piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 9


Łapa
Ps. Następne będzie dłuższe ;).


Kiedy opowiedział co się stało przyjacielem nie kryli oburzenia.
-Jesteście nieodpowiedzialni – powiedział mu zmartwiony Remus – Powinieneś się cieszyć, że nie skończyło się to gorzej!
-Przecież pojutrze mecz… - jęknął Glizdogon. – On MUSI zagrać.
-Wiem przecież – odpowiedział z westchnięciem, zrezygnowany Łapa.
Lupin już otworzył usta, aby powiedzieć coś więcej, kiedy podirytowany Syriusz krzyknął.
-A co, to tylko moja wina?! Skąd mieliśmy wiedzieć, że uderzy w biblioteczkę?
Lupin zrozumiał, że nie powinien oskarżać Syriusza, bo podobna rzecz mogłaby się zdażyć, również kiedy on by stał obok.
-Jak to się w ogóle stało? – zapytał tym razem spokojniej.
Czuł się odpowiedzialny za swoich kolegów. To dla niego chcieli się nauczyć przemieniać w zwierzęta, aby muc towarzyszyć mu podczas jego co miesięcznych przemian.
-Chyba coś mu nie wyszło i pomylił zaklęcia.
W tym momencie po dormitorium wbiegły jakieś rozchichotane dziewczyny.
-Dlaczego nie ma was na imprezie? – zapytała nieśmiało jedna z nich.
-Niestety nie będzie nas, Piękna – odpowiedział Syriusz.
Dziewczyna spłonęła rumieńcem, słysząc słowa przystojnego Gryfona.
-A gdzie jest James? – zapytała druga.
-Powinien zaraz wrócić – odpowiedział szybko Black – Poszedł się przejść.
Dziewczyny zrobiły rozczarowane miny.
-A ty dlaczego nie przyjdziesz?
-Filch dał mi szlaban na piwo kremowe – zażartował Syriusz.
***
-I jak, będziesz mógł grać? – zapytał Remus stojąc nad łóżkiem Jamesa w skrzydle szpitalnym.
-Tak, będę mógł – odpowiedział nieco zirytowany James. – Przed chwilą była tu Juliet… kiedy krzyczała, zrobiła się strasznie czerwona. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć już się rozdarła. Wiesz, jest w tym roku kapitanem i to ona jest odpowiedzialna za wygraną. A McGonagal jest nową opiekunką domu i bardzo na nią napiera…
Siedzieli przez chwilę w milczeniu. W ich przyjaźni najpiękniejsze było to, że zmartwienie jednego z nich, było zmartwieniem całej czwórki.
-Kiedy wychodzisz? – zapytał Peter.
-Dzisiaj wieczorem. Namówiłem panią Strauss, żeby mi pozwoliła wyjść i przespać się w swoim łóżku przed jutrzejszym meczem.
***
Kiedy wieczorem opuścił skrzydło szpitalne i szedł do wieży Gryffindoru, spotkał po drodze Lily.
-Jak tam? – zagadnął.
Spojrzała na niego na chwilę.
-Znowu szukałeś guza? – zapytała chłodno. – Podobno byłeś w Skrzydle Szpitalnym.
-Sam mnie znalazł.
-Zawsze znajduje.
-Flirtujesz ze mną? – zapytał słodkim głosem.
Lily prychnęła pogardliwie.
-Chciałbyś…
-Będziesz jutro na meczu? – zapytał.
Odwróciła się i odeszła nie zaszczycając go odpowiedzią.
-Milutka… - prychnął James.
Ku jego zaskoczeniu, mimo że była już dość daleko, Lily usłyszała to i odwróciła się do niego, ale James nie chciał już dalej się z nią wspierać, więc odszedł.

Lily ogarnęły wyrzuty sumienia. Może rzeczywiście powinna być dla niego trochę milsza?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz