czwartek, 1 stycznia 2015

Równoległy Świat

Szczęśliwego nowego roku 2015! Zdrowia, szczęścia, pomyślności i wszystkiego, co najlepsze życzą autorki bloga - Lily i Łapa! 
Zapraszam na pierwsze opowiadanie w nowym roku!
Autorka : Lily
Równoległy świat, trzydzieści trzy lata temu
James bawi się z Harrym w salonie i nagle dostaje wiadomość, że Syriusz i Dorcas zostali zaatakowani przez śmierciożerców. Lily zaczyna bawić się z Harrym, a  James udaje się do ich domu. Nie ma pojęcia, że Syriusz i Dorcas są bezpieczni, a ta wiadomość miała na celu wywabienie go z domu.
                Lord Voldemort przekracza próg domu i wchodzi do holu. Widzi Lily bawiącą się z Harrym w salonie. Nagle kobieta go zauważa. Bierze Harry’ego na ręce i ucieka na górę. Voldemort wchodzi powoli po schodach na górę. Słyszy jej krzyk. Jest w pułapce. Próbowała zabarykadować drzwi, ale nie ma nawet przy sobie różdżki. Czarny Pan otwiera drzwi zaklęciem.
                Na jego widok Lily wrzuca dziecko do stojącego za nią łóżeczka i rozkłada szeroko ramiona, jakby to mogło pomóc, jakby to mogło pomóc, jakby zasłaniając dziecko, miała nadzieję, że zostanie wybrana zamiast niego. Voldemort zastanawia się przez chwilę, czy ją zabić, ale dochodzi do wniosku, że to tylko szlama i nie jest godna, by zginąć z jego rąk. Postanawia zostawić ją dla Bellatrix i odpycha ją siłą na bok, po czym mówi:
- Avada Kedavra.
                Pokój rozbłysnął zielonym światłem. Z ust Lily wydostaje się  przeraźliwy wrzask, ale nic nie jest w stanie odwrócić rzuconego już zaklęcia, które uśmierciło jej syna.
Lily nie jest  w stanie się ruszyć. Stoi  sparaliżowana i wpatruje  się w zabójcę, który wybucha straszliwym, zimnym śmiechem. Słysząc ten pozbawiony wesołości dźwięk czuje  chęć zemsty. Chce teraz tylko jednego. Aby Lord Voldemort cierpiał. Aby spotkał go tak straszny los, jak jej małego synka. Podbiega do szafki nocnej i chwyta leżącą na niej różdżkę, którą zostawiła tu rano. Zaciska na niej dłoń i czując palącą nienawiść obraca się ku Voldemortowi, który przestaje się już śmiać i wpatruje  się teraz w nią szeroko otwartymi oczami z wyrazem zaskoczenia na twarzy.
Podnosi różdżkę na wysokość ramienia i wciąż patrząc w tą znienawidzoną twarz wypowiada mordercze zaklęcie.
Voldemort pada martwy na ziemię i w tym samym czasie do pokoju wbiegają James, Syriusz i Dorcas.
- Lily! – krzyczy James i podbiega do żony. – Co tu się stało?
- Voldemort nas dopadł. Zabił Harry’ego… Pomściłam jego śmierć… Na brodę Merlina! Zabiłam człowieka!
- On nie był człowiekiem! – krzyknął James. – Zrobiłaś, co musiałaś.
- Jestem teraz morderczynią! Zamkną mnie w Azkabanie.
- Nie zrobią tego – powiedział łagodnym głosem Syriusz. – Nie mają prawa. Poza tym każdy się ucieszy ze śmierci Voldemorta.
- Śmierciożercy mnie dopadną.
- Pomożemy ci z nimi walczyć. Najważniejsze jest zabicie Bellatrix, reszta pójdzie jak z płatka. Jeśli nie uda nam się ich wszystkich zabić i będą walczyć, możemy poprosić o pomoc Zakon.
- Nie chcę już nikogo zabijać  - powiedziała Lily.
- Nie musisz – do rozmowy wtrąciła się Dorcas. – Dumbledore  i reszta Zakonu wszystkim się zajmą. A jak się nie uda ich pozabijać, to można ich zesłać do Azkabanu, to ich wykończy…
*
Teraźniejszość, Nasz świat
                Pewnego zimowego dnia Harry dostał dziwny prezent. Była to zwyczajna poduszka. Została ona przysłana do jego gabinetu w Ministerstwie Magii. Była zaadresowana do niego, ale nigdzie nie było żadnej karteczki, po której mógłby wywnioskować, kto jest nadawcą owego dziwnego prezentu. Zastanawiał się przez moment, czy to przypadkiem nie Dursleyowie, gdy nagle poduszka zaczęła świecić. Harry wiedział, co to oznacza. Poduszka była świstoklikiem. Harry zawahał się, po czym chwycił za nią i poczuł znajome szarpnięcie w okolicy pępka. Harry wylądował w jakimś gabinecie, który był urządzony dokładnie tak samo jak jego własny. Jednak coś mu się nie zgadzało.  Na biurku nie było zdjęcia Ginny. Zamiast tego było tam zdjęcie innej rudowłosej kobiety. To było niemożliwe, ale było to zdjęcie Lily. Była  dużo starsza, niż w chwili, gdy umarła.
Teraźniejszość, równoległy świat
                Harry wyszedł z gabinetu, żeby zobaczyć do kogo on należy. Spojrzał na plakietkę i zamurowało go. Był tam napis:
James Potter
Szef Biura Aurorów
Harry zaczął zastanawiać się, gdzie jest i doszedł do wniosku, że jest to teraźniejszość w równoległym świecie. Zaczął zastanawiać się, czy on w nim istnieje, czy też nie.  Nagle minął go Ron. Harry zaczął machać do Rona jak szalony, a Ron popatrzył się na niego jak na idiotę, jednak w jego spojrzeniu nie dostrzegł ani rozbawienia, ani wrogości. Spojrzenie Rona było kompletnie puste. Harry doszedł do wniosku, że albo James i Lily nie mają dzieci, albo on zginął jako niemowlę.
Nagle Harry zobaczył w tłumie Syriusza. Wiedział, że Syriusza zdziwi zachowanie nieznajomego dla niego człowieka, ale postanowił podbiec do niego i się do niego przytulić. Zaczął biec w jego stronę. Krzyknął :
- Syriusz!
I wpadł ojcowi chrzestnemu w objęcia.
- James? – zapytał zdziwiony Syriusz klepiąc Harry’ego po plecach. – Czy to ty? Użyłeś jakiegoś eliksiru odmładzającego, czy przybyłeś tu z przeszłości? Jeśli to drugie, to jestem na ciebie zły, że mnie ze sobą nie zabrałeś.
Syriusz wypuścił chrześniaka z objęć.
- Nie jestem Jamesem – powiedział Harry. – Nie wiem, co to za miejsce, ale myślę, że trafiłem do równoległego świata. Nazywam się Harry Potter i jestem synem Jamesa i Lily.
- Ty zginąłeś! – powiedział zszokowany Syriusz.
- Nie.
- Zostałeś zamordowany! Wiele lat temu!
- Nie, nie w moim świecie.
- Jak to możliwe, że tu jesteś?
- Ktoś mi podłożył do gabinetu poduszkę, która okazała się jakimś zmutowanym świstoklikiem i przeniosłem się do gabinetu taty…
- Dziwne – powiedział Syriusz. – Zakładam, że to Fred zrobił ci żart.
- Fred w moim świecie umarł – odparł Harry.
- To może George?
- Ma depresję – odpowiedział Harry. – Załamał się po śmierci brata.
- To może to byłem ja lub twój ojciec.
- Wy też nie żyjecie…
- To może Lunio?
- Umarł.
- Lily?
- Umarła.
- Peter?
- Martwy…
- Smarkerus?
- Również umarł…
- Dumbledore?
- Snape go zabił.
- Tonks?
- Martwa.
- To może Ron?
- Tak, to mógł być on.
- Wasz świat musi być straszny… Czemu tak dużo osób umarło?
- Była wojna z Voldemortem i Śmierciożercami.
- Ktoś pokonał Voldemorta, czy jeszcze żyje i zabija?
- Ja go pokonałem. A jak jest w tym świecie?
- Lily go zabiła. On zabił Ciebie, a Lily zabiła go z zemsty…
- Zniszczono horkruksy?
- Co to jest?
- Voldemort się odrodził?
- Nie, Lily go zabiła.
- On jest nieśmiertelny. Podzielił swoją duszę i dopóki każda cząstka jego duszy nie zginie, on może się odrodzić.  Dumbledore żyje?
- Tak.
- Muszę z nim pogadać…
- Harry…?
- Tak?
- Jak zginąłem? – zapytał Syriusz.
- Wpadłeś za zasłonkę.
- Co?
- Wpadłeś za zasłonkę… W departamencie tajemnic jest taki pokój, w którym jest zasłonka, za którą są dusze martwych ludzi. Ty za nią wpadłeś …
- I to wszystko?
- Tak… Chciałem cię zza niej wyciągnąć, ale Lupin mi uzmysłowił, że umarłeś…
- I co było dalej?
- Pokłóciłem się z Dumbledorem i zdemolowałem mu gabinet.
- Słusznie.
- A jak zginęli pozostali Huncwoci?
- Tatę zabił Voldemort, gdy miałem roczek, Lupin został zabity w Bitwie o Hogwart,a Petera udusiła jego własna metalowa ręka…
- Jego własne metalowe co?
- Ręka … - odpowiedział Harry. – Dużo by tłumaczyć…
- A ja wpadłem za zasłonkę?
- Tak. To wszystko wina Bellatriks.
- Nigdy jej nie lubiłem.
 Syriusz zaprowadził Harry’ego do swojego gabinetu. Był aurorem, tak samo jak ojciec Harry’ego.  Rozmawiali, gdy nagle drzwi do jego gabinetu się otworzyły i do środka weszła ciemnowłosa kobieta w średnim wieku.
- Właśnie spotkałam Lily – powiedziała do Syriusza.  
Nagle kobieta dostrzegła Harry’ego.  
- Hej, James – powiedziała. –  Skąd wytrzasnąłeś zmieniacz czasu?
- To nie jest James – odpowiedział Syriusz. – Dorcas, poznaj Harry’ego Pottera.  Przybył tu  z równoległego świata, w którym James i Lily zginęli, a on przeżył.
- Harry? Nie wiem, czy wiesz, ale zajmowałam się czasami tobą jak byłeś mały – Dorcas podeszła do Harry’ego i przyjrzała się mu. – Masz oczy po Lily.
- Wiem – powiedział Harry. – Wszyscy mi to powtarzają.
- Co masz na czole? – zapytała kobieta pokazując na jego bliznę w kształcie błyskawicy.
- Oberwałem Avadą w dzieciństwie – odpowiedział Harry – ale udało mi się przeżyć, bo w moim świecie mama oddała za mnie życie.
- Czyli nie znasz Lily?
- Spotkałem ją dwa razy po jej śmierci, ale nigdy nie rozmawiałem z nią dłużej. Wychowywała mnie jej siostra, która ukrywała przede mną fakt, że jestem czarodziejem do jedenastego roku życia i trzymała mnie w komórce pod schodami…
- Nigdy nie poznałam siostry Lily i cieszę się z tego powodu – powiedziała Dorcas. - A co do Lily, to musisz ją poznać! To wspaniała kobieta! I nie wiem, czy wiesz, ale masz młodszą o dwa lata siostrę.
- Nie miałem pojęcia – odpowiedział Harry.

-Ma na imię Petunia po twojej ciotce i też pracuje w ministerstwie!
c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz