkotał James.
Lupin machnął leniwie
różyczką, mówiąc poznane w lecie zaklęcie, a w powietrzu pojawiła się grająca
głośno trąbka. Lewitowała między łóżkami Jamesa i Syriusza wygrywając nieprzyjemną
melodię. James zakrył twarz poduszką, przeklinając cicho Lupina. Łapa chcąc
obrócić się na bok, spadł na podłogę zaplątany w kołdrę i jęknął głośno.
***-Kiedyś… was… zabije! – wydyszał Lupin biegnąc ze swoimi przyjaciółmi.
Kiedy wpadli do klasy, reszta dopiero się wypakowywała. Prędko zajęli miejsca, szczęśliwi, że nauczyciel eliksirów nie zwrócił im uwagi.
-Dzień dobry moi ulubieni piątoklasiści! – powiedział serdecznie Slughorn, kiedy wszyscy już wypakowali książki i usiedli na swoich miejscach.- Witam was w nowym roku szkolnym. Będzie on dla was wyjątkowo ciężki, jako że czekają was SUMY. Każdy z was będzie musiał w tym roku uczyć się wyjątkowo pilnie i radzę wam odrabiać zadania domowe, bo miałem sporo czasu na wymyślanie nowych szlabanów! – zaśmiał się serdecznie.
Spojrzał po wszystkich uczniach, przypominając sobie ich twarze.
-Oj, nie – powiedział po chwili Horacy
spoglądając na siedzących z tyłu huncwotów. – Panowie nie mogą siedzieć tak
blisko szafki ze składnikami eliksirów – stwierdził stanowczo - Panie Potter,
proszę zamienić się miejscami z panną Gonvey, a ty Syriuszu zajmij miejsce tu
przy mnie, w pierwszej ławce.
James i Syriusz przesiedli się łypiąc
groźnie na nauczyciela.-Dobrze, a teraz otwórzcie wszyscy książki na stronie szóstej. Znajdziecie tam instrukcje jak uwarzyć eliksir rozweselający. – powiedział pogodnie nauczyciel wyczarowując sobie kubek gorącej kawy.
***
-Masakra – powiedział Syriusz idąc na
obronę przed czarną magią – Siedzę obok tego rudzielca, Johna z Hufflepuff. Jest tak
oderwany od rzeczywistości, że nawet nie zorientował się, kiedy wrzuciłem mu do
eliksiru pijawki.
-Zaraz… - powiedział Lupin – Przecież
profesor kazał mu, na koniec lekcji wypić trochę eliksiru, żeby pokazać jego
działanie!-Poszedł przed chwilą do skrzydła szpitalnego. Wyskoczyły mu na twarzy straszne bąble - wyjaśnił Glizgodon.
Szli chwilę w milczeniu.
-A ty siedzisz z tą wariatką Evans uganiającą się za Smarkerusem –powiedział Syriusz, zwracając się do Jamesa – Może i jest ładna, ale ta jej zarozumiałość…
-Nie jest zła – stwierdził James.
Syriusz spojrzał na niego, jakby
zobaczyło pierwszy raz w życiu.
-Będziesz bronił pannę ”Kocham
profesora Slughorna”?
-Zamknij się – powiedział mocno James.-Ooo… - zaczęli równocześnie Remus i Syriusz.
-Uwielbiam Lily Evans… – powiedział Syriusz naśladując głos Jamesa.
Łapa spojrzał na niego jak na zgniłego
robaka.
-Myślałem o niej całe eliksiry – dodał
Lupin trzepotają rzęsami – To dlatego mój eliksir miał różowy kolor…-Lily Evans –przerwał mu nagle Łapa, klękając przed Jamesem – Czy zgodzisz się zostać moją żoną? – zapytał znakomicie wczuwając się w swoją rolę.
Usłyszeli głośny, dziewczęcy chichot.
James obrócił się szybko. Za nimi szły trzy dziewczyny z ich roku, a tym
zarumieniona Lily Evans we własnej osobie.
Ona się nie śmiała. Spojrzała na nich wyniośle i minęła szybkim krokiem.
Wściekły Łapa spiorunował przyjaciela
wzrokiem.
-Ty… - zdołał wykrztusić, po czym
ruszył w pościg za przyjacielem.
Syriusz zanosił się głośnym śmiechem
mijając zaskoczonych uczniów. Biegnący za nim James rzucał na oślep zaklęcia
trafiające w ściany i podłogę.-Jak ty to robisz? – zapytała Mary widząca goniących się dwóch najbardziej lubianych chłopaków na roku.
-Ja nic robie! - odpowiedziała Lily
***
-Rogaczek nadal nie w humorze, widzę.
-Zamknij się, Lupinie.
-No dobra… Bardzo tego żałujemy –
powiedział Syriusz nakładając na swój talerz ziemniaki.
-Uroczyście przysięgamy nie zatruwać
ci nadal życia – dodał Remus przykładając dłoń do serca.
James spojrzał na nich.
-Dobra, wybaczam wam.
Jedli chwilę w milczeniu.
-Ale twój fanklub będzie taki
zawiedziony… – Syriusz najwyraźniej nie mógł się powstrzymać.
-Obiecałeś!-Kiedy kolejny mecz? – zapytał szybko Peter, aby przerwać kłótnię.
Na myśl o quidditchu Jamesowi od razu
poprawił się humor
-Och, mój kochany tępaku – zaczął
James z zapałem - W przyszłym tygodniu są eliminacje do drużyny, bo jakbyś nie
zauważył pałkarz i ścigający skończyli naukę w Hogwarcie. Pierwszy mecz jest
zwykle dopiero w listopadzie.
-Wiecie co? Nie chce mi się iść na
szlaban – oznajmił Syriusz – Po wczoraj jeszcze robi mi się niedobrze na myśl o
myszach…
-Co musieliście robić? – zapytał
Lupin.
-Sprzątać po tych wstrętnych
gryzoniach. Czwartoklasiści uczyli się na nich zaklęcia powielającego. Setki
myszy… A niektóre uciekły z kufra i rozbiegły się po całej klasie transmutacji.
W tym momencie za stole przed nimi
wylądowało żółte frisby wywracając pucharek Syriusza z sokiem dyniowym, który
wylał się na niego i Jamesa.
-Przepraszam! – krzyknęła dziewczyna z
Raveclawu, podbiegając do nich.
-Nic się nie stało, Skarbie –
odpowiedział natychmiast Syriusz, ale ona złapała już serwetkę i zaczęła
zcierać sok z szaty Jamesa.
-Jak tam drużyna? – zagadnęła.
Remus przewrócił oczami, a Syriusz
wyszczerzył do niego zęby. Wszyscy już wiedzieli czemu miał służyć ten
‘’wypadek”.
-Wspaniale, ale nikt w niej nie jest
tak dobry jak ja. - odparł James
Dziewczyna zachichotała. James
zauważył, że jej usta są podobne do ust Lily.
Złapał dziewczynę za nadgarstek.
-Wybacz, ale muszę już iść- powiedział
krótko, po czym wstał od stołu.
-E tam, ja tu jeszcze zostaje… -
powiedział Łapa, ale dziewczyna widząc, że James wstaje przeprosiła jeszcze
raz, choć teraz już w mniejszym entuzjazmem i odeszła.
Wychodząc z lunchu James nie mógł się
powstrzymać, żeby nie spojrzeć w stronę Evans.
***
-Wracając do tematu, musimy wymyśleć
coś, żeby muc opuścić szlaban – powiedział Syriusz.
Mieli teraz lukę i siedzieli przed
kominkiem w pokoju wspólnym.
-Więc co zamierzasz? – zapytał James.-Myślałem nad tym, czy nie wrobić kogoś w karę. Wtedy McGonagall nie będzie miała czasu na nasz szlaban. – wyjaśnił Łapa.
-Widzicie tego gościa? Moglibyśmy wieczorem
rzucić na niego Confudus i Czar Rozweselający. McGonagall pomyśli,
że jest pijany. – powiedział nagle Peter
-Peter! – krzyknął zaskoczony Łapa –
Sam to wymyśliłeś?
Glizdogon poczerwieniał lekko.
-Tak, a bo co?
Łapa spojrzał porozumiewawczo na
Jamesa.
-Chyba mamy na niego zły wpływ… -
pokręcił głową - Ale pomysł nie jest aż taki zły.
-Możemy go naprawdę upić. Tak będzie prościej
–stwierdził James. – Na pewno jest jakieś zaklęcie.
Wieczorem zaczaili się na wybranego
chłopaka i jego przyjaciela (stwierdzili, że raźniej będzie im we dwóch
wysłuchiwać wrzasków pani profesor) i rzucili na nich klątwę. Efekt był natychmiastowy.
Chłopacy od razu zaczęli chichotać i chwiać się na boki. Ktoś prędzej, czy
później musiał zwrócić uwagę na tą pijaną dwójkę. Zadowoleni z siebie huncwoci
wrócili do pokoju wspólnego.
-Piona Glizdusiu! – krzyknął Łapa do
kolegi, który nie odważył się pójść z nimi.
Pół godziny później usłyszeli pukanie
do drzwi od ich dormitorium. Lupin otworzył drzwi i zobaczył przed sobą Lily
Evans.
-Widzisz James, one zawsze wracają!-
krzyknął Łapa, kiedy zobaczył dziewczynę.
Lily spojrzała na niego ozięble.
-Proesor McGonagall poprosiła mnie,
abym przekazała wiadomość od niej. Wasz dzisiejszy szlaban został odwołany –
powiedziała bez emocji – A tak wogle, to macie tu straszny syf. Wiecie że
istnieje coś takiego jak szafa? – zapytała widząc porozrzucane po pokoju sterty
ciuchów.
-A wiesz, że tu są dormitoria
chłopaków? Dziewczyn są po prawej stronie – powiedział nieuprzejmie Syriusz
wskazując na wyjście.
Lily już otworzyła usta, żeby
powiedzieć coś jeszcze, ale rozmyśliła się i wyszła trzaskając drzwiami.
Syriusz oberwał poduszką.
-Masz być dla niej miły! – powiedział
James.
Syriusz już chciał powiedzieć coś
głupiego, ale poważna mina przyjaciela sprawiła, że zachował to dla siebie.-Dobra, postaram się – odpowiedział.
Siedzieli chwilę w milczeniu.
-Peter, co ty znowu kujesz?
Peter spojrzał na niego zaskoczony.
-W tym roku są sumy! Jeśli źle nam
pójdą to nie mamy szans na dobry zawód w przyszłości!
-Nauka to nuda – stwierdził
beznamiętnie James.
-Przez wakacje trochę ćwiczyłem i już
mi się prawie udaje przemienić w psa – powiedział magle Syriusz.
-Naprawdę? Udało ci się? – zapytał
przejęty Lupin.
-Jak wyglądasz? – zapytał zaciekawiony
Peter.
-W lustrze się nie oglądałem, po za
tym byłem nim najwyżej kilkanaście sekund.
-Nie jestem pewien, czy powinniście to
robić, to bardzo ryzykowne… - zaczął Remus.
Cała trójka spojrzała na niego
oburzona.
-Daj spokój! Zaszliśmy już tak daleko…
- zaprotestował James.
-W książkach piszą, że nieumiejętna
przemiana w zwierze może spowodować różne trwałe zniekształcenia ciała.
-W książkach piszą, że każde zaklęcie
jest niebezpieczne! Wszystkim przypisują wiele możliwości skutków ubocznych –
wyjaśnił Łapa.
-Nie tak poważnych!
-Już postanowiliśmy. Nie ma o czym
rozmawiać.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz