,,Nawet rywalizacja może być przyjemna gdy ludzie nie są sobie wrogo nastawieni. ,,
Łapa
Kolejnego dnia obudził się bez niczyjej pomocy, ubrał się
i zszedł do pokoju wspólnego, gdzie prawie cała drużyna czekała już na niego. Zaraz
po nim zszedł pałkarz i mogli już zejść na ucztę do Wielkiej Sali. Kiedy weszli
na śniadanie powitały ich oklaski Gryfonów, którzy jedli śniadanie. James czuł
się znakomicie. Nie mógł się już doczekać, kiedy dosiądzie swojej miotły i
uniesie się w powietrze.
Znajomi, którzy ich mijali życzyli im powodzenia. Wśród
nich było też parę Puchonów. James z zadowoleniem stwierdził, że to głównie
dziewczyny podchodziły do niego, aby uśmiechnąć się słodko i powiedzieć, że mu
kibicują.
Przebrali się w czerwono-złote szaty, chwycili swoje
miotły i wyszli na boisko.
Drużyna przeciwników wyszła na boisko w prawie tym samym
momencie. Kapitanowie podali sobie dłonie.
James wyszczerzył się do publiczności. Później spojrzał na
swojego przeciwnika. Był nim dość potężny, jak na szukającego, szóstoklasista,
który patrzył na niego nieprzychylnie.
-Na miotły! – krzyknęła pani Durms – Start!
Gra się rozpoczęła. Piętnaście mioteł wzbiło się w
powietrze.
-Wystaaartowali! – powiedział komentator, Kein Smity – Polly
Junks, ścigająca Gryfonów, złapała kafel…
Zagłuszył go głośny jęk Gryfonów.
-David Fiew z Ravelcowu przejął piłkę, leeeeeeeci. Alex
obronił! Odrzucił piłkę do Philipa…
James wzniósł się ponad nich wszystkich i obserwował chwilę,
co dzieje się na boisku. Następnie zaczął latać w tom i w tamtą wyglądając
znicza. Pens okrążał powoli boisko, co chwilę zerkając na swojego przeciwnika.
-Pierwszy gol dla Krukonów!
Uczniowie tego domu krzyknęli radośnie i z jeszcze większym
entuzjazmem zaczęli wymachiwać płótnami
i plakatami z herbem swojego domu.
W kolejnych minutach Gryffindor zdobył siedemdziesiąt
punktów, a Ravenclow dwadzieścia punktów więcej. Wszyscy z napięciem oglądali
mecz dopingując głośno graczy. Ktoś na widowni przy każdym zdobytym golu
Gryfonów wypuszczał z różdżki różnobarwne iskry, które doprowadzał do szału
profesora mugoloznactwa, który siedział blisko mieszkańców domu lwa i iskry co
chwilę podpalały mu długą brodę.
Tłum ryknął głośno, gdy przy miotle Dorcas pokazała się
mała, złota piłeczka, ale James już ją zauważył. Skierował miotłę ku ziemi i
pomknął ku niej. Dorcas tak przejęta oglądaniem przechodzącego z rąk do rąk
kafla, nie zorientowała się, że tuż przy końcu jej miotły unosi się znicz.
James leciał do niej wyciągając dłoń, aby chwycić piłeczkę.
Ścigająca słysząc coś, postanowiła sprawdzić co się dzieje, więc odwróciła
miotłę, uderzając nią przypadkowo nadlatującego Pottera, który rozpędzony zeskoczył
z miotły chcąc pochwycić za wszelką cenę znicz, jako że przeciwnik nadlatujący
z drugiej strony był tuż-tuż. James wpadł na Dorcas, która nie zdołała utrzymać
się na miotle, więc zaczęli spadać razem ku ziemi. Potter zdołał w porę wysunąć
z rękawa różdżkę i zatrzymali się jakieś trzy stopy nad ziemią, po czym spadli
na nią bezwładnie. Dorcas przetoczyła się na trawę, a James wstał szybko i w
geście triumfu wyciągnął ku widowni dłoń, w której szamotała się złota
piłeczka. Gryfoni wstali krzycząc z radości. Reszta drużyna wylądowała tuż przy
Jamesie radując się głośno. Meadowes rzuciła mu się w objęcia i pocałowała w
policzek.
W pokoju wspólnym Gryfonów rozpoczęła się balanga. Wszyscy
chętnie oderwali się od codziennej nauki. Ktoś zdobył radyjko i pogłośnił
muzykę tak, że było ją słychać aż na korytarzu.
Jamesa wciąż otaczał tłum. Każdy chciał z nim porozmawiać. Będąc
w centrum uwagi, czuł się znakomicie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz