Julia weszła na miękki trawnik i źdźbła trawy
ugięły się pod jej bosymi stopami. Była szczupłą, niską blondynką. Usiadła na
trawie, obok swojego chłopaka – Jasona, który objął ją ramieniem. Był on wysokim i dobrze zbudowanym brunetem.
Jego jedno oko było zielone, a drugie niebieskie. Dwukolorowe oczy były typowe
dla rasy łowców.
Był to letni, upalny dzień. Nic nie zwiastowało, że
zdarzy się coś niezwykłego. Krążyły co prawda pogłoski, że w Sidracie pojawiły się demony, ale mało kto w to
wierzył. Było to zbyt przerażające i absurdalne. Był to pozornie idealny dzień.
Niestety, pozory mylą.
Nagle niebo pociemniało. Zerwała się okropna
wichura. Zaczął padać deszcz. Niebo przecięła błyskawica.
- Jak to możliwe? – zapytał Jason. – Przecież przed chwilą świeciło
słońce…
- Może jednak to wszystko prawda – powiedziała Julia. – Te pogłoski o
demonach.
- Albo to zwykła burza – odparł Jason. – A jeśli to demony, to będę
walczył.
- Ja też - odpowiedziała Julia.
- Nie zgadzam się – powiedział twardo i zdecydowanie chłopak. – Nie
będziesz z nikim walczyła. Nie jesteś łowczynią. Jesteś jeszcze taka młoda i
delikatna… Nie możesz walczyć.
- Jestem czarownicą i znam mnóstwo zaklęć – odpowiedziała nastolatka.
- Poradzę sobie,
poza tym nie pozwolę ci walczyć samemu.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy – powiedział Jason. – Oczywiście,
jeśli te wszystkie pogłoski to prawda. A teraz sprawdźmy co się dzieje… Albo
chociaż schowajmy się gdzieś, zanim kompletnie przemokniemy.
Julia i Jason
wzięli się za ręce i zaczęli biec w stronę domu Julii. Wbiegli do środka. W
korytarzu czekała na nich mama Julii – Anthea.
- Jasonie, idź natychmiast do
domu – powiedziała. – Twój ojciec chce cię widzieć. Podobno to coś bardzo
ważnego.
- Dobrze, Antheo – odpowiedział
Jason. – Czy coś się stało?
- Wojna niedługo się zacznie –
powiedziała Anthea grobowym tonem.
*
Jason
wszedł do domu i pobiegł do swojego pokoju. Przebrał się szybko. Mokre ubrania powiesił na krześle przy
kominku i udał się do salonu. Byli tam jego rodzice, młodszy brat i jakiś
mężczyzna, którego Jason jeszcze nigdy nie widział. Wyglądał jak człowiek, ale
było w nim coś, co wskazywało na to, że nie jest on rasy ludzkiej. Nie był z
pewnością ani łowcą, ani czarodziejem, ani nawet elfem.
- Witaj, Jasonie – powiedział nieznajomy. – Wszyscy się
cieszymy, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością.
- Czym jesteś? – zapytał Jason.
- Aniołem – powiedział mężczyzna. – Mam na imię Khauriel.
- Kogo opętałeś i co tutaj robisz?
- Jakiegoś narkomana, żyjącego na planecie o nazwie Ziemia –
odparł Khauriel. – Umierał, moja obecność mu pomaga. Jestem tutaj, by was
ochraniać i by walczyć z demonami. Kilka z nich wydostało się z piekła. Zaczyna się wojna.
- Zszedłeś na ziemię sam?
- Nie. Mam zastęp złożony z mniej znaczących dla nieba
aniołów. Ale tylko ja będę was ochraniał i wam pomagał.
- Nam? – zdziwił się Jason.
- Waszej rodzinie – wyjaśnił anioł. – Pochodzicie z rodu
pierwszych łowców i należy wam się najlepsza opieka. Waszej rodzinie i
przyjaciołom waszej rodziny.
- A co będzie robiła reszta aniołów?
- Wykonywała moje rozkazy, walczyła z demonami i niosła
pomoc rannym. Każdy anioł zna wiele skutecznych i nieznanych ludzkości metod uzdrawiania i jest nas bardzo trudno
zabić. A przynajmniej naszą duszę, bo naczynie jest w stanie łatwo ulec
zniszczeniu. Do pewnego stopnia się regenerujemy, ale czasem rany są zbyt
wielkie i wtedy musimy zdobyć nowe naczynie.
- Naczynie?
- Tłumacząc na język ludzki jest to ciało, którego duszę
wprowadzamy w czas tymczasowego uśpienia na czas naszego pobytu na Ziemi albo
jakiejkolwiek innej planecie.
- Ciągle mówisz o tej Ziemi – zauważył Jason. – Co to za
planeta?
- Jest to jedna z moich ulubionych planet – odpowiedział
Khauriel. – Jest jedną z planet układu słonecznego. Byłem na niej kilkukrotnie.
Ludzie są tam bardzo wykształceni. Dużo bardziej niż wy. Opracowali mnóstwo
technologii. Za to u was jest więcej ras rozumnych. U nich są tylko zwykli
ludzie i dosłownie kilka rodzin
wampirów, wilkołaków, czarodziei i łowców.
Generalnie Ziemianie nie znają magii.
- Jak oni mogą żyć bez magii? – zapytał zdziwiony Jason.
- A jak wy możecie żyć bez samochodów lub komputerów? –
zapytał spokojnym głosem anioł.
- Bez czego? – zdziwił się Jason.
Khauriel uśmiechnął się na widok zaskoczenia malującego się
na twarzy łowcy.
- No właśnie – powiedział spokojnie. – Jeśli nie zna się
pewnych rzeczy, z pewnością da się bez nich żyć. Ludzie z tamtej planety nie
potrzebują teleportacji, bo mają pojazdy dużo szybsze i bardziej wytrzymałe niż powozy, czy rowery.
Nie potrzebna im magia, bo posiadają
elektryczność. Faktycznie ich życie byłoby jeszcze łatwiejsze, gdyby znali
magię, a wasze dużo przyjemniejsze, gdybyście znali elektryczność, ale
wszystkiego mieć nie można.
*
Następnego
dnia z samego rana Jason przyszedł do domu Julii. Była przerażona
rozpoczynającą się wojną, ale i tak chciała walczyć. Anthea nie pozwoliła jej
na to i Julia poprosiła Jasona, by pomógł jej przekonać jej matkę, by się
zgodziła. Jason jednak nie zamierzał pomóc Julii. Nie chciał, by walczyła.
Doskonale rozumiał obawy Anthei. Julia miała tylko siedemnaście lat i była
jedynaczką. Gdyby Julia zginęła, Anthea by tego nie przeżyła. Ojciec Julii
umarł, gdy miała ona roczek. Julia i Anthea miały tylko siebie.
Jason i
Julia siedzieli w pokoju dziewczyny i rozmawiali. Postanowili udać się do domu
Jasona, który chciał zapoznać Julię z Khaurielem. Nastolatka jeszcze nigdy w
życiu nie spotkała anioła i była bardzo ciekawa jacy są wysłannicy samego Boga.
Para weszła do domu łowcy. Dom
Jasona miał trzy piętra – piwnicę, w
której znajdowała się sala treningowa i
zbrojownia, parter na którym była łazienka, kuchnia, salon połączony z jadalnią i pokój gościnny oraz pierwsze piętro na
którym była druga łazienka, sypialnia rodziców Jasona oraz pokój nastolatka
obok którego była sypialnia jego młodszego brata - Johna.
Pokój Jasona był nieduży. Ściany były pomalowane na krwistą czerwień. Wisiały na nich miecze, sztylety, noże i
pistolety, czyli broń, którą każdy łowca zawsze powinien mieć pod ręką. Trochę mniej ważne są kołki, kusze i łuki,
więc znajdowały się one w zbrojowni.
Na drzwiach prowadzących do
pokoju Jasona był narysowany pentagram, który nie pozwalał demonom i wampirom
bez zaproszenia wejść do jego pokoju. Taki sam pentagram znajdował się na
podłodze pod dywanem. Jeśli jakiś demon wszedłby na jego dywan znalazłby się
natychmiast w pułapce, z której mógł go wypuścić tylko i wyłącznie Jason.
Po lewej stronie, przy wejściu do
pokoju Jasona znajdowało się łóżko, pod którym chłopak trzymał sól odpychającą
złe duchy, różaniec oraz pistolet i różne rodzaje naboi ( każdy działający na
inną istotę magiczną).
Na wprost od łóżka znajdowała się szafa.
Wisiały w niej ubrania codzienne,
wizytowe, przebrania, które pozwalały na
wtopienie się w tłum w przypadku wizyty w innym wymiarze oraz bojowe mundury
łowieckie. Po prawej stronie od szafy
znajdowała się komoda z bielizną, a po prawej stronie komody, pod oknem stało
biurko.
Obok biurka stała mała biblioteczka. Znajdowały
się w niej magiczne księgi, pismo święte, księgi łowieckie, podręczniki, w
których były zawarte informacje o innych wymiarach i bestiariusze.
Jason nie lubił czytać. Była to
dla niego kara. Był niestety do tego zmuszany. Chodził do szkoły dla łowców, w
której czytanie było bardzo ważne. Często musiał w szkole przeczytać bardzo
szybko fragment danej księgi i od razu zastosować w praktyce wiedzę, którą
zdobył czytając. Musiał więc być skupiony na czytaniu, czytać szybko, ale ze
zrozumieniem i umieć wykorzystać w trybie natychmiastowym zdobytą wiedzę.
Jason i
Julia udali się do salonu, w którym siedział Khauriel.
- Gdzie są moi rodzice? – zapytał Jason.
- Udali się razem z
twoim bratem na szkolenie – powiedział Khauriel. – Ty też powinieneś się na nie
udać, chłopcze. Jednak z tego co widzę, szkolenia cię nie interesują.
Ważniejsze dla ciebie jest przebywanie z piękną niewiastą niż nauka, jak
ratować świat.
- W miarę dobrze sobie radzę na szkoleniach – odparł Jason.
– Więc postanowiłem sobie to jedno odpuścić.
- Ale jest one bardzo ważne – powiedział anioł. – Bez niego
możesz nie przeżyć kilku minut na wojnie. Demony, a zwłaszcza Marcus są bardzo
inteligentne, szybkie i przebiegłe, a przy tym przerażające i bardzo, ale to
bardzo złe. Są naprawdę trudnymi do pokonania przeciwnikami. Dawno, dawno temu
na polecenie mojego brata broniłem razem z moim własnym, prywatnym zastępem
młodych aniołów Ziemi. Musiałem walczyć z Marcusem. Chciał mnie spalić żywcem.
Cudem udało mi się ujść z życiem z naszego spotkania. Nie chodzi mi teraz o to,
że mojemu naczyniu udało się ujść z życiem, co to to nie. To biedne naczynie
nie miało żadnych szans. Chodzi mi o to, że on prawie zabił mnie. Prawdziwego
mnie! Prawdziwego anielskiego mnie! Aniołów praktycznie nie da się zabić, a mu
się to prawie udało… A ty myślisz, że możesz opuścić jakieś szkolenie…
Postępujesz nierozsądnie Jasonie.
- W takim razie później pójdę do piwnicy i trochę potrenuję
– odpowiedział od niechcenia Jason, a następnie wskazał na Julię. – Khaurielu,
poznaj moją dziewczynę, Julię.
- Miło mi cię poznać, Julio – powiedział anioł i pocałował
jej dłoń. – Jesteś naprawdę piękną niewiastą i z tego, co udało mi się wyczytać
z twoich oczu jesteś również bardzo zdolną i potężną czarownicą.
- Dziękuję –
powiedziała Julia, która zarumieniła się na twarzy. – Mi też cię miło
poznać, Khaurielu.
- Byliście kiedyś na jakiejś innej planecie? – zapytał
Khauriel.
- Nie – odpowiedziała Julia. – Ale moja przyjaciółka była.
- Podobało jej się tam? – zapytał Khauriel.
- Nie wiem – odpowiedziała Julia. – Nigdy nie miałam okazji
jej o to zapytać. Poleciała na obcą planetę z grupką wybranych osób z naszej
szkoły i nigdy nie wróciła. Umarła na tej planecie.
- Przykro mi – powiedział szczerze Khauriel. - I doskonale
zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała się ze mną udać w podróż po
Wszechświecie…
- Oczywiście, że będę chciała! – powiedziała Julia. –
Jedynym moim warunkiem jest to, że Jason uda się w podróż razem z nami.
- Oczywiście, że tak – powiedział Khauriel. – Oboje
jesteście zaproszeni do zwiedzania ze mną Wszechświata, jeśli tylko będziecie
chcieli. Najlepsze jest to, że anioły
mogą podróżować zarówno w przestrzeni jak i w czasie. Nikt nawet nie zauważy,
że gdzieś się udaliście, chyba że chcecie uciec…
- Kiedy ruszamy w podróż? – zapytał Jason.
- Jak tylko będziecie gotowi – odpowiedział anioł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz