Kolejna notka o huncwotach :). Mówię od razu, że sytuacja z wizytą u Lily jest pomysłem naszej blogowej... Lily(skomplikowane to) która już kiedyś napisała o tym opowiadanie w "Inna strona Petunii", ale u niej wyglądało to nie co inaczej :D.
-Łapa
***
Wakacje w domu państwa Potter były wspaniałe. Rodzice Jamesa pracowali w Ministerstwie Magii. Pan Charlus wracał na późny obiad, a jego żona szła tylko na parę godzin, albo nie chodziła wcale.
-Łapa
***
Wakacje w domu państwa Potter były wspaniałe. Rodzice Jamesa pracowali w Ministerstwie Magii. Pan Charlus wracał na późny obiad, a jego żona szła tylko na parę godzin, albo nie chodziła wcale.
-Swoje już odpracowałam. Teraz tylko nadzoruję pracę innych – wyjaśniła Syriuszowi.
Mieszkali w cudownym domu, pod wioską częściowo zamieszkaną przez czarodziei, a częściowo przez mugoli. Ich dom był prawie największy z nich wszystkich. Wnętrze zdobiły wartościowe obrazy, dywany i pamiątki rodzinne. Mimo że wystrój był tak starodawny jak u Blacków, to tutaj było znacznie bardziej przytulnie. Okien nie przysłaniały ciężkie zasłony, więc do środka wpadały jasne promienie słońca, oświetlając starannie wysprzątane wnętrze. Mieli osobny pokój z biblioteczką i taki z fortepianem, na którym grała pani Dorea. Śmiało można powiedzieć, że ten dom był stanowczo za duży dla dwójki rodziców i nastolatka.
Chłopacy wstawali późno i robili co chcieli. Często grali w quidditcha, a że była ich tylko dwójka po prostu łapali znicza, ścigali się, albo jeden z nich rzucał piłkę do bramki (którą było okno od pokoju Jamesa) a drugi jej bronił.
Ponieważ gdzieś, za murami ich domu działał Voldemort atakujący mugoli i czarodziei, zdobywający nowych popleczników i planujący, właściwie nie wiadomo co, państwo Potter bardzo stresowali się. James uważał, że mają jakiegoś bzika, bo nie pozwalali im nawet wychodzić z domu, kiedy było już ciemno. Jednak mimo to, czasami wymykali się w nocy pod peleryną niewidką i przechadzali się po mieście, strasząc mugoli. Raz pan Charlus zabrał ich ze sobą na misję, którą było wyczyszczenie pamięci mugoli będących świadkami użycia magii. Kolejny raz zaprowadził ich ze sobą do Ministerstwa, gdzie zapoznał ich z paroma przyjaciółmi. Zanim wyszli z domu kazał przyrzec im, że będą bardzo grzeczni i nic nie zmajstrują.
Pani Dorea była bardzo miłą, ale czasami stanowczą kobietą. Była bardzo opiekuńcza w stosunku do swojego syna. Zresztą oboje bardzo go kochali i rozpieszczali.
***
Pewnego ciepłego, lipcowego dnia James leżał rozleniwiony na łóżku wpatrując się zamglonym wzrokiem w wieszak przy drzwiach.
-Wiesz… tak mi wpadło do głowy… Co ty na to, żeby odwiedził Lily? – zapytał.
-A gdzie ona mieszka? – zapytał Syriusz.
-W takiej mugolskiej wiosce, Campkorness, jakieś trzy godziny drogi stąd.
-Jasne, pójdźmy, ucieszy się – Syriusz wyszczerzył zęby.
Przy kolacji, James zapytał ojca:
-Moglibyśmy jutro odwiedzić Campkorness?
Pan Charlus zastanawiał się przez chwilę, marszcząc czoło.
-To ta mugolska wioska, o którą ostatnio pytałeś?
-Tak.
-A co tam jest takiego ciekawego?
-Dziewczyna – James wyszczerzył zęby, na co pani Dorea przewróciła oczami.
-I naprawdę koniecznie musisz tam jechać? – zapytała.
-Mhm…
-Wsadzę was jutro do Błędnego Rycerza i poczekacie tam na mnie do osiemnastej, kiedy skończę pracę – powiedział.
-Dobra, dzięki – powiedział ucieszony James.
***
Całą drogę Błędnym Rycerzem, James bez powodu wybuchał co chwilę śmiechem, nucił pod nosem piosenki i wciąż opowiadał o możliwych reakcjach, które mogą ich spotkać.
-Myślisz, że ona może mieć siostrę? – zapytał z nadzieją Syriusz.
-Meadows mi mówiła, że ma.
-Dorcas ci mówiła? – zdziwił się.
-Taaa… Kiedyś, kiedy Lily walnęła mnie w twarz i siedziałem w pokoju wspólnym, powiedziała że zawsze zostaje mi jej siostra, ale robiła przy tym dziwną minę, więc może coś z nią jest nie tak.
-Jest mugolką.
-Tak, rzeczywiście! Ale musi zazdrościć Lily!
-Polepszy jej się trochę humor, jak pozna mnie – powiedział Syriusz, uśmiechając się.
Kiedy pół godziny później James od nowa zaczął naśladować zdziwioną matkę Lily, która oznajmia, że James jest wspaniałym chłopakiem dla jej córki i że Lily powinna się z nim umówić, Syriusz nie wytrzymał.
-Zamknij się wreszcie, albo zwalę cię z krzesła! – powiedział. – Wciąż mówisz o Lily, Lily to, Lily tamto, blablabla…
James spojrzał na niego oburzony.
-Ale Lily… - nie dokończył, bo w tym momencie Syriusz pchnął go powodując, że James spadł z krzesła.
Wyszli z Błędnego Rycerza i szli wzdłuż ulicy, przyglądając się z ciekawością małej, uroczej miejscowości, zamieszkanej przez niczego nie świadomych mugoli. James znał ulicę, ale nie wiedział, pod jakim numerem mieszka Evans, więc chodzili w tą i w tamtą szukając domu, który mógłby do niej należeć. W końcu James podszedł do jakiejś staruszki, która ich mijała, obrzucając ciekawym spojrzeniem.
-Wie pani gdzie mieszka Lily Evans?
-Słucham? – zapytała.
-Pytałem, czy wie pani gdzie mieszka Lily Evans.
-Ach, Evansowie. Tak, w tamtym żółtym domu po lewej. Ładna z niej dziewczyna naprawdę, aż miło że tym razem przychodzą do niej jacyś porządni chłopcy…
James zamrugał gwałtownie.
-A odwiedzili ją jacyś nie mili?
-Słyszałam, że tacy jedni ostatnio się do niej dobierali, a ona zdenerwowała się i go uderzyła, no a on ją oddał, ale tak tylko mówią.
James zaniknął mocno pięści, rozglądając się wokół spod przymrużonych powiek jakby spodziewał się zobaczyć napastników.
-Idziemy? – zapytał Syriusz.
Przeszli na drugą stronę i zadzwonili do drzwi.
Po chwili otworzyła im szczupła kobieta o jasnych włosach i miłym uśmiechu.
-Tak? – zapytała.
-Zastałem może Lily? – zapytał James, uśmiechając się szeroko.
-Tak, tak – powiedziała zaskoczony, spojrzała na nich dłużej, po czym obróciła się i krzyknęła przez ramię – Lily, jacyś chłopcy do ciebie przyszli! Wejdźcie, wejdźcie – dodała, zapraszając ich do środka.
Syriusz i James weszli do środka i rozejrzeli się dookoła zafascynowani. Nigdy nie mieli zbyt bliskiego kontaktu z mugolami.
Z salonu wyglądnęła dziewczyna. Miała długie, niezbyt ładne włosy mysiego koloru, szare oczy , a ubrana była w jeansy i szary sweterek.
Zmierzyła krótko chłopaków.
-Mogłabyś zaprowadzić ich do pokoju Lily?
Petunia skrzywiła się nie znacznie, po czym ruszyła schodami na górę. James śmiało ruszył za nią.
Kiedy znaleźli się na górze, usłyszeli głośną muzykę, dobiegającą z jednego z pokoi. Syriusz był bardzo ciekawy co będzie robiła Lily, zaskoczona tak nagle. Petunia najwyraźniej też o tym pomyślała, bo powiedziała:
-Poczekajcie chwilę – po czym zapukała krótko do drzwi i uchyliła je. – Masz gości – powiedziała, po czym weszła do kolejnego pokoju po lewej.
James wszedł do pokoju i uśmiechnął się jeszcze szerzej, widząc zszokowaną minę Lily, która leżała na łóżku ze szkicownikiem w ręku.
-Cześć Lilka! – przywitał się Syriusz.
-Witaj Skarbie – powiedział James.
-Jak… wy … Co … - zająkała się.
-Wpadliśmy w odwiedziny, bo byliśmy…
-Bo James strasznie jęczał, że chce cię zobaczyć i przez sen wciąż wymawiał twoje imię.
-Lepiej uważaj, bo zaraz powiem jej, czyje imię ty wymawiałeś przez sen – zagroził James.
-Ja nie gadam przez sen.
-Nikt ci nie uwierzy.
Lily odchrząknęła.
-To ja może zostawię was samych – powiedział Syriusz posyłając im znaczące spojrzenie i wyszedł z pokoju.
Lily przez chwilę patrzyła za nim z lekką obawą, jakby zastanawiała się gdzie poszedł.
-Słyszałem, że jacyś chłopacy cię napadli – powiedział poważnie James, na co Lily zaczerwieniła się lekko.
-Skąd ty bierzesz te wszystkie informacje o mnie? – powiedziała wyraźnie zirytowana.
-Ale to nie byli śmierciożercy, prawda?- zapytał, ignorując jej poprzednią wypowiedź
-Nie, zwykli mugole. A czemu sławny pan Potter tak się tym przejmuje? – zapytała chłodno.
-Nie zniósłbym gdyby coś ci się stało – powiedział uśmiechając się.
-Taaa… każdej dziewczynie tak mówisz? – zapytała.
-Nie, wiesz że zależy mi tylko na tobie – powiedział bardzo pewnie siebie.
Lily westchnęła.
-Po co tu przyszliście? – powtórzyła, tym razem lekki uśmieszek pojawił się na jej twarzy.
-Odwiedzić cię. Nie widziałem cię cały miesiąc!
-Straaaszne, caaały miesiąc.
-Te wieki były cierpieniem dla mojej duszy.
-Nie było ci lepiej kiedy wysyłałeś do mnie listy? – zapytała. – CODZIENNIE – dodała.
-Byłoby mi lepiej, gdybyś odpisała – powiedział nieco urażony.
***
Tymczasem państwo Evans stali w kuchni.
-Kto to jest – zapytał pan Peter.
-Jakiś dwóch chłopaków. Wysocy, przystojni i pewni siebie.
-Myślisz, że są z jej szkoły?
-Możliwe, a jeśli tak, to przyszli tu sami? – zapytała pani Mary.
Stali chwil wpatrując się w siebie.
-Może by tam do nich iść…
-Pójść i co zrobić?
-Nie wiem, wymyśl coś, no bo co oni tam robią…
-A Petunia siedzi z nimi?
-Wątpię…
-Idź tam z herbatą – powiedziała pani Mary i wyjęła filiżanki i ciasteczka.
-Ja?
-Tak, ja wymyśliłam, to ty idziesz.
-Jak dziecko… - mamrotał pan Evans idąc na górę.
Stanął przed drzwiami, starając się usłyszeć, co dzieje się w środku.
-Te wieki były cierpieniem dla mojej duszy.
-Nie było ci lepiej kiedy wysyłałeś do mnie listy? – zapytała. – CODZIENNIE – dodała.
-Byłoby mi lepiej, gdybyś odpisała – powiedział nieco urażony.
Umilkli na chwilę.
-Wydawało mi się, że deski na korytarzu zatrzeszczały…
Zanim pan Peter zdążył cokolwiek zrobić, drzwi od pokoju jego córki otworzyły się i pojawił się w nich dość wysoki, czarnowłosy brunet w okularach. Widząc pana Evans wyciągnął przed siebie rękę.
-Jestem James Potter – powiedział.
Pan Evans spojrzał na jego rękę i za swoje, trzymające tackę z herbatą, a James opuścił rękę.
-A ja Peter Evans, jak już pewnie się domyśliłeś ojciec Lily.
-Tato? – zapytała Lily, wychylając się. – Co robisz?
-Matka kazała mi przynieść herbatę - powiedział krótko, wszedł do pokoju, zostawił ją na biurku i wyszedł.
Lily przewróciła oczami.
-Chyba chciał sprawdzić co robimy – powiedział James.
-To pomysł mamy – stwierdziła Lily.
-Wiesz co, jesteś dla mnie zaskakująco miła – stwierdził ucieszony James.
-Bo na razie nie dałeś mi powodu do tego, żebym była nie miła, ale skoro tak bardzo ci tego brakuje, to mogę zacząć krzyczeć…
-Nie, tak jest dobrze – powiedział James, wlepiając w nią oczy z błogim uśmiechem.
-A ja jestem bardzo ciekawa co robi Syriusz.
-Chyba postanowił wyrwać twoją siostrę – powiedział James, uśmiechając się znacząco.
Lily zaśmiała się.
-Życzę mu powodzenia.
-A co, coś z nią nie tak? – zapytał James.
-Nie, no coś ty. Jest… w porządku... tylko że… A zresztą nie ważne – powiedziała.
James wyszedł po cichu z pokoju, a Lily podążała tuż za nim. James otworzył drzwi, na których była przywieszona tabliczka z napisem ,,Pukanie do drzwi jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło” i razem z Lily zajrzeli do środka. Na krześle siedziała spięta Petunia, a Syriusz leżał bokiem, party na ręce na jej łóżku z nieco niewyraźną miną.
-O, zakochane wróbelki przyszły – oznajmił. Sprawiał wrażenie, jakby ucieszyło go ich przybycie.
-Twoja siostra obiecała mi twoje zdjęcia z dzieciństwa – zwrócił się do Lily z huncwockim uśmieszkiem.
-Nie sądzę - odpowiedziała Lily, krzywiąc się lekko.
-No… jeszcze nie zdążyłem się zapytać, ale sądzę że się zgodzi – obrócił się do Petuni. – Nasz zakochany James bardzo by się ucieszył mogąc mieć ich więcej.
-Więcej? – zapytała Lily. James wysłał Syriuszowi ostrzegające spojrzenie. – A skąd ty do diaska wziąłeś moje zdjęcia?!
-Nie martw się, wyglądasz na nich uroczo – powiedział Syriusz, a Lily odpowiedziała mu morderczym spojrzeniem.
***
Siedziałam na krześle, w swoim pokoju i przysłuchiwałam się ich dziwnej rozmowie. Lily miała wielbiciela? Wielbiciela, który wyśledził gdzie mieszka i miał jej zdjęcia z dzieciństwa? I przyprowadził ze sobą przyjaciela… Syriusz był naprawdę przystojny, ale patrzył na nią z wyższością i Petunie bardzo przygnębiało, że pewnie ma ją po prostu za jakąś zwykłą, nieładną mugolkę. Za tą brzydszą siostrę.
Chciała pokazać, że wcale nie jest taka drętwa, jaka wydaje się być, a tymczasem nie była w stanie nawet normalnie się uśmiechnąć.
-To co robimy? – zapytał Syriusz, podnosząc się.
***
-Możemy zagrać w jakąś planszówkę – zaproponowała Lily. – Albo przejść się po okolicy… Niewinem co można tu jeszcze robić.
-Ok., gramy. Ja jestem w drużynie z Lily! – zawołał od razu James.
Syriusz zwrócił się do Petunii z rozbrajającym uśmiechem.
-Nie jestem zbyt dobrym zawodnikiem, bo nie znam żadnej mugolskiej gry planszowej, ale wieże że dzięki tobie uda nam się ich pokonać.
-Ja… nie gram – oświadczyła Petunia.
Lily spojrzała na nią nieprzeniknionym wzrokiem.
-Jeśli nie chcesz, to nie. Twoja sprawa.
Syriusz i James patrzyli na przemian to na jedną, to na drugą z nich. Siostry z pewnością na sobą nie przepadały. A przecież w hogwarcie wszyscy lubili tą pełną życia, mądrą Lily.
Poszli do pokoju Lily i kiedy ta wyjaśniła im wszystkie zasady gry w monopola (James był bardzo zawiedziony, że nie będzie mógł być w grupie z Lily) do pokoju weszła matka Lily i bardzo ucieszyła się widząc, że grają w planszówkę. Postanowiła się do nich przyłączyć. Syriusz miał niezły ubaw, jako że Margaret wczuwała się najbardziej z nich wszystkich i wyśmiewała głośno osobę, która musiała za coś zapłacić. James prawie cały czas patrzył się na Lily. Po kilkunastu minutach, do okna zapukała mała sowa.
Lily zdziwiła się, widząc ją, ale James oznajmił, że to chyba do niego i rozwiązał liścik. Było na nim napisane:
Zostańcie w domu dziewczyny dopóki po was nie przyjdę, nie wychodźcie na zewnątrz. Napisz mi dokładny adres.
Charlus
-Rodzice dostają świra na punkcie bezpieczeństwa, od kiedy zaczęło się to całe zamieszanie - wyjaśnił James.
Kilka minut przed osiemnastą do drzwi zadzwonił Charlus Potter. Lily zdziwiła się, widząc że jest starszy od jej rodziców, o jakieś dwadzieścia lat.
-Charlus Potter – przedstawił się, uśmiechając się bardzo podobnie do Jamesa. – Przyszedłem po chłopaków. Miło mi poznać – powiedział uśmiechając się serdecznie do Lily. – Musimy się już zmywać chłopaki, bo mam jeszcze do załatwienia drobną sprawę.
-Cześć Lilka – pożegnał się Syriusz.
-Do zobaczenia – powiedział James i mrugnął do niej.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz