sobota, 21 lutego 2015

Huncwoci rozdział 11: Ale lala z tego Smarka

,,W Weimarze spot­ka­li się na wąskiej ścieżce w par­ku Goe­the i pe­wien kry­tyk li­terac­ki. Zo­baczyw­szy Goe­the­go, kry­tyk warknął:
- Nie ustępuję dro­gi durniom.
- A ja tak - od­po­wie­dział Goe­the i zszedł na bok.''
-Johann Wolfgang Goethe

Sorki, że między tym, a poprzednim postem była spora przerwa, ale tak jakoś wyszło.
Może miałabym większą motywację widząc, że ktoś zostawia pod postami jakieś komentarze, bo wtedy wiedziałabym, że publikowanie ich w internecie ma sens, bo ktoś je ogląda...

Do rzeczy.


-Smarkerus z włosami śliskimi jak wąż za książkami się chowa, a tłuszcz mu z glosy ścieka – podśpiewywał pod nosem Syriusz idąc ku Snape’owi, który siedział nisko pochylony nad książkami, przy stoliku w bibliotece. Słysząc te słowa poderwał gwałtownie głowę i spojrzał na nich nieco nieprzytomnym wzrokiem.
-Czego się uczysz? – zapytał beztrosko Syriusz przysiadając się do Severusa i nachylając nad jego niedokończonym esejem - Transmutacja? Chcesz się nauczyć jak transmutować sok w szampon? – zapytał całkiem poważnie, wskazując na butelkę soku stojącą obok książek.
Peter rozglądał się nerwowo, szukając wzrokiem bibliotekarki i uspokoił się nieco nie widząc jej nigdzie.
-A propos – kontynuował Syriusz. – Nie powinno się wnosić soku do biblioteki. – Mógłbyś go przypadkiem wylać na książkę, która jest własnością Hogwartu.
Patrzący na niego spode łba Severus zamknął książki i pośpiesznie schował pergamin z niedokończonym esejem do torby.
-Co, już idziesz?– zapytał Łapa udając smutek – A to dlaczego?
Severus wstał i spojrzał na niego wrogo.
-Odejdź mi z drogi, Black – warknął cicho, mając nadzieję że jego słowa zabrzmiały groźnie.
-Odejdź mi z drogi Black – przedrzeźnił go Syriusz, którego głos bardziej przypominał szczek ratlerka, niż całkiem wysokiego chłopca po mutacji.
-Twój brat musi się strasznie za ciebie wstydzić – zaszydził nagle Snape i ucieszył się bardzo widząc, że Syriusz zarumienił się lekko.– Mieć takiego wyrzutka rodzinnego, jako brata…
Syriusz rozzłościł się i jego oczy łypnęły groźnie na niższego od niego Ślizgona. Severus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że trafił w czuły punkt Blacka. Nadszedł wreszcie moment, w którym obaj wyciągnęli różdżki. Syriusz okazał się być szybszy. Rozbroił Severusa i schował jego różdżkę do kieszeni. Chwycił go za ramię i wyprowadził z biblioteki.
-Peter, weź jego torbę i zamknij drzwi.
Zeszli piętro niżej i weszli do opuszczonej Sali, którą musieli otworzyć za pomocą zaklęcia Alohomora. Syriusz przywiązał Snape’a do krzesła i wszedł na chwilę do kantorka, aby znaleźć w swojej torbie lusterko.
-James! – w lusterku pojawiła się twarz Pottera. – Mam Smarka. Klasa na trzecim piętrze, w której znaleźliśmy w zeszłym roku okulary McGonagall. Weź szampon i gumki do włosów.
Wszedł powrotem do klasy.
-Nie martw się, już wróciłem.
Snake zaklął głośno.
Glizdogon, który zajął się przeszukiwaniem torby Severusa, powiedział zaskoczony.
-Ej… Spójrz Syriuszu, to chyba jego pamiętnik!
Syriusz uśmiechnął się szeroko. Najwyraźniej posiadanie w swoich rękach pamiętnika Severusa było jego wielkim marzeniem.
-Pamiętnik? Naprawdę Smarkerusie? – zawołał.
Wyrwał Peterowi zeszyt. Snake poruszył się niespokojnie na krześle. Syriusz zaczął wertować dziennik.
-Notatki o eliksirach… bleblebleble…- nagle powiedział zaskoczony – Łuuuu… Co ja u widzę?
Pokazał Severusowi niezbyt ładny rysunek chudej dziewczyny z rudo-brązowymi włosami podpisany słowami „Lily Snape”.
-Nie wierzę! – krzyknął zdumiony – Chciałbym zobaczyć jej minę, jakby na to rzuciła okiem…
-Nie zobaczysz! – krzyknął, a jego głośnie wyraźnie słychać było strach.
Syriusz schował zeszyt do swojej torby i poklepał ją.
Do Sali wbiegł zdyszany James z tubką szamponu w ręku.
-Pomyślałem, że warto też pożyczyć szminkę od Dorcas – powiedział szczerząc się do Severusa, który spojrzał na niego spode łba.
-Szuru-buru, chlastu-chlastu, nie mam rączek jedenastu –zanucił James wyciągając ku niemu szampon.
-Może zawiążmy mu buzię, żeby nie gderał i nie rzucał klątw pod nosem? - zaproponował Syriusz.
James wzruszył ramionami.
Założyli wokół szyi Severusa wyczarowany obrus i za pomocą Aguametki zmoczyli mu włosy (i szatę).
Następnie James wylał mu na głowę pół butelki szamponu, a że wszyscy trzej brzydzili się dotknąć jego włosów szorowali je gąbką.
Drzwi od Sali otworzyły się.
-Zostawiliście mapę na biurku i zobaczyłem, że jesteście z Severusem… What the hell?
Lupin dopiero teraz zauważył co się dzieje i stanął mrugając, jakby miał nadzieję, że to mu się przewidziało. Trzej jego koledzy stali nad przywiązanym do krzesła Severusem Snape’m, który był czerwony ze złości, a na jego mokrych włosach było dużo piany.
-Co wy robicie? – zapytał zdziwiony.
-Myjemy mu włosy – odparł wesoło Peter.
Kolejne minuty Lupin krążył po klasie przyglądając się tajemniczym przedmiotom i obrazom i starając się nie patrzeć w kierunku kolegów, którzy nieźle bawili się i co jakiś czas wypowiadali zdania, które wyrwane z kontekstu mogłyby by zabrzmieć dziwacznie .
W głowie Remusa toczyła się walka. Dokuczać słabemu i nie lubianemu Ślizgonowi, w dodatku w czwórkę, było trochę nie w porządku
Ale wiedział dobrze, że Severus nie był bez winy. Znał się na czarnej magii i wciąż złorzeczył Syriuszowi i Jamesowi, którego wyraźnie nie cierpiał. Z drugiej strony.
W pewnym moencie usłyszał słowa:
-Lupin… umiesz robić te śmieszne kiteczki, które robią dziewczyny?
-Warkocze… –powiedział James.
Remus poruszył brwiami.
-Słyszałem jak taka jedna dziewczyna opowiadała drugiej na śniadaniu…
-Do rzeczy! – przerwał mu Syriusz.
-Zaklęcie brzmi braisissen – odparł szybko Remus, nieco urażonym tonem.
-Ale on ma teraz… takie… lepsze włosy – powiedział Peter patrząc na świeżo umyte i wysuszone włosy Snape’a. – Powinieneś częściej je myć –poradził Severusowi.
Kiedy zostawiali Severusa wyglądał naprawdę śmiesznie z malutkimi, brzydkimi warkoczami po bokach i szminką na powiekach. Odwiązali mu buzię, aby mógł ewentualnie zawołać jakąś pomoc, a on pożegnał ich stekiem przekleństw, jakby mogło mu to dać jakąś ulgę. James więc wrócił i za pomocą przywołanego aparatu zrobił mu pamiątkowe zdjęcie, na co w oczach Severusa pojawiły się łzy szczerej złości.
-Ale lala z tego Smarka – skomentował Peter.
Dobry humor towarzyszył huncwotom do końca dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz