niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział I

Julia weszła na miękki trawnik i źdźbła trawy ugięły się pod jej bosymi stopami. Była szczupłą, niską blondynką. Usiadła na trawie, obok swojego chłopaka – Jasona, który objął ją ramieniem.  Był on wysokim i dobrze zbudowanym brunetem. Jego jedno oko było zielone, a drugie niebieskie. Dwukolorowe oczy były typowe dla rasy łowców.  
Był to letni, upalny dzień. Nic nie zwiastowało, że zdarzy się coś niezwykłego. Krążyły co prawda pogłoski, że w Sidracie  pojawiły się demony, ale mało kto w to wierzył. Było to zbyt przerażające i absurdalne. Był to pozornie idealny dzień. Niestety, pozory mylą.
Nagle niebo pociemniało. Zerwała się okropna wichura. Zaczął padać deszcz. Niebo przecięła błyskawica.
- Jak to możliwe? – zapytał Jason. – Przecież przed chwilą świeciło słońce…
- Może jednak to wszystko prawda – powiedziała Julia. – Te pogłoski o demonach.
- Albo to zwykła burza – odparł Jason. – A jeśli to demony, to będę walczył.
- Ja też  - odpowiedziała Julia.
- Nie zgadzam się – powiedział twardo i zdecydowanie chłopak. – Nie będziesz z nikim walczyła. Nie jesteś łowczynią. Jesteś jeszcze taka młoda i delikatna… Nie możesz walczyć.
- Jestem czarownicą i znam mnóstwo zaklęć – odpowiedziała nastolatka. -  Poradzę sobie,
poza tym nie pozwolę ci walczyć samemu.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy – powiedział Jason. – Oczywiście, jeśli te wszystkie pogłoski to prawda. A teraz sprawdźmy co się dzieje… Albo chociaż schowajmy się gdzieś, zanim kompletnie przemokniemy.
Julia i Jason wzięli się za ręce i zaczęli biec w stronę domu Julii. Wbiegli do środka. W korytarzu czekała na nich mama Julii – Anthea.
- Jasonie, idź natychmiast do domu – powiedziała. – Twój ojciec chce cię widzieć. Podobno to coś bardzo ważnego.
- Dobrze, Antheo – odpowiedział Jason. – Czy coś się stało?
- Wojna niedługo się zacznie – powiedziała Anthea grobowym tonem.
*
                Jason wszedł do domu i pobiegł do swojego pokoju. Przebrał się szybko.  Mokre ubrania powiesił na krześle przy kominku i udał się do salonu. Byli tam jego rodzice, młodszy brat i jakiś mężczyzna, którego Jason jeszcze nigdy nie widział. Wyglądał jak człowiek, ale było w nim coś, co wskazywało na to, że nie jest on rasy ludzkiej. Nie był z pewnością ani łowcą, ani czarodziejem, ani nawet elfem.
- Witaj, Jasonie – powiedział nieznajomy. – Wszyscy się cieszymy, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością.
- Czym jesteś? – zapytał Jason.
- Aniołem – powiedział mężczyzna. – Mam na imię Khauriel.
- Kogo opętałeś i co tutaj robisz?
- Jakiegoś narkomana, żyjącego na planecie o nazwie Ziemia – odparł Khauriel. – Umierał, moja obecność mu pomaga. Jestem tutaj, by was ochraniać i by walczyć z demonami. Kilka z nich wydostało  się z piekła. Zaczyna się wojna.
- Zszedłeś na ziemię sam?
- Nie. Mam zastęp złożony z mniej znaczących dla nieba aniołów. Ale tylko ja będę was ochraniał  i wam pomagał.
- Nam? – zdziwił się Jason.
- Waszej rodzinie – wyjaśnił anioł. – Pochodzicie z rodu pierwszych łowców i należy wam się najlepsza opieka. Waszej rodzinie i przyjaciołom waszej rodziny.
- A co będzie robiła reszta aniołów?
- Wykonywała moje rozkazy, walczyła z demonami i niosła pomoc rannym. Każdy anioł zna wiele skutecznych i nieznanych ludzkości  metod uzdrawiania i jest nas bardzo trudno zabić. A przynajmniej naszą duszę, bo naczynie jest w stanie łatwo ulec zniszczeniu. Do pewnego stopnia się regenerujemy, ale czasem rany są zbyt wielkie i wtedy musimy zdobyć nowe naczynie.
- Naczynie?
- Tłumacząc na język ludzki jest to ciało, którego duszę wprowadzamy w czas tymczasowego uśpienia na czas naszego pobytu na Ziemi albo jakiejkolwiek innej planecie.
- Ciągle mówisz o tej Ziemi – zauważył Jason. – Co to za planeta?
- Jest to jedna z moich ulubionych planet – odpowiedział Khauriel. – Jest jedną z planet układu słonecznego. Byłem na niej kilkukrotnie. Ludzie są tam bardzo wykształceni. Dużo bardziej niż wy. Opracowali mnóstwo technologii. Za to u was jest więcej ras rozumnych. U nich są tylko zwykli ludzie i dosłownie  kilka rodzin wampirów, wilkołaków, czarodziei i łowców.  Generalnie Ziemianie nie znają magii.  
- Jak oni mogą żyć bez magii? – zapytał zdziwiony Jason.
- A jak wy możecie żyć bez samochodów lub komputerów? – zapytał spokojnym głosem anioł.
- Bez czego? – zdziwił się Jason.
Khauriel uśmiechnął się na widok zaskoczenia malującego się na twarzy łowcy.
- No właśnie – powiedział spokojnie. – Jeśli nie zna się pewnych rzeczy, z pewnością da się bez nich żyć. Ludzie z tamtej planety nie potrzebują teleportacji, bo mają pojazdy dużo szybsze i  bardziej wytrzymałe niż powozy, czy rowery. Nie potrzebna im magia,  bo posiadają elektryczność. Faktycznie ich życie byłoby jeszcze łatwiejsze, gdyby znali magię, a wasze dużo przyjemniejsze, gdybyście znali elektryczność, ale wszystkiego mieć nie można.   
*
                Następnego dnia z samego rana Jason przyszedł do domu Julii. Była przerażona rozpoczynającą się wojną, ale i tak chciała walczyć. Anthea nie pozwoliła jej na to i Julia poprosiła Jasona, by pomógł jej przekonać jej matkę, by się zgodziła. Jason jednak nie zamierzał pomóc Julii. Nie chciał, by walczyła. Doskonale rozumiał obawy Anthei. Julia miała tylko siedemnaście lat i była jedynaczką. Gdyby Julia zginęła, Anthea by tego nie przeżyła. Ojciec Julii umarł, gdy miała ona roczek. Julia i Anthea miały tylko siebie.
                Jason i Julia siedzieli w pokoju dziewczyny i rozmawiali. Postanowili udać się do domu Jasona, który chciał zapoznać Julię z Khaurielem. Nastolatka jeszcze nigdy w życiu nie spotkała anioła i była bardzo ciekawa jacy są wysłannicy samego Boga.
Para weszła do domu łowcy. Dom Jasona  miał trzy piętra – piwnicę, w której znajdowała  się sala treningowa i zbrojownia, parter na którym była łazienka, kuchnia, salon połączony z jadalnią  i pokój gościnny oraz pierwsze piętro na którym była druga łazienka, sypialnia rodziców Jasona oraz pokój nastolatka obok którego była sypialnia jego młodszego brata - Johna.
 Pokój Jasona był nieduży. Ściany były  pomalowane na krwistą czerwień.  Wisiały na nich miecze, sztylety, noże i pistolety, czyli broń, którą każdy łowca zawsze powinien mieć pod ręką.  Trochę mniej ważne są kołki, kusze i łuki, więc znajdowały się one w zbrojowni.
Na drzwiach prowadzących do pokoju Jasona był narysowany pentagram, który nie pozwalał demonom i wampirom bez zaproszenia wejść do jego pokoju. Taki sam pentagram znajdował się na podłodze pod dywanem. Jeśli jakiś demon wszedłby na jego dywan znalazłby się natychmiast w pułapce, z której mógł go wypuścić tylko i wyłącznie Jason.
Po lewej stronie, przy wejściu do pokoju Jasona znajdowało się łóżko, pod którym chłopak trzymał sól odpychającą złe duchy, różaniec oraz pistolet i różne rodzaje naboi ( każdy działający na inną istotę magiczną).
 Na wprost od łóżka znajdowała się szafa. Wisiały  w niej ubrania codzienne, wizytowe, przebrania, które  pozwalały na wtopienie się w tłum w przypadku wizyty w innym wymiarze oraz bojowe mundury łowieckie.  Po prawej stronie od szafy znajdowała się komoda z bielizną, a po prawej stronie komody, pod oknem stało biurko.
 Obok biurka stała mała biblioteczka. Znajdowały się w niej magiczne księgi, pismo święte, księgi łowieckie, podręczniki, w których były zawarte informacje o innych wymiarach i bestiariusze.
Jason nie lubił czytać. Była to dla niego kara. Był niestety do tego zmuszany. Chodził do szkoły dla łowców, w której czytanie było bardzo ważne. Często musiał w szkole przeczytać bardzo szybko fragment danej księgi i od razu zastosować w praktyce wiedzę, którą zdobył czytając. Musiał więc być skupiony na czytaniu, czytać szybko, ale ze zrozumieniem i umieć wykorzystać w trybie natychmiastowym zdobytą wiedzę.
                Jason i Julia udali się do salonu, w którym siedział Khauriel.
- Gdzie są moi rodzice? – zapytał Jason.
- Udali się  razem z twoim bratem na szkolenie – powiedział Khauriel. – Ty też powinieneś się na nie udać, chłopcze. Jednak z tego co widzę, szkolenia cię nie interesują. Ważniejsze dla ciebie jest przebywanie z piękną niewiastą niż nauka, jak ratować świat.
- W miarę dobrze sobie radzę na szkoleniach – odparł Jason. – Więc postanowiłem sobie to jedno odpuścić.
- Ale jest one bardzo ważne – powiedział anioł. – Bez niego możesz nie przeżyć kilku minut na wojnie. Demony, a zwłaszcza Marcus są bardzo inteligentne, szybkie i przebiegłe, a przy tym przerażające i bardzo, ale to bardzo złe. Są naprawdę trudnymi do pokonania przeciwnikami. Dawno, dawno temu na polecenie mojego brata broniłem razem z moim własnym, prywatnym zastępem młodych aniołów Ziemi. Musiałem walczyć z Marcusem. Chciał mnie spalić żywcem. Cudem udało mi się ujść z życiem z naszego spotkania. Nie chodzi mi teraz o to, że mojemu naczyniu udało się ujść z życiem, co to to nie. To biedne naczynie nie miało żadnych szans. Chodzi mi o to, że on prawie zabił mnie. Prawdziwego mnie! Prawdziwego anielskiego mnie! Aniołów praktycznie nie da się zabić, a mu się to prawie udało… A ty myślisz, że możesz opuścić jakieś szkolenie… Postępujesz nierozsądnie Jasonie.
- W takim razie później pójdę do piwnicy i trochę potrenuję – odpowiedział od niechcenia Jason, a następnie wskazał na Julię. – Khaurielu, poznaj moją dziewczynę, Julię.
- Miło mi cię poznać, Julio – powiedział anioł i pocałował jej dłoń. – Jesteś naprawdę piękną niewiastą i z tego, co udało mi się wyczytać z twoich oczu jesteś również bardzo zdolną i potężną czarownicą.
- Dziękuję –  powiedziała Julia, która zarumieniła się na twarzy. – Mi też cię miło poznać, Khaurielu.
- Byliście kiedyś na jakiejś innej planecie? – zapytał Khauriel.
- Nie – odpowiedziała Julia. – Ale moja przyjaciółka była.
- Podobało jej się tam? – zapytał Khauriel.
- Nie wiem – odpowiedziała Julia. – Nigdy nie miałam okazji jej o to zapytać. Poleciała na obcą planetę z grupką wybranych osób z naszej szkoły i nigdy nie wróciła. Umarła na tej planecie.
- Przykro mi – powiedział szczerze Khauriel. - I doskonale zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała się ze mną udać w podróż po Wszechświecie…
- Oczywiście, że będę chciała! – powiedziała Julia. – Jedynym moim warunkiem jest to, że Jason uda się w podróż razem z nami.
- Oczywiście, że tak – powiedział Khauriel. – Oboje jesteście zaproszeni do zwiedzania ze mną Wszechświata, jeśli tylko będziecie chcieli. Najlepsze jest to,  że anioły mogą podróżować zarówno w przestrzeni jak i w czasie. Nikt nawet nie zauważy, że gdzieś się udaliście, chyba że chcecie uciec…
- Kiedy ruszamy w podróż? – zapytał Jason.
- Jak tylko będziecie gotowi – odpowiedział anioł.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz