- Nie ustępuję drogi durniom.
- A ja tak - odpowiedział Goethe i zszedł na bok.''
-Johann Wolfgang Goethe
Sorki, że między tym, a poprzednim postem była spora przerwa, ale tak jakoś wyszło.
Może miałabym większą motywację widząc, że ktoś zostawia pod postami jakieś komentarze, bo wtedy wiedziałabym, że publikowanie ich w internecie ma sens, bo ktoś je ogląda...
Do rzeczy.
-Smarkerus z włosami śliskimi jak wąż za książkami się
chowa, a tłuszcz mu z glosy ścieka – podśpiewywał pod nosem Syriusz idąc ku
Snape’owi, który siedział nisko pochylony nad książkami, przy stoliku w
bibliotece. Słysząc te słowa poderwał gwałtownie głowę i spojrzał na nich nieco
nieprzytomnym wzrokiem.
-Czego się uczysz? – zapytał beztrosko Syriusz przysiadając
się do Severusa i nachylając nad jego niedokończonym esejem - Transmutacja?
Chcesz się nauczyć jak transmutować sok w szampon? – zapytał całkiem poważnie,
wskazując na butelkę soku stojącą obok książek.
Peter rozglądał się nerwowo, szukając wzrokiem bibliotekarki
i uspokoił się nieco nie widząc jej nigdzie.
-A propos – kontynuował Syriusz. – Nie powinno się wnosić
soku do biblioteki. – Mógłbyś go przypadkiem wylać na książkę, która jest
własnością Hogwartu.
Patrzący na niego spode łba Severus zamknął książki i pośpiesznie
schował pergamin z niedokończonym esejem do torby.
-Co, już idziesz?– zapytał Łapa udając smutek – A to
dlaczego?
Severus wstał i spojrzał na niego wrogo.
-Odejdź mi z drogi, Black – warknął cicho, mając nadzieję że
jego słowa zabrzmiały groźnie.
-Odejdź mi z drogi Black – przedrzeźnił go Syriusz, którego
głos bardziej przypominał szczek ratlerka, niż całkiem wysokiego chłopca po
mutacji.
-Twój brat musi się strasznie za ciebie wstydzić – zaszydził
nagle Snape i ucieszył się bardzo widząc, że Syriusz zarumienił się lekko.–
Mieć takiego wyrzutka rodzinnego, jako brata…
Syriusz rozzłościł się i jego oczy łypnęły groźnie na niższego
od niego Ślizgona. Severus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że trafił w
czuły punkt Blacka. Nadszedł wreszcie moment, w którym obaj wyciągnęli różdżki.
Syriusz okazał się być szybszy. Rozbroił Severusa i schował jego różdżkę do
kieszeni. Chwycił go za ramię i wyprowadził z biblioteki.
-Peter, weź jego torbę i zamknij drzwi.
Zeszli piętro niżej i weszli do opuszczonej Sali, którą
musieli otworzyć za pomocą zaklęcia
Alohomora. Syriusz przywiązał Snape’a do krzesła i wszedł na chwilę do
kantorka, aby znaleźć w swojej torbie lusterko.
-James! – w lusterku pojawiła się twarz Pottera. – Mam Smarka.
Klasa na trzecim piętrze, w której znaleźliśmy w zeszłym roku okulary
McGonagall. Weź szampon i gumki do włosów.
Wszedł powrotem do klasy.
-Nie martw się, już wróciłem.
Snake zaklął głośno.
Glizdogon, który zajął się przeszukiwaniem torby Severusa,
powiedział zaskoczony.
-Ej… Spójrz Syriuszu, to chyba jego pamiętnik!
Syriusz uśmiechnął się szeroko. Najwyraźniej posiadanie w
swoich rękach pamiętnika Severusa było jego wielkim marzeniem.
-Pamiętnik? Naprawdę Smarkerusie? – zawołał.
Wyrwał Peterowi zeszyt. Snake poruszył się niespokojnie na
krześle. Syriusz zaczął wertować dziennik.
-Notatki o eliksirach… bleblebleble…- nagle powiedział
zaskoczony – Łuuuu… Co ja u widzę?
Pokazał Severusowi niezbyt ładny rysunek chudej dziewczyny z
rudo-brązowymi włosami podpisany słowami „Lily Snape”.
-Nie wierzę! – krzyknął zdumiony – Chciałbym zobaczyć jej
minę, jakby na to rzuciła okiem…
-Nie zobaczysz! – krzyknął, a jego głośnie wyraźnie słychać
było strach.
Syriusz schował zeszyt do swojej torby i poklepał ją.
Do Sali wbiegł zdyszany James z tubką szamponu w ręku.
-Pomyślałem, że warto też pożyczyć szminkę od Dorcas –
powiedział szczerząc się do Severusa, który spojrzał na niego spode łba.
-Szuru-buru, chlastu-chlastu, nie mam rączek jedenastu –zanucił
James wyciągając ku niemu szampon.
-Może zawiążmy mu buzię, żeby nie gderał i nie rzucał klątw
pod nosem? - zaproponował Syriusz.
James wzruszył ramionami.
Założyli wokół szyi Severusa wyczarowany obrus i za pomocą
Aguametki zmoczyli mu włosy (i szatę).
Następnie James wylał mu na głowę pół butelki szamponu, a że
wszyscy trzej brzydzili się dotknąć jego włosów szorowali je gąbką.
Drzwi od Sali otworzyły się.
-Zostawiliście mapę na biurku i zobaczyłem, że jesteście z
Severusem… What the hell?
Lupin dopiero teraz zauważył co się dzieje i stanął
mrugając, jakby miał nadzieję, że to mu się przewidziało. Trzej jego koledzy
stali nad przywiązanym do krzesła Severusem Snape’m, który był czerwony ze
złości, a na jego mokrych włosach było dużo piany.
-Co wy robicie? – zapytał zdziwiony.
-Myjemy mu włosy – odparł wesoło Peter.
Kolejne minuty Lupin krążył po klasie przyglądając się
tajemniczym przedmiotom i obrazom i starając się nie patrzeć w kierunku kolegów,
którzy nieźle bawili się i co jakiś czas wypowiadali zdania, które wyrwane z
kontekstu mogłyby by zabrzmieć dziwacznie .
W głowie Remusa toczyła się walka. Dokuczać słabemu i nie
lubianemu Ślizgonowi, w dodatku w czwórkę, było trochę nie w porządku
Ale wiedział dobrze, że Severus nie był bez winy. Znał się
na czarnej magii i wciąż złorzeczył Syriuszowi i Jamesowi, którego wyraźnie nie
cierpiał. Z drugiej strony.
W pewnym moencie usłyszał słowa:
-Lupin… umiesz robić te śmieszne kiteczki, które robią dziewczyny?
-Warkocze… –powiedział James.
Remus poruszył brwiami.
-Słyszałem jak taka jedna dziewczyna opowiadała drugiej na
śniadaniu…
-Do rzeczy! – przerwał mu Syriusz.
-Zaklęcie brzmi braisissen
– odparł szybko Remus, nieco urażonym tonem.
-Ale on ma teraz… takie… lepsze włosy – powiedział Peter
patrząc na świeżo umyte i wysuszone włosy Snape’a. – Powinieneś częściej je myć
–poradził Severusowi.
Kiedy zostawiali Severusa wyglądał naprawdę śmiesznie z
malutkimi, brzydkimi warkoczami po bokach i szminką na powiekach. Odwiązali mu
buzię, aby mógł ewentualnie zawołać jakąś pomoc, a on pożegnał ich stekiem
przekleństw, jakby mogło mu to dać jakąś ulgę. James więc wrócił i za pomocą
przywołanego aparatu zrobił mu pamiątkowe zdjęcie, na co w oczach Severusa
pojawiły się łzy szczerej złości.
-Ale lala z tego Smarka – skomentował Peter.
Dobry humor towarzyszył huncwotom do końca dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz