wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział 8: Rogacz animag

Tym razem bez cytatu, bo... bo tak.
Łapa


Październikowe, smutne dni mijały szybko. Drużyna quidditcha skompletowała się. Dołączyły do niej nowe talenty : Dorcas Meadowes, jako ścigająca i George Pallis, jako pałkarz. James był zadowolony. Drużyna była naprawdę dobra i nie miał najmniejszych wątpliwości, że wygrają listopadowy mecz ze Ślizgonami. Dryżyna teraz często przesiadywała razem w pokoju wspólnym omawiając taktykę. Syriusz przysiadał się do nich i żartował z nimi głośno oraz doradzał w taktyce.
Lupin był trochę przygnębiony. Ciążyła mu jego przypadłość, która nieubłaganie dawała o sobie znać co dwadzieścia osiem dni.
Po deszczowym, smutnym październiku zaczął się listopad i teraz wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali na pierwszy w tym sezonie mecz quidditcha, który miał mieć miejsce w drugim tygodniu miesiąca. Drużyna ćwiczyła teraz codziennie, mimo niskiej temperatury i James co dzień wracał zmęczony i ubłocony, ale szczęśliwy mówiąc, że drużyna jest naprawdę dobra.
Dwa dni przed meczem siedział w dormitorium ponownie ekscytując się starciem ze Ślizgonami i zdawał się nie zauważać ponurych min Syriusza i Lupin. Remus nagle oświadczył, że musi położyć się spać, przerywając Jamesowi wykład na temat drużyny.
-Żartujesz? Dzisiaj balanga u dziewczyn! Czekają na nas! – krzyknął oburzony James.
-Nie idę z wami, jestem zmęczony – odparł smętnie.
Syriusz wyszedł z dormitorium, a Rogacz, nieco zdziwiony,  za nim. Kiedy odeszli kawałek, Syriusz przystanął gwałtownie.
-Idioto, wiesz który dzisiaj jest? – zapytał Syriusz.
-No jasne! Dziesiąty listopada – odparł nieco urażony Rogacz.
-No właśnie, a zerkałeś na fazę księżyca, wczoraj za astronomii?
James zaniemówił. Po chwili otrząsnął się.
-A więc pełnia – odrzekł.
-A więc pełnia – powtórzył zniecierpliwiony Łapa.
-Lupina nie będzie na meczu.
-Tak i naprawdę mu tego nie zazdroszczę – wzdrygnął się i objął ramionami.
-Nie chce mi się jeszcze spać – powiedział.
-Nie idziesz na imprezę?
-Nie, ten pajac, Burnawer się wkręcił i nie chcę mi się z nim gadać. Ani na niego patrzeć. Zamierzałem wyciągnąć Lupina, bo tam będzie na dziewczyna z kółka gargulców i…no wiesz – spojrzał na niego znacząco – No, ale skoro Remus nie idzie, to chyba możemy sobie odpuścić. Chce ci się poćwiczyć?
-Zamieniane w animaga?
-No, a co innego?
-Brakuje nam informacji… chodźmy do działu ksiąg zakazanych. W zeszłym roku była tam taka naprawdę dobra książka. Kiedy przemieniałem się w lecie dotarło do mnie, że jeśli już nauczymy się przemieniać, to nie wiemy jak odzyskać swoją dawną postać.
-Dobra… Syriuszu, dobrze się czujesz?
-Niezbyt, jestem przeziębiony i strasznie nawala mnie głowa, ale nie chce zostać w skrzydle szpitalnym na noc, bo nie wypuszczą mnie na mecz.
***
-Masz ją? – zapytał James po kilkunastu minutach poszukiwań w dziale ksiąg zakazanych.
Syriusz, wyciągał właśnie jakąś starą księgę.
-Nie, to jednak nie ta. Pamiętam, że tamta miała zieloną okładkę i pierwsza literka tytułu z boku książki była niewidoczna.
-Mam! -  prawie krzyknął James, który wpatrywał się w piąty rząd książek, skąd wystawała duża, zielona książka.


-Poczekaj, nie wiemy, czy nie jest zaczarowana jakąś klątwą.
Syriusz wyciągnął ku niej różdżkę i wymamrotał jakieś zaklęcie. Kilka książek z rzędu wysunęły się do przodu, ale  ta o którą im chodziło, pozostała na miejscu.
-Dobra, nie ma klątwy. Accio książka – powiedział James, a ciężki podręcznik wylądował na jego rękach.
Usiedli przy nim i zaczęli wertować książkę.
-Ok., czyli trzeba ponownie zaczął przemianę, ale w odwrotnej kolejności.
-To trudne! – jęknął James czytając długi opis przemiany.
-W końcu to opanujemy, a wtedy nie będzie to sprawiać aż takiej trudności, zobaczysz –przekonywał Syriusz.
-Wiedziałeś, że jeśli jesteś uczulony za sierść i przemienisz się w animaga to do końca życia zostanie ci ogon? – zapytał zaskoczony James – Albo, że jeśli będziesz się przemieniał w czasie biegu, to nie możesz machać ogonem, bo możesz uszkodzić kręgosłup – przerzucił stronę – Błeee… ta kobieta pomyliła kolejność podczas przemieniania, spójrz gdzie ma rękę… 
Syriusz zatrzasnął gwałtownie książkę i wyrwał ją z rąk Jamesa, po czym odłożył na miejsce. Naciągnęli na siebie pelerynę niewidkę.
 Zatrzymali się w jakiejś pustej klasie i zdjęli szaty, oraz buty.
-Ty pierwszy – powiedział Łapa do Rogacza.
James chwycił różdżkę, zamknął oczy i powiedział w myślach zaklęcia skupiając się na poszczególnych częściach ciała. Jego kończyny zamieniły się w badyle, a twarz zaczęła przybierać zwierzęcy wyraz.
W tym momencie przemienianie zatrzymało się, a James upadł na podłogę w swojej ludzkiej postaci. Dyszał ciężko.
-Wszystko ok.?
-Tak… tylko trochę… bolało.
Syriusz podniósł go za łokieć i posadził na krześle.
-Odpocznij chwilę. Teraz moja kolej.
Syriuszowi wyszło znacznie lepiej. Stanął na czterech łapach będąc już prawie psem, ale wszystko cofnęło się i upadł na kolana.
-Suuuper, wyglądało odjazdowo – powiedział zafascynowany Rogacz.
-Zawsze wyglądam odjazdowo.
-Jako pies bardziej mi się podobasz – wyznał James.
-Ja za to w jeleniach nie gustuje. Próbujesz jeszcze raz? – zapytał.
-Tak, choć pewnie już mi nie wyjdzie tak dobrze.
Wstał i powtarzał zaklęcie skupiając się na nowo na swoich nogach, rękach, piersi i głowie.
Nagle poczuł ból w klatce piersiowej. Z nerwów pomylił zaklęcia. Uniósł się nad ziemię i z impetem uderzył w szafkę z książkami. Upadł ziemie, a ciężkie tomiska spadły na niego.
-Jezu… James! – Syriusz podbiegł do niego i drżącą rękom usunął książki za pomocą różdżki.
James miał twarz wykrzywioną od bólu i jęczał cicho.
-Choć do skrzydła szpitalnego – zdecydował Syriusz.
Złapał go za dłoń i pomógł wstać, co wyraźnie sprawiło koledze ból. Łapa zarzucił sobie jego rękę na kark i zaczął prowadzić go powoli ku wyjściu z sali.
W skrzydle szpitalnym pani Strauss przeraziła się widząc Jamesa w takim stanie. Natychmiast zajęła się nim.
-Coś ty znowu narozrabiał? – zapytała zaniepokojona. Zawsze bardzo go lubiła, bo często zajmował ją rozmową, kiedy odwiedzał skrzydło szpitalne z różnych przyczyn. – Mówiłam ci Słonko, żebyś bardziej na siebie uważał. – powiedziała surowo
-Stało mu się coś poważnego? – zapytał Syriusz widząc, że lekarka sadza jego przyjaciela na łóżku i daje jakiś eliksir.
-Nie wiem Żabko, wydaje mi się, że nie ale co się właściwie stało?
Syriusz zawahał się.
-No… uderzył w biblioteczkę i upadły na niego książki.
-Auuu… - wymsknęło się z ust Rogacza, kiedy pani Strauss nacisnęła na jego brzuch.
-W każdym razie musi zostać tu na noc. Zmykaj do pokoju, bo zaraz naskarżę nauczycielom, że jesteście po za swoim domem po ciszy nocnej.
Syriusz uśmiechnął się do niej niemrawo, poklepał Jamesa po ramieniu i wyszedł.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz