poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 4: Drugi dzień zajęć

,,Dzieciństwo jest dobre dlatego, że każdy dzień zaczyna życie na nowo, bez ciężaru dnia wczorajszego." - Anna Kamieńska

Niekoniecznie...

-Łapa



Następnego ranka Lupin obudził się wcześnie. Ubrał się najciszej jak potrafił i zajął się czytaniem książki, którą wypożyczył poprzedniego dnia z biblioteki.
Kiedy po sprawdzeniu godziny na zegarku zobaczył, że do lekcji zostało im zaledwie pół godziny, zamknął książkę.
-James, Peter, Syriusz, wstawajcie! Zostało wam mało czasu! – krzyknął.

Peter podniósł się powoli z poduszki.

-Co się… co się stało? – wymamrotał.

Lupin zaczął pakować torbę. W tym czasie półprzytomny Peter krzątał się po pokoju zakładając na siebie szatę. Nagle potknął się i z głośnym łoskotem runął na podłogę, tuż przy łóżku Jamesa.
-Jeszcze pięć minut… - wybełkotał James.

Lupin machnął leniwie różyczką, mówiąc poznane w lecie zaklęcie, a w powietrzu pojawiła się grająca głośno trąbka. Lewitowała między łóżkami Jamesa i Syriusza wygrywając nieprzyjemną melodię. James zakrył twarz poduszką, przeklinając cicho Lupina. Łapa chcąc obrócić się na bok, spadł na podłogę zaplątany w kołdrę i jęknął głośno.
***
-Kiedyś… was… zabije! – wydyszał Lupin biegnąc ze swoimi przyjaciółmi.

Kiedy wpadli do klasy, reszta dopiero się wypakowywała. Prędko zajęli miejsca, szczęśliwi, że nauczyciel eliksirów nie zwrócił im uwagi.

-Dzień dobry moi ulubieni piątoklasiści! – powiedział serdecznie Slughorn, kiedy wszyscy już wypakowali książki i usiedli na swoich miejscach.- Witam was w nowym roku szkolnym. Będzie on dla was wyjątkowo ciężki, jako że czekają was SUMY. Każdy z was będzie musiał w tym roku uczyć się wyjątkowo pilnie i radzę wam odrabiać zadania domowe, bo miałem sporo czasu na wymyślanie nowych szlabanów! – zaśmiał się serdecznie.

Spojrzał po wszystkich uczniach, przypominając sobie ich twarze.

-Oj, nie – powiedział po chwili Horacy spoglądając na siedzących z tyłu huncwotów. – Panowie nie mogą siedzieć tak blisko szafki ze składnikami eliksirów – stwierdził stanowczo - Panie Potter, proszę zamienić się miejscami z panną Gonvey, a ty Syriuszu zajmij miejsce tu przy mnie, w pierwszej ławce.
James i Syriusz przesiedli się łypiąc groźnie na nauczyciela.

-Dobrze, a teraz otwórzcie wszyscy książki  na stronie szóstej. Znajdziecie tam instrukcje jak uwarzyć eliksir rozweselający. – powiedział pogodnie nauczyciel wyczarowując sobie kubek gorącej kawy.

***
-Masakra – powiedział Syriusz idąc na obronę przed czarną magią – Siedzę obok  tego rudzielca, Johna z Hufflepuff. Jest tak oderwany od rzeczywistości, że nawet nie zorientował się, kiedy wrzuciłem mu do eliksiru pijawki.
-Zaraz… - powiedział Lupin – Przecież profesor kazał mu, na koniec lekcji wypić trochę eliksiru, żeby pokazać jego działanie!

-Poszedł przed chwilą do skrzydła szpitalnego. Wyskoczyły mu na twarzy straszne bąble  - wyjaśnił Glizgodon.

Szli chwilę w milczeniu.

-A ty siedzisz z tą wariatką Evans uganiającą się za Smarkerusem –powiedział Syriusz, zwracając się do Jamesa – Może i jest ładna, ale ta jej zarozumiałość…

-Nie jest zła – stwierdził James.
Syriusz spojrzał na niego, jakby zobaczyło pierwszy raz w życiu.

-Będziesz bronił pannę ”Kocham profesora Slughorna”?
-Zamknij się – powiedział mocno James.

-Ooo… - zaczęli równocześnie Remus i Syriusz.

-Uwielbiam Lily Evans… – powiedział Syriusz naśladując głos Jamesa.

Łapa spojrzał na niego jak na zgniłego robaka.
-Myślałem o niej całe eliksiry – dodał Lupin trzepotają rzęsami – To dlatego mój eliksir miał różowy kolor…

-Lily Evans –przerwał mu nagle Łapa, klękając przed Jamesem – Czy zgodzisz się zostać moją żoną? – zapytał znakomicie wczuwając się w swoją rolę.

Usłyszeli głośny, dziewczęcy chichot. James obrócił się szybko. Za nimi szły trzy dziewczyny z ich roku, a tym zarumieniona  Lily Evans we własnej osobie. Ona się nie śmiała. Spojrzała na nich wyniośle i minęła szybkim krokiem.
Wściekły Łapa spiorunował przyjaciela wzrokiem.

-Ty… - zdołał wykrztusić, po czym ruszył w pościg za przyjacielem.
Syriusz zanosił się głośnym śmiechem mijając zaskoczonych uczniów. Biegnący za nim James rzucał na oślep zaklęcia trafiające w ściany i podłogę.

-Jak ty to robisz? – zapytała Mary widząca goniących się dwóch najbardziej lubianych chłopaków na roku.

-Ja nic robie! - odpowiedziała Lily

***
-Rogaczek nadal nie w humorze, widzę.

-Zamknij się, Lupinie.
-No dobra… Bardzo tego żałujemy – powiedział Syriusz nakładając na swój talerz ziemniaki. 

-Uroczyście przysięgamy nie zatruwać ci nadal życia – dodał Remus przykładając dłoń do serca.
James spojrzał na nich.

-Dobra, wybaczam wam.
Jedli chwilę w milczeniu.

-Ale twój fanklub będzie taki zawiedziony… – Syriusz najwyraźniej nie mógł się powstrzymać.
-Obiecałeś!

-Kiedy kolejny mecz? – zapytał szybko Peter, aby przerwać kłótnię.

Na myśl o quidditchu Jamesowi od razu poprawił się humor
-Och, mój kochany tępaku – zaczął James z zapałem - W przyszłym tygodniu są eliminacje do drużyny, bo jakbyś nie zauważył pałkarz i ścigający skończyli naukę w Hogwarcie. Pierwszy mecz jest zwykle dopiero w listopadzie.

-Wiecie co? Nie chce mi się iść na szlaban – oznajmił Syriusz – Po wczoraj jeszcze robi mi się niedobrze na myśl o myszach…
-Co musieliście robić? – zapytał Lupin.

-Sprzątać po tych wstrętnych gryzoniach. Czwartoklasiści uczyli się na nich zaklęcia powielającego. Setki myszy… A niektóre uciekły z kufra i rozbiegły się po całej klasie transmutacji.
W tym momencie za stole przed nimi wylądowało żółte frisby wywracając pucharek Syriusza z sokiem dyniowym, który wylał się na niego i Jamesa.

-Przepraszam! – krzyknęła dziewczyna z Raveclawu, podbiegając do nich.
-Nic się nie stało, Skarbie – odpowiedział natychmiast Syriusz, ale ona złapała już serwetkę i zaczęła zcierać sok z szaty Jamesa.

-Jak tam drużyna? – zagadnęła.
Remus przewrócił oczami, a Syriusz wyszczerzył do niego zęby. Wszyscy już wiedzieli czemu miał służyć ten ‘’wypadek”.

-Wspaniale, ale nikt w niej nie jest tak dobry jak ja. - odparł James
Dziewczyna zachichotała. James zauważył, że jej usta są podobne do ust Lily.

Złapał dziewczynę za nadgarstek.
-Wybacz, ale muszę już iść- powiedział krótko, po czym wstał od stołu.

-E tam, ja tu jeszcze zostaje… - powiedział Łapa, ale dziewczyna widząc, że James wstaje przeprosiła jeszcze raz, choć teraz już w mniejszym entuzjazmem i odeszła.
Wychodząc z lunchu James nie mógł się powstrzymać, żeby nie spojrzeć w stronę Evans.

***
-Wracając do tematu, musimy wymyśleć coś, żeby muc opuścić szlaban – powiedział Syriusz.

Mieli teraz lukę i siedzieli przed kominkiem w pokoju wspólnym.
-Więc co zamierzasz? – zapytał James.

-Myślałem nad tym, czy nie wrobić kogoś w karę. Wtedy McGonagall nie będzie miała czasu na nasz szlaban. – wyjaśnił Łapa.

-Widzicie tego gościa? Moglibyśmy wieczorem rzucić na niego Confudus i Czar Rozweselający. McGonagall pomyśli, że jest pijany. – powiedział nagle Peter
-Peter! – krzyknął zaskoczony Łapa – Sam to wymyśliłeś?

Glizdogon poczerwieniał lekko.
-Tak, a bo co?

Łapa spojrzał porozumiewawczo na Jamesa.
-Chyba mamy na niego zły wpływ… - pokręcił głową - Ale pomysł nie jest aż taki zły.

-Możemy go naprawdę upić. Tak będzie prościej –stwierdził James. – Na pewno jest jakieś zaklęcie.
Wieczorem zaczaili się na wybranego chłopaka i jego przyjaciela (stwierdzili, że raźniej będzie im we dwóch wysłuchiwać wrzasków pani profesor) i rzucili na nich klątwę. Efekt był natychmiastowy. Chłopacy od razu zaczęli chichotać i chwiać się na boki. Ktoś prędzej, czy później musiał zwrócić uwagę na tą pijaną dwójkę. Zadowoleni z siebie huncwoci wrócili do pokoju wspólnego.

-Piona Glizdusiu! – krzyknął Łapa do kolegi, który nie odważył się pójść z nimi.
Pół godziny później usłyszeli pukanie do drzwi od ich dormitorium. Lupin otworzył drzwi i zobaczył przed sobą Lily Evans.

-Widzisz James, one zawsze wracają!- krzyknął Łapa, kiedy zobaczył dziewczynę.
Lily spojrzała na niego ozięble.

-Proesor McGonagall poprosiła mnie, abym przekazała wiadomość od niej. Wasz dzisiejszy szlaban został odwołany – powiedziała bez emocji – A tak wogle, to macie tu straszny syf. Wiecie że istnieje coś takiego jak szafa? – zapytała widząc porozrzucane po pokoju sterty ciuchów.
-A wiesz, że tu są dormitoria chłopaków? Dziewczyn są po prawej stronie – powiedział nieuprzejmie Syriusz wskazując na wyjście.

Lily już otworzyła usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale rozmyśliła się i wyszła trzaskając drzwiami.
Syriusz oberwał poduszką.

-Masz być dla niej miły! – powiedział James.
Syriusz już chciał powiedzieć coś głupiego, ale poważna mina przyjaciela sprawiła, że zachował to dla siebie.

-Dobra, postaram się – odpowiedział.

Siedzieli chwilę w milczeniu.
-Peter, co ty znowu kujesz?

Peter spojrzał na niego zaskoczony.
-W tym roku są sumy! Jeśli źle nam pójdą to nie mamy szans na dobry zawód w przyszłości!

-Nauka to nuda – stwierdził beznamiętnie James.
-Przez wakacje trochę ćwiczyłem i już mi się prawie udaje przemienić w psa – powiedział magle Syriusz.

-Naprawdę? Udało ci się? – zapytał przejęty Lupin.
-Jak wyglądasz? – zapytał zaciekawiony Peter.

-W lustrze się nie oglądałem, po za tym byłem nim najwyżej kilkanaście sekund.
-Nie jestem pewien, czy powinniście to robić, to bardzo ryzykowne… - zaczął Remus.

Cała trójka spojrzała na niego oburzona.
-Daj spokój! Zaszliśmy już tak daleko… - zaprotestował James.

-W książkach piszą, że nieumiejętna przemiana w zwierze może spowodować różne trwałe zniekształcenia ciała.
-W książkach piszą, że każde zaklęcie jest niebezpieczne! Wszystkim przypisują wiele możliwości skutków ubocznych – wyjaśnił Łapa.

-Nie tak poważnych!
-Już postanowiliśmy. Nie ma o czym rozmawiać.

***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz