piątek, 20 lutego 2015

Rozdział II

Julia szykowała się do wyprawy swojego życia i rozmyślała o swoich przyjaciółkach, które pewnie chciałyby udać się w tą podróż razem z nią. Niestety nie mogły, bo wszystkie trzy nie żyły.
*
Clary wracała do domu z Miasta Elfów, w którym była z wizytą u swojej koleżanki z dzieciństwa – Olivii. Był to zimny wieczór. Padał deszcz i było ciemno. Czarownica szła poboczem koło drogi. Nagle zobaczyła powóz ciągnięty przez dwa piękne konie. Jechał w kierunku jej domu. Clary wybiegła na drogę i zatrzymała powóz. Jechali w niej trzej mężczyźni.
- Gdzie panowie jadą? – zapytała Clary jednego z nich.
- Do Miasta Czarów – odpowiedział mężczyzna.
- Mogłabym się z panami zabrać? – zapytała Clary.
- Oczywiście – odpowiedział mężczyzna.
Clary wsiadła do powozu. Jeden z mężczyzn wyciągnął zza pazuchy piękną różę i podał ją dziewczynie.  Clary powąchała ją i urwał jej się film.
*
Robin udała się razem z innymi Wybrańcami na wycieczkę na inną planetę, zwaną Ziemia. Miała chwilę wolnego czasu na zwiedzanie obcego miejsca. Szła jedną z Nowojorskich ulic, gdy nagle usłyszała muzykę dobiegającą z jednego z wieżowców. Przystanęła pod nim i wsłuchała się w piękną melodię graną na fortepianie. Muzyka była bardzo ważna dla Robin.
Nagle melodia się zmieniła. Była okropna. Brzmiała, jakby ktoś zaczął grać na oślep pierwsze lepsze dźwięki. Potem usłyszała pełen frustracji wrzask. Podniosła do góry głowę, próbując zlokalizować mieszkanie, w którym się znajdował sfrustrowany pianista. W końcu udało zlokalizować jej się mieszkanie pianisty. Zobaczyła wypadający przez okno fortepian. Sparaliżował ją strach. Instrument leciał prosto na nią. Nawet gdyby próbowała i tak nie dałaby rady uciec. Wrzasnęła, a potem została przygnieciona przez fortepian.
Robin była czarownicą i świetną wojowniczką. Jej mama była potężną czarownicą, a ojciec silnym łowcą. Dziewczyna razem ze swoim bratem  uczyła się czarować i walczyć od najmłodszych lat. Była wspaniałą łuczniczką, umiała poważnie zranić przeciwnika za pomocą swoich nieodłącznych glanów  i miała niebywałą siłę. Potrafiła posługiwać się wieloma rodzajami broni. Pewnego dnia spadł na nią fortepian. Umarła na miejscu.
*
                Clary otworzyła oczy. Była przywiązana do jakiegoś słupa. Podszedł do niej jeden z mężczyzn. Trzymał w ręce nóż.
- Co knują czarownice? – zapytał.
- Co? – zapytała Clary. – Po co wam ta informacja?
- Jesteśmy mieszkańcami planety Lifrega w konstelacji Wielkiego Regulusa. Zostaliśmy zesłani na tą planetę, by dowiedzieć się, dlaczego czarownice i czarodzieje z Miasta Czarów chcą najechać naszą planetę i nas podbić. Dotarła do nas ta informacja i natychmiast wyruszyliśmy na planetę Siedmiu Magów. Co wiesz o tym wszystkim?
- Nic – powiedziała Clary. – To bzdury!
- Czyżby? – zapytał mężczyzna, po czym wbił jej sztylet w brzuch. Z rany trysnęła krew. – Mów co wiesz!
*
                Amy była prześladowana w szkole, z powodu tego, że była inna oraz dlatego, że rok wcześniej na pół roku  przeprowadziła się razem z rodzicami do miasteczka Wielkiego Maga znajdującego się w krainie zwaną Zaczarowaną Ziemią. Przez  rok uczęszczała tam do Szkoły Magii imienia Wielkiej Reginy.
 Potem jej rodzice powrócili do rodzinnego domu razem z Amy. Szkoła Magii imienia Wielkiej Reginy i Księżycowy Instytut  od zawsze rywalizowały ze sobą. Fakt, że Amy przez rok uczęszczała do konkurencyjnej szkoły został powszechnie uznany za zdradę i od tej pory pół szkoły dokuczało nastolatce. Miała już tego serdecznie dosyć.
Amy weszła na dach Instytutu . Jej życie nie miało już żadnego sensu. Chciała je jak najszybciej zakończyć. Miała na sobie długą, krwistoczerwoną suknię. Wiatr rozwiewał jej czarne jak heban włosy. Czarownica ostatni raz spojrzała na Miasto Czarów w którym dorastała.
- Żegnaj świecie! – krzyknęła, po czym skoczyła z dachu i roztrzaskała się na ziemi.
*
- Nic nie wiem! – wrzasnęła Clary. – Jestem tylko uczennicą Księżycowego Instytutu! Nic nie wiem…
- Kłamiesz! – wrzasnął mężczyzna.
                Nagle do pomieszczenia wszedł koń. Był to jeden z koni, które ciągnęły powóz. Był to pozornie zwykły koń. Pozory jednak mylą. Koń przemówił:
- Dziewczyna mówi prawdę. Nic nie wie. Jest bezużyteczna. Unicestwijcie ją.
                Mężczyzna stojący przed Clary wbił jej nóż prosto w serce, po czym wyszedł z pokoju zostawiając Clary umierającą w samotności.
*
                Khauriel wszedł do pokoju Julii, która właśnie skończyła się szykować do drogi.
- Jesteś gotowa? – zapytał, a dziewczyna skinęła głową. – Chodź ze mną na dół. Twój bagaż podręczny już na ciebie czeka.  Jason i Rose będą tu za kilka minut.
- Kim jest Rose? – zapytała Julia.
- Rose podróżuje razem ze mną – odpowiedział Khauriel.
                Julia i Khauriel zeszli po schodach na parter. Julia podeszła do szafy i wyjęła z niej bluzę. Już miała ją ubrać, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Otworzysz? – zapytała Khauriela.
- Jasne – odpowiedział Khauriel i otworzył drzwi wejściowe.
                Julia skończyła się ubierać i odwróciła się do Rose, która właśnie weszła do domu.
- Julio, poznaj Rose – powiedział Khauriel. – Rose jest anielicą z mojego zastępu i moją zastępczynią. Podróżujemy często razem.
- Witaj, Julio – powiedziała anielica podając Julii rękę.
- Witaj, Rose – odpowiedziała Julia ściskając rękę anielicy.
                Naczynie Rose miało dziewiętnaście lat. W tym wcieleniu anielica była szczupłą, niską, niebieskooką dziewczyną. Jej falowane blond włosy sięgały jej do ramion.  Nie była ani brzydka, ani szczególnie piękna. Była ładna i zwyczajna. Albo przynajmniej byłaby, gdyby była mniej anielska. Julia zauważyła, że Rose miała na lewej dłoni tatuaż przedstawiający różę.
                Prawdziwa Rose miała tylko dwadzieścia lat. Była tylko o rok starsza od swojego  naczynia. Była bardzo, ale to bardzo młodą anielicą. Dla porównania Khauriel miał dziewięćset lat i był uznawany w niebie za dość młodego anioła. Nawet Michał, który miał pięć tysięcy lat nie był stary. Był aniołem w średnim wieku. Najstarsze anioły narodziły się wraz z powstaniem wszechświata. Tylko one same wiedziały ile mają tak właściwie lat i rzecz jasna Bóg.
                Nagle do domu wszedł Jason. Podszedł do Julii i pocałował ją w policzek. Potem przywitał się z Khaurielem i Rose.
- Wszyscy już są – powiedział wesołym głosem Khauriel. – Mamy zagrożenie wojną, więc rzecz jasna wyruszamy na przygodę!
- Gdzie udamy się najpierw? – zapytała Rose.
- Może na Ziemię? – zaproponował anioł. – Na przykład do Wielkiej Brytanii? Jaki chcecie rok?
- Najbardziej współczesny dla ludzi, którzy tam mieszkają.
- A więc udajemy się do Wielkiej Brytanii w roku 2015 – Khauriel wyjął zza pazuchy coś, co wyglądało jak metalowa różdżka.
- Co to jest ? – zapytał Jason.
- To jest strivera – odpowiedział anioł. – Każdy Archanioł i Podróżnik ma takie coś.
- Czym jest właściwie ta strivera? – zapytała Rose Khauriela. – To coś w rodzaju magicznej różdżki?
- Można tak powiedzieć – odpowiedział anioł. – Jest to coś jak metalowa, dźwiękowa różdżka, która otwiera i zamyka tajne przejścia, rysuje runy o różnych właściwościach magicznych i uzdrawiających i przenosi w czasie i przestrzeni. Ma też różne inne właściwości, na przykład paraliżuje tymczasowo przeciwnika, zatrzymuje czas i robi różne inne rzeczy. Nie można nią jednak za to rzucać zaklęć, ale poza tym jest bardzo przydatna. Teraz złapcie się strivery i zamknijcie oczy.
Wszyscy posłusznie złapali kawałek metalowej różdżki i zamknęli oczy. Khauriel pstryknął palcami. Julia poczuła dziwne uczucie, jakby pędziła z prędkością światła na miotle. Nagle to uczucie ustało.
- Możecie już otworzyć oczy – powiedział wesoło Khauriel, a jego towarzysze wykonali jego polecenie.
 Jason i Julia rozglądali się dookoła ze zdziwieniem, a Rose uśmiechnęła się szeroko.
- Dawno już tu nie byłam ! – powiedziała anielica radosnym głosem. – Tęskniłam za tym miejscem.
- Gdzie jesteśmy? – zapytał zdziwiony Jason.
- Witajcie w Londynie! – powiedział Khauriel i uśmiechnął się szeroko.



- Lily

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz